Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

sobota, 17 czerwca 2017

Strażnicy światła


Badanie dowodzą, że jeśli człowiek ma świadomość, że jest obserwowany (kamery w miejscu pracy), zmienia się jego zachowanie. Podobna zasada zdaje się obowiązywać, gdy wiadomo powszechnie, że jakiegokolwiek nadzoru brak - z całą pewnością na wyspie, gdzie mieszka łącznie tylko sześciu biologów. Na archipelagu, który w legendach okrzyknięto mianem "Wysp Umarłych" nie bez powodu. Swoje żniwo zbierały od niepamiętnych czasów i robią to aż do dziś.

"Strażnicy Światła" to tytuł, który niesie w sobie nadzieję na przekór ogarniającej zewsząd ciemności. Tajemnicza okładka polskiego wydania przywodziła na myśl wydarzenia z pogranicza świata duchów. Zupełnie czegoś innego spodziewałam się po tej powieści. Literackich podróży na odcięte od cywilizacji wyspy czytelnik ma już za sobą sporo. Filmy i seriale w tym temacie także nie pozostają daleko w tyle. Choć po prawdzie, to w dobrą pogodę ten niesławny archipelag było widać z San Francisco i odwrotnie. Nie zmieniło to jego natury - ani sumienia jego tymczasowych mieszkańców.

W okolicznych wodach rekiny, plaże pełne słoni morskich, a z nieba spadają dzioby ptaków, celujące prosto w oczy. Kogo i co przyciąga do zamieszkania w takim miejscu? Biologów piękno dzikiej przyrody, Mirandę zaś samotność i pustka. Młoda pani fotograf ma już za sobą noce spędzone na pustyni, dżungli i lodowym pustkowiu. Żadne z tych doświadczeń nie przygotowało ją na "Wyspy Umarłych" oraz zasadę, że w cykl życia za nic interweniować nie można - nieważne czy dotoczyło to zwierząt czy też samych ludzi.

Czytając nagrodzoną powieść Abby Geni, ma się wrażenie, że autorka natknęła się na informacje o "Wyspach Umarłych" i postanowiła do dawnej legendy z czasów kolonialnych dopisać jej współczesną kontynuację. W efekcie zawsze ktoś upada, a dla dwóch osób kończy się to utratą życia. Nie ma w tej powieści za dużo kryminału, więcej w niej z mrocznej opowieści, w której koszmary wypełniły miejsca wypartych wspomnień najgorszych chwil. Młoda kobieta staje się ofiarą napaści, nikomu nie zdradza jednak tego sekretu, który prawie zmusił ją do odebrania sobie życia. Na tak małej wyspie tajemnica długo się nie uchowa, a skoro ktoś inny także o tym wiedział, to zdecydował się nie zareagować. Jak dojść prawdy, gdy pojawiają się kolejne wypadki?

Epilog jest tu bardziej po to by wyjaśnić, kto faktycznie był mordercą, skoro w trakcie powieści nie udało się tego jednoznacznie odkryć, a przedstawionych hipotez nigdy nie potwierdzono. Trzeba jednak przyznać, że jeśli dokładnie spojrzymy na wydanie książki, szczególnie na fragment zamieszczony na początku, łatwiej odgadniemy przebieg wydarzeń.

"Strażnicy światła" to mroczna opowieść, w której bezwzględny świat przyrody staje się odzwierciedleniem natury ludzi, którzy przybyli na te wyspy. Niczym w klasycznych wersjach baśni panuje tu chaos, bo dobro nie zawsze wygrywa, a zło zostaje ukarane na zasadzie zemsty. Trudno zapomnieć przyjdzie przebieg tej historii, choć nie jest to książka, której bohaterów szczególnie polubiłam. Odniesienie co do tytułu powieści znajdujemy praktycznie w finale powieści i dopiero tam odnajdujemy odpowiedzi o prawdziwą naturę "strażników światła".

"Strażnicy światła" - Abby Geni
Wydawnictwo: Kobiecie  [ OPIS ]
Typ: opowieść w jednym tomie
Stron: 320
W kategorii: thriller
Miejsce akcji: archipelag Wysp Farallońskich
W kolejności: NR 15/2017/06/02 (499)

Prolog do powieści i początek Sezonu Rekinów można przeczytać na stronie Taniej Książki

wtorek, 6 czerwca 2017

Tysiąc Odłamków Ciebie


Marguerite poprzysięgła zemstę ojcu. By tego dokonać musi użyć testowanej dopiero technologii podróży między wymiarami. Nieudana próba przeskoku może pozbawić ją życia, ale jaki ma wybór, skoro ból straty ojca i tak rozrywa jej serce? Nie myśląc wiele, przeskakuje by rozpocząć podróż, podążając śladem mordercy. Czy serce nadal pełne będzie gniewu i zemsty, gdy wreszcie się spotkają - nieważne w którym ze światów?

"Tysiąc odłamków ciebie" kusi nie tylko piękną okładką oraz intrygującym wprowadzeniem do trylogii. Jej autorka - Claudia Gray - jest dobrze znana czytelnikowi ze swojej poprzedniej serii (Wieczna Noc), w której dramatycznych zwrotów akcji jak i intryg nigdy nie brakowało. Także i tutaj otrzymujemy imponujący start, który towarzyszy pierwszym stronom lektury. Marguerite to córka pary naukowców, ale z dwóch ich córek to jej przypadła dusza malarki. O technologii wie tylko tyle, ile z zasłyszanych rozmów w trakcie rodzinnych posiłków. Kluczem do wszystkiego jest urządzenie zwane "Firebird", które umożliwia każdemu przeskok między wymiarami. Są pewne ograniczenia: nie można skoczyć do świata, w którym się nie istnieje. Mimo to czeka nas fascynująca (trwająca ponad miesiąc) podróż poprzez dwie alternatywne wersje przyszłości (jedną prawie antyutopijną), jedną bardzo zbliżoną teraźniejszość i świat niczym z carskiej wersji Rosji.

Jeśli znacie serial "The Flash" i spodobała Wam się koncepcja istnienia wielu wszechświatów, gdzie istnieją kolejne sobowtóry tej samej osoby, to podobny pomysł napotkamy w powieści Claudii Gray. Różnicą jest fakt, że w trylogii "Firebird" sobowtóry (czy też wersje tej samej osoby) nie mogą się spotkać. Gdy podróżnik - między wymiarami - przeskakuje do kolejnego ze światów, automatycznie trafia do ciała swojego sobowtóra. Tym samym przejmuje jego ciało i staje się szpiegiem z innego wymiaru. Tu właśnie pojawiają się kwestie etyczne takiego działa, bo czyny bohaterów aż za często sprowadzają kłopoty na ich sobowtóry, które do tej pory wiodły (najczęściej) dość spokojne i zwyczajne życie. Z przybyciem podróżników szybko się to jednak zmienia, a gdy sytuacja staje się zbyt niebezpieczna, zwyczajnie przeskakują oni do kolejnego ze światów, pozostawiając po sobie zamęt. Marguerite też sporo będzie miała na sumieniu.

Najsłabszym punktem pierwszego tomu "Firebird" będzie niestety wątek miłosny. Rodzice Marguerite mieli dwoje bardzo zdolnych asystentów - studentów, którzy pracowali przy opracowywaniu nowej technologii. Jeden z nich (Paul) jest podejrzany o zabójstwo jej ojca, drugi (Theo) pomaga jej przeskakiwać do kolejnych wymiarów i pochwycić mordercę. Serce nie sługa, a szczególnie, gdy wersja osoby z innego wymiaru o wiele bardziej fascynuje niż znany odpowiednik. Marguerite pewna swoich uczuć nie jest, co wprowadza ogromne zamieszanie - szczególnie w życiach jej sobowtórów, które muszą żyć z konsekwencjami decyzji podróżniczki. Wszystko to powoduje, że bardziej niż główna trójka bohaterów w serii tej zapadają w pamięci wiodące dwa czarne charaktery.

Bardzo cieszę się, że Wydawnictwo Jaguar zdecydowało się na wydanie tej serii, a robiąc to pozostało przy oryginalnej koncepcji okładek trylogii, dodając do tego ujmujące tłumaczenie tytułów. Właśnie o tym jest tom pierwszy, co głosi jego tytuł: Marguerite, która odnajduje zarówno siebie jak i ukochane osoby w każdej z wersji wszechświatów - w każdym z wymiarów. Mimo troszkę szwankującego wątku miłosnego z całą pewnością wyczekiwać będę premiery dwóch kolejnych tomów tego cyklu. Nawet jeśli bohaterowie twierdzą, że podróży w czasie tu nie ma (są tylko między wymiarami), to pokrewne rzeczywistości znajdują się na różnych etapach rozwoju. Jeśli z carskiej Rosji można przeskoczyć do świata po globalnym podniesieniu się poziomu oceanów, to dla mnie podróż w czasie jest zaliczona.

"Tysiąc odłamków ciebie" - Claudia Gray
Typ: trylogia tom I
Wydawnictwo: Jaguar
W kolejności: NR 14/2017/06/01 (498)
Stron: 357
W skrócie: Podróże między wymiarami, poznawanie kolejnych wersji siebie, ukryci szpiedzy pod obliczem przyjaciół oraz rozwijająca się dopiero technologia, które za moment zmieni świata. Dlaczego to właśnie Marguerite znalazła się w środku tego konfliktu? Czy chodzi tylko o zemstę i pragnienie poznania prawdy? Wszystkiego dowiedzie się po odbyciu tej absorbującej książkowej podróży.

Czytaliście już serię "Firebird"? Może znacie "Wieczną Noc"?

piątek, 26 maja 2017

Wieczna Prawda


"Nasz pierwszy krok do zniszczenia Podwieczności"

Nikki znów podejmuje walkę o swoje śmiertelne życie i występuje przeciwko fałszywej wersji wieczności. Wszystko zaczęło się od tragedii, jaka ją spotkała, i sposobie jaki się pojawił by sobie ze stratą mogła poradzić. To tak poznała Cole'a - Wiecznego, który zabrał ją po raz pierwszy do Podwieczności. Nikki powróciła na Powierzchnię do świata żywych tylko po to aby móc się pożegnać, zanim upomną się o nią Cienie. Ostatecznie jednak to jej dawna miłość zamiast Nikki przyjęła wyrok. Jack'a udało się jednak z Tuneli odzyskać, ale kosztowało to utratę serca bohaterki. Teraz to Cole kontroluje ponownie jej los, a w planach ma przejęcie tronu w świecie, gdzie wieczność można zdobyć kosztem innych istnień. Nikki nie wierzy w taką wersje wieczności i nie może dopuścić do tego, by się ziściła z nią w roli głównej.

