Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Jedyne wspomnienie FB

W RECENZJI PRZEDPREMIEROWEJ

Czasem zdarza się nam czegoś zapomnieć. Zapisujemy sobie przypomnienie na karteczkach i wieszamy je w widocznych miejscach. Zdarza się, że przygotujemy coś ważnego i umieszczamy to w specjalnym miejscu aby tego nie zapodziać, a później (mimo naszych wysiłków) i tak przez dłuższy czas nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć, gdzie się ta rzecz znajduje. Taki problem zdarza się nam od czasu do czasu. Co jeśli występowałby po każdym przebudzeniu albo chwili zamyślenia? Poznajcie Florę Banks. Dziewczyna ma już siedemnaście lat, a taka przypadłość towarzyszy jej od ponad sześciu lat.

Flora Banks ma paru sprawdzonych przyjaciół. W Kornwalii, w miasteczku gdzie mieszka, większość osób wie, o jej szczególnie przypadłości. Sama Flora musi sobie nieustannie przypominać swoją własną historię, w której coś ewidentnie zdaje się nie pasować. Skoro jednak jej rodzice, opiekunowie bez których nie mogłaby funkcjonować, taką wersje jej opowiadają... więc musi być to wszystko prawdziwe. Wątpliwości nie opuszczają jednak dziewczynę, ale o tym dowiadujemy się dopiero później. Florę poznajemy w noc, kiedy udaje jej się przeżyć i zatrzymać w pamięci pierwsze wspomnienie od sześciu lat - wspomnienie pocałunku.

Jak bardzo romantyczne może się to wydawać, pocałunek na który się zgodziła odebrał jej przyjaźń najlepszej przyjaciółki... bo to właśnie z jej sympatią się całowała na plaży w świetle księżyca. Następnego dnia chłopak wyjechał do stacji podbiegunowej w Norwegii, a Flora została sama i to dosłownie. Jej rodzice polecieli do Francji do jej brata, który poważnie zachorował. Przez kilka dni miała jej pilnować najlepsza przyjaciółka, która teraz nie życzy sobie z Florą żadnych kontaktów. Flora zostaje w domu sama, z porozwieszanych wszędzie kartek przypomina sobie, co się stało... zarówno przez ostanie sześć lat jak i na plaży. Spirala się nakręca aż prowadzi do kupna biletów i wycieczki w nieznane arktyczne klimaty. Czy bohaterka faktycznie dotrze tam, gdzie oglądać można zorze polarne, a za miasto nie wychodzi się bez strzelby ze względu na niedźwiedzie polarne? Czy wspomnienia okażą się prawdziwe? I czy to pierwszy raz, kiedy została naprawdę sama?

Flora to przedziwny przykład bohaterki - jej zachowanie w takim samym stopniu denerwuje, co bywa zrozumiałe. Współczujemy jej, jednocześnie trudno sobie aż wyobrazić, jak można byłoby się tak zachować. Wydarzenia poznajemy tylko i wyłącznie z jej perspektywy, do momentu aż pojawiają się listy czy też inne osoby, które zaświadczyć mogą o prawdziwe. Lecz czy aby nie skłamią na swoją korzyść?

Ze względu na przypadłość Flory bohaterka musi sobie co chwilę wszystko przypominać od nowa. Jak długie powinny być takie streszczenia tego, co w akcji już było? Bywają to spore fragmenty, z których większość nie wnosi nic nowego do akcji. Tak się dzieje do momentu wyjazdu, gdzie akcja wyraźnie przyśpiesza by potem znów zwolnić. Przyznać jednak trzeba, że finał jest dość zaskakujący. To, co początkowo wydawało się być prawdą, nią nie jest. Jedne teorie się sprawdziły, inne obaliły. Flora szybko zjednuje sobie ludzi, więc przyjaciół, których straciła zastępują nowe i życzliwe jej osoby.

Nie ukrywam, że zarówno po zapowiedzi, prologu jak i opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego po tej historii. Myślałam, że jak to zwykle bywa, bohater nie pamięta, co zrobiło, gdyż było to na tyle traumatyczne iż umysł wyparł te wspomnienia. Dziewczyna nie wie, gdzie się znajduje, wszędzie wkoło lodowato i śnieżno, gdzieś czai się też niebezpieczeństwo. Ona zaś nie wyjdzie mu naprzeciw, dopóki wszystkiego sobie nie przypomni.
Spodziewałam się thrillera w typie "Black Ice", tyle iż rozgrywającego się za kołem podbiegunowym. "Jedynemu wspomnieniu Flory Banks" bliże jednak są inne powieści. Będzie to "Chłopak, który stracił głowę", gdzie bohater także uczył się żyć z nową dla niego, a niezwykłą dla innych, przypadłością medyczną. Podobnie czuła się też bohaterka powieści "Zapomniane", z tym wyjątkiem iż z brakiem wspomnień z przeszłości pojawiały się wizje przyszłości, a Flora Banks zostaje z niczym... bo to opowieść pozbawiona jakichkolwiek wątków paranormalnych poza skalą szczęścia, jaka towarzyszy Florze, kiedy ta wychodzi w nieznane bez jakiejkolwiek wiedzy o sobie czy świecie i prawach nim rządzących.

"Jedyne wspomnienie Flory Banks" - Emily Barr
Rodzaj: opowieść w jednym tomie
Wydawnictwo: Bukowy Las / OPIS WYDAWCY
Stron: 328
NR 09/2017/04/02 (493)
W skrócie: Nie jest to opowieść, do której bym wielokrotnie wracała. Z całą pewnością jest to jednak taka historia, którą trudno będzie zapomnieć. Mimo tych wszystkich i ciągłych powtórzeń w akcji, podobnie jak bliskie Florze osoby uczymy się jej kibicować. Okładka wygląda początkowo jak podarta kartka... potem jednak coraz bardziej zaczyna przypominać kry lodu na arktycznym morzu, gdzie niejeden usłyszał wezwanie nie wiadomo skąd i tam właśnie przybył, gdzie nie liczą się aż tak wspomnienia co chwila obecna.

PREMIERA: 26 KWIETNIA 2017

niedziela, 16 kwietnia 2017

Strong Woman Do Bong Soon


Niesamowita siła - to coś o czym marzy wielu. Jak wiadomo za to z wielu produkcji o superbohaterach, każda siła wiążę się tak samo z odpowiedzialnością jak z ukrywaniem sekretu. Jego ujawnienie oznacza nieodwracalną zmianę życia. W kwestii uczuć też nie jest łatwiej - bo jak stworzyć udany związek z tajemnicami w tle? Poznajcie historię przeuroczej i drobnej Do Bong Soon, której nikt o posiadanie nadprzyrodzonej siły nie podejrzewa.

Do Bong Soon od dawna ma problem - i nie jest to tylko borykanie się ze znalezieniem stałego zatrudnienia i swojego miejsca w życiu. Dziewczyna zakochana jest w swoich dawnym koledze ze szkoły Gook Doo (obecnym policjantem) i z zauroczenia wyrwać się nie potrafi... mimo iż on spotyka się z kimś na poważnie.
Duet oraz... pierwsze zauroczenie, która jednak ma datę przydatności
Przypadek sprawia, że Bong Soon spotyka właściciela firmy Airsoft (Ahn Min Hyeok), dla której chciałaby pracować i zaprojektować własną grę komputerową. Jeśli nie może swoich mocy pokazać jawnie światu, chciałaby zobrazować to w postaci swojej bohaterki w grze. Bong Soon pracę faktycznie dostaje, ale jako osobisty ochroniarz. Ahn Min Hyeok poznał jej sekret i chce użyć siły dziewczyny by znaleźć osobę, która go od dawna szantażuje - a podejrzewa osoby z najbliższego kręgu.

Aktorów po raz pierwszy widziałam dopiero w tej dramie. Główna bohaterka przekonuje już od pierwszego epizodu. To sympatyczna dziewczyna obdarzona darem niezwykłej siły, który to musi ukrywać przed światem. Moc od dawnych czasów przekazywana jest w jej rodzinie kolejnym potomkiniom. Jest jednak jeden warunek: jeśli użyje swojej siły przeciw komuś niewinnemu i go skrzywdzi, dar ten utraci. Bong Soon kiedy tylko może używa swojej mocy by pomagać innym, są to jednak małe codzienne przysługi nic większego... do momentu aż jej okolicę zaczyna terroryzować porywacz, który upodobał sobie młode dziewczęta - niczym Sinobrody kolekcjonuje swoje kolejne panny młode. Bohaterka nie można dłużej stać bezczynnie, a tymczasem porywacz sam już wkrótce pojawi się na jej drodze.

Pełno w tej historii komedii, bardziej poważny wątek popełnianych zdrobni równoważny nastrój, ale co do tego tytułu tak naprawdę przekonuje i nie pozwala odejść od ekranu to niezwykle udany wątek romantyczny. Od pierwszego spotkania do ostatniej sceny szesnastego finałowego odcinka jest to OTP, który śmiało wpisać mogę na listę swoich ulubionych historii serialowych duetów.

Ale słodycz to nie wszystko, są też i poważne momenty, które widz zapamięta na długo.
Bohaterowie początkowo nie przepadają za sobą, z czasem poznają coraz więcej swoich sekretów i zaczynają sobie ufać. Gra w otwarte karty powoduje wytworzenie się między nimi ujmującej atmosfery - to bezpośredniość w opisywaniu uczuć, która choć jest też źródłem humoru, sprawia iż nie sposób się nie uśmiechnąć, kiedy ta dwójka jest razem.

W tle mamy też pewne gangi, a nawet mafie. Jest rodzinna historia Bong Soon oraz przeciwstawiane jej dzieciństwo i obecne relacje w rodzinie CEO - właściciela Airsoft. Jest niezwykle przebiegły porywacz, który szpieguje wydział policyjny, a nawet zgłasza się jako świadek we własnej sprawie.

Jest śledztwo w toku, ofiary coraz bliższe Bong Soon i najpilniej strzeżony sekret w jej rodzinie, który poznaje bardzo niewłaściwa osoba. Sprawa robi się osobista i odliczać można już tylko chwile do starcia się bohaterów.

