piątek, 19 września 2014

Labirynt na ekranie


Wiele z obecnych premier stanowi filmowe adaptacje powieści. Szczęśliwym trafem (udana ekranizacja Igrzysk Śmierci przetarła na nowo szlak) na ekranie coraz częściej goszczą antyutopijne opowieści. Takiego przeniesienia do kinowego świata doczekał się "Dawca", po raz pierwszy opublikowany w roku 1993, więc na długo przed przygodami Katniss (dla porównania wydanymi w 2008) i trzynastu dystryktów Panem. W "Dawcy" podkręcono wiek bohaterów by zwiększyć widownię i atrakcyjność historii. Największa premiera wakacji (tak, tych studenckich) to dla mnie bezsprzecznie "Więzień Labiryntu" - gdyż lektura każdego tomu była emocjonującą ucztą dla wyobraźni, gdzie napięcia i akcji nie brakowało. Aby było ciekawiej będą to wrażenia z dzisiejszego premierowego seansu w punktach. (Piosenka plus klip to tematyczny wstęp)


1. Co warto wiedzieć: Najlepiej zarys fabuły i wprowadzenie do świata antyutopijnej trylogii James'a Dashnera to spisane wrażenia lektury. Jeśli chcecie wiedzieć, o czym będzie ten film - zobaczcie o czym opowiadała książka.
Czytałam "Więźnia Labiryntu" (RECENZJA "W Labiryncie czy też poza nim") w listopadzie roku 2011, więc po prawie trzech latach i przeczytanych w tym czasie innych książkach, szczegóły akurat tej wykreowanej przyszłości się już zacierają. Z oglądaniem każdej ekranizacji zdaje się sprawdzać jedna zasada: Im więcej czasu minęło od lektury, tym bardziej podoba się film. Przed premierą jednak się przygotowałam.

2. Stan zasobów wiedzy przed seansem: Grudzień 2012 to w moim przypadku poznanie kolejnej części przygód (RECENZJA "A może nawet w krainie DRESZCZowców"), do której twórcy filmu zrobili już małe (ale jakże piękne!) wprowadzenie w ostatnich sekundach tej ekranizacji - widać już nawet Pogorzelisko - miejsce następnej fazy Prób. Zależało mi bardzo aby iść do kina na ekranizację tomu pierwszego znając już finał całości serii, tak więc w sierpniu poznałam tom trzeci (RECENZJA "Zanim zdejmiemy Zatarcie"). Taka perspektywa WIELE zmienia i widać już jasno, co twórcy pominęli, a były to m.in. umiejętności, których Strefowcy będę potrzebować później (np. jak rozbrajać/ dezaktywować Bóldożerców).

3. Architektoniczne cuda: Konstrukcja labiryntu w adaptacji podobała mi się od samego początku. Ściany faktycznie były takie wysokie, mury się już trochę sypią, kiedy labirynt zmienia swój układ, a bluszcz porasta gąszcz korytarzy. Może nie miałoby znaczenia, że gdy bohaterowie opuszczą już labirynt, mają na niego piękny widok z samolotu - może mało to istotne z perspektywy tomu pierwszego, ale finałowego owszem! Labirynt miał sztuczne, a nie prawdziwe niebo i był ukryty pod ziemią, a nie na środku pustyni! - tym bardziej powiększało to skalę całego przedsięwzięcia. Streferzy przemierzają jego korytarze ponownie w części trzeciej i tam znaczenie ma sufit, który się wali - w filmie ta furtka jest już zamknięta.
4. Oni są ostatni - Thomas i Teresa: To jest więź, która stanowi ważny element fabuły i jest siłą do działania dla tej dwójki przyjaciół. Nie tylko po części pamiętają oni siebie z utraconych wspomnień wszystkiego "przed", ale także mogą komunikować się telepatycznie. Kompletnie to zignorowano i pominięto. Takim oto sposobem film bardzo stracił, kiedy tego aspektu już nie ma - kolejny raz jest on ważny (tym razem w tomie drugim), kiedy dochodzi do zdrady i zniszczenia zaufania, którym darzyła się ta para. Nawet jeśli twórcy ten wątek dalej uwzględnią, bez tej "intymnej" więzi telepatycznej nie będzie on miał już takiego znaczenia. Na ekranie między Thomasem a Teresą więzi innej niż przyjacielska (a raczej nawet koleżeńska) nie widać.