 [ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]

Długo oczekiwany finał serii z mitologią grecką w tle wreszcie zawitać ma na półkach księgarni. Już na pierwszych stronach tego tomu bohaterowie wpadają na niecodzienny i praktycznie niewykonalny pomysł zniszczenia Podwieczności. Dla Nikki i innych osób kojarzy się ona z cierpieniem niewinnych ponoszonym tylko i wyłącznie dla tego aby Wieczni mogli przedłużać swoje życie o kolejne stulecia. Jeśli zaś podejmować się realizacji niewykonalnych zadań to tylko opierając się o starożytne mity. Tam od zawsze tkwiły wskazówki i odpowiedzi na to, jak przechytrzyć zły los.

Ostateczny team, który zniszczyć ma Podwieczność tworzą Nikki, Jack i jego brat Will oraz oczywiście Wieczny Nikki - Cole. To właśnie jego postać nabiera w tym tomie innego wymiaru, kiedy okazuje się, że zemsta obecnej królowej Powieczności może być dotkliwa. Brodi Ashton zdecydowała się na wątek utraty wspomnień. Czy Cole rzeczywiście utracił wspomnienia czy to jego kolejny podstęp, bo sam przecież nigdy nie przyczyniłby się do upadku miejsca, która zapewnia mu namiastkę wieczności.... A może jednak?

W finałowym tomie zaskakuje spora liczba przeskoków między Powierzchnią a Podwiecznością, jaką nieustannie powiększają bohaterowie. W tomie pierwszym czy drugim możliwość przedostania się do Podwieczności i szczęśliwego z niej powrotu do świata żywych graniczyła z cudem. Tutaj jedyną niedogodność stanowi fakt, że można powrócić do świata żywych w innym zakątku Stanów Zjednoczonych.

Rola finałowego tomu to zamknięcie najważniejszych wątków historii, tak by ona sama nie utraciła na swojej wartości. Od lektury pierwszego tomu nie ukrywałam, że Jack prędko schodzi na drugi plan, kiedy tylko pojawia się Cole. To dla niego i jego relacji z Nikki sięgało się po kolejne tomy tej opowieści. Pomimo intencji czy sposobów działania, Wieczny wiernie trwa przy dziewczynie, w której jest zakochany i jest absolutnie gotowy na wszystko (jak dowodzi tego finał), aby ją ocalić. Z całą pewnością trzymałam kciuki za inne zakończenie wątku tej postaci, choć po zachowaniu Nikki wiadomo kogo zawsze wybierze. To historia niechcianej miłości, gdy jedną już masz.
PREMIERA: 14 CZERWCA
Sam zaś finał rozgrywa się nad wyraz szybko, niczym prędko zbierane horkruksy w "Insygniach". Liczyłam trochę, że choć przez chwilę zobaczymy Nikki na tronie, kiedy plan zablokowania i zniszczenia Podwieczności wydawał się początkowo rozrywać świat w posadach. Mimo wszystko to Cole i jego oddanie powodować będą, że wspominać będę fabułę tej właśnie serii.

"Wieczna prawda" - Brodi Ashton
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Typ: trylogia tom III
W kategorii: Mitologia i Baśnie
W kolejności: NR 13/2017/05/04 (497)
W skrócie: Po raz kolejny mitologia łączy przeszłość z teraźniejszością i zawiera w sobie szansę na odwrócenie złego losu. Podwieczność to ciekawa alternatywa dla przedsionka Hadesu, a jednocześnie zupełnie inne i niespotykane wcześniej miejsce, które zapewniać miało namiastkę wieczności. Trylogia pozwala poznać historie różnych bohaterów, których ścieżki zbiegły się w tym niezwykłym miejscu między światami. To obecnie jedna z lepszych serii z mitologią w nowym wydaniu. Zdecydowanie warta lektury.

Trylogia obejmuje:
Podwieczność  /  Wieczna Więź  / Wieczna Prawda

czwartek, 18 maja 2017

Miłość ze snu


Alicja i Maks - to para ze snów i to bardzo dosłownie. Poznali się w snach i tam też w sobie zakochali. Znają się od lat, a ich relacja od przyjaźni przeszła do uczucia romantycznej miłości. Porą dnia, w której Alicja najbardziej zdaje się żyć, jest nie jawa a właśnie sen. Wszystko zmienia przeprowadzka z Nowego Jorku do Bostonu, gdzie w nowej szkole Alicja spotyka Maksa w realnym świecie. I nie będzie to jej wyśniony happy end dla ich wspólnej historii.

"Miłość ze snu" to w oryginale "Dreamology". Tytuł miał tutaj odwoływać się do fikcyjnej nauki studiującej naturę ludzkich snów. W fabule powieści faktycznie pojawia się instytucja, która zajmowała się nie tylko badaniem, ale i skutecznym leczeniem zaburzeń snu. To do niej trafili kiedyś bohaterowie by latach właśnie tam próbować prześledzić początki swojej wspólnej historii. Tam też znajdujemy rozwiązanie zagadki, jak to się stało, że dwie osoby nie tylko śnią świadomie, ale i zawsze trafiają razem do tego samego snu. Tu niestety eksploracja tematyki ludzkich snów się kończy, a fabuła na powrót skupia na parze bohaterów, którzy muszą odnaleźć drogę do siebie. Choć tak naprawdę dobrze się znają, to jawa inna bywa od rzeczywistości.

"Miłość ze snu" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lucy Keating. Styl sprzyja szybkiemu tempu lektury, choć fabularnie można tu dostrzec niewykorzystany w pełni potencjał. Rzeczywistość senna zdaje się istnieć tylko dla bohaterów i zmieniać się pod rozkazem ich woli. Stanowi tutaj więc tylko tło dla ich relacji - miejsce akcji dla sennych spotkań. Sny to kopalnia pomysłów i coś o wiele więcej. "Miłość ze snów" nie wnosi nic nowego do tematu, który nadal pozostaje tak niezgłębiony. Nie wysuwa żadnych nowych teorii, a całość skupia na śledzeniu losów "śniącej wspólnie pary".

Zagrożenie dla Alicji i Maksa stanowić ma przenikanie wizji sennych do świata rzeczywistości, co objawia się w dziwnych wizjach mających miejsce poza czasem snu. Niezwykłą więź trzeba więc jak najprędzej przerwać. Jak Alicja ma zdobyć serce chłopaka "ze swoich snów", skoro tak wysoko ceni on sobie swoje codzienne życie, a tak mało sny? Co sądzić, jeśli w snach pozostaje nadal jej bliski i zachowuje się tam samo jak wcześniej, a na jawie nadal ma swoją dziewczynę? Czy konflikt uda rozwiązać się z korzyścią dla obu stron dawnych sennych przygód?

Warto dodać, że wydawnictwo oznaczyło książkę kategorią potencjalnej grupy wiekowej odbiorców. To bardzo duży plus, choć sam wyznacznik istnieje tylko na stronie internetowej wydawcy - Beletrystyka Dla Młodzieży (15 +) - wciąż jest to jednak cenna informacja, dla kogoś kto książkę kupuje na prezent, a nie czytał wcześniej jej recenzji czy całości powieści. Potwierdzenie znajdujemy w trakcie lektury. To słodka historia nastoletniego zauroczenia, które niecodziennie zaczęło się w świecie snu. Czy niezwykłą relację uda się przenieść także do świata rzeczywistości?

"Miłość ze snu" - Lucy Keating
Wydawnictwo Dolnośląskie / OPIS WYDAWCY
Seria: Uwaga młodość (różne tytuły i autorzy)
Liczba stron: 280
W skrócie: Sny to tematyka po którą bardzo chętnie sięgam. Często jednak stanowią one tylko niewykorzystany potencjał i nie są niczym innym niż tylko barwnym tłem, gdzie dziać mogą się rzeczy nierealne. "Miłość ze snu" wybrałam jako lekturę z nadzieją na to, że odnajdę tam ciekawe wykorzystanie motywu snów. Choć autorka wykorzystuje ten wątek, umieszcza go w tytule i opiera na nim fabułę, powieść nie wyróżnia się pod tym względem. "Miłość ze snu" pozostaje opowieścią o nastoletniej miłości, która zrodziła się w świecie snu, a kontynuację swoją miała w rzeczywistości. Jeśli takiej powieści szuka czytelnik, to trafny wybór. Jeśli zaś w kolejnej już powieści z motywem snu poszukuje czegoś nowego, pozostaje tylko szukać dalej.

Warto śledzić aktualne nowości w książkach dla młodzieży- można tam znaleźć prawdziwe perełki.

niedziela, 7 maja 2017

W Morzu Ciekawostek: Miraculous

SUPERBOHATEROWIE Z PARYŻA: BIEDRONKA I CZARNY KOT

Dziewczyna przebrana w strój biedronki i blondyn ubrany na czarno z uszami kota - postacie z tej produkcji wielokrotnie gdzieś migały w masie informacji, jaką zalewa nas internet poprzez media społecznościowe - nie zwalniając siebie samych od odpowiedzialności za te wszystkie godziny przesiedziane na YouTube. Może to właśnie tam zobaczyliście po raz pierwszy Ladybug (Biedronkę) i Cat Noir (Czarnego Kota)? A oto troszkę ciekawostek o nowych superbohaterach w rodzinie.

#1 Paryż ma kłopoty - potrzebni są więcej bohaterowie, którzy ocalić mieliby miasto i jego mieszkańców. W tej roli dobrze sprawdzają się Ladybug i Cat Noir, a w codziennym życiu Marinette Dupain-Cheng i Adrien Agreste. Aby projekty dziewczyny ujrzały światło dzienne - to marzenie Marinette, która zazwyczaj jest nieco niezdarna. Ta jej cecha znika, gdy staje w obronie miasta. Adrien jest bardziej śmiały jako Cat Noir, ale poza tym jego dwie osobowości aż tak się od siebie nie różnią. Problem stanowi ojciec, który się od niego odizolował, zostawiając chłopaka samego sobie.

#2 Ladybug miała powstać jako anime, zdecydowano się jednak na animację by historia trafiła do szerszej grupy odbiorców. Sama zaś Lady Bug miała być przykładem superbohatera, który pochodziłby bezpośrednio z serca Europy, a nie po raz kolejny ze Stanów Zjednoczonych. Jeśli chodzi o sam zarys anime, powstał tylko krótki filmik jako zwiastun.