Strong Woman Do Bong Soon
Stacja: jTBC
Emitowane: 24.02 - 15.04.2017 (nowość)
Ilość odcinków: 16
Czas trwania jednego odcinka: 1 godzina 10 minut
W skrócie: Siedemnasta obejrzana drama okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie ma historii idealnych - książkowych, serialowych czy filmowych. Cenimy takie z nich, które w jakiś sposób nas zmieniają. "Strong Woman Do Bong Soon" to drama, na której odcinki wyczekiwałam, bo niesamowicie potrafiła poprawić humor, a dodatkowo tak ciekawa byłam dalszych losów głównej pary. To młodzi ludzie wkraczający w odpowiedzialną dorosłość, nie są idealni - momentami może wciąż troszkę dziecinni w swoim zachowaniu - ale razem stanowią niesamowicie ujmujący duet.

Historia, jak dla mnie, warta każdej chwili z nią spędzonej - podobnie jak były tego warte "Goblin" czy "W - Two Worlds"  Polecam każdy z tych tytułów!

wtorek, 11 kwietnia 2017

Chłopak z sąsiedztwa


" - Powiedziałam już, że masz przestać czytać mi w myślach.
- Czytam je, bo znam cię lepiej.
- Chyba śnisz.
- Tak, kiedy śnię, to też o tobie."

Nocne rozmowy przy świetle księżyca, gdy wszyscy inni już dawno śpią, powodują wytworzenie się alternatywnej rzeczywistości. W niej to nie obowiązują zasady dnia codziennego, a powierzyć można sobie największe z sekretów, które nie mogą jeszcze ujrzeć światła dziennego.

W tej powieści amerykańskiej autorki poznajemy Charlie Reynolds. To dziewczyna, której życiem rządzi sport. To on pozwala jej spędzać czas w towarzystwie starszych braci, a jednocześnie utrzymać kontrolę nad swoim życiem. Wszystko zaczyna się zmieniać w niepokojącym kierunku w czasie wakacji za sprawą dwóch rzeczy: snów i uczuć.

Okazuje się, że idealna rodzina też może mieć swoje mroczne sekrety. Koszmary o rozbitym szkle, dużej prędkości i krwawym deszczu podpowiadają tylko, że coś jest na rzeczy. Kwestia dotycząca uczuć to w skrócie Braden - czyli przyszywany czwarty brat, bo swoich rodzonych trzech Charlie już ma. Do tego jeszcze ojciec dziewczyny jest policjantem. Serce nie sługa, a nocne zwierzenia przy płocie, dzielącym posesje jednej rodziny od drugiej, sprzyjają tworzeniu się dodatkowej więzi.

Obóz sportowy, kara i konieczność znalezienia sobie letniej pracy to początek tej historii. Następie pojawia się stanowisko w sklepie z ubraniami, a zaraz po nim bycie modelem do pokazów makijażu. Czy sportowy wizerunek Charlie aż tak bardzo definiuje jej charakter? Czy będąc bardziej kobieca zwróci na siebie uwagę "chłopaka z sąsiedztwa" i spowoduje, że zobaczy on ją w innym świetle? Bohaterka ma co do tego poważne wątpliwości.

Nie zapominajmy też o tajemnicy snów, które zastąpiły prawdziwe wspomnienia pewnego wydarzenia z przeszłości. Łatwo dostrzega się w tym rodzinnym zestawieniu brak matki Charlie, a nadmiar męskiego towarzystwa. Kim była ta kobieta, której nie sposób przypomnieć sobie ze zdjęć? Czy nie bez powodu mechanizm obronny wymazał pewne wspomnienia?

Powieść opublikowana w oryginale w 2014 roku pod tytułem "On the Fence" znajduje swoje niedokładne tłumaczenie w przekładzie "Chłopak z sąsiedztwa" - zresztą pod taką nazwą występuje już więcej niż tylko jedna powieść. W powieści, której główne zwierzenia mają miejsce "przez płot", Kasie West po raz kolejny wciąga czytelnika w swoją pełną humoru, niezwykłości zwykłej codzienności oraz tajemnic opowieść. Nie jest to może najlepsza z jej książek, której fabułę jak i bohaterów zapamięta się na dłuższy czas. Sekret snów też dość łatwo przychodzi rozwikłać. Co pozostaje, to płynność z jaką opowiadana jest każda z historii tej amerykańskiej pisarki oraz pewność zakończenia, które nazwać można "szczęśliwym" nawet jeśli część problemów wciąż pozostaje.
Pozycja nieobowiązkowa, chyba że należy się do grupy fanów Kasie West.

"Chłopak z sąsiedztwa" - Kasie West
Typ: OPOWIEŚĆ W JEDNYM TOMIE
Wydawnictwo: Feeria Young
W skrócie: wakacyjna opowieść o odkrywaniu tajemnic przeszłości oraz przyjaźni, która szansę ma zmienić się w coś więcej - plus sport w roli głównej
Stron: 350 (spora czcionka)
W kolejności: NR 08/2017/04/01 (492)

Znacie już jakieś powieści tej autorki? Która z nich najbardziej się Wam spodobała?

środa, 29 marca 2017

Klątwa róży, lustra czy pierścienia?

Znamy je i cenimy od dawna. Klasyczne baśnie, czy w swojej reinterpretacji czy czytane w oryginale, zachwycają po dziś dzień. Jedną z takich niezapominanych historii jest "Piękna i Bestia", która jak żadna inna opowieść udowadnia iż prawdziwe piękno nie jest powierzchowne i by je znaleźć należy szukać o wiele głębiej.

ORYGINAŁ: Za najbardziej znaną wersję "Pięknej i Bestii" odpowiedzialna jest Jeanne Marie Le Prince de Beaumont. Ta francuska powieściopisarka wcześniej zajmowała się pisaniem podręczników, była guwernantką w Londynie, a po sukcesie swoich historii powróciła do Francji. Udział Jeanne Marie to skrócenie i poprawienie formy baśni, dzięki czemu stawała się coraz bardziej popularna. Jeśli szukamy oryginalnej francuskiej wersji "Pięknej i Bestii", na książki na motywach historii właśnie tej francuskiej pisarki najczęściej trafimy.

MAGIA DAWNYCH LAT: Po krótkich poszukiwaniach w bibliotece zorientowałam się, że to właśnie wersja Jeanne Marie towarzyszyła mi w dzieciństwie. Pojawiła się wówczas kolekcja baśni De Agostini (1996 rok) wraz z kasetami magnetofonowymi, gdzie nagrany był tekst opowieści. "Dawno, dawno temu... Najpiękniejsze baśnie świata" ukazywało się co dwa tygodnie, ale baśnie odsłuchiwałam o wiele częściej. Wśród nich znalazła się właśnie ta klasyczna (pięknie ilustrowana) wersja "Pięknej i Bestii".

RÓŻA, LUSTRO I PIERŚCIEŃ: Według Jeanne Marie historię dominują trzy magiczne przedmioty. Jest wszystkim dobrze znana róża, która wyznacza czas trwania klątwy. Jest lustro, mogące ukazać co dzieje się w odległych miejscach. Jest i pierścień, który przenosić potrafi w jednej chwili poprzez ogromne odległości, jeśli założy się go na palec przed snem... by obudzić się w innym miejscu. Nie ma za to zaklętych śpiewających naczyń, zegarów i świeczników. Nie ma myśliwego, który zabiegał by o serce Belli. Są za to jej siostry, równie dobrze spełniające się w roli czarnych charakterów... tak bardzo podobnych do przybranego rodzeństwa Kopciuszka. One, mimo finansowego upadku rodziny, proszą ojca o piękne suknie i klejnoty. Bella życzy sobie tylko jedną różę. I tak baśń wiedzie do zamku, gdzie się rozpoczyna.
Bella wpatruje się w odległy horyzont, nie wiedząc jeszcze iż gdzieś tam trwa zaklęty w czasie zamek Bestii
RÓŻA I LUSTRO: Disney wiele z oryginału zmienił w swojej pierwszej animowanej wersji z 1991 roku. Wprowadzeni są inni bohaterowie - objęci klątwa tak jak i ich pan. Poznajemy Gastona, który zrobi wszystko by zdobyć serce Belli. Sama zaś bohaterka pozostaje podobno do oryginału - nie skarży się na swój los i dzielnie go znosi, choć przed sobą nie ukrywa, że lepiej byłoby jej w innym miejscu. Zniknął za to czarodziejski pierścień, który ułatwiał szybkie dostanie się do zamku Bestii. Szczególnie był on ważny, kiedy poważnej rany nie zadaje Gaston, a sama Bella - która Bestię opuszcza i nie wraca po tygodniu czasu... gdyż zatrzymują ją zazdrosne siostry. Poza oczywistym symbolem, jaki kryje się za ofiarowanym wybrance pierścieniem, w oryginale są też bezpośrednie pytania: "Czy mogłabyś wyjść za mnie?". Bestia pyta o to wielokrotnie przy kolacji, Bella grzecznie odmawia, aż nie znajduje Bestii leżącej w różanym ogrodzie i zdaje sobie sprawę, że potwora pokochała.

FILMOWO: Disney kontynuuje swój powrót do klasycznych baśni w aktorskiej odsłonie. Mamy "Maleficent" z 2014 roku jako nowy punkt narracji baśni o "Śpiącej Królewnie". Ta wersja sporo jednak zmieniała. Inny podejście zastosowano w przypadku filmowej wersji "Kopciuszka" z 2015 roku, gdzie wątki animowanej wersji poprawiono i dodano tło wydarzeń. Podobnie postąpiono z materiałem baśni z "Pięknej i Bestii". Wiadomo już dlaczego mieszkańcy okolicznych wiosek zapomnieli o istnieniu zamku (część klątwy) i z jakiego powody służba też ucierpiała (bierność wobec okrutnego króla, który na swoje podobieństwo wychowywał syna). Książę przeklęty zostaje jako młodzieniec a nie dziecko, wiemy czemu zamek spowija wieczna zima. Czarodziejka nie zostawia przeklętego samego, ale uczestniczy dalej w losie jego klątwy - co troszkę zbliża wersję do książkowej reinterpretacji umiejscowionej w czasach współczesnych w powieści "Beastly" od Alexa Flinna.

MAGIA EKRANU: O wiele bardziej niż dwie poprzednie aktorskie wersje "Piękna i Bestia" zawiera w sobie sceny z musicalu, co w niczym nie odbiera jej czaru ani powagi tej historii. Dodano sceny sprzed klątwy (pamiętnego balu) i po zdjęciu czaru (finałowy taniec). Baśń zatacza koła by zakończyć się w tym samym miejscu, gdzie się rozpoczęła. Zamiast zaczarowanego pierścienia jest mapa, lecz przenosi bohaterów do Paryża i na tym jej rola się kończy. Ojciec Belli to wynalazca, ale bardziej artysta niż twórca wymyślnych maszyn. Bella nie jest postacią idealną i wolną od błędów. Podobnie jak w wersji z 1991 roku, chcąc ochronić jedną ukochaną osobę, drugą wystawia na niebezpieczeństwo, ukazując mieszkańcom wioski obraz bestii w magicznym zwierciadle.