5. Gra aktorska - Streferzy:  Dylan O'Brien pasuje na Thomasa, a poprzeczkę ustawiłam wysoko, gdyż narrator "Więźnia Labiryntu" to (dla mnie) jedna z najlepszych męskich postaci, jeśli o powieściowe światy chodzi. Był to także jeden z powodów dla których w tegoroczne wakacje nadrobiłam sezony 1 - 3 serialu Teen Wolf (plus ten meksykański, króciutki sezon 4) i wiedziałam już, że aktor podoła temu zadaniu. Ma się to doświadczenie, kiedy tropi się / ucieka / zwalcza nadnaturalne cuda. Tak więc miny Stiles'a można rozpoznać i tu, mimo to przestałam widzieć tamtą postać, a zaczęłam dostrzegać Thomasa. Duża część obsady to dla mnie wciąż skojarzenia z tak wielu, innych historii. Tak więc Minho to kolega Chloe King (1 sezon SERIALU), Newt jest z Gry o Tron, a Teresa ze brytyjskiego serialu Skins. Bardziej widziałam tamte wcześniejsze serialowe wcielenia aktorów niż Strefowców.

6. Za całokształt: Zdecydowanie warto iść do kina na ten film pełen akcji, napięcia i efektów specjalnych. Filmowa opowieść zaczyna się tak nagle, bez napisów, po prostu ciemność i jazda pudłem - prosto do Labiryntu. Twórcy ekranizacji pokusili się także o podobne podejście jak w Igrzyskach, czyli pokazanie poczynań z siedziby DRESZCZu, choć w przypadku "Więźnia..." czytelnik ma do tego mały wgląd w postaci epilogu.
Raz nawet podskoczyłam (co przesądza o tym, że jest to udany film!), a to jest już coś, bo przecież znam fabułę i wiem, czego się spodziewać. Z chęcią poleciłabym wyjście na ten seans, a sama obejrzała przynajmniej jeszcze z raz lub dwa. Z perspektywy trzech tomów serii ta historia jest zdecydowanie warta poznania ;)
EKRANIZACJA TOMU 1 TRYLOGII - W KINACH OD DZIŚ

Kto z Was był już w kinie? Jak wrażenia? 
Mieliście okazję porównać film z wcześniejszą lekturą tomu 1/ serii?

13 komentarzy:

  1. Ja byłam wczoraj i dziś także opublikowałam recenzję. W którym momencie podskoczyłaś? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Thomas "załapał" się na pierwszą noc poza labiryntem, zaraz po tym jak udało mu się ocalić przyjaciela (ściana bluszczu), ale jeszcze nie znalazł Minho - wtedy jakoś tam kątem oka tylko wskakuje bóldorzerca - i to właśnie wtedy XD

      Usuń
    2. Aaaa, wiem :) To właśnie jeden z tych momentów, kiedyś jest mroczno, cisza i niby wiadomo, że coś się stanie, a i tak zawał na miejscu :P

      Usuń
  2. Strasznie bym chciała obejrzeć,a jeszcze bardziej przeczytać książkę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie czytałam książki, więc nie dostrzegłam tych wszystkich brakujących rzeczy, niemniej wydaje mi się, że porozumiewanie się telepatycznie to już mała przesada. Zdziwiłaś mnie, że książka jest jeszcze mroczniejsza od filmu, gdyż jak dla mnie i tak było w nim za dużo horroru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz będzie mały spoiler, ale wyjaśnię ;) Więc "Więzień Labiryntu" to powieść, gdzie jest bardzo zaawansowana technologia, ale nie ma jednak zdolności nadprzyrodzonych - także (to w trzecim tomie jest wyjaśnione) to przypominające telepatię połączenie między Teresą a Thomasem faktycznie telepatią nie jest - zabawek DRESZCZu jest sporo.

      Usuń
    2. A, i może dlatego tego wątku nie wprowadzili, by już zbytnio nie udziwniać tego rozwinięcia technologicznego ;) Niemniej zaciekawiłaś mnie tą mnogością zabawek DRESZCZu i może wreszcie sięgnę po książkę :)

      Usuń
    3. Warto przeczytać :) Są takie robaczki, które krążą po labiryncie i przez ich kamery DRESZCZ obserwuje. Bóldożerców można wyłączyć, tylko trzeba wiedzieć jak. Pozostałe zabawki są coraz okropniejsze, a sceny jak z horroru.

      Usuń
  4. Na pewno obejrzę ten film, nie wiem tylko, czy aby na pewno na dużym ekranie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze słyszę o te książce ale chętnie przeczytam a potem obejrzę film ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Film był GENIALNY! Szczerze mówiąc nawet lepszy od książki- którą wspominam dość nieciekawie. A do tego Dylan! Jezu, przecież on idealnie wcielił się w Thomasa. :D Uwielbiam go.
    Szkoda trochę, że było tyle różnic między książką a filmem, a ta telepatia to faktycznie miała duże znaczenie, a tu pokazali jakby Thomas i Teresa ledwo się znali. Więzi brak, ale może w następnych częściach to rozwiną.

    OdpowiedzUsuń
  7. Arshad! <3

    Książek nie czytałam, więc chyba muszę się wstrzymać z filmem... ech. A zapowiada się genialnie.

    PS. Zapraszam do siebie do udziału w zabawie #10 książek - szczegóły na blogu :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Zawsze i chętnie czytam wszystkie komentarze.
Staram się na nie odpowiadać. Zostaw po sobie ślad!