#3 Choć ostatecznie nie jest to anime, elementy tamtych produkcji znajdziemy i tutaj: są stałe sekwencje przemiany, magiczni mali pomocnicy, a złoczyńca co odcinek wysyła nowego sługę. Jest i ciągle ciekawy opening, który obiecuje więcej zaczarowanych przedmiotów (miraculum) i osób obdarzonych ich mocami, ale widzimy tylko Biedronkę i Czarnego Kota. Władca Ciem (główny złoczyńca) też taki posiada, a choć motyle są świetliste to prędko zmieniają się w czarne ćmy. To dobra moc użyta w złym celu - historia niewłaściwie powierzonego daru.

#4 Już po pierwszy odcinku trzeba przyznać, że najlepsze w tej historii są bez wątpienia sceny walki. Powody, do przemiany w złych bohaterów, nie są też nieprzemyślane: poczucie niesprawiedliwości, upokorzenie czy straty. Trudniej jest za to znieść kostiumy, w jakich pokazują się słudzy wielkiego złoczyńcy w tracie walki - choć i tutaj można znaleźć i bardziej udane projekty.

#5 Choć fabuła nie jest zbyt wyszukana, to na duży plus zasługuje relacja, jaka łączy głównych bohaterów. Znają się, ale jednocześnie widzą w sobie kogoś zupełnie innego. Marinette jest zakochana w szkolnym koledze, ale już nie w Czarnym Kocie, z którym to wspólnie walczy. Jego amory łatwo odrzuca, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie jej ukochany Adrien. Sam zaś chłopak bez winy nie jest: zakochany w Biedronce za nic nie zauważa naszej Marinette jako kogoś więcej niż koleżanki ze szkoły. Koło więc łatwo się zamyka.

#6 Dlaczego właściwie Biedronka? W projektowaniu postaci miała być to superbohaterka obdarzona mocą szczęścia - w praktyce mocą tworzenie, choć trudno to początkowo dostrzec. Za to Cat Noir posiada moc niszczenia wszystkiego, czego dotknie. Kiedy moc się gromadzi, niepokojąco przypomina to sposób, w jaki Władca Ciem przemienia motyle w ciemne akumy. A może tajemniczy i zapracowany ojciec chłopaka to właśnie nasz super-złoczyńca?


#7 Wiele mogłaby wyjaśnia opowieść typu "Origin" (Początek), czyli historia tego, jak bohaterowie otrzymali swoje niezwykłe moce. Wydarzenia te przewidziane są dopiero na koniec pierwszego sezonu. Kiedy poznajemy Biedronkę i Czarnego Kota sprawnie i z sukcesem pracują już w duecie, lecz nie zawsze tak było. Powszechnie zaś wiadomość, że wagę opowieści w tak samo dużej mierze stanowi to jak się zaczyna i jak się kończy.

#8 Pierwszy kraj, w jakim wyemitowana serię, była Korea Południowa. To właśnie dlatego, że jest to połączona produkcja kilku krajów: Francji, Japonii i Korei Południowej. Od premiery w 2015 roku pojawiło się wiele wersji językowych tej historii, a także piosenki rozpoczynającej każdy odcinek.


#9 Drugi sezon miał pojawić się w maju tego roku, jego premiera została jednak przesunięta na czerwiec 2017. To już niedługo, ale został jeszcze czas aby nadrobić 26 odcinków (plus odcinek specjalny Christmas) pierwszego sezonu. Przy sukcesie serii twórcy obiecali zgłębić bardziej fabułę historii i to obietnica, którą warto sprawdzić. Team ma zostać rozszerzony - a co ciekawe taki miał być w pierwszej koncepcji Quantic Universe - gdzie Biedronka i Czarny Kot stanowili tylko część zespołu.

Widzieliście już może przygody ze świata Miraculous?

poniedziałek, 1 maja 2017

"Tysiąc Pięter" do upadku


Obraz Nowego Jorku od pewnego czasu przesłania ogromny cień. To Wieża, budynek o tysiącu pięter, góruje niepodzielnie nad metropolią świata. Cała elita przeniosła się na najwyższe jej piętra, a serce miasta bije właśnie tam, gdzie wewnątrz ogromnej budowli odtworzono ekskluzywne dzielnice, parki, muzea czy szkoły. Jest rok 2118 i lada chwila rozpocznie się tragiczny upadek z ostatniego piętra.

W świecie gdzie ekran komputera przeniesiono na soczewki kontaktowe, a komendy wydaje się za pomocą ruchu głowy, plotki roznoszą się jeszcze szybciej niż dzisiaj. Tablety z staromodnymi klawiaturami należą już do przeszłości podobnie jak defekty w urodzie - a przynajmniej dla tych, których na to stać.

Avery to dziewczyna z ostatniego piętra. Kto ją raz zobaczy, ten już nigdy jej nie zapomni. Z DNA jej rodziców wyselekcjonowano tylko najlepsze geny, mimo to dziewczyna czuje się niedoskonała za sprawą uczucia, które skierowane jest wobec jej adoptowanego brata Atlasa. Nie tylko Avery pragnie czegoś, czego mieć nie może. Z powodu tajemniczego wyjazdu Atlasa cierpi też Leda - najlepsza przyjaciółka Avery, a mieszkająca tylko kilka pięter niżej dziewczyna. Nie tylko powrót z odwyku jest sekretem, który musi utrzymać z dala od przyjaciółki, ale także to, co na moment połączyło ją z jej bratem. Leda pojęcia jednak nie ma, jaki sekret połączy ją wkrótce z Eris, której zanim odziedziczy pieniądze ojca kazano wykonać badania genetyczne. Wkrótce dziedziczka fortuny znajdzie się o wiele bliżej niższych pięter niż by mogła przypuszczać. Tam właśnie mieszka Rylin, która zaczyna pracę u byłego pracodawcy jej matki... i wdaje się w romans z jego synem. Oboje wcześnie stracili rodziców czy wkrótce stracą i coś jeszcze? O wszystkim tym na czas powinien dowiedzieć się jednak Watt - chłopak, który złamał prawo konstruując komputer kwantowy. Nie mogąc znieść myśli iż może zostać nakryty (za swoją hakerską działalność) kazał wszczepić go sobie w głowę i od tej pory "Nadia" towarzyszy mu już zawsze. Lepiej żeby się od niej nigdy nie odcinał, konsekwencje mogą okazać się straszne.

Avery, Leda, Eris, Rylin i Watt - powieść prowadzi naprzemiennie pięciu narratorów: cztery dziewczyny i jeden młody haker. Wszyscy są w tym samym wieku, ale znajdują się na różnych etapach wieży - czy też własnego życia. Największe sekrety zdają się skrywać Avery i Watt - nie bez powodu tę parę coś połączy, ale czy wygra z mocą zakazanego uczucia? Narracje i osobowości Ledy, Eris i Rylin są do siebie początkowo tak bardzo zbliżone, że trudno przychodzi je rozróżnić - dopiero z czasem ich historie nabierają wyrazistości.

Słusznie w kampanii promocyjnej "Tysiąca pięter" pokazywano powieść jako napisaną w stylu i atmosferze, która przypomina przygody dziewczyn z serii Pretty Little Liars. Wystarczy tylko dodać do akcji szczyptę przyszłości: dzielnice miasteczka umieścić w wieży tysiąca pięter i wyposażyć bohaterów w kilka nowinek technologicznych. Ich problemy pozostają bowiem takie same jak gdyby akcja rozgrywała się współcześnie: odkrywane są skutki romansów sprzed lat, jedne rodziny bankrutują a inne wzbogacają, milczenie opłacane jest w kwotach mogących zabezpieczyć finansową przyszłość, kiedy inni wykonywać muszą najgorsze z zadań by przetrwać. Mimo młodego wieku bohaterowie mają już pod opieką rodzeństwo, a rodzinie pomagają także finansowe. Inni bez mrugnięcie okiem o wiele większe kwoty wydają na organizację przyjęć.

"Tysiąc pięter" to udana opowieść, która rozpoczyna się od sceny upadku. Nie wiemy, kim jest dziewczyna ani w jaki sposób spadła z Wieży. Z czasem poznajemy kolejnych bohaterów i próbujemy dopasować ich do tego opisu. Kto spadnie z ostatniego piętra jednej z najwyższych budowli świata przyszłości? Każdy z piątki ma sekrety i kilka powodów by znaleźć się na pierwszych stronach gazet. I choć można śmiało wrócić do prologu i porównać opis postaci z poznanymi bohaterami, nie robi się tego - gdyż o wiele ciekawiej przychodzi poczekać aż rozegra się ten finał.

"Tysiąc pięter" - Katharine McGee
Wydawnictwo: Otwarte
Seria: tom I
Stron: 418
W kolejności: NR 10/2017/05/01 (494)
Wiek bohaterów: licealny
Czas akcji: przyszłość, rok 2118
W skrócie: "Tysiąc pięter" nie należy może i do kategorii tych książek, do których lektury wracałabym wielokrotnie w przyszłości. Nie zaznaczyłam też w niej zbyt wielu cytatów. Jest to jednak powieść, której autorka umie przytrzymać czytelnika w zaciekawieniu tego, co ma się rozegrać. Historia pełna sekretów, ale i czytana dla odprężenia - idealna dla fanów Pretty Little Liars, gdzie narodziny "A" dopiero mają nastąpić.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Jedyne wspomnienie FB

W RECENZJI PRZEDPREMIEROWEJ

Czasem zdarza się nam czegoś zapomnieć. Zapisujemy sobie przypomnienie na karteczkach i wieszamy je w widocznych miejscach. Zdarza się, że przygotujemy coś ważnego i umieszczamy to w specjalnym miejscu aby tego nie zapodziać, a później (mimo naszych wysiłków) i tak przez dłuższy czas nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć, gdzie się ta rzecz znajduje. Taki problem zdarza się nam od czasu do czasu. Co jeśli występowałby po każdym przebudzeniu albo chwili zamyślenia? Poznajcie Florę Banks. Dziewczyna ma już siedemnaście lat, a taka przypadłość towarzyszy jej od ponad sześciu lat.

Flora Banks ma paru sprawdzonych przyjaciół. W Kornwalii, w miasteczku gdzie mieszka, większość osób wie, o jej szczególnie przypadłości. Sama Flora musi sobie nieustannie przypominać swoją własną historię, w której coś ewidentnie zdaje się nie pasować. Skoro jednak jej rodzice, opiekunowie bez których nie mogłaby funkcjonować, taką wersje jej opowiadają... więc musi być to wszystko prawdziwe. Wątpliwości nie opuszczają jednak dziewczynę, ale o tym dowiadujemy się dopiero później. Florę poznajemy w noc, kiedy udaje jej się przeżyć i zatrzymać w pamięci pierwsze wspomnienie od sześciu lat - wspomnienie pocałunku.