Emma Watson idealnie sprawdziła się w tej roli, choć gdy ogłaszano wybór aktorów, nie ukrywam iż miałam pewne wątpliwości. Z filmowej Hermiony (poza oczywistym zamiłowaniem do książek) nie ma w Belli praktycznie nic. To zupełnie nowa postać stworzona na potrzeby tej właśnie baśni. Książę w swojej ludzkiej postaci tak samo skradnie serca jak robił to jeszcze w "Downton Abbey".

Udało się Wam już zobaczyć w kinie najnowszą wersję "Pięknej i Bestii"? 
Czy i Was ten magiczny spektakl oczarował?

niedziela, 19 marca 2017

"Czas życzeń już przeminął"


"Ale moje serce to zdradziecka gwiazda, która nie chce schować się przed wstającym słońcem."

Trzy odległe od siebie w czasie i przestrzeni miasta dzielą podobne przeznaczenie: pisany jest im upadek z powodu wypowiedzianych życzeń, gdyż od wieków trwa wojna między ludźmi a dżinami. Największym podstępem zaś jest znaleziona lampa i obietnica spełnionych marzeń.

"Zakazane życzenie" to historia wyklętej dziewczyny, którą obarczono obowiązkiem spełnienia cudzych pragnień. Jako niewolnica lampy służyć ma ludziom. Zahra jednak doskonale wie, jaką z czasem przyjdzie im zapłacić cenę za wypowiedziane życzenia i że cały ten czar magii prowadzi ku ich własnej zguby, a uśmiech losu bywa tylko chwilowy.

Akcja rozpoczyna się, gdy z miasta pochłoniętego przez piaski pustyni młody syn buntownika (Aladyn) wyciąga lampę z nadzieją na osiągnięcie upragnionej zemsty. Z każdym biciem serca Zahra chce coraz bardziej pomóc Aladynowi, bardziej od tysiącleci pragnie jednak odzyskać swoją wolność. Doprowadzenie sławnego złodzieja do ślubu z księżniczką (Kaspidą) może pomóc dżinowi dostać się do pałacu, a tam łatwiej będzie jej wypełnić warunki złamania klątwy. Prędko okazuje się, że miłości nie można kontrolować wedle własnej woli, a szansa na odkupienie win pojawia się czasem w niespodziewanym momencie. Nie Aladyn jako pierwszy zapragnie wypowiedzieć sławne "zakazane życzenie". Jaka jest cena za jego spełnienie?
"Once Upon a Time in Wonderland" - szkoda, że nie było kolejnego sezonu...
Motyw miłości między dżinem a osobą, która wypowiada kolejne życzenia, dobrze znany był mi z serialowej opowieści "Dawno dawno temu" (ONCE), a konkretnie krótkiego serialu spin-off (2013), rozgrywającego się w Krainie Czarów. To tam właśnie Alicja znalazła lampę, ale ponieważ zakochała się w dżinie, odmówiła wypowiadania kolejnych życzeń - tak by mogli pozostać już razem. "Zakazane życzenie" to powieść z początku 2016 roku, która także wykorzystuje zbliżony wątek w swojej fabule. Choć przeciwnik jest podobny i sporo w całość opowieści było prób ominięcia zasad magii, Jessica Khoury wciąga czytelnika głębiej w świat dżinów i ich historii konfliktu z ludźmi. Scen walki niczym z mitologii (w wydaniu Ricka Riordana) w finale nie zabranie.

Jessica Khoury to autorka, którą bardzo dobrze zapamiętałam jeszcze z jej poprzedniej powieści, jaka ukazała się na naszym rynku. "Geneza" zamiast baśni opowiadała o próbach uzyskania przez ludzi nieśmiertelności, a działa się nie wśród piasków pustyni kecz w gąszczu amazońskiej dżungli. Łączy ją z "Zakazanym życzeniem" niezwykła wyobraźnia pisarki i jej pomysł na poprowadzenie fabuły. Nie bez znaczenia w obu historiach są postacie silnych kobiet, które nie czekają na ratunek i same kształtują swój los. Siłą do zmiany przeznaczenia staje się zaś miłość.

Z ruin Neruby do Parthenii przez wspomnienia Gheddy. To trasa nowej powieści pisarki. To też książka, które polecają takie autorki jak Marissa Meyer, Colleen Houck czy Sarah J.Maas nie bez powodu. Jest tu świetnie wykorzystany wątek znanych baśni zaprezentowany w zupełnie innej odsłonie. Czy księciu złodziei rzeczywiście pisane jest zdobycie ręki księżniczki? Jak długo dżin pozostać musi niewolnikiem lampy i ludzkich pragnień? Odpowiedzi na te i inne pytania poznamy, gdy nieodwracalnie wciągnie nas akcja. Powieść, która zdecydowanie musi znaleźć się na liście czytelniczej fanów baśni klasycznych i ich reinterpretacji. Dajcie się oczarować, bo warto!

"Zakazane życzenie" - Jessica Khoury
Wydawnictwo: SQN  [opis]
W kategorii: nowe interpretacje baśni
Stron: 378
W kolejności: NR 05/2017/03/01 (489)

Ciekawostka: Z premierą "Zakazane życzenia" zbiegło się w czasie pojawienie się innej powieści, która także wykorzystuje motywy z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. Interesujący jest fakt, że autorka "Gniewu i świtu" także znajduje się na liście pisarzy polecających "Zakazane życzenie" (link).

To dopiero początek "Miesiąca Baśni" na Zakładce do Przyszłości. W tym tygodniu jeszcze wrażenia z nowej filmowej adaptacji "Pięknej i Bestii" (cudowny spektakl), zaś w kolejnym porównanie różnych adaptacji tej samej baśni, a w finale o tym, co zwiastował "Gniew i Świt". 
A Wy daliście się już w tym miesiącu porwać jakiejś z baśni?

niedziela, 26 lutego 2017

P.S. I Like You


"Bo w końcu się ocknąłem prawdą porażony:
jednak rzeczywiście zostałem Porzucony."

Lily Abbott trudno wytrzymać jest na lekcji chemii. Kolejne minuty umila jej szkicowanie projektów ubrań i zapisywanie projektów własnych piosenek w specjalnym zeszycie... co zauważa nauczyciel tego przedmiotu. Pod groźbą odebrania zeszytu, uczennica ma pokazywać teraz notatki z każdej kolejnej lekcji chemii. To właśnie podczas wykonywania tego zadania nawiązuje się szczególna korespondencja. Najpierw ołówkiem po blacie ławki, potem na kartkach składanych i ukrywanych pod stołem, osoby siedzące przypadkiem na tym samym miejscu w różnych grupach odnajdują w sobie bratnie dusze.

Korespondencja z obcą osobą ma w sobie pewien czar. Czasem o wiele łatwiej zwierzyć jest się nieznanej osobę niż komuś, kto nas zna i automatycznie ocenia na tej podstawie. Może właśnie dlatego Lily rozpoczynając taką znajomość od wymiany tytułów piosenek ulubionych zespołów coraz częściej ujawniała szczegóły dotyczące swojego życia i... poznawała sekrety drugiej strony. Choć chciałaby aby czar listów trwał dalej, podświadomie chce poznać ich nadawcę. Kandydatów może być kilku, najbardziej pragnęłaby jednak by okazał się być nim ten chłopak, który tak bardzo od dłuższego czasu jej się podoba. Z całą pewnością nie Cade, była sympatia jej najlepiej przyjaciółki, który nadal jej przezwisko Magnes, a do tego cały czas prowokuje do słownych utarczek. Ścieżki losu bywają kręte. Kim okaże się druga strona pisząca sekretne listy?

Amerykańska autorka wciąga czytelnika w stworzony przez siebie świat. Nie ma tu żadnej magii poza tą wynikającą z pisania listów. Są też różne skrywane oblicza tak skrajne, że nadawcę listów nie sposób jest rozpoznać w rzeczywistym świecie. W tle jest też konkurs na piosenkę, który nie pozwala Lily spać po nocach. Muzyka to jej pasja: pisze teksty i komponuje do nich melodie. Śpiewa także lecz woli by jej utwory kiedyś wykonywali inni. Liczy się jednak pasja, którą często trudno jest realizować w domu, w którym co chwila ktoś czegoś od ciebie chce, nie dając chwili wytchnienia.

"P.S. I Like You" to już trzecia powieść autorstwa Kasie West wydana na naszym rynku i zarazem druga, którą zdecydowałam się przeczytać. Pierwsza - "Chłopak na zastępstwo" - to książka do której zachęcił mnie opis, a uwagę przyciągnęła okładka. Po pozytywnych wrażeniach z tamtej lektury wystarczyło już tylko nazwisko autorki by ściągnąć po następną jej powieść.

W obu powieściach, choć to odrębne historie tworząca całość jako samodzielne tomy, znajdziemy elementy wspólne. Pierwszą z nich jest typ relacji bohaterów, którzy w początkowej fazie znajomości nie widząc szans na to by mogli zaistnieć jako para. Warto też wspomnieć o rodzinnym tle wydarzeń. Sama autorka w podziękowaniach przyznaje, że dorastała w dużej rodzinie - podobnie jak jej bohaterka Lily. Nic więc dziwnego w tym, że w jej powieściach zawsze znajdzie się postać, która choć ma troszkę zwariowaną rodzinę, to zawsze znajduje w niej wsparcie. Nie bez znaczenia pozostaje także zakończenie historii, które w obu przypadkach przewidywałam troszkę inaczej. Dobra powieść, mimo to nie będę wracała do jej lektury w całości czy fragmentach.


"P.S. I Like You" - Kasie West
TYP: opowieść w jednym tomie
Wydawnictwo: Feeria  [opis]
W kategorii: Bez wątków paranormalnych
Stron: 389 (większa czcionka)
Okładka: jak i tytuł zaczerpnięte z oryginału
W kolejności: NR 04/2017/02/03 (488)
W skrócie: Kolejna zabawna opowieść Kasie West o niezwykłej więzi jaka może połączyć dwie osoby. Historie tej autorki to gwarancja dobrego humoru, który uznałabym za największy ich atut. Akcja ma dobry początek i przebieg, liczy się jednak potem także i na finał, który by im dorównał. Na ten moment, mimo twórczej i artystycznej duszy Lily, bardziej poleciłabym "Chłopaka na zastępstwo". Z chęcią dalej poznawać będę twórczość tej autorki.


