piątek, 2 stycznia 2015

"Cieniem oddechu, echem szeptu"

"Oczywiście zaprzeczyłam, ponieważ odpowiedź była twierdząca."

Rozpoczyna się kolejny tom trylogii, a Mara zupełnie jak na początku "Tajemnicy" wita go w szpitalu, nie pamiętając jak tam trafiła. Tym razem jest to jednak oddział psychiatryczny, a dziewczyna pozostaje tymczasowo ubezwłasnowolniona. Czytelnik zwyczajnie nie wie, a bohaterka nie pamięta epizodu histerii, w którą przypuszczalnie wpadła na widok Jude'a. I choć jej były (podobno martwy) chłopak jest na nagraniu monitoringu z posterunku policji, nie zaświadcza to o jej racji, a lekarze wraz z rodziną raz jeszcze kwestionują jasność umysłu i możliwość oceny sytuacji panny Dyer. Na szczęście jest jeszcze Noah, ale Mara nie może uznać koszmaru za zakończony, kiedy w śnie ktoś inny przejmuje kontrole: wspomnienia nie są jej, a lunatykując przeczy każdej próbie ratunku podejmowanej na jawie.

"[...] usiłując się nie bać. Strach to tylko uczucie, a uczucia nie są realne."
W "Tajemnicy" retrospekcje dotyczyły wydarzeń ze starego szpitala psychiatrycznego i jak doszło do zawalenia tego budynku. Choć Mara przypomniała już sobie tamte wydarzenia, w "Ewolucji" zachowano konstrukcję powieści: tutaj tylko akcję teraźniejszą przeplatają wspomnienia z Indii. Ucieszyłam się niezmiernie, nie są to jednak (jak na początku przypuszczałam) kolonialne Indie, ale retrospekcje o wiele bliższe czasowo.

Jeśli po tomie pierwszy można było już pomyśleć, że całość tych szalonych wydarzeń zwalić powinno się na przejawianie się jakiś zdolności nadnaturalnych, to raz jeszcze trzeba realność i przypuszczalny obłęd kwestionować ponownie w "Przemianie". Sam tytuł "Przemiana" to bardzo mgliste odniesienie do fabuły. Jakaś przemiana oczywiście zachodzi, lecz odbywa się ona niezależnie od woli dziewczyny. Noah i Mara podejrzewają nawet coś bardziej konkretnego, że może chodzić o udział pamięci genetycznej - to z kolei wątek w YA dość niespotykany.

"Czasami największą tajemnicę najłatwiej jest wyznać obcej osobie."
Co tak naprawdę miało miejsce i dzieje się nadal, pozostaje wciąż tajemnicą. Jest już jednak całkiem jasne, że w to wszystko zaangażowanych  jest o wiele więcej osób. Mogłoby być w tym jakieś pocieszenie, gdyby nie był to ktoś, kto nieustannie obserwuje, ale w żaden sposób nie pomaga. Czy jest ktokolwiek, kto zna rozwiązanie zagadki, jaką jest Mara Dyer? Jest tyle fałszywych tropów, że nawet romantyczny wieczór Mary i Noah do ostatniej chwili poddawałam w wątpliwość, będąc dosłownie pewną, że to porwanie zorganizowane tylko z większym rozmachem.
Być może w przypadkowo wybranym przez Marę tytule znajduje się wyjaśnienie dla całej fabuły tej serii. Teoria wydaje się słuszna, kiedy w opisie owej książki trafiają się takie określenia jak "wczesne psychologiczne teorie podwójnej świadomości...bla, bla, bla... teoria predestynacji...".