Jak bardzo romantyczne może się to wydawać, pocałunek na który się zgodziła odebrał jej przyjaźń najlepszej przyjaciółki... bo to właśnie z jej sympatią się całowała na plaży w świetle księżyca. Następnego dnia chłopak wyjechał do stacji podbiegunowej w Norwegii, a Flora została sama i to dosłownie. Jej rodzice polecieli do Francji do jej brata, który poważnie zachorował. Przez kilka dni miała jej pilnować najlepsza przyjaciółka, która teraz nie życzy sobie z Florą żadnych kontaktów. Flora zostaje w domu sama, z porozwieszanych wszędzie kartek przypomina sobie, co się stało... zarówno przez ostanie sześć lat jak i na plaży. Spirala się nakręca aż prowadzi do kupna biletów i wycieczki w nieznane arktyczne klimaty. Czy bohaterka faktycznie dotrze tam, gdzie oglądać można zorze polarne, a za miasto nie wychodzi się bez strzelby ze względu na niedźwiedzie polarne? Czy wspomnienia okażą się prawdziwe? I czy to pierwszy raz, kiedy została naprawdę sama?

Flora to przedziwny przykład bohaterki - jej zachowanie w takim samym stopniu denerwuje, co bywa zrozumiałe. Współczujemy jej, jednocześnie trudno sobie aż wyobrazić, jak można byłoby się tak zachować. Wydarzenia poznajemy tylko i wyłącznie z jej perspektywy, do momentu aż pojawiają się listy czy też inne osoby, które zaświadczyć mogą o prawdziwe. Lecz czy aby nie skłamią na swoją korzyść?

Ze względu na przypadłość Flory bohaterka musi sobie co chwilę wszystko przypominać od nowa. Jak długie powinny być takie streszczenia tego, co w akcji już było? Bywają to spore fragmenty, z których większość nie wnosi nic nowego do akcji. Tak się dzieje do momentu wyjazdu, gdzie akcja wyraźnie przyśpiesza by potem znów zwolnić. Przyznać jednak trzeba, że finał jest dość zaskakujący. To, co początkowo wydawało się być prawdą, nią nie jest. Jedne teorie się sprawdziły, inne obaliły. Flora szybko zjednuje sobie ludzi, więc przyjaciół, których straciła zastępują nowe i życzliwe jej osoby.

Nie ukrywam, że zarówno po zapowiedzi, prologu jak i opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego po tej historii. Myślałam, że jak to zwykle bywa, bohater nie pamięta, co zrobiło, gdyż było to na tyle traumatyczne iż umysł wyparł te wspomnienia. Dziewczyna nie wie, gdzie się znajduje, wszędzie wkoło lodowato i śnieżno, gdzieś czai się też niebezpieczeństwo. Ona zaś nie wyjdzie mu naprzeciw, dopóki wszystkiego sobie nie przypomni.
Spodziewałam się thrillera w typie "Black Ice", tyle iż rozgrywającego się za kołem podbiegunowym. "Jedynemu wspomnieniu Flory Banks" bliże jednak są inne powieści. Będzie to "Chłopak, który stracił głowę", gdzie bohater także uczył się żyć z nową dla niego, a niezwykłą dla innych, przypadłością medyczną. Podobnie czuła się też bohaterka powieści "Zapomniane", z tym wyjątkiem iż z brakiem wspomnień z przeszłości pojawiały się wizje przyszłości, a Flora Banks zostaje z niczym... bo to opowieść pozbawiona jakichkolwiek wątków paranormalnych poza skalą szczęścia, jaka towarzyszy Florze, kiedy ta wychodzi w nieznane bez jakiejkolwiek wiedzy o sobie czy świecie i prawach nim rządzących.

"Jedyne wspomnienie Flory Banks" - Emily Barr
Rodzaj: opowieść w jednym tomie
Wydawnictwo: Bukowy Las / OPIS WYDAWCY
Stron: 328
NR 09/2017/04/02 (493)
W skrócie: Nie jest to opowieść, do której bym wielokrotnie wracała. Z całą pewnością jest to jednak taka historia, którą trudno będzie zapomnieć. Mimo tych wszystkich i ciągłych powtórzeń w akcji, podobnie jak bliskie Florze osoby uczymy się jej kibicować. Okładka wygląda początkowo jak podarta kartka... potem jednak coraz bardziej zaczyna przypominać kry lodu na arktycznym morzu, gdzie niejeden usłyszał wezwanie nie wiadomo skąd i tam właśnie przybył, gdzie nie liczą się aż tak wspomnienia co chwila obecna.

PREMIERA: 26 KWIETNIA 2017

niedziela, 16 kwietnia 2017

Strong Woman Do Bong Soon


Niesamowita siła - to coś o czym marzy wielu. Jak wiadomo za to z wielu produkcji o superbohaterach, każda siła wiążę się tak samo z odpowiedzialnością jak z ukrywaniem sekretu. Jego ujawnienie oznacza nieodwracalną zmianę życia. W kwestii uczuć też nie jest łatwiej - bo jak stworzyć udany związek z tajemnicami w tle? Poznajcie historię przeuroczej i drobnej Do Bong Soon, której nikt o posiadanie nadprzyrodzonej siły nie podejrzewa.

Do Bong Soon od dawna ma problem - i nie jest to tylko borykanie się ze znalezieniem stałego zatrudnienia i swojego miejsca w życiu. Dziewczyna zakochana jest w swoich dawnym koledze ze szkoły Gook Doo (obecnym policjantem) i z zauroczenia wyrwać się nie potrafi... mimo iż on spotyka się z kimś na poważnie.
Duet oraz... pierwsze zauroczenie, która jednak ma datę przydatności
Przypadek sprawia, że Bong Soon spotyka właściciela firmy Airsoft (Ahn Min Hyeok), dla której chciałaby pracować i zaprojektować własną grę komputerową. Jeśli nie może swoich mocy pokazać jawnie światu, chciałaby zobrazować to w postaci swojej bohaterki w grze. Bong Soon pracę faktycznie dostaje, ale jako osobisty ochroniarz. Ahn Min Hyeok poznał jej sekret i chce użyć siły dziewczyny by znaleźć osobę, która go od dawna szantażuje - a podejrzewa osoby z najbliższego kręgu.

Aktorów po raz pierwszy widziałam dopiero w tej dramie. Główna bohaterka przekonuje już od pierwszego epizodu. To sympatyczna dziewczyna obdarzona darem niezwykłej siły, który to musi ukrywać przed światem. Moc od dawnych czasów przekazywana jest w jej rodzinie kolejnym potomkiniom. Jest jednak jeden warunek: jeśli użyje swojej siły przeciw komuś niewinnemu i go skrzywdzi, dar ten utraci. Bong Soon kiedy tylko może używa swojej mocy by pomagać innym, są to jednak małe codzienne przysługi nic większego... do momentu aż jej okolicę zaczyna terroryzować porywacz, który upodobał sobie młode dziewczęta - niczym Sinobrody kolekcjonuje swoje kolejne panny młode. Bohaterka nie można dłużej stać bezczynnie, a tymczasem porywacz sam już wkrótce pojawi się na jej drodze.

Pełno w tej historii komedii, bardziej poważny wątek popełnianych zdrobni równoważny nastrój, ale co do tego tytułu tak naprawdę przekonuje i nie pozwala odejść od ekranu to niezwykle udany wątek romantyczny. Od pierwszego spotkania do ostatniej sceny szesnastego finałowego odcinka jest to OTP, który śmiało wpisać mogę na listę swoich ulubionych historii serialowych duetów.

Ale słodycz to nie wszystko, są też i poważne momenty, które widz zapamięta na długo.
Bohaterowie początkowo nie przepadają za sobą, z czasem poznają coraz więcej swoich sekretów i zaczynają sobie ufać. Gra w otwarte karty powoduje wytworzenie się między nimi ujmującej atmosfery - to bezpośredniość w opisywaniu uczuć, która choć jest też źródłem humoru, sprawia iż nie sposób się nie uśmiechnąć, kiedy ta dwójka jest razem.

W tle mamy też pewne gangi, a nawet mafie. Jest rodzinna historia Bong Soon oraz przeciwstawiane jej dzieciństwo i obecne relacje w rodzinie CEO - właściciela Airsoft. Jest niezwykle przebiegły porywacz, który szpieguje wydział policyjny, a nawet zgłasza się jako świadek we własnej sprawie.

Jest śledztwo w toku, ofiary coraz bliższe Bong Soon i najpilniej strzeżony sekret w jej rodzinie, który poznaje bardzo niewłaściwa osoba. Sprawa robi się osobista i odliczać można już tylko chwile do starcia się bohaterów.

Strong Woman Do Bong Soon
Stacja: jTBC
Emitowane: 24.02 - 15.04.2017 (nowość)
Ilość odcinków: 16
Czas trwania jednego odcinka: 1 godzina 10 minut
W skrócie: Siedemnasta obejrzana drama okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie ma historii idealnych - książkowych, serialowych czy filmowych. Cenimy takie z nich, które w jakiś sposób nas zmieniają. "Strong Woman Do Bong Soon" to drama, na której odcinki wyczekiwałam, bo niesamowicie potrafiła poprawić humor, a dodatkowo tak ciekawa byłam dalszych losów głównej pary. To młodzi ludzie wkraczający w odpowiedzialną dorosłość, nie są idealni - momentami może wciąż troszkę dziecinni w swoim zachowaniu - ale razem stanowią niesamowicie ujmujący duet.

Historia, jak dla mnie, warta każdej chwili z nią spędzonej - podobnie jak były tego warte "Goblin" czy "W - Two Worlds"  Polecam każdy z tych tytułów!

wtorek, 11 kwietnia 2017

Chłopak z sąsiedztwa


" - Powiedziałam już, że masz przestać czytać mi w myślach.
- Czytam je, bo znam cię lepiej.
- Chyba śnisz.
- Tak, kiedy śnię, to też o tobie."

Nocne rozmowy przy świetle księżyca, gdy wszyscy inni już dawno śpią, powodują wytworzenie się alternatywnej rzeczywistości. W niej to nie obowiązują zasady dnia codziennego, a powierzyć można sobie największe z sekretów, które nie mogą jeszcze ujrzeć światła dziennego.

W tej powieści amerykańskiej autorki poznajemy Charlie Reynolds. To dziewczyna, której życiem rządzi sport. To on pozwala jej spędzać czas w towarzystwie starszych braci, a jednocześnie utrzymać kontrolę nad swoim życiem. Wszystko zaczyna się zmieniać w niepokojącym kierunku w czasie wakacji za sprawą dwóch rzeczy: snów i uczuć.