Czytaliście już powieści Kasie West? Jak wrażenia?

wtorek, 21 lutego 2017

Muzyczne wcielenia Pięknej i Bestii #1


Już prawie marzec, ale czy poza wiosną wyczuwanie też powrót klasycznych baśni?
Wielkimi krokami zbliża się premiera aktorskiej wersji baśni o "Pięknej i Bestii" w wykonaniu Disneya. W porównaniu do poprzedniej takiej produkcji (Cinderella 2015), będzie to o wiele bardziej muzyczna aranżacja, co widać już po pojawiających się klipach promocyjnych.


Typowo muzyczne, kilkuminutowe lecz jakże świetnie zrealizowane - tym razem z wykorzystaniem piosenek z repertuaru Britney Spears. Warto zwrócić uwagę nie tylko na kostiumy, ale i odpowiedni wybór fragmentów piosenek. Można znaleźć kilka swoich ulubionych scen w "Britney and the Beast".

I znów wracamy do klasycznej wersji Disneya. Troszkę zdziwiło Was zakończenie tamtej muzycznej aranżacji? Ciekawa jestem czy wiecie, kto śpiewa sławną tytułową piosenkę.



BONUS: Trudno nie kojarzyć Emmy z rolą Hermiony, dzięki której stał się tak znana. Fanom HP ciężko w starym zamczysku nie widzieć Hogwartu (który dla mugoli z zewnątrz też podobno wyglądał jak ruina). Nie można też zaprzeczyć, że Voldemort to bestia, ale takie połączenie zaskoczy wielu. 

Ponieważ tegoroczny marzec ponownie będzie Miesiącem Baśni, można się spodziewać innych postów tematycznych: w planach poprzednie filmowe ekranizacje tej francuskiej baśni a także różne reinterpretacje książkowe. Będzie też o nowościach czytelniczych ze świata Baśni Tysiąca i Jednej Nocy.

Wyczekujecie filmowej premiery "Pięknej i Bestii"? 
To Wasza ulubiona baśń czy może zajmuje to miejsce jakiś inny tytuł?

wtorek, 14 lutego 2017

Star of the Universe - Pył i gwiazdy

Myślałaś, że jesteś tylko pyłem. A byłaś nie pyłem, lecz gwiazdą - celem życia dla innej osoby

Po sukcesie "Goblina" temat żniwiarzy, w ich roli przeprowadzania ludzkich dusz poprzez zaświaty, stał się bardzo popularny. Podobną tematykę podejmuje mini drama "Star of the Universe", w którym bohaterka pragnie powstrzymać los i uratować życie swojemu idolowi - piosenkarzowi i twórcy poruszających hitów.

Imiona pary bohaterów zostały dobrane w taki sposób aby oznaczały dwa tytułowe słowa: "wszechświat" (piosenkarz) i "gwiazda" (bohaterka). Całość historii oparto zaś na prostej koncepcji - gwiazdy święcą nawet wtedy, kiedy mija noc i świat wypełnia światło dnia. Tak samo jest z obecnością bliskich, których nie ma już wśród żywych - ich nieustanne wsparcie towarzyszy tym, którzy pozostali.

Poznajemy Byul w dniu jej śmiertelnego wypadku. Dziewczyna przechodzi na drugą stronę, gdzie zostaje zatrudniona jako jeden ze żniwiarzy. Nie rozumie swojego powołania do tej pracy, nie przeprowadziła też jeszcze żadnej duszy, a kiedy tylko może stara się je zawracać. Nie taka jest jednak rola żniwiarzy. Sprawa komplikuje się tym bardziej, kiedy rozchodzi się plotka o tym, że wkrótce na drugą stronę przejść ma jednej z najbardziej znanych piosenkarzy - Woo Joo. W tej chwili jest to kwestia osobista - najbardziej wyrazistym wspomnieniem Byul z jej poprzedniego życia jest fakt, że cały jej świat stanowiła właśnie ta osoba.

Wpadając w niezwykłe tarapaty bohaterka podejmuje grę z przeznaczeniem. Wcześniej (wraz z duchem - przyjaciółką, którego nie przeprowadziła... a wręcz się z nim zaprzyjaźniła) towarzyszyły piosenkarzowi. Jako niewidzialne istoty świetnie nadawały się do poznawania jego sekretów. Teraz Byul wyprasza sobie szansę powrotu do świata żywych by życie Woo Joo spróbować ocalić. Ma tego dokonać nim spadnie pierwszy śnieg, a jednocześnie nie spełnił powodów, dla których chciała znowu żyć - swoich życzeń: przeżyć pierwszą miłość, pierwszy pocałunek, udać się nad morze i do parku rozrywki, móc się pożegnać i wybaczyć osobie, która odebrała jej życie w wypadku. Czy się to uda, kiedy nie będzie już niewidzialna, a znów będzie człowiekiem?

Próbowałam wcześniej oglądać już kilka mini dram. Parę tytułów rozpoczęłam, lecz nie zaciekawiły mnie na tyle by kontynuować dalej seans. Jedna z nich była częścią kampanii reklamowej (First Kiss for the Seventh Time) i choć zatrudniała wiele sławnych aktorów, fabularnie była tak skonstruowana, że nie zdałam sobie nawet sprawy iż wyemitowany odcinek był tym finałowym i podsumowującym losy bohaterów - tak otwarte otrzymała zakończenie. Do "Star of the Universe" podchodziłam więc z sporym dystansem, ale produkcja zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie.

Pierwsze dwa odcinki to tutaj świat żniwiarzy - przebywanie w miejscach wypadków, szpitalach, zerkanie na zegarki odmierzające czas do przejścia duszy na drugą stronę i ... chodzenie na koncerty Woo Joo. Prawdziwą wartość tej historii widać od epizodu trzeciego, kiedy bohaterka porzuca strój żniwiarza i wraca do świata żywych ze swoją misją ocalenia ludzkiego życia. I to właśnie jej idola. Zachwyt i nieśmiałość szybko znikają, a pojawia się naprawdę interesująca relacja. Woo Joo początkowo nie chce widzieć szalonej fanki, potem jednak dostrzega w tym szansę: oto niezobowiązująca sytuacja, która pomoże mu przełamać kryzys i stworzyć nowe utwory. To, co zaistnieje między bohaterami (gwiazdą i wszechświatem) staje się o wiele poważniejszą siłą niż można by początkowo przypuszczać. Z każdym odcinkiem sytuacja stacje się coraz bardziej dramatyczna, kolejne powody znikają (symbolizowane przez gwiazdki na nadgarstku), a pojawia się coraz to większa chęć życia. Wszystko w tej kwestii jednak już przesądzone... ale czy na pewno?

"Star of the Universe" to niesamowita opowieść zaczynająca się bardzo niepozornie. To tak sprytnie splątane losy bohaterów, którzy okazują się być ze sobą powiązani już wcześniej - choć o tym nie wiedzieli i nie dotyczy to tylko głównej pary. To rozwój akcji, który trudno jest przewidzieć. To dowód, że nawet jeśli przeznaczonym nie dane było spotkać się wcześniej, nic nie jest do końca jeszcze rozstrzygnięte. Wreszcie to zakończenie przy którym potrzeba chusteczek. Idealna propozycja serialowa na czas Walentynek i nie tylko.


CIEKAWOSTKA: Całość stanowi część serii stacji MBC o tytule “Three Color Fantasy”. Wszystkie tytuły to mini dramy, tematycznie jednak ze sobą niezwiązane (inni bohaterowie i miejsca akcji). Kolejna ukarze się w lutym (Vivid Romance), a następna w marcu (Queen of Ring). W pierwszym i ostatnim tytule będą wątki nadprzyrodzone.

"Star of the Universe"
Stacja: MBC
Emisja: 23 stycznia do 10 lutego 2017
Rodzaj: mini drama
Ilość odcinków: 6
Czas trwania odcinka: 30 minut
Wciąga od: trzeciego epizodu
Można obejrzeć: TUTAJ (napisy ang)
Do obejrzenia przekonało mnie: przepiękny plakat i pozytywne rekomendacje zagraniczne

Podobne tematycznie: drama Goblin (RECENZJA)

Mini drama to dobry początek dla przygody z serialami koreańskimi - TUTAJ powody, dla których warto zakochać się w tych opowieściach

czwartek, 9 lutego 2017

"Flower. Jak kwiat"


Fioletowa róża tonie powoli w kroplach padającego deszczu. Kolor tego kwiatu symbolizować ma miłość od pierwszego wejrzenia. Jej położenie burzy już obraz romantycznej historii. Została upuszczona z rezygnacją, a może porzucona w gniewie? Jakie są losy osoby, która kwiat wybrała i tej, która ją otrzymała? A może to jedna i ta sama postać? Oto historia pierwszej miłości, która zaczyna się w ... kwiaciarni.

[ W RECENZJI PRZEDPREMIEROWEJ ]

Propozycją Wydawnictwa Literackiego na czas tegorocznych Walentynek jest powieść "Flower. Jak kwiat". Nawet jak na zagraniczne standardy jest to nowość, gdyż w oryginale ukazała się na dopiero początku stycznia tego roku. Dwie autorki opisują losy osiemnastoletniej Charlotte i niewiele starszego młodzieńca, którego początkowo nie rozpoznała. I w tym okazało się tkwić jej szczęście. Wróćmy jednak jeszcze na moment do samego początku.

Nad losami kobiet w rodzinie Charlotte zdaje się ciążyć fatum: wszystkie łatwo się zakochują, wcześnie zachodzą w ciążę, a następnie są porzucane. Taka jest historia babci Charlotte, taka była też historia jej już nieżyjącej córki a matki bohaterki. Ten sam przebieg wydarzeń zdaje się i dotyczyć starszej siostry Charlotte. Przeszłość rodziny tym bardziej motywuje bohaterkę by przeciwstawić się losowi i wyłamać z nieszczęsnego schematu. Ma jej w tym pomóc prosta zasada: zero randek i umawiania się do końca liceum. Nie czas na imprezowanie, czas na naukę. Celem tych wszystkich starań i szansą na odmianę losu jest medycyna na Uniwersytecie Stanford.

Nie tylko Charlotte lubi wyzwania. Los także. Może dlatego właśnie na jej drodze stawia chłopaka imieniem - Tate. Historia ta zaczyna się w kwiaciarni, gdzie pracuje bohaterka. Stąd też oczywiste nawiązanie do tytuły i przyszłości relacji bohaterów, jaki przypadkiem przepowiada Charlotte wybierając właśnie fioletowe róże.

