poniedziałek, 1 kwietnia 2013

"Dziewczyna z Wieży"


Odliczania do burzy to wyraźna część wspomnień z mojego dzieciństwa.
Obserwowanie mas chmur jak się zbierają na horyzoncie, przeistaczają swoją barwę, aż po niebie poniesie się grzmot. Potem już, oczekiwanie w zupełnej ciszy i bezruchu, kiedy nagle zrywają się kolejne podmuchy silnego wiatru. Byle tylko dotrwać do pierwszy kropel deszczu, spadających na twarz i wystawione ręce.

Do tej powieści czułam takie przyciąganie jak główna jej bohaterka łaknąca kolejnego już uderzenia pioruna, pomimo przykrych tego konsekwencji. Po części znalazłam w tej książce to, czego szukałam. Są opisy, gdy elektryczność - drzemiąca w bohaterce - przyzywa burzę. Jednocześnie pojawia się pytanie: gdzie jest ta niespodziewana nawałnica, kiedy czuć ją już w sercu, ale wciąż nie widać na krystalicznie czystym horyzoncie ?

"Dziewczyna, którą kochały pioruny" to Mia Price.
Jej relacja zdarzeń na pierwszych stronach tej powieści to pamiętnik po trzęsieniu "świata", czyli obraz tego, co pozostało ze słonecznej Kalifornii. Jeszcze jednak wcześnie zawarte zostało ostrzeżenie przed spotkaniem z piorunem i o tym, ile niespodziewanych scenariuszy może się wydarzyć, gdy ktoś otrzymuje figurę Lichtenberga.

"Puściłam wodę, aż zrobiła się lodowata, i ochlapałam nią twarz. Postacie z filmów zawsze tak robią, kiedy czują się przytłoczone sytuacją. Chlapią trochę wody na twarz, zgadza się ? Ale kobiety z filmów jakimś cudem nie psują sobie przy tym makijażu. Musi być w tym jakiś haczyk, bo ja skończyłam z oczami starej ćpunki."

Powieść podzielona jest, poza rozdziałami, na wewnętrzne części, a każda z nich rozpoczęta cytatem i odliczaniem pozostałych dni do kolejnej burzy.

"To była moja burza i chciałam ją przeżyć."
Mia wraca, po ogromny trzęsieniu ziemi w Los Angeles, do normalności, tylko że wiele w zwykłym cyklu dnia nadal odbiega od normy. Do liceum nie wracają już Ci sami uczniowie, ale (w większości przypadków) już przedstawiciele dwóch zwaśnionych organizacji: Wyznawców odzianych w biel i Tropicieli w czerni i czerwieni. Różni ich wizja końca, który zbliża się wielkimi krokami. Szkolne korytarze, podobnie jak ulice L.A. w przeddzień apokalipsy, stają się polem walki o kolejne młode osoby, bo burza ta nie przemieniła tylko metropolii L.A. w krajobraz z nowymi uskokami ziemi i wzniesieniami gruzu, zmieniła też ludzi.
Iskra czy też Światło - jakaś energia drzemie wewnątrz ziemi i ciała - a najpotężniejszą wśród nich wszystkich ma nasza Mia (bo miała ją i wcześniej).

"Ukradłam swoją przyszłość"
Powieść, choć opowiada o czasach sprzed apokalipsy, przybiera lekki styl. To pierwszy, duży plus, już na samym wstępnie, jaki otrzymała ode mnie ta opowieść za rozbrajającą narrację, nawet w tych najczarniejszych momentach swojej fabuły. Minus to niewątpliwie emocjonalnie oziębły Jeremy, tajemniczy rówieśnik Mii, nieopowiadający się za żadną ze stron konfliktu, dbający jedynie o bezpieczeństwo bohaterki.
Jennifer Bosworth 
Dar bohaterki to przyjmowanie kolejnych uderzeń pioruna. W innych bohaterach uderzenie pobudziło Iskrę jako samą możliwość jej wyczuwania lub też dodatkowe zdolności, jak wizje przyszłość czy skuteczne mieszanie w umysłach innych. Jest też zbiorowa świadomość ludzi zgromadzonych w ścisłym gronie Wyznawców czy Tropicieli. To nowość, plejada zdolności nadnaturalnych już mniej, ale nie ma ich na szczęście zbyt wiele.