Okazuje się, że idealna rodzina też może mieć swoje mroczne sekrety. Koszmary o rozbitym szkle, dużej prędkości i krwawym deszczu podpowiadają tylko, że coś jest na rzeczy. Kwestia dotycząca uczuć to w skrócie Braden - czyli przyszywany czwarty brat, bo swoich rodzonych trzech Charlie już ma. Do tego jeszcze ojciec dziewczyny jest policjantem. Serce nie sługa, a nocne zwierzenia przy płocie, dzielącym posesje jednej rodziny od drugiej, sprzyjają tworzeniu się dodatkowej więzi.

Obóz sportowy, kara i konieczność znalezienia sobie letniej pracy to początek tej historii. Następie pojawia się stanowisko w sklepie z ubraniami, a zaraz po nim bycie modelem do pokazów makijażu. Czy sportowy wizerunek Charlie aż tak bardzo definiuje jej charakter? Czy będąc bardziej kobieca zwróci na siebie uwagę "chłopaka z sąsiedztwa" i spowoduje, że zobaczy on ją w innym świetle? Bohaterka ma co do tego poważne wątpliwości.

Nie zapominajmy też o tajemnicy snów, które zastąpiły prawdziwe wspomnienia pewnego wydarzenia z przeszłości. Łatwo dostrzega się w tym rodzinnym zestawieniu brak matki Charlie, a nadmiar męskiego towarzystwa. Kim była ta kobieta, której nie sposób przypomnieć sobie ze zdjęć? Czy nie bez powodu mechanizm obronny wymazał pewne wspomnienia?

Powieść opublikowana w oryginale w 2014 roku pod tytułem "On the Fence" znajduje swoje niedokładne tłumaczenie w przekładzie "Chłopak z sąsiedztwa" - zresztą pod taką nazwą występuje już więcej niż tylko jedna powieść. W powieści, której główne zwierzenia mają miejsce "przez płot", Kasie West po raz kolejny wciąga czytelnika w swoją pełną humoru, niezwykłości zwykłej codzienności oraz tajemnic opowieść. Nie jest to może najlepsza z jej książek, której fabułę jak i bohaterów zapamięta się na dłuższy czas. Sekret snów też dość łatwo przychodzi rozwikłać. Co pozostaje, to płynność z jaką opowiadana jest każda z historii tej amerykańskiej pisarki oraz pewność zakończenia, które nazwać można "szczęśliwym" nawet jeśli część problemów wciąż pozostaje.
Pozycja nieobowiązkowa, chyba że należy się do grupy fanów Kasie West.

"Chłopak z sąsiedztwa" - Kasie West
Typ: OPOWIEŚĆ W JEDNYM TOMIE
Wydawnictwo: Feeria Young
W skrócie: wakacyjna opowieść o odkrywaniu tajemnic przeszłości oraz przyjaźni, która szansę ma zmienić się w coś więcej - plus sport w roli głównej
Stron: 350 (spora czcionka)
W kolejności: NR 08/2017/04/01 (492)

Znacie już jakieś powieści tej autorki? Która z nich najbardziej się Wam spodobała?

środa, 29 marca 2017

Klątwa róży, lustra czy pierścienia?

Znamy je i cenimy od dawna. Klasyczne baśnie, czy w swojej reinterpretacji czy czytane w oryginale, zachwycają po dziś dzień. Jedną z takich niezapominanych historii jest "Piękna i Bestia", która jak żadna inna opowieść udowadnia iż prawdziwe piękno nie jest powierzchowne i by je znaleźć należy szukać o wiele głębiej.

ORYGINAŁ: Za najbardziej znaną wersję "Pięknej i Bestii" odpowiedzialna jest Jeanne Marie Le Prince de Beaumont. Ta francuska powieściopisarka wcześniej zajmowała się pisaniem podręczników, była guwernantką w Londynie, a po sukcesie swoich historii powróciła do Francji. Udział Jeanne Marie to skrócenie i poprawienie formy baśni, dzięki czemu stawała się coraz bardziej popularna. Jeśli szukamy oryginalnej francuskiej wersji "Pięknej i Bestii", na książki na motywach historii właśnie tej francuskiej pisarki najczęściej trafimy.

MAGIA DAWNYCH LAT: Po krótkich poszukiwaniach w bibliotece zorientowałam się, że to właśnie wersja Jeanne Marie towarzyszyła mi w dzieciństwie. Pojawiła się wówczas kolekcja baśni De Agostini (1996 rok) wraz z kasetami magnetofonowymi, gdzie nagrany był tekst opowieści. "Dawno, dawno temu... Najpiękniejsze baśnie świata" ukazywało się co dwa tygodnie, ale baśnie odsłuchiwałam o wiele częściej. Wśród nich znalazła się właśnie ta klasyczna (pięknie ilustrowana) wersja "Pięknej i Bestii".

RÓŻA, LUSTRO I PIERŚCIEŃ: Według Jeanne Marie historię dominują trzy magiczne przedmioty. Jest wszystkim dobrze znana róża, która wyznacza czas trwania klątwy. Jest lustro, mogące ukazać co dzieje się w odległych miejscach. Jest i pierścień, który przenosić potrafi w jednej chwili poprzez ogromne odległości, jeśli założy się go na palec przed snem... by obudzić się w innym miejscu. Nie ma za to zaklętych śpiewających naczyń, zegarów i świeczników. Nie ma myśliwego, który zabiegał by o serce Belli. Są za to jej siostry, równie dobrze spełniające się w roli czarnych charakterów... tak bardzo podobnych do przybranego rodzeństwa Kopciuszka. One, mimo finansowego upadku rodziny, proszą ojca o piękne suknie i klejnoty. Bella życzy sobie tylko jedną różę. I tak baśń wiedzie do zamku, gdzie się rozpoczyna.
Bella wpatruje się w odległy horyzont, nie wiedząc jeszcze iż gdzieś tam trwa zaklęty w czasie zamek Bestii
RÓŻA I LUSTRO: Disney wiele z oryginału zmienił w swojej pierwszej animowanej wersji z 1991 roku. Wprowadzeni są inni bohaterowie - objęci klątwa tak jak i ich pan. Poznajemy Gastona, który zrobi wszystko by zdobyć serce Belli. Sama zaś bohaterka pozostaje podobno do oryginału - nie skarży się na swój los i dzielnie go znosi, choć przed sobą nie ukrywa, że lepiej byłoby jej w innym miejscu. Zniknął za to czarodziejski pierścień, który ułatwiał szybkie dostanie się do zamku Bestii. Szczególnie był on ważny, kiedy poważnej rany nie zadaje Gaston, a sama Bella - która Bestię opuszcza i nie wraca po tygodniu czasu... gdyż zatrzymują ją zazdrosne siostry. Poza oczywistym symbolem, jaki kryje się za ofiarowanym wybrance pierścieniem, w oryginale są też bezpośrednie pytania: "Czy mogłabyś wyjść za mnie?". Bestia pyta o to wielokrotnie przy kolacji, Bella grzecznie odmawia, aż nie znajduje Bestii leżącej w różanym ogrodzie i zdaje sobie sprawę, że potwora pokochała.

FILMOWO: Disney kontynuuje swój powrót do klasycznych baśni w aktorskiej odsłonie. Mamy "Maleficent" z 2014 roku jako nowy punkt narracji baśni o "Śpiącej Królewnie". Ta wersja sporo jednak zmieniała. Inny podejście zastosowano w przypadku filmowej wersji "Kopciuszka" z 2015 roku, gdzie wątki animowanej wersji poprawiono i dodano tło wydarzeń. Podobnie postąpiono z materiałem baśni z "Pięknej i Bestii". Wiadomo już dlaczego mieszkańcy okolicznych wiosek zapomnieli o istnieniu zamku (część klątwy) i z jakiego powody służba też ucierpiała (bierność wobec okrutnego króla, który na swoje podobieństwo wychowywał syna). Książę przeklęty zostaje jako młodzieniec a nie dziecko, wiemy czemu zamek spowija wieczna zima. Czarodziejka nie zostawia przeklętego samego, ale uczestniczy dalej w losie jego klątwy - co troszkę zbliża wersję do książkowej reinterpretacji umiejscowionej w czasach współczesnych w powieści "Beastly" od Alexa Flinna.

MAGIA EKRANU: O wiele bardziej niż dwie poprzednie aktorskie wersje "Piękna i Bestia" zawiera w sobie sceny z musicalu, co w niczym nie odbiera jej czaru ani powagi tej historii. Dodano sceny sprzed klątwy (pamiętnego balu) i po zdjęciu czaru (finałowy taniec). Baśń zatacza koła by zakończyć się w tym samym miejscu, gdzie się rozpoczęła. Zamiast zaczarowanego pierścienia jest mapa, lecz przenosi bohaterów do Paryża i na tym jej rola się kończy. Ojciec Belli to wynalazca, ale bardziej artysta niż twórca wymyślnych maszyn. Bella nie jest postacią idealną i wolną od błędów. Podobnie jak w wersji z 1991 roku, chcąc ochronić jedną ukochaną osobę, drugą wystawia na niebezpieczeństwo, ukazując mieszkańcom wioski obraz bestii w magicznym zwierciadle.

Emma Watson idealnie sprawdziła się w tej roli, choć gdy ogłaszano wybór aktorów, nie ukrywam iż miałam pewne wątpliwości. Z filmowej Hermiony (poza oczywistym zamiłowaniem do książek) nie ma w Belli praktycznie nic. To zupełnie nowa postać stworzona na potrzeby tej właśnie baśni. Książę w swojej ludzkiej postaci tak samo skradnie serca jak robił to jeszcze w "Downton Abbey".

Udało się Wam już zobaczyć w kinie najnowszą wersję "Pięknej i Bestii"? 
Czy i Was ten magiczny spektakl oczarował?

niedziela, 19 marca 2017

"Czas życzeń już przeminął"


"Ale moje serce to zdradziecka gwiazda, która nie chce schować się przed wstającym słońcem."

Trzy odległe od siebie w czasie i przestrzeni miasta dzielą podobne przeznaczenie: pisany jest im upadek z powodu wypowiedzianych życzeń, gdyż od wieków trwa wojna między ludźmi a dżinami. Największym podstępem zaś jest znaleziona lampa i obietnica spełnionych marzeń.

"Zakazane życzenie" to historia wyklętej dziewczyny, którą obarczono obowiązkiem spełnienia cudzych pragnień. Jako niewolnica lampy służyć ma ludziom. Zahra jednak doskonale wie, jaką z czasem przyjdzie im zapłacić cenę za wypowiedziane życzenia i że cały ten czar magii prowadzi ku ich własnej zguby, a uśmiech losu bywa tylko chwilowy.