Reguła, według której żyje bohaterka, powoduje iż relacja na jaką się zdecyduje, będzie pierwszą w jej życiu. Coś dziewczynie podpowiada by dać temu chłopakowi szansę. Niedługo później blask świateł fotoreporterów rozwikła całość zagadki. Tożsamość zostanie odkryta (podobnie jak zła i dobra strona sławy), więc wybrać trzeba będzie czy dalej decydować się w to brnąć. Wszyscy odmawiać będą Charlotte taki rodzaj relacji. Czego ostatnie posłucha: głosu serca czy rozsądku, jakim zawsze kierowała się w życiu?

Pierwsza miłość to zawsze dobry pomysł na książkę. Wiele ryzykownych, nieprzemyślanych i zaskakujących decyzji zostanie podjętych z powodu pierwszego zauroczenia. Świat sławy nieustannie będzie o sobie przypominał, ale i napędzał rozwój wydarzeń. Gesty, jakimi Tate okazywał swoje uczucie, mogą wydawać się przerysowane, lecz właśnie z ich powodu pamięta się potem szczegóły fabuły. Postacie Charlotte i Tate'a symbolizować miały tu podział, jaki dostrzec można w mieście, gdzie rozgrywa się akcja - Los Angeles. To tutaj wille bogatych sław sąsiadują z biednym domkami nieremontowanymi od lat. Dla zakochanych nie miało to większego znaczenia.

Niestety nie udało mi się polubić za bardzo pary głównych bohaterów. Podziwiałam za to babcię Charlotte, która wychowywała dwie nastolatki (w tym jedną już z dzieckiem) i utrzymywała finansowo całość rodziny - mimo iż jej własna córka zginęła w wypadku a w sprawę wchodziły jeszcze narkotyki. Jeśli zaś o relację głównych bohaterów chodzi to... jak przystało na New Adult: bohaterowie odpychają się i przyciągają na zmianę. Długo trwa rozłąka, bardzo szybko przychodzi przebaczenie. Liczyłam nawet troszkę na niestandardowe zakończenie. I prawie takie było - gdyby nie jedna dodatkowa scena kończąca opowieść. Styl zdawał się być troszkę zbyt uproszczony - aż trudno było uwierzyć, że to duet pisarski. Od początku zaś pozostawiane były małe wskazówki odnośnie rozwoju akcji, co działało na plus i umilało czas tej lektury.


"Flower. Jak kwiat" - Elizabeth Craft, Shea Olsen
Wydawnictwo: Literackie
W kategorii: New Adult
Stron: 336
W kolejności: NR 03/2017/02/02 (487)
W SKRÓCIE: Opowieść o pierwszej miłości, która przychodzi na przekór wyznawanym w życiu zasadom. Zapamiętam ją dzięki znaczeniu rzadkich fioletowych róż, sposobu na sukces Charlotte oraz romantycznym gestom Tate'a - ale czego innego spodziewać się po muzykach u szczytu (nie)sławy?

Na stronie wydawnictwo można przeczytać FRAGMENT powieści - jest to mniej więcej środek fabuły (miejsce akcji Nowy Jork - dla całości powieści Los Angeles)

PREMIERA: 16.02.2017

niedziela, 5 lutego 2017

Wróżka podnosząca ciężary


Pływak, który stojąc na linii startu, zaczyna się chwiać. Obraz się rozmywa i startuje albo za szybko albo za późno wskakuje do wody. Wielkie nadzieje, zawody przegrane.
Dziewczyna podnosząca ciężary, która zaczyna tracić wiarę w sens tego, co w życiu robi. To, co sprawiało jej kiedyś radość i dawało siłę, teraz staje się wadą, z którą ciężko jest normalnie żyć.
Gimnastyczna wyrzucająca w powietrze wstążkę tylko po to, by celowo ją upuścić.
Wszystkie te historie sportowców splatają się od lat w Akademii Wychowania Fizycznego w Korei Południowej. Poświęcali do tej pory dla sportu wszystko. Czy teraz poświęcą także i miłość? A może życiową pasję można pogodzić z niespodziewanym uczuciem?

Powoli ale już... początkowo niechciana miłość wisi w powietrzu
"Weightlifting Fairy Kim Bok Joo" to moja jedenasta w kolejności drama koreańska. To także tytuł, którego nie miałam w planach oglądać wcale. W roli gościnnej w jednym z pierwszych epizodów miał pojawić się Lee Jong Suk (aktor dobrze znany z dramy "W - Two Worlds"... emitowanej wcześniej przez tą samą stację) i tylko dlatego zwróciłam na nią uwagę. Inaczej było już z tematyką, którą miała podejmować - podnoszenie ciężarów. Choć wcześniej serialowe opowieści o sporcie oglądałam i byłam z nich zadowolona. Przykładem może być "Make it or Break it" - amerykańska produkcja o gimnastyczkach. W "Weightlifting Fairy Kim Bok Joo" też są gimnastyczki, a również pływacy i osoby podnoszące ciężary. Są ich trenerzy oraz lekarze, a także rodziny pokładające nadzieje w ich sukcesach z myślą o medalach olimpijskich.

Główną bohaterką tej opowieści jest niezaprzeczalnie Kim Bok Joo. To postać, dla której grająca ją aktorka (znana ze swojej roli w "Cheese in the Trap") musiała specjalnie przybrać na wadze. Cały swój wizerunek poddała zmianie, co widać w stworzonej przez niej kreacji młodej sztangistki.

 

Kim Bok Joo dla ludzi w swoim otoczeniu jest właśnie taką wróżką... podnoszącą ciężary. Stara się nie mieć sekretów przez rodziną i przyjaciółmi, a zawsze kiedy tylko może - to im pomagać. Właśnie dlatego tak nietypowa jest sytuacja, w której zakochuje się w młodym lekarzu. I choć wie, że to relacja niemożliwa do spełnienia, młoda sztangista zapisuje się do jego kliniki by... schudnąć. O całej sprawie dowiaduje się brat owego doktora - Jung Joon Hyeong. Pływak i sztangistka okazują się być dawnymi znajomymi z czasów dzieciństwa, wyjątkowo jednak tamte wydarzenia nie rzutują na rozwój akcji w teraźniejszości. Jung Joon Hyeong początkowo droczy się z Kim Bok Joo, grożąc wyjawieniem jej tajemnicy, lecz stopniowo ... nabiera szacunku do dziewczyny i przekonania, że ktoś taki jak ona powinien być raczej z nim niż z jego starszym bratem (po prawdzie to kuzynem - lecz relacja rodzinna to inny wątek tej opowieści).

Do obejrzenia tej dramy przekonały mnie entuzjastyczne komentarze widzów z całego świata oraz ich wyczekiwanie na finał tej historii... kiedy ja czekałam na finał "Goblina" (bardzo polecany tytuł!). Jedno można zagwarantować od samego początku - to drama pełna poczucia humoru. Wątek miłosny rozwija się tutaj dość późno (dopiero około 11 epizodu), ale kiedy już się pojawi to z pełną siłą (przy czym humoru w historii nadal nie brakuje). "Weightlifting Fairy Kim Bok Joo" nie jest może najlepszym tytułem, jaki do tej pory widziałam. Z całą pewnością nadaje się jako serialowa opowieść, która poprawić ma humor. Jej bohaterowie przechodzą różne załamania, lecz świadomość iż mają na kogo liczyć pomaga im trwać dalej i cieszyć się życiem.

Weightlifting Fairy Kim Bok Joo
W emisji: 16 listopad 2016 - 11 styczeń 2017
Stacja: MBC
Liczba odcinków: 16
Czas trwania jednego odcinka: 60 minut
Wciąga od odcinka: 11 (tam rozpoczyna się na dobre wątek miłosny)
W rankingu: aktualnie #7 miejsce na MDL
W SKRÓCIE: Opowieść bez wątków paranormalnych mimo iż w tytule wymieniona jest wróżka podnosząca ciężary. Budząca ciepło w sercu komedia opowiadająca o sportowcach, chcących w swoje życie pełne wyzwań wpleść także miłość. Warto obejrzeć także dla przemiany Lee Sung Kyung oraz ponownej roli pływaka - której podobnie jak w "School 2015: Who Are You" - podejmuje się Nam Joo Hyuk.


Po inne tytuły dram koreańskich zapraszam do podsumowania poprzedniego roku (10 tytułów)

czwartek, 2 lutego 2017

Na granicy "Księgi snów"


"– Na progu śmierci istnieją rozmaite formy życia [...] Głęboka, średnia i lekka śpiączka. Ale tutaj, Sam, bliżej centrum... – doktor Saul zakreskowuje okręgi oznaczone jako „sen” i „brak świadomości” – ... znacznie bliżej przytomności znajdują się obszary, na których teraz żyje twój ojciec. Widzisz? Bliżej życia niż śmierci. Rozumiesz?"

Gdyby wyobrazić sobie stany świadomości jako nakładające się na siebie obszary coraz to większych kręgów, szybko można byłoby przywołać obraz znany z "Boskiej komedii". Czy przebywając ścieżkę od świadomości lub nieświadomości poruszamy się jedynie w graniach wytworów ludzkiego umysłu czy też zbliżamy się do granicy zupełnie innego z światów?

Henri, Eddie i Sam - to trzy osoby, które dzielą się w powieści swoimi przemyśleniami o stanach na granicy świadomości: między jawą a snem, między rzeczywistością a być może innym światem. Trzy historie pozornie ze sobą niezwiązane, szybko okazują się biec do jednego punktu.

Henriego poznajemy na moment przed wypadkiem, w wyniku którego zapada w stan śpiączki. Uratował życie by za chwilę sam stać się ofiarą nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Sam to jego syn, a także osoba, do której tego dnia Henri śpieszył na spotkanie. Młodzieniec często wymyka się ze szkoły na oddział intensywnej terapii, zamiast przygotowywać się do egzaminów. Tam pragnie poznać ojca, którego wcześniej nie miał okazji za często spotykać. Do dyspozycji ma rady nie tylko dwóch znakomitych lekarzy, ale i własne zdolności: emocje osób widzi jako kolory, a patrząc na śpiącą osobę zobaczyć może przebłyski jej snów. Pozostaje jeszcze Eddie - dawna miłość Henriego, który zostawił ją po tym, jak wyznała mu swoje uczucia. Z nowym narzeczonym u boku redaktorka powieści antyutopijnych otrzymuje powiadomienie o stanie Henriego i zdumiewającym fakcie, że to w jej rękach pozostawił decyzje dotyczące jego stanu zdrowia. To w "Księdze snów" połączą się na stale ich losy.