Opowieść Mary Dyer to lektura, dla której pozostałe inne odkłada się na moment, ponieważ właśnie akcja tej książki staje się najważniejsza. I w tak dobrej fabule zdarzają się jednak i małe minusy. (1) Noah i Mara to jedyne osoby, które dotyka jakaś szalona, nieprawdopodobna i trudna do wyjaśnienie historia. Pod koniec tego tomu mamy prawdziwy "wysyp" takich przypadków. Przypomniało mi się długie (trwające latami) poszukiwania horkruksów, by nagle cała reszta pozostałych fragmentów rozerwanej duszy mogła się znaleźć w jednym czasie i praktycznie w jednym miejscu. (2) Michelle Hodkin rzuca w temacie rozwiązania samej zagadki często samymi hasłami i aby dowiedzieć się, o co dokładnie chodzi w archetypach Junga, trzeba samemu troszkę doczytać. A szkoda! Ponieważ "Cień" tak dobrze tłumaczy historię Mary, bez zwracania zbytniej uwagi na to, co dziewczynie się mogło przydarzyć. Według tej teorii (tak bardzo upraszczając) każdy z nas ma cień, czyli taką stronę osobowości, którą jeśli by mógł, to nie chciałby zaakceptować. Walcząc z nią, walczymy jednak tylko i wyłącznie ze sobą, gdyż cienia nie można się pozbyć. Jedyne co można zrobić to być świadomym jego obecności, kontrolować, a czasem użyć na swoją korzyść.* (3) Do tomu drugiego jest prolog z udziałem sceny, która dopiero ma się wydarzyć, ale nie jest to jakieś kluczowe wydarzenie, jak można by się było spodziewać. W "Przemianie" fragmenty wielu innych scen lepiej wpasowałyby się jako tajemniczy wstęp do tego, co dopiero nastąpi.

"Był tak blisko i zarazem tak daleko. Palce mnie swędziały, żeby go dotknąć, żeby poczuć jego realne, rozumiejące, współczujące istnienie."
Mara i Noah to faktycznie dobrana para. Widać to było wcześniej, ale teraz jeszcze bardziej, kiedy Mara nie kontynuuje formalnie edukacji szkolnej, wolne spędza w areszcie domowym, a pozostałą resztę czasu na dziennym oddziale. Łącznie trzy szpitale i dwa ośrodki: jeden z oddziałem dziennym, a drugi odizolowany na wyspie i definitywnie zamknięty. Jednak Noah znajduje wciąż jakiś sposób by jej towarzyszyć. Fakt, że oboje są lekko szaleni, prowokują się i wystawiają nawzajem na próby sprawia tylko, że o wiele bardziej ich lubię.
Mara ma też wspaniałą rodzinę, która oferuje jej wsparcie. Młodszy brat niesamowicie rozśmiesza (scena z krokodylem), starszy służy radą (scena z udziałem w terapii), a rodzice nie czynią wyrzutów. Plusy te przypominały mi nieustannie w czasie lektury, że ta opowieść oparta jest na innej, jakieś prawdziwej historii (LINK). Czy i tamta dziewczyna mogła liczyć na chociaż podobne wsparcie? Oczywiście nie można tak całkowicie wierzyć autorowi, gdyż może być jak z "Przypadkami Robinsona Kruzoe", gdzie pisarz celowo wiedzie czytelnika na manowce, aby uczynić kulisy powstawiania historii i samą swoją opowieść jeszcze bardziej fascynującą.
Co jednak ciekawe, autorka sprawia, że to sami bohaterowie (Mara i jej starszy brat) omawiają możliwy rozwój historii z udziałem wątku paranormalnego. Tutaj Michelle Hodkin gra z czytelnikiem, ale jednocześnie i rzuca mu wyzwanie: by przewidział bieg opowieści, w tym samym momencie stawia jednak wyzwanie i sobie: że nie podąży za utartym schematem. Czy się udało, okaże się w dopiero w finale trylogii o Marze Dyer.

PODSUMOWANIE: Szaleństwo to wątek w literaturze, który doskonale można wykorzystać na korzyść fabuły. Autorka nadal nie udziela prostych odpowiedzi, a powieść opisująca losy Mary balansuje na granicy kilku gatunków. Jaką opowieścią okaże się ostatecznie, może udowodnić tylko finał tej niezwykle absorbującej trylogii. Bohaterowie, którzy jak i sama ich opowieść, pozostają tajemnicą oraz wątek romantyczny, który nie dominuje fabuły, ale pojawia się by dawać siłę, to przepis na udaną kontynuację. Dla odejścia od znanych reguł warto zaryzykować spotkanie z pewną Marą.