Akcja rozpoczyna się, gdy z miasta pochłoniętego przez piaski pustyni młody syn buntownika (Aladyn) wyciąga lampę z nadzieją na osiągnięcie upragnionej zemsty. Z każdym biciem serca Zahra chce coraz bardziej pomóc Aladynowi, bardziej od tysiącleci pragnie jednak odzyskać swoją wolność. Doprowadzenie sławnego złodzieja do ślubu z księżniczką (Kaspidą) może pomóc dżinowi dostać się do pałacu, a tam łatwiej będzie jej wypełnić warunki złamania klątwy. Prędko okazuje się, że miłości nie można kontrolować wedle własnej woli, a szansa na odkupienie win pojawia się czasem w niespodziewanym momencie. Nie Aladyn jako pierwszy zapragnie wypowiedzieć sławne "zakazane życzenie". Jaka jest cena za jego spełnienie?
"Once Upon a Time in Wonderland" - szkoda, że nie było kolejnego sezonu...
Motyw miłości między dżinem a osobą, która wypowiada kolejne życzenia, dobrze znany był mi z serialowej opowieści "Dawno dawno temu" (ONCE), a konkretnie krótkiego serialu spin-off (2013), rozgrywającego się w Krainie Czarów. To tam właśnie Alicja znalazła lampę, ale ponieważ zakochała się w dżinie, odmówiła wypowiadania kolejnych życzeń - tak by mogli pozostać już razem. "Zakazane życzenie" to powieść z początku 2016 roku, która także wykorzystuje zbliżony wątek w swojej fabule. Choć przeciwnik jest podobny i sporo w całość opowieści było prób ominięcia zasad magii, Jessica Khoury wciąga czytelnika głębiej w świat dżinów i ich historii konfliktu z ludźmi. Scen walki niczym z mitologii (w wydaniu Ricka Riordana) w finale nie zabranie.

Jessica Khoury to autorka, którą bardzo dobrze zapamiętałam jeszcze z jej poprzedniej powieści, jaka ukazała się na naszym rynku. "Geneza" zamiast baśni opowiadała o próbach uzyskania przez ludzi nieśmiertelności, a działa się nie wśród piasków pustyni kecz w gąszczu amazońskiej dżungli. Łączy ją z "Zakazanym życzeniem" niezwykła wyobraźnia pisarki i jej pomysł na poprowadzenie fabuły. Nie bez znaczenia w obu historiach są postacie silnych kobiet, które nie czekają na ratunek i same kształtują swój los. Siłą do zmiany przeznaczenia staje się zaś miłość.

Z ruin Neruby do Parthenii przez wspomnienia Gheddy. To trasa nowej powieści pisarki. To też książka, które polecają takie autorki jak Marissa Meyer, Colleen Houck czy Sarah J.Maas nie bez powodu. Jest tu świetnie wykorzystany wątek znanych baśni zaprezentowany w zupełnie innej odsłonie. Czy księciu złodziei rzeczywiście pisane jest zdobycie ręki księżniczki? Jak długo dżin pozostać musi niewolnikiem lampy i ludzkich pragnień? Odpowiedzi na te i inne pytania poznamy, gdy nieodwracalnie wciągnie nas akcja. Powieść, która zdecydowanie musi znaleźć się na liście czytelniczej fanów baśni klasycznych i ich reinterpretacji. Dajcie się oczarować, bo warto!

"Zakazane życzenie" - Jessica Khoury
Wydawnictwo: SQN  [opis]
W kategorii: nowe interpretacje baśni
Stron: 378
W kolejności: NR 05/2017/03/01 (489)

Ciekawostka: Z premierą "Zakazane życzenia" zbiegło się w czasie pojawienie się innej powieści, która także wykorzystuje motywy z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. Interesujący jest fakt, że autorka "Gniewu i świtu" także znajduje się na liście pisarzy polecających "Zakazane życzenie" (link).

To dopiero początek "Miesiąca Baśni" na Zakładce do Przyszłości. W tym tygodniu jeszcze wrażenia z nowej filmowej adaptacji "Pięknej i Bestii" (cudowny spektakl), zaś w kolejnym porównanie różnych adaptacji tej samej baśni, a w finale o tym, co zwiastował "Gniew i Świt". 
A Wy daliście się już w tym miesiącu porwać jakiejś z baśni?

niedziela, 26 lutego 2017

P.S. I Like You


"Bo w końcu się ocknąłem prawdą porażony:
jednak rzeczywiście zostałem Porzucony."

Lily Abbott trudno wytrzymać jest na lekcji chemii. Kolejne minuty umila jej szkicowanie projektów ubrań i zapisywanie projektów własnych piosenek w specjalnym zeszycie... co zauważa nauczyciel tego przedmiotu. Pod groźbą odebrania zeszytu, uczennica ma pokazywać teraz notatki z każdej kolejnej lekcji chemii. To właśnie podczas wykonywania tego zadania nawiązuje się szczególna korespondencja. Najpierw ołówkiem po blacie ławki, potem na kartkach składanych i ukrywanych pod stołem, osoby siedzące przypadkiem na tym samym miejscu w różnych grupach odnajdują w sobie bratnie dusze.

Korespondencja z obcą osobą ma w sobie pewien czar. Czasem o wiele łatwiej zwierzyć jest się nieznanej osobę niż komuś, kto nas zna i automatycznie ocenia na tej podstawie. Może właśnie dlatego Lily rozpoczynając taką znajomość od wymiany tytułów piosenek ulubionych zespołów coraz częściej ujawniała szczegóły dotyczące swojego życia i... poznawała sekrety drugiej strony. Choć chciałaby aby czar listów trwał dalej, podświadomie chce poznać ich nadawcę. Kandydatów może być kilku, najbardziej pragnęłaby jednak by okazał się być nim ten chłopak, który tak bardzo od dłuższego czasu jej się podoba. Z całą pewnością nie Cade, była sympatia jej najlepiej przyjaciółki, który nadal jej przezwisko Magnes, a do tego cały czas prowokuje do słownych utarczek. Ścieżki losu bywają kręte. Kim okaże się druga strona pisząca sekretne listy?

Amerykańska autorka wciąga czytelnika w stworzony przez siebie świat. Nie ma tu żadnej magii poza tą wynikającą z pisania listów. Są też różne skrywane oblicza tak skrajne, że nadawcę listów nie sposób jest rozpoznać w rzeczywistym świecie. W tle jest też konkurs na piosenkę, który nie pozwala Lily spać po nocach. Muzyka to jej pasja: pisze teksty i komponuje do nich melodie. Śpiewa także lecz woli by jej utwory kiedyś wykonywali inni. Liczy się jednak pasja, którą często trudno jest realizować w domu, w którym co chwila ktoś czegoś od ciebie chce, nie dając chwili wytchnienia.

"P.S. I Like You" to już trzecia powieść autorstwa Kasie West wydana na naszym rynku i zarazem druga, którą zdecydowałam się przeczytać. Pierwsza - "Chłopak na zastępstwo" - to książka do której zachęcił mnie opis, a uwagę przyciągnęła okładka. Po pozytywnych wrażeniach z tamtej lektury wystarczyło już tylko nazwisko autorki by ściągnąć po następną jej powieść.

W obu powieściach, choć to odrębne historie tworząca całość jako samodzielne tomy, znajdziemy elementy wspólne. Pierwszą z nich jest typ relacji bohaterów, którzy w początkowej fazie znajomości nie widząc szans na to by mogli zaistnieć jako para. Warto też wspomnieć o rodzinnym tle wydarzeń. Sama autorka w podziękowaniach przyznaje, że dorastała w dużej rodzinie - podobnie jak jej bohaterka Lily. Nic więc dziwnego w tym, że w jej powieściach zawsze znajdzie się postać, która choć ma troszkę zwariowaną rodzinę, to zawsze znajduje w niej wsparcie. Nie bez znaczenia pozostaje także zakończenie historii, które w obu przypadkach przewidywałam troszkę inaczej. Dobra powieść, mimo to nie będę wracała do jej lektury w całości czy fragmentach.


"P.S. I Like You" - Kasie West
TYP: opowieść w jednym tomie
Wydawnictwo: Feeria  [opis]
W kategorii: Bez wątków paranormalnych
Stron: 389 (większa czcionka)
Okładka: jak i tytuł zaczerpnięte z oryginału
W kolejności: NR 04/2017/02/03 (488)
W skrócie: Kolejna zabawna opowieść Kasie West o niezwykłej więzi jaka może połączyć dwie osoby. Historie tej autorki to gwarancja dobrego humoru, który uznałabym za największy ich atut. Akcja ma dobry początek i przebieg, liczy się jednak potem także i na finał, który by im dorównał. Na ten moment, mimo twórczej i artystycznej duszy Lily, bardziej poleciłabym "Chłopaka na zastępstwo". Z chęcią dalej poznawać będę twórczość tej autorki.


Czytaliście już powieści Kasie West? Jak wrażenia?

wtorek, 21 lutego 2017

Muzyczne wcielenia Pięknej i Bestii #1


Już prawie marzec, ale czy poza wiosną wyczuwanie też powrót klasycznych baśni?
Wielkimi krokami zbliża się premiera aktorskiej wersji baśni o "Pięknej i Bestii" w wykonaniu Disneya. W porównaniu do poprzedniej takiej produkcji (Cinderella 2015), będzie to o wiele bardziej muzyczna aranżacja, co widać już po pojawiających się klipach promocyjnych.


Typowo muzyczne, kilkuminutowe lecz jakże świetnie zrealizowane - tym razem z wykorzystaniem piosenek z repertuaru Britney Spears. Warto zwrócić uwagę nie tylko na kostiumy, ale i odpowiedni wybór fragmentów piosenek. Można znaleźć kilka swoich ulubionych scen w "Britney and the Beast".

I znów wracamy do klasycznej wersji Disneya. Troszkę zdziwiło Was zakończenie tamtej muzycznej aranżacji? Ciekawa jestem czy wiecie, kto śpiewa sławną tytułową piosenkę.



BONUS: Trudno nie kojarzyć Emmy z rolą Hermiony, dzięki której stał się tak znana. Fanom HP ciężko w starym zamczysku nie widzieć Hogwartu (który dla mugoli z zewnątrz też podobno wyglądał jak ruina). Nie można też zaprzeczyć, że Voldemort to bestia, ale takie połączenie zaskoczy wielu. 

Ponieważ tegoroczny marzec ponownie będzie Miesiącem Baśni, można się spodziewać innych postów tematycznych: w planach poprzednie filmowe ekranizacje tej francuskiej baśni a także różne reinterpretacje książkowe. Będzie też o nowościach czytelniczych ze świata Baśni Tysiąca i Jednej Nocy.