Choć to dopiero moje pierwsze spotkanie z twórczością Niny George od pierwszy stron jej powieści widać, że autorka nie podejmuje się łatwej tematyki. "Księga snów" spaja losy trzech narratorów, których połączył temat śpiączki. Jedna osoba jej doświadczyła, jedna jest nadzwyczaj wyczulona na emocje z pogranicza stanów świadomości, inna jeszcze została zawezwana jako opiekun i świadek.

Niemiecka pisarka musiała dokładnie zgłębić temat, który opisuje - widać to w konwersacjach lekarzy prowadzących leczenie bohaterów. Choć styl powieści nie jest bardziej wyszukany, tematyka tej książki powoduje, że nie czyta jej się szybko - a do pewnych cytatów chce się wrócić by na chwilę chociaż nad nimi się zastanowić. Nie jest to też lekka lektura pełna przygód, raczej stanowiąca refleksje opowieść o tym, czego jeszcze na temat życia wciąż nie wiemy. Bardzo chętnie podejdę do lektury "Lawendowego pokoju" czy "Księżyca nad Bretanią". Wszystko, co snów dotyczy, jest mi bardzo bliskie, dlatego też był to dobry wybór na pierwszą do przeczytania z powieści tej autorki.

"Księga snów" - Nina George
TYP: opowieść w jednym tomie
W oryginale: Das Traumbuch, 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 424
Okładka: To zazwyczaj połowa sukcesu, by przekonać czytelnika do danej lektury. W przypadku "Księgi Snu" (polski przekład mamy wcześniej niż ukazał się anglojęzyczny) świetnie dobrane zdjęcia wyraża ten obszar za mgłą, którego nie znamy, a gdzie prawdopodobnie leży sen i stany z jego pogranicza. Choć ścieżka zalana jest już częściowo wodą, nie oznacza to wcale, że nie ma powrotu. Czy warto powrócić na ląd czy też przekonać się wreszcie o tym, co leżało od zawsze tuż poza naszym zasięgiem?

PREMIERA: 2 LUTY 2017

środa, 1 lutego 2017

Diabolika: W układzie sześciu słońc


Daleko w świecie przyszłości, w odległej galaktyce i istniejącym w nim układzie sześciu słońc unosi się cesarski dwór. To tam miejsce córki senatora, oskarżonego o zdradzę stanu, zajął ktoś inny. Nie wzrusza jej okrucieństwo władcy, szaleństwo jego następcy ani bezwzględne spojrzenie diabolik - genetycznych hybryd zaprojektowanych by chronić jedną osobą, a tego kto jej zagrozi, pozbawiać życia bez chwili wahania czy współczucia. Kim jest Sidonia czy też dziewczyna, która się pod nią podszywa?
[ W RECENZJI PRZEDPREMIEROWEJ ]

Opowieść tytułowej Diaboliki rozpoczyna prolog, w którym ukazane zostały wczesne lata jej życia. Utrwalano tylko zmodyfikowane w kodzie genetycznym cechy: bezwzględność, brutalność i siłę. Nemesis zabijała, kiedy traktowano ją jak zwierzę. Pojawienie się rodziny galaktycznego senatora obiecywało odzyskania człowieczeństwa i życie w ucywilizowanym świecie pełnym luksusów. Wymuszona impulsami elektrycznymi lojalność wobec córki senatora - Sidonii - wyznacza nowy i jedyny cel życia młodej Diaboliki. Taka jest ostatecznie rola tych stworzeń w świecie przyszłości - za cenę własnego życia chronić ponad wszystko jedną osobę.

Główna akcja rozpoczyna się wiele lat po tych wydarzeniach. Sidonia dorastając wraz z Nemesis traktowała ją bardziej jak siostrę niż sługę swojej rodziny. Diabolika zna i akceptuje swoje miejsce, choć smutno jej przyznać, że nie ma w niej boskiego płomienia, jaki mają mieć w sobie istotny ludzkie. Nie poszukuje odpowiedzi na pytanie o to, kto ją stworzył i jaki jest jej cel istnienia - ona to doskonale wie. I gotowa jest go spełnić.

Zainteresowanie Sidonii (a przede wszystkim Senatora) wytworami zamierzchłej ziemskiej technologi ściąga na rodzinę niechcianą uwagę Imperatora. To on przywołuje Sidonię - w roli zakładnika - do układu sześciu słońc, gdzie na ogromnym statku przebywa dwór. Problem arystokracji pozostaje ten sam: utrzymać władzę. Coraz trudniej to robić, gdy zakazanoło się rozwoju dawnej technologii, która kiedyś wzniosła statki na podwój gwiazd. Teraz tylko maszyny naprawiają maszyny, lecz coraz częściej to statki rozsypują się w nicości kosmosu.

Jedynym celem życia Nemesis była ochrona Sidonii. Tym razem w roli zakładnika także zajmie jej miejsce w niebezpiecznej grze rozgrywającej się na galaktycznym dworze, gdzie panuje bezwzględny władca z szalonym siostrzeńcem w roli następcy. Czy ktoś w córce senatora rozpozna czujne i niewzruszone spojrzenie diabolik? Grodzi jej arystokracja, jej przeciwnicy - zbędnicy oraz jej własny gatunek. Nikt tak nie rozpozna wykalkulowanej gry okrucieństwa jak inna diabolika. Czy tam, gdzie zapomniano o litości można odnaleźć swoje człowieczeństwo?

S.J. Kincaid już od pierwszego rozdziału tworzy niesamowity i fascynujący świat, który wciąga czytelnika. Jak w "Naznaczonych śmiercią" wierzono w siłę sprawczą nurtu, tak tutaj władzę na losem sprawować ma Kosmos, który to sprzątnął (za pomocą asteroidy) bazy danych, na których przetrzymywano całe zdobycze nauki. Resztę dzieła dopełnili ludzie, wierząc iż to znak by porzucić dawne technologie. Nieciekawa jest więc sytuacja międzygalaktycznych podróży, kiedy korzysta się od lat z tej samej technologii. Jednocześnie tak wiele wynalazków zadziwia i wartych jest zapamiętania. Przykładem będą tu: robot w postaci drucików do układania wymyślnych fryzur za pomocą pilota, możliwość częstych i dowolnych modyfikacji cech twarzy czy koloru skóry.

Jak w większości baśni o świecie przyszłości sporo i w "Diabolice" jest z baśniowych motywów. Pierwszy napotykany to "Nowe szaty cesarza", a ukrytych tożsamości w legendach pełno - podobnie jak w historii szalonych królów. Na uwagę zasługuje też kreacja postaci. Diabolika zna swoje miejsce, nie podważa liczby odebranych żyć, ale nie udaje też niewinności. Nic nie jest jednak do końca określone w tej historii podobnie jak motyl na okładce. O białych barwach, jak włosy dziewczyny, wygląda pięknie lecz i krucho. Część jego skrzydeł jest żelazna, podobnie jak zmodyfikowany kod genetyczny. Nemesis dość prędko zda sobie sprawę, jak blisko centrum galaktycznego świata się znalazła i jak wiele może zmienić - choć jej życie jeszcze nie tak dawno temu miało tylko jeden cel.

"Diabolika" to pierwszy tom serii przewidzianej jako trylogia. Nieznane pozostają nadal tytuły ani daty premier kolejnych dwóch części. Ta historia nadal się rozgrywa, a kiedy początek jest tak wciągający niełatwo będzie doczekać premier kolejnych przygód.

"Diabolika" - S.J. Kincaid
TRYLOGIA: tom #1
Wydawnictwo: Otwarte / Moondrive
OPIS WYDAWCY
Stron: 400
DLA FANÓW: serii takich jak Saga Księżycowa, Starbound, Naznaczeni Śmiercią czy Czerwona Królowa
FRAGMENT: prolog i początek rozdziału 1
Ciekawostka: Autorka wielu polskim czytelnikom może być już znana. Ten, kto czytał "Insygnia. Wojny światów", łatwo może rozpoznać ten tytuł z 2013 roku. Tamta opowieść również rozgrywała się w kosmosie i zachwycała technologicznymi innowacjami - "Diabolika" stanowi tu jednak o wiele ciekawszą propozycję.

PREMIERA: 15 LUTY 2017

wtorek, 24 stycznia 2017

Goblin: Samotny i Wspaniały Stażnik


"Goblin" debiutował nowymi odcinkami w piątkowe i sobotnie wieczory. Od początku łączył w sobie różne światy. Była to historia generała wojsk z czasów Goryeo (Kim Shin), który stał się przyczyną klęski swoich poddanych przez wierność przysiędze, jaką złożył poprzedniemu królowi. Miecz utkwił w jego sercu podobnie jak i słowa klątwy: Nie zazna spokoju do chwili aż panna młoda goblina nie wyciągnie ostrza z jego ciała, a on dołączy do tych wszystkich ukochanych osób, które przez stulecia odchodził z tego świata na jego oczach.

We współczesnym świecie żyje licealistka Ji Eun-tak, której duchy od najmłodszych lat życia szepczą, że jest panną młodą goblina. Dziewczyna znosi dzielnie swój los, który pozostawił ją wśród okropnych krewnych, pragnących odzyskać zgromadzone przez jej matkę pieniądze. Mimo to bohaterka marzy o studiach, domu, rodzinie i prawdziwej miłości. W dniu swoich urodzin, samotnie stojąc nad skrajem morza, zdmuchuje świeczki i wypowiada życzenie.
Slow motion, czyli zapowiada się początek akcji
Zgaszony płomień ognia nieraz przywoła jeszcze Kim Shina, co pomoże uratować kilka razy życie Ji Eun-tak, którą zdaje się prześladować los. Nic nie dzieje się bez przyczyny, jeśli o klątwę chodzi. Bohaterowie prędko się o tym przekonają. Towarzyszyć im będą: żniwiarz ludzkich dusz (współlokator goblina) oraz Sunny - pewna czarująca właścicielka restauracji. Gra rozpoczyna się na nowo, kiedy przebudzają się poprzednie wcielenia siostry generała (królowej Goryeo) oraz króla, który to całą trójkę skazał na tak okropny los.