"Kim się staniemy teraz, kiedy świat, jaki znałyśmy przestał istnieć?"
Coś niezaprzeczalnie jest też w obrazie młodych ludzi tańczący na szycie świata - jedynej ocalałej wieży wśród gruzowiska - na moment tylko przed kolejną katastrofą. Sporo różnych wątków znalazło swoje miejsce w tej książce: fałszywy prorok i zgromadzeni wkoło niego Apostołowie, próby scalenia rozpadającej się rodziny [i świata], dotarcie do matki otumanionej lekami i zdobywanie tychże nielegalnych leków na jeszcze bardziej nielegalnym czarnym rynku, a także kwestie natury politycznej. Były to zarzuty co do teraźniejszości, która przyczyniła się do tak złej organizacji po katastrofie - fakt, że USA jako superpotęga często zapomina o problemach wewnętrznych swojego narodu, ingerując mocno w utrzymacie pokoju w innych miejscach na świecie (słusznie czy też nie).

Dobrze się czytało powieści Jennifer Bosworth. Historia potrafi zaskoczyć, choć wiele można też przewidzieć. Znajdziemy odwołanie do Współczesnego Prometeusza i tego, co począć z darem boskiej iskry posłanej z nieba.
Ciągle przewijająca się wizja końca odwoływała się do jednej z kart tarota - samotnej wieży, z której spadają ludzie po uderzeniu pioruna i scenerię do podobnej sceny odnaleźć można w L.A. Może i Mia nieustannie wybiera tą samą kartę z talii, ale sama już wybiera swoje przeznaczenie.
"Dziewczyna, którą kochały pioruny" - Jennifer Bosworth 
[Struck] TOM 1
Wydawnictwo Amber
Stron: 368 (mały druk, czyli dość sporo tekstu)
Ocena: 4,75 / 5 (dobra historia i świetna narracja, ale czegoś mi zabrakło)
NR 21/2013/04 (203) -> od dziś numeracja recenzji (całość INDEX)

Zapowiedziane wątki rozwiązano w jednym tomie. W planach jest kontynuacja i chętnie poznam dalsze losy L.A. w narracji Mii, ale równie dobrze może to pozostać powieść w jednym tylko tomie.
Zwiastun niczym trailer filmowy i jednoznacznie rewelacyjny dopełnił tylko działa.

Na stronie wydawnictwa (TUTAJ) można przeczytać prolog, króciutki rozdział pierwszy i spory rozdział drugi i stwierdzić czy się podoba :)

9 komentarzy:

  1. Książkę zamawiam sobie na urodziny, już od pierwszych zdań fragmentu zamieszczonego na ParanormalBooks stwierdziłam, że muszę ją mieć. Czekałam na Twoją opinię, bo jak wiesz, ufam Ci :3 i się nie zawiodłam. Wspaniała recenzja *___*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, a ja właśnie przygotowałam sobie ten tytuł do czytania na dzisiejszy wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobałą mi się, mam ją za sobą od jakiegoś czasu, bo po obejrzeniu zwiastuna koniecznie chciałam przeczytać i przeczytałam po angielsku. Jedna z lepszych powieści tego typu, które czytałam, ale zgadzam się, że czegoś mi zabrakło. Czułam lekki niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zainteresowałaś mnie. Choć trochę dużo tych wszystkich informacji, to jednak jestem pozytywnie nastawiono do książki i mam nadzieję, że mi się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ogromnie zaciekawiłaś mnie tą recenzją, jak i trailerem zamieszczonym na samym dole. Na 100% przeczytam, kiedy tylko znajdę okazję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobra recenzja, nawet mam ochotę przeczytać :)
    Nominowałam Cię do Liebster Award zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dni przed apokalipsą... Taka "prawie antyutopia", co? Ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z pewnością kiedyś przeczytam, jak będę miała okazję ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja! Już nie mogę się doczekać kiedy książka znajdzie się w moich rękach :D

    OdpowiedzUsuń

Zawsze i chętnie czytam wszystkie komentarze.
Staram się na nie odpowiadać. Zostaw po sobie ślad!