Wyczekujecie filmowej premiery "Pięknej i Bestii"? 
To Wasza ulubiona baśń czy może zajmuje to miejsce jakiś inny tytuł?

wtorek, 14 lutego 2017

Star of the Universe - Pył i gwiazdy

Myślałaś, że jesteś tylko pyłem. A byłaś nie pyłem, lecz gwiazdą - celem życia dla innej osoby

Po sukcesie "Goblina" temat żniwiarzy, w ich roli przeprowadzania ludzkich dusz poprzez zaświaty, stał się bardzo popularny. Podobną tematykę podejmuje mini drama "Star of the Universe", w którym bohaterka pragnie powstrzymać los i uratować życie swojemu idolowi - piosenkarzowi i twórcy poruszających hitów.

Imiona pary bohaterów zostały dobrane w taki sposób aby oznaczały dwa tytułowe słowa: "wszechświat" (piosenkarz) i "gwiazda" (bohaterka). Całość historii oparto zaś na prostej koncepcji - gwiazdy święcą nawet wtedy, kiedy mija noc i świat wypełnia światło dnia. Tak samo jest z obecnością bliskich, których nie ma już wśród żywych - ich nieustanne wsparcie towarzyszy tym, którzy pozostali.

Poznajemy Byul w dniu jej śmiertelnego wypadku. Dziewczyna przechodzi na drugą stronę, gdzie zostaje zatrudniona jako jeden ze żniwiarzy. Nie rozumie swojego powołania do tej pracy, nie przeprowadziła też jeszcze żadnej duszy, a kiedy tylko może stara się je zawracać. Nie taka jest jednak rola żniwiarzy. Sprawa komplikuje się tym bardziej, kiedy rozchodzi się plotka o tym, że wkrótce na drugą stronę przejść ma jednej z najbardziej znanych piosenkarzy - Woo Joo. W tej chwili jest to kwestia osobista - najbardziej wyrazistym wspomnieniem Byul z jej poprzedniego życia jest fakt, że cały jej świat stanowiła właśnie ta osoba.

Wpadając w niezwykłe tarapaty bohaterka podejmuje grę z przeznaczeniem. Wcześniej (wraz z duchem - przyjaciółką, którego nie przeprowadziła... a wręcz się z nim zaprzyjaźniła) towarzyszyły piosenkarzowi. Jako niewidzialne istoty świetnie nadawały się do poznawania jego sekretów. Teraz Byul wyprasza sobie szansę powrotu do świata żywych by życie Woo Joo spróbować ocalić. Ma tego dokonać nim spadnie pierwszy śnieg, a jednocześnie nie spełnił powodów, dla których chciała znowu żyć - swoich życzeń: przeżyć pierwszą miłość, pierwszy pocałunek, udać się nad morze i do parku rozrywki, móc się pożegnać i wybaczyć osobie, która odebrała jej życie w wypadku. Czy się to uda, kiedy nie będzie już niewidzialna, a znów będzie człowiekiem?

Próbowałam wcześniej oglądać już kilka mini dram. Parę tytułów rozpoczęłam, lecz nie zaciekawiły mnie na tyle by kontynuować dalej seans. Jedna z nich była częścią kampanii reklamowej (First Kiss for the Seventh Time) i choć zatrudniała wiele sławnych aktorów, fabularnie była tak skonstruowana, że nie zdałam sobie nawet sprawy iż wyemitowany odcinek był tym finałowym i podsumowującym losy bohaterów - tak otwarte otrzymała zakończenie. Do "Star of the Universe" podchodziłam więc z sporym dystansem, ale produkcja zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie.

Pierwsze dwa odcinki to tutaj świat żniwiarzy - przebywanie w miejscach wypadków, szpitalach, zerkanie na zegarki odmierzające czas do przejścia duszy na drugą stronę i ... chodzenie na koncerty Woo Joo. Prawdziwą wartość tej historii widać od epizodu trzeciego, kiedy bohaterka porzuca strój żniwiarza i wraca do świata żywych ze swoją misją ocalenia ludzkiego życia. I to właśnie jej idola. Zachwyt i nieśmiałość szybko znikają, a pojawia się naprawdę interesująca relacja. Woo Joo początkowo nie chce widzieć szalonej fanki, potem jednak dostrzega w tym szansę: oto niezobowiązująca sytuacja, która pomoże mu przełamać kryzys i stworzyć nowe utwory. To, co zaistnieje między bohaterami (gwiazdą i wszechświatem) staje się o wiele poważniejszą siłą niż można by początkowo przypuszczać. Z każdym odcinkiem sytuacja stacje się coraz bardziej dramatyczna, kolejne powody znikają (symbolizowane przez gwiazdki na nadgarstku), a pojawia się coraz to większa chęć życia. Wszystko w tej kwestii jednak już przesądzone... ale czy na pewno?

"Star of the Universe" to niesamowita opowieść zaczynająca się bardzo niepozornie. To tak sprytnie splątane losy bohaterów, którzy okazują się być ze sobą powiązani już wcześniej - choć o tym nie wiedzieli i nie dotyczy to tylko głównej pary. To rozwój akcji, który trudno jest przewidzieć. To dowód, że nawet jeśli przeznaczonym nie dane było spotkać się wcześniej, nic nie jest do końca jeszcze rozstrzygnięte. Wreszcie to zakończenie przy którym potrzeba chusteczek. Idealna propozycja serialowa na czas Walentynek i nie tylko.


CIEKAWOSTKA: Całość stanowi część serii stacji MBC o tytule “Three Color Fantasy”. Wszystkie tytuły to mini dramy, tematycznie jednak ze sobą niezwiązane (inni bohaterowie i miejsca akcji). Kolejna ukarze się w lutym (Vivid Romance), a następna w marcu (Queen of Ring). W pierwszym i ostatnim tytule będą wątki nadprzyrodzone.

"Star of the Universe"
Stacja: MBC
Emisja: 23 stycznia do 10 lutego 2017
Rodzaj: mini drama
Ilość odcinków: 6
Czas trwania odcinka: 30 minut
Wciąga od: trzeciego epizodu
Można obejrzeć: TUTAJ (napisy ang)
Do obejrzenia przekonało mnie: przepiękny plakat i pozytywne rekomendacje zagraniczne

Podobne tematycznie: drama Goblin (RECENZJA)

Mini drama to dobry początek dla przygody z serialami koreańskimi - TUTAJ powody, dla których warto zakochać się w tych opowieściach

czwartek, 9 lutego 2017

"Flower. Jak kwiat"


Fioletowa róża tonie powoli w kroplach padającego deszczu. Kolor tego kwiatu symbolizować ma miłość od pierwszego wejrzenia. Jej położenie burzy już obraz romantycznej historii. Została upuszczona z rezygnacją, a może porzucona w gniewie? Jakie są losy osoby, która kwiat wybrała i tej, która ją otrzymała? A może to jedna i ta sama postać? Oto historia pierwszej miłości, która zaczyna się w ... kwiaciarni.

[ W RECENZJI PRZEDPREMIEROWEJ ]

Propozycją Wydawnictwa Literackiego na czas tegorocznych Walentynek jest powieść "Flower. Jak kwiat". Nawet jak na zagraniczne standardy jest to nowość, gdyż w oryginale ukazała się na dopiero początku stycznia tego roku. Dwie autorki opisują losy osiemnastoletniej Charlotte i niewiele starszego młodzieńca, którego początkowo nie rozpoznała. I w tym okazało się tkwić jej szczęście. Wróćmy jednak jeszcze na moment do samego początku.

Nad losami kobiet w rodzinie Charlotte zdaje się ciążyć fatum: wszystkie łatwo się zakochują, wcześnie zachodzą w ciążę, a następnie są porzucane. Taka jest historia babci Charlotte, taka była też historia jej już nieżyjącej córki a matki bohaterki. Ten sam przebieg wydarzeń zdaje się i dotyczyć starszej siostry Charlotte. Przeszłość rodziny tym bardziej motywuje bohaterkę by przeciwstawić się losowi i wyłamać z nieszczęsnego schematu. Ma jej w tym pomóc prosta zasada: zero randek i umawiania się do końca liceum. Nie czas na imprezowanie, czas na naukę. Celem tych wszystkich starań i szansą na odmianę losu jest medycyna na Uniwersytecie Stanford.

Nie tylko Charlotte lubi wyzwania. Los także. Może dlatego właśnie na jej drodze stawia chłopaka imieniem - Tate. Historia ta zaczyna się w kwiaciarni, gdzie pracuje bohaterka. Stąd też oczywiste nawiązanie do tytuły i przyszłości relacji bohaterów, jaki przypadkiem przepowiada Charlotte wybierając właśnie fioletowe róże.

Reguła, według której żyje bohaterka, powoduje iż relacja na jaką się zdecyduje, będzie pierwszą w jej życiu. Coś dziewczynie podpowiada by dać temu chłopakowi szansę. Niedługo później blask świateł fotoreporterów rozwikła całość zagadki. Tożsamość zostanie odkryta (podobnie jak zła i dobra strona sławy), więc wybrać trzeba będzie czy dalej decydować się w to brnąć. Wszyscy odmawiać będą Charlotte taki rodzaj relacji. Czego ostatnie posłucha: głosu serca czy rozsądku, jakim zawsze kierowała się w życiu?

Pierwsza miłość to zawsze dobry pomysł na książkę. Wiele ryzykownych, nieprzemyślanych i zaskakujących decyzji zostanie podjętych z powodu pierwszego zauroczenia. Świat sławy nieustannie będzie o sobie przypominał, ale i napędzał rozwój wydarzeń. Gesty, jakimi Tate okazywał swoje uczucie, mogą wydawać się przerysowane, lecz właśnie z ich powodu pamięta się potem szczegóły fabuły. Postacie Charlotte i Tate'a symbolizować miały tu podział, jaki dostrzec można w mieście, gdzie rozgrywa się akcja - Los Angeles. To tutaj wille bogatych sław sąsiadują z biednym domkami nieremontowanymi od lat. Dla zakochanych nie miało to większego znaczenia.

Niestety nie udało mi się polubić za bardzo pary głównych bohaterów. Podziwiałam za to babcię Charlotte, która wychowywała dwie nastolatki (w tym jedną już z dzieckiem) i utrzymywała finansowo całość rodziny - mimo iż jej własna córka zginęła w wypadku a w sprawę wchodziły jeszcze narkotyki. Jeśli zaś o relację głównych bohaterów chodzi to... jak przystało na New Adult: bohaterowie odpychają się i przyciągają na zmianę. Długo trwa rozłąka, bardzo szybko przychodzi przebaczenie. Liczyłam nawet troszkę na niestandardowe zakończenie. I prawie takie było - gdyby nie jedna dodatkowa scena kończąca opowieść. Styl zdawał się być troszkę zbyt uproszczony - aż trudno było uwierzyć, że to duet pisarski. Od początku zaś pozostawiane były małe wskazówki odnośnie rozwoju akcji, co działało na plus i umilało czas tej lektury.