"Mara Dyer. Przemiana" - Michelle Hodkin
***RECENZJA PRZEDPREMIEROWA***
Wydawnictwo: YA! GW Foksal / OPIS WYDAWCY
Stron: 476
PREMIERA: 28 STYCZNIA 2015
W kolejności: NR 79/2014/12/05 (355)
SERIA:
Trylogia o Marze Dyer to:
1. Tajemnica (RECENZJA)      2. Przemiana        3. Retribution
Znacie już Marę Dyer? Czekacie na losy jej przygód?

* "Co może zrobić dla nas psychologia" - Claudio Aros (str.162)

14 komentarzy:

  1. Jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z perypetiami Mary Dyer i nie mam tego w najbliższych planach, ale kiedyś pewnie się skuszę na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właściwie to szybka akcja jest podstawowym składnikiem dobrej lektury. Chyba nie spotkałam się z książką, która nie miałaby jakiś minusów, więc można jej wybaczyć jeśli faktycznie jest taka dobra :) Jeszcze nie zaprzyjaźniłam się z tomem pierwszym, ale zamierzam to szybko nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100% Szybka akcja w powieści do klucz do sukcesu. Tylko różnie bywa z jej natężeniem, czasem powieść utrzymuje dobry poziom akcji przez zdecydowaną większość lektury, a czasem są tylko momenty, kiedy akcja ma taki wyczekiwany przez czytelnika poziom. Nie ma książek idealnych, nie ma i takich bez wad - ale zdarza się, że tak się zżyje człowiek z bohaterami, że i minusów nie widzi danej serii i nie da na nią słowa powiedzieć, nawet jeśli gdzieś tam podświadomie wie, że one przecież tam są ;)

      Usuń
  3. Znam już całą trylogię o Marze i tym bardziej mam ochotę grzmotnąć głową w ścianę... Bo wolałabym zapomnieć, że poznałam finał. Miało być wielkie boom, a autorka tak spaprała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No way! Czy to oznacza, że najlepsze chwilę z tą trylogią mam już za sobą? Który tom uważasz za najlepszy w tej serii?

      Usuń
  4. Czekam na 2 niecierpliwie :) Jedynka może mnie nie zachwyciła, ale jestem bardzo ciekawa jak autorka wybrnie z sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam jeszcze pierwszej części, ale od samego początku chcę poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam okazji jeszcze poznać Mary Dyer osobiście, ale z recenzji, które opanowały internet już teraz dobrze wiem, że kiedy wreszcie się z nią spotkam... nie będę żałować. Mara trafiła na moją listę Must Have :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze pierwsza część u mnie na półce stoi....muszę w końcu się za nią wziąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa jestem tej kontynuacji :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W pierwszej części bardzo spodobała mi się występujące w książce szaleństwo, bohaterowie mieszali rzeczywistość z fikcją. Jest jednak pewien minus książki kompletnie nie zapamiętałam postaci(poza główną parą), a szkoda. Ciekawią mnie jednak dalsze losy pary. ;)

    Pozdrawiam.

    PS. Dziękuję za książkę, wczoraj do mnie doszła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna recenzja świetnej książki :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyli tak naprawdę to nadal nie wiadomo, jak to z tą Marą jest. I dobrze. Dzięki temu czekanie na 3 część będzie bardziej ekscytujące. Oby tylko autorka nie popsuła tego napięcia i nie spaprała zakończenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W najbliższym czasie mam zamiar zabrać się za lekturę pierwszego tomu :D

    OdpowiedzUsuń

Zawsze i chętnie czytam wszystkie komentarze.
Staram się na nie odpowiadać. Zostaw po sobie ślad!