"Goblin" łączy przeszłość z teraźniejszością w świetnie dawkowanych wycinkach historii. Do tego występuje tu też przenikanie się dwóch wiar: tej, która wierzy w kolejne wcielenia oraz tej, w jednego Stwórcę. Toczy się gra o przekleństwo lub zbawienie dusz, a całość zdaje się wyznaczać zasada, że każdy ma cztery życia: pierwsze na zasiew, drugie na wzrost, trzecie na rozkwit, czwarte na zbieranie plonów. Pytania o wiele kwestii w życiu najważniejszych - niezależnie od wyznawanej wiary - stawia "Goblin" i bardziej niż daje odpowiedź to pokazuje ją na przykładzie rozrachunku ceny każdego życia.
"To nie grzech się zakochać."
Finałowy odcinek zgromadził sobie aż tyle widzów, że zajął drugie miejsce w rankingu wyników oglądalności wśród dram koreańskich emitowanych w telewizji kablowej - wyprzedziło go tylko "Reply 1988", którego to tytułu jeszcze nie oglądałam. Prawda jest jednak taka, że jedyny minus, w tych dobrych dramach, to finał - rozłożony jakby na dwa punkty. Pierwszy to klasyczny finał historii, czyli pokonanie głównego czarnego charakteru oraz rozwiązanie konfliktu, spędzającego sen z powiek widzowi od początku opowieści. Później dowiadujemy się co było potem i wcale nie bywa to happy end, na który liczymy. Zwykle są to oczy pełne łez fana, który serię i bohaterów pokochał. "Goblin" od początku zwiastował nostalgiczną opowieść o smutnej miłości - takim uczuciu, które trwać może wiecznie. Teza przez twórców udowodniona w finale, choć zmylić nas mogło wiele elementów pełnych łez... ale śmiechu i radości ze szczęścia bohaterów.

Uśmiech w trakcie seansu gwarantowany!
Choć zapowiedź dramy już sama w sobie wyglądała niczym film, początkowo nie byłam przekonana do tego tytułu. Może fakt, że nieśmiertelny goblin i żniwiarz mający być współlokatorami i kompanami swojej niedoli jakoś do mnie nie przemawiał jako koncepcja całej dramy. Okazało się to być jedynie jednym z mniejszych wątków - tłem dla o wiele bardziej ciekawej akcji. Widz szybko uwikłany zostaje w tworzące się relacje bohaterów, pełno tu poczucia humoru i fabuły, która pozostawia wiele dram daleko na niskich miejscach w rankingach. To zasługa nie tylko świetnego scenariusza napisanego przez znaną osobę (na jej koncie Secret Garden, The Heirs czy Descendants of the Sun), ale i cudownej obsady - ta gra aktorska na zawsze pozostaje w pamięci. Ze znanych mi wcześniej aktorów wystąpili tu: główna postać z "Cheese in the Trap" oraz sympatyczny acz problematyczny młodzieniec z "School 2015: Who Are You". Jeśli zaś chodzi o ścieżkę muzyczną - ta to dopiero będzie Was (pozytywnie) prześladować. Never far away!



"Goblin"
Data emisji: 02.12.2016 - 21.01.2017
Ilość odcinków: 16 (jeden trwa około 1 godzinę i 5 minut)
Stacja: tvN
Aktualnie w rankingu na MyDramaList: #3
Wciąga już od: drugiego odcinka
DLA KOGO? Podobnie jak "W - Two Worlds" opowieść o goblinie jest na tyle dobrą produkcją, że można od niej rozpocząć swoją przygodę ze światem dram koreańskich. Zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów, jakie widziałam do tej pory. Trudno będzie podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej.

Jeśli szukacie powodu by obejrzeć jedną z tych produkcji to zapraszam serdecznie do podsumowania poprzedniego roku Dlaczego warto zakochać się w dramach koreańskich?

Jeśli zaś widzieliście już "Goblina" - która para zdobyła Wasze serce? Jak przeżyliście ten finał?

wtorek, 17 stycznia 2017

"W sercu światła"

"I krwawiłem na ich ulicach ze szczerego złota"

Do kwatery głównej LaRoux Industries - najbogatszej korporacji w galaktyce - jednocześnie lecz niezależnie od siebie próbują się włamać dwie różne osoby. Połączył ich wspólny cel, a jest nią upadek właściciela owego międzygwiezdnego imperium - Rodericka LaRoux. Przypominają się tu znane słowa autora "Małego Księcia" by nie "wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku", jeśli chce się mówić o miłości. Czy i takie uczucie połączy pewnego hakera i złotowłosą dziewczynę o niesamowitych zdolnościach perswazji? Gdzie jest miejsce miłości, gdy w grę wchodzi zemsta i nieustanne życie pod ochroną kłamstw?

[ W RECENZJI PRZEDPREMIEROWEJ ]

KAŻDA PLANETA MA SWOICH BOHATERÓW: Każdy tom od następnego dzieli w akcji odstęp roku czasu. W pierwszym tomie, wprowadzającym w świat międzyplanetarnej opowieści, Lilac LaRoux i Tarver Merendsen napotkali po raz pierwszy szepty. Na bezludnej planecie zmuszeni byli przetrwać po katastrofie statku i przeżyć odkrycie tajemnicy, która zaważyć mogła na losach galaktyki. Była to jednak także historia córki najbogatszego człowieka - właściciela LaRoux Industries, więc nie spotkała jej kara, na jaką zasłużyłby ktoś inny. W tomie drugim na szepty natknęli się młoda pani kapitan i rebeliant z mokradeł (Jubilee Chase i Flynn Cormac). Gdy spróbowali zdemaskować okrutne praktyki LaRoux Industries od pewnej zguby ocaliło ich upublicznienie sprawy za pomocą międzyplanetarnej transmisji na żywo. W finałowym tomie dla kolejnej pary bohaterów, pragnących zniszczyć raz na zawsze imperium LaRoux, może nie być już okoliczności łagodzących.

NA KORYNCIE: Była już bezludna planeta, była i taka zatrzymana siłą w początkowych fazach swojego rozwoju. Niebo nad Avonem wiecznie zasłaniały chmury, nie wspominając już o widoku na gwiazdy. Rozmokła ziemia i niezliczone kilometry bagien stanowiły cały świat. Tym razem akcja rozgrywać się będzie na Koryncie - planecie zindustrializowanej do granic możliwości. Przecinające niebo wieżowce i tak samo jak one wysokie tak i biegnące w dół podziemne poziomy slumsów. Ludzie z wyższych sfer (dosłownie poziomów planety) nie dotykają ziemi. By LaRoux Industries ostatecznie poniosło konsekwencje swoich działań chcą sprawić: dawna mieszkanka Avonu i haker znany w całej galaktyce.

W INNEJ KRAINIE CZARÓW: Jak tom drugi zawierał nawiązania do sztuki "Romeo i Julia" (szczegóły w recenzji tomu II), tak w trzeciej części doszukiwać się można motywów "Krainy Czarów". Znów mamy odniesienia do fałszywych imiona bohaterów - przybranych by chronić swą tożsamość. Jest więc Jake Cheshire znany także pod znakiem innej postaci - Waleta Kier. To postać znana już z drugiego tomu trylogii - podobnie zresztą jak partnerująca mu postać - Sofia Quinn. Mniej bezpośrednie odniesienia znaleźć można w scenerii, w jakiej znajdą się bohaterowie: pełno tu fałszywych wizji czy zejścia do świata poniżej tak jak w głąb króliczej nory.

NOWY DUET: Jak Gideon Marchant (czyli Walet Kier) rozpracuje każdy system zabezpieczeń komputerowych, tak Sofia Quinn prawie nadprzyrodzonymi zdolnościami perswazji uzyska dostęp do wszystkiego, czego tylko zapragnie. Bohaterowie od początku dostrzegają w sobie te podobieństwa, choć nie od razu znają swoje prawdziwe tożsamości. Wystarczy im wspólny cel, a jest nim upadek imperium LaRoux. Obaj bohaterowie są nam znani z części poprzedniej. Szczególnie zdumiewa przemiana Sofii, która nie jest już dziewczyną z Avonu, a doskonale dostosowującą się do życia na innej planecie młodą kobietą. Wysłana jako sierota (po stracie ojca) odnalazła się w nowym świecie, zdobywając dostęp do wielu rzeczy - w tym informacji o swoim wrogu - osobie, która odebrała jej jedynego rodzica. Gideona znamy tylko ze wzmianek, ale prędko zdobywa sympatię czytelnika. Zgranie nowego duetu widać najbardziej w chwilach ucieczki - od spektakularnej wspinaczki szybem windy wysokich wieżowców zaczynając.

W FINALE: Czy połączone siły wszystkich sześciu bohaterów tej serii wystarczą by raz na zawsze zakończyć historię okrutnych eksperymentów LaRoux? Jaka jest geneza badań tajemniczych szeptów - tak wrażliwych a jednocześnie mogących doprowadzić ludzi do obłędu - obcych istot? Czy istnieje możliwość porozumienia, kiedy jeden tylko człowiek istotom obcego świata wyrządził tak wielką krzywdę? Odpowiedzi jedynie w tomie finałowym. Kto rozpoczął przygodę tej gwiezdnej serii, musi i poznać jej finałowy rozdział.


"W sercu światła" - Amie Kaufman, Meagan Spooner
TRYLOGIA: tom III / OPIS
Wydawnictwo: Otwarte / Moondrive
W kategorii: Gwiezdna opowieść / kosmos
Stron: 373
DLA FANÓW: Historia w podobny sposób łączy losy kilku par bohaterów - jak Saga Księżycowa. Nastrojowo będzie jak w trylogii "Przez burze ognia", choć mniej tam wypraw międzygwiezdnych, a o wiele więcej tych po bezludnych obszarach planety.
GDZIE KUPIĆ? Tom drugi i trzeci tej serii jest obecnie dostępny tylko na stronie sklepu Moondrive - LINK. Nie można znaleźć ich w księgarniach stacjonarnych ani internetowych.

W skład gwiezdnej trylogii o szeptach wchodzą trzy tomy:
1. W ramionach gwiazd      2. W spojrzeniu wroga    3. W sercu światła

PREMIERA: 18 STYCZNIA 2017

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Wytnij Znak (Carve the Mark)


"Jestem z Shotet. Jestem ostra jak odłamek szkła i tak samo krucha. Opowiadam kłamstwa lepiej niż prawdę. Widzę całą galaktykę, ale nigdy jej nie dostrzegam."

Przez galaktykę ciągnie się strumień nurtu, jedne planety oplatając błękitną wstęgą mocniej, inne zaś omijając. Różne są wierzenia na temat istnienia tego elementu galaktyki. Jedni mówią, że to zwykłe zjawisko naturalne, jakich pełno jest w kosmosie. Inni twierdzą, że błękitna wstęga to dowód istnienia siły nadnaturalnej, zdolnej zmieniać losy ludzi żyjących w tym właśnie układzie planetarnym. Jaka jest prawda?