"Flower. Jak kwiat" - Elizabeth Craft, Shea Olsen
Wydawnictwo: Literackie
W kategorii: New Adult
Stron: 336
W kolejności: NR 03/2017/02/02 (487)
W SKRÓCIE: Opowieść o pierwszej miłości, która przychodzi na przekór wyznawanym w życiu zasadom. Zapamiętam ją dzięki znaczeniu rzadkich fioletowych róż, sposobu na sukces Charlotte oraz romantycznym gestom Tate'a - ale czego innego spodziewać się po muzykach u szczytu (nie)sławy?

Na stronie wydawnictwo można przeczytać FRAGMENT powieści - jest to mniej więcej środek fabuły (miejsce akcji Nowy Jork - dla całości powieści Los Angeles)

PREMIERA: 16.02.2017

niedziela, 5 lutego 2017

Wróżka podnosząca ciężary


Pływak, który stojąc na linii startu, zaczyna się chwiać. Obraz się rozmywa i startuje albo za szybko albo za późno wskakuje do wody. Wielkie nadzieje, zawody przegrane.
Dziewczyna podnosząca ciężary, która zaczyna tracić wiarę w sens tego, co w życiu robi. To, co sprawiało jej kiedyś radość i dawało siłę, teraz staje się wadą, z którą ciężko jest normalnie żyć.
Gimnastyczna wyrzucająca w powietrze wstążkę tylko po to, by celowo ją upuścić.
Wszystkie te historie sportowców splatają się od lat w Akademii Wychowania Fizycznego w Korei Południowej. Poświęcali do tej pory dla sportu wszystko. Czy teraz poświęcą także i miłość? A może życiową pasję można pogodzić z niespodziewanym uczuciem?

Powoli ale już... początkowo niechciana miłość wisi w powietrzu
"Weightlifting Fairy Kim Bok Joo" to moja jedenasta w kolejności drama koreańska. To także tytuł, którego nie miałam w planach oglądać wcale. W roli gościnnej w jednym z pierwszych epizodów miał pojawić się Lee Jong Suk (aktor dobrze znany z dramy "W - Two Worlds"... emitowanej wcześniej przez tą samą stację) i tylko dlatego zwróciłam na nią uwagę. Inaczej było już z tematyką, którą miała podejmować - podnoszenie ciężarów. Choć wcześniej serialowe opowieści o sporcie oglądałam i byłam z nich zadowolona. Przykładem może być "Make it or Break it" - amerykańska produkcja o gimnastyczkach. W "Weightlifting Fairy Kim Bok Joo" też są gimnastyczki, a również pływacy i osoby podnoszące ciężary. Są ich trenerzy oraz lekarze, a także rodziny pokładające nadzieje w ich sukcesach z myślą o medalach olimpijskich.

Główną bohaterką tej opowieści jest niezaprzeczalnie Kim Bok Joo. To postać, dla której grająca ją aktorka (znana ze swojej roli w "Cheese in the Trap") musiała specjalnie przybrać na wadze. Cały swój wizerunek poddała zmianie, co widać w stworzonej przez niej kreacji młodej sztangistki.

 

Kim Bok Joo dla ludzi w swoim otoczeniu jest właśnie taką wróżką... podnoszącą ciężary. Stara się nie mieć sekretów przez rodziną i przyjaciółmi, a zawsze kiedy tylko może - to im pomagać. Właśnie dlatego tak nietypowa jest sytuacja, w której zakochuje się w młodym lekarzu. I choć wie, że to relacja niemożliwa do spełnienia, młoda sztangista zapisuje się do jego kliniki by... schudnąć. O całej sprawie dowiaduje się brat owego doktora - Jung Joon Hyeong. Pływak i sztangistka okazują się być dawnymi znajomymi z czasów dzieciństwa, wyjątkowo jednak tamte wydarzenia nie rzutują na rozwój akcji w teraźniejszości. Jung Joon Hyeong początkowo droczy się z Kim Bok Joo, grożąc wyjawieniem jej tajemnicy, lecz stopniowo ... nabiera szacunku do dziewczyny i przekonania, że ktoś taki jak ona powinien być raczej z nim niż z jego starszym bratem (po prawdzie to kuzynem - lecz relacja rodzinna to inny wątek tej opowieści).

Do obejrzenia tej dramy przekonały mnie entuzjastyczne komentarze widzów z całego świata oraz ich wyczekiwanie na finał tej historii... kiedy ja czekałam na finał "Goblina" (bardzo polecany tytuł!). Jedno można zagwarantować od samego początku - to drama pełna poczucia humoru. Wątek miłosny rozwija się tutaj dość późno (dopiero około 11 epizodu), ale kiedy już się pojawi to z pełną siłą (przy czym humoru w historii nadal nie brakuje). "Weightlifting Fairy Kim Bok Joo" nie jest może najlepszym tytułem, jaki do tej pory widziałam. Z całą pewnością nadaje się jako serialowa opowieść, która poprawić ma humor. Jej bohaterowie przechodzą różne załamania, lecz świadomość iż mają na kogo liczyć pomaga im trwać dalej i cieszyć się życiem.

Weightlifting Fairy Kim Bok Joo
W emisji: 16 listopad 2016 - 11 styczeń 2017
Stacja: MBC
Liczba odcinków: 16
Czas trwania jednego odcinka: 60 minut
Wciąga od odcinka: 11 (tam rozpoczyna się na dobre wątek miłosny)
W rankingu: aktualnie #7 miejsce na MDL
W SKRÓCIE: Opowieść bez wątków paranormalnych mimo iż w tytule wymieniona jest wróżka podnosząca ciężary. Budząca ciepło w sercu komedia opowiadająca o sportowcach, chcących w swoje życie pełne wyzwań wpleść także miłość. Warto obejrzeć także dla przemiany Lee Sung Kyung oraz ponownej roli pływaka - której podobnie jak w "School 2015: Who Are You" - podejmuje się Nam Joo Hyuk.


Po inne tytuły dram koreańskich zapraszam do podsumowania poprzedniego roku (10 tytułów)

czwartek, 2 lutego 2017

Na granicy "Księgi snów"


"– Na progu śmierci istnieją rozmaite formy życia [...] Głęboka, średnia i lekka śpiączka. Ale tutaj, Sam, bliżej centrum... – doktor Saul zakreskowuje okręgi oznaczone jako „sen” i „brak świadomości” – ... znacznie bliżej przytomności znajdują się obszary, na których teraz żyje twój ojciec. Widzisz? Bliżej życia niż śmierci. Rozumiesz?"

Gdyby wyobrazić sobie stany świadomości jako nakładające się na siebie obszary coraz to większych kręgów, szybko można byłoby przywołać obraz znany z "Boskiej komedii". Czy przebywając ścieżkę od świadomości lub nieświadomości poruszamy się jedynie w graniach wytworów ludzkiego umysłu czy też zbliżamy się do granicy zupełnie innego z światów?

Henri, Eddie i Sam - to trzy osoby, które dzielą się w powieści swoimi przemyśleniami o stanach na granicy świadomości: między jawą a snem, między rzeczywistością a być może innym światem. Trzy historie pozornie ze sobą niezwiązane, szybko okazują się biec do jednego punktu.

Henriego poznajemy na moment przed wypadkiem, w wyniku którego zapada w stan śpiączki. Uratował życie by za chwilę sam stać się ofiarą nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Sam to jego syn, a także osoba, do której tego dnia Henri śpieszył na spotkanie. Młodzieniec często wymyka się ze szkoły na oddział intensywnej terapii, zamiast przygotowywać się do egzaminów. Tam pragnie poznać ojca, którego wcześniej nie miał okazji za często spotykać. Do dyspozycji ma rady nie tylko dwóch znakomitych lekarzy, ale i własne zdolności: emocje osób widzi jako kolory, a patrząc na śpiącą osobę zobaczyć może przebłyski jej snów. Pozostaje jeszcze Eddie - dawna miłość Henriego, który zostawił ją po tym, jak wyznała mu swoje uczucia. Z nowym narzeczonym u boku redaktorka powieści antyutopijnych otrzymuje powiadomienie o stanie Henriego i zdumiewającym fakcie, że to w jej rękach pozostawił decyzje dotyczące jego stanu zdrowia. To w "Księdze snów" połączą się na stale ich losy.

Choć to dopiero moje pierwsze spotkanie z twórczością Niny George od pierwszy stron jej powieści widać, że autorka nie podejmuje się łatwej tematyki. "Księga snów" spaja losy trzech narratorów, których połączył temat śpiączki. Jedna osoba jej doświadczyła, jedna jest nadzwyczaj wyczulona na emocje z pogranicza stanów świadomości, inna jeszcze została zawezwana jako opiekun i świadek.

Niemiecka pisarka musiała dokładnie zgłębić temat, który opisuje - widać to w konwersacjach lekarzy prowadzących leczenie bohaterów. Choć styl powieści nie jest bardziej wyszukany, tematyka tej książki powoduje, że nie czyta jej się szybko - a do pewnych cytatów chce się wrócić by na chwilę chociaż nad nimi się zastanowić. Nie jest to też lekka lektura pełna przygód, raczej stanowiąca refleksje opowieść o tym, czego jeszcze na temat życia wciąż nie wiemy. Bardzo chętnie podejdę do lektury "Lawendowego pokoju" czy "Księżyca nad Bretanią". Wszystko, co snów dotyczy, jest mi bardzo bliskie, dlatego też był to dobry wybór na pierwszą do przeczytania z powieści tej autorki.

"Księga snów" - Nina George
TYP: opowieść w jednym tomie
W oryginale: Das Traumbuch, 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 424
Okładka: To zazwyczaj połowa sukcesu, by przekonać czytelnika do danej lektury. W przypadku "Księgi Snu" (polski przekład mamy wcześniej niż ukazał się anglojęzyczny) świetnie dobrane zdjęcia wyraża ten obszar za mgłą, którego nie znamy, a gdzie prawdopodobnie leży sen i stany z jego pogranicza. Choć ścieżka zalana jest już częściowo wodą, nie oznacza to wcale, że nie ma powrotu. Czy warto powrócić na ląd czy też przekonać się wreszcie o tym, co leżało od zawsze tuż poza naszym zasięgiem?

PREMIERA: 2 LUTY 2017
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...