[ PRZEDPREMIEROWO ]

DARY NURTY: Na jednej z planet układu - Thuvhe - właśnie rozkwitają szakwiaty. To rośliny lśniące wśród zasp śniegu i krajobrazu skutego lodem. Reagują na obecność nurty nie mniej niż mieszkańcy tej planety. Wiara, że nurt przepływa przez wszystkie żywe istoty, zdaje się potwierdzać w istnieniu zdolności nadprzyrodzonych - każde z nich wyjątkowe i przypisane konkretnej osobie. Można więc nigdy nie odczuwać bólu lub czuć go stale i przekazywać innym. Można swoje bolesne wspomnienia zepchnąć w pamięć innej osoby. Można i wreszcie zobaczyć przyszłe losy galaktyki czy za pomocą jednego dotknięcia odebrać czyjś dar - przerywając na moment przepływ nurtu.

ZNANE WSZYSTKIM LOSY WYBRAŃCÓW: Planety Zgromadzenia nie mogłyby bardziej się od siebie różnić. Jest tam planeta wiecznej zimy i planeta ognia. Jest świat skryty pod powierzchnią wszechogarniającego oceanu i podwodnych miast. Na jednej z nich panuje wieczna i nieprzebyta ciemność. Każda z nich ma swoje Wyrocznie, które ukazują możliwe ścieżki losów wybrańców. Przyszłość tych osób ogłaszana jest publicznie, bo wpływ będzie miała na przyszłość całego układu. Mówi się, że chcielibyśmy znać swój los, by móc wielu rzeczom zapobiec. Wybrańcy losy w chwili ogłoszenia ich przyszłości czują się jak zwycięzcy lub skazańcy - gdyż poznają przyszłość, której nie sposób już zmienić. Ich przeznaczeniem jest wznieść się lub upaść, przynieść chwałę czy zdradzić.

WYTNIJ ZNAK: Thuvhe to nie tylko lodowe kwiaty, które wchodzą w skład wielu leków. To także zbuntowany lud Shotet - tak dobrze znany ze swej bezwzględności. Raz do roku wyrusza w galaktykę by podążyć za wstęgą nurtu i udać się na żer - tam gdzie błękitna linia zalśni najmocniej. Walcząc o uznanie swego istnienia i przejęcie władzy na planetą Thuvhe nie cofnie się przed niczym. Rządy sprawuje tam bezwzględna rodzina królewska, w skład której wchodzi Cyra - dziewczyna, pod której skórą pływają stale czarne wstęgi nurtu, zadając ból... który przekazać może innym. Do tej bezwzględnej rzeczywistości siłą sprowadzony zostaje Akos i jego brat. Przeznaczeniem chłopaka jest zginąć, służąc wrogiemu ludowi. Losem syna obecnie rządzącego bezwzględnego króla Shotet zaś... upaść. Kiedy każdy z nich spróbuje odmienić nieodmienny los, rozpocznie się liczenie znaków, jakie wyciąć będą musieli na swych ramionach.... każdy znak równy odebranemu życiu.

W ŚWIATOWEJ PREMIERZE: Nawet gdyby nie była to kolejna powieść autorki "Niezgodnej", zdecydowanie byłaby to książka warta lektury. Tym razem Veronica Roth zabiera czytelnika do świata przyszłości rozgrywającej się w nieznanym układzie planetarnym. Powieść rekomendowana dla fanów sagi "Gwiezdnych Wojen" zdecydowanie ma w sobie coś z tamtego świata. Pełno tu międzyplanetarnych podróży i różnorodnych światów na lub pod powierzchniami planet, a nurt swym istnieniem przypominać musi obecność znanej wszystkim miłośnikom Jedi wszechobecnej Mocy. Rycerze zakonu także przewidzieć mogli przyszłość, podobnie jak Wyrocznie znają losy wybrańców. Tu jednak ogłaszane są one publicznie, co daje sygnał do rozpoczęcia walki - a taki rodzaj historii znany jest dobrze fanom "Igrzysk" i w "Naznaczonych śmiercią" pojedynków na arenach nie zabraknie. Cyra i Akos to para młodych ludzie połączona na przekór wszystkiemu, zaczynając od braku zaufania a na zdradzie rodzin kończąc. Nie łatwo będzie przeżyć, prowadząc na ramionach rejestr osób, którym odebrać zdołali już życie. To ciężar, z którym musieli żyć - nie inaczej niż bohaterowie "Niezgodnej" - którzy poległych stale trzymali w pamięci. Ciążki los nie będzie jednak pozbawiony miłości, co po raz kolejny udowadnia autorka.

"Naznaczeni śmiercią" - Veronica Roth
SERIA: pierwszy z dwóch tomów
Wydawnictwo: Jaguar [OPIS]
W kategorii: Antyutopijne, odyseja kosmiczna
Stron: 534
Ciekawostka: Premiera najnowszej powieści autorki ma miejsce jednocześnie w 33 krajach - w tym także w Polsce. Równolegle z papierowym wydaniem dostępny jest także ebook czy audiobook.
Podobne: Dotyk jako przekleństwo ujawniające się w postaci paranormalnych umiejętności znane jest dobrze widzom serii X-Men czy też z powieści trylogii "Dotyk Julii", gdzie wątek został ten ponownie wykorzystany.
W skrócie: To powieść po którą z całą pewnością powinni sięgnąć fani "Niezgodnej" oraz różnych gwiezdnych opowieści: Sagi Księżycowej, W ramionach gwiazd czy osoby stale oglądające wszystkie części "Gwiezdnych Wojen". Może świat nurtu nie jest jeszcze tak misternie skonstruowany jak rzeczywistość pełna Mocy, lecz niezaprzeczalnie wciąga w swoją opowieść. Choć wybrałabym innej tłumaczenie dla tytułu (przykładowo "Wytnij ten Znak"), to "Naznaczeni śmiercią" mają swoje uzasadnienie - to właśnie symbolizowały znaki wycinane na ciele.
Dodatek: Wywiad z autorką na temat jej nowej powieści, który jeszcze mocniej przekonuje do podjęcia się lektury (KLIK).
PREMIERA: 17 STYCZNIA 2017

piątek, 6 stycznia 2017

W Morzu Ciekawostek: Styczeń


Co nam ciekawego przyniesie pierwszy miesiąc nowego 2017 roku? To nie tylko harmonogram na styczeń, ale zwykle i rodzaj rozpiski na cały przyszły rok. Oto siedem ciekawostek na temat tego zimowego miesiąca.

#1 Jeszcze 31 grudnia pojawiła się pierwsza oficjalna zapowiedź dla drugiego sezonu serialu produkcji Disney Chanel, czyli Soy Luna. To serial, który chciałabym móc oglądać po hiszpańsku, dlatego motywacja do nauki tego języka wrasta. Kończy się frazą "muy pronto" - bardzo szybko :) Oby i tak było z nauką i postępami!

#2 Ogłoszono, że pojawi się kolejny serial z uniwersum komiksowego DC Comics (LINK). Nie ujawniono jeszcze, która to może być z historii, ale może kolejność wymienia istniejących już seriali coś nam zasugeruje? Jako pierwszy wymieniono "The Flash" - nawet przed "Arrow", który chronologicznie emitowano przecież wcześniej. Kontynuacja trzeciego sezonu Team Flash wraca w drugiej połowie stycznia (24.01.2017).

#3 Już 6 stycznia premierę będzie miała nowe wersja opowieści o Oz czyli Emerald City. Jedną wersję Oz z dorosłą Dorothy Gale już kiedyś widziałam (Blaszany Drwal - także miniserial), ale ta zapowiada się o wiele wiele ciekawiej. Produkcja stacji NBC.


#4 Na antenę powrócił z drugim sezonem serial Shadowhunters. Miejmy nadzieję, że scenariusz napisany na podstawie cudownych książek Cassandry Clare będzie w tym sezonie bardziej wierny serii. Pierwszy odcinek miał dobry star i choć przez cały czas nie trzymał w napięciu, to pojawiło się tam kilka naprawdę świetnych scen... które odzwierciedlały nastrój sprzyjający lekturze tej serii.

#5 W tym tygodniu można było zobaczyć już kolejny odcinek serialu "Teen Wolf", w którym poznaliśmy troszkę szczegółów dotyczących tego, co stało się z miasteczkiem Canaan. Łącznie do historii przywrócono dwa czarne charaktery z poprzednich sezonów, których teraz bohaterowie "przekonują" do współpracy by ocalić Beacon Hills od zniknięcia z mapy Stanów. Moja teoria na temat Dzikiego Polowania jest taka, że wymazywane są te miasta, w których doszło do zbyt wielu paranormalnych wydarzeń - zobaczymy czy się sprawdzi :)


#6 Znamy już dokładną datę premiery czwartego sezonu "The 100". Według reguły, w jakiej zapisuje się daty w Stanach Zjednoczonych, będzie to 02.01.2017 - czytane jako miesiąc / dzień / rok. Byłam przekonana, że Alice zastosowała podstęp mówiąc o wybuchach atomowych na całej Ziemi by zmusić bohaterów do podjęcia sprzyjających jej istnieniu działań. Okazuje się jednak, że zagrożenie jest realne. Tyle lat czekania by atmosfera i przyroda się oczyściły po skażeniu, a teraz znowu to samo... Czy bohaterowie znów udadzą się do gwiazd? Gdzie znajdą schronienie?


#7 Jako nowość oglądać możemy "Beyond" (Ponad) - serial od stacji Freeform (ABC Family) odpowiedzialnej także za ONCE, PLL czy właśnie wspomniane już Shadowhunters. Historia opowiada losy Holdena, który wybudza się po 12 latach przebywania w stanie śpiączki. Cudem jest, że od razu wraca do codzienności: potrafi chodzić, mówić i zacząć nadganiać te zagubione lata... które wcale zmarnowane się nie wydają. Za Holdenem i jego zdolnościami (seria zawiera elementy paranormalne) podążają zarówno sprzymierzeńcy jak i wrogowie. Komu może zaufać?


BONUS: Mamy również w tym tygodniu nowy odcinek mini dramy (odcinki 10 minutowe) "7 First Kisses", który tak naprawdę jest formą kampanii reklamowej, do której udziału zaproszono wielu znanych aktorów - stąd też popularność tego tytułu.

Na jakie nowości stycznia 2017 Wy czekacie? 
Może oglądacie jakieś inne tytuły, które właśnie się pojawiły / powróciły do emisji?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...