W roku 2007 Michelle Hodkin miała 24 lata i właśnie zdała swój egzamin adwokacki. Została dopuszczona do praktyki przy procesie sądowym, który wymagał przesłuchania tysięcy ofiar terroryzmu w Stanach Zjednoczonych i Izraelu.
Pewnego dnia, w drodze na przesłuchanie w Nowym Jorku, dała się wciągnąć w rozmowę dotyczącą swojej pracy - co zdarza się dość często przy takim zawodzie (kto, nie chciałby o coś zapytać prawnika czy też usłyszeć jedną z historii z sali sądowej). Rozmówczyni Michelle momentalnie podjęła temat.
Okazało się, że jej nastoletnia córka i jej przyjaciele mieli wypadek, a dziewczyna jako jedyna przeżyła. Cierpiała na zespół stresu pourazowego, który Michelle Hodkin zna aż nazbyt dobrze, dzięki swojej profesji. Kobieta mówiła o procesie, który chcą razem z mężem wnieść przeciwko właścicielowi nieruchomości, gdy za nią pojawiła się jej córka, a jej obecność momentalnie wywarła wpływ na autorkę. Dziewczyna była piękna, lecz jednocześnie niczym nawiedzona.
Matka dziewczyny i Michelle wymieniły informacje, i autorka zgodziła się skierować ją do innego prawnika, który będzie specjalistą w tego typu sprawach. Kiedy kobieta się odwróciła, jej córka posłała autorce spojrzenie od którego przechodzą dreszcze. Spojrzenie, które powiedziało jej, że w sprawie owej dziewczyny jest coś o wiele więcej na rzeczy niż ktokolwiek by przypuszczał.
Przeskok do 14 maja 2009 roku. Autorka znów była w Nowym Jorku, tym razem nie na przesłuchanie, ale na ceremonię ukończenie szkoły jej brata. W czasie uroczystości, coś przypomniało jej o tamtej dziewczynie i kazało się zastanowić, co się z nią stało.
Później tego samego dnia autorka zadzwoniła do matki dziewczyny, ale telefon był nieczynny. Szukała po nazwisku, ale nie mogła jej nigdzie znaleźć.
Tamtej nocy zaczęła też pisać pierwsze słowa opowieści o Marze Dyer. Pisała aż do piątej po południu dnia następnego, kiedy miała już 5,000 słów. Historia wzrastała, z tamtą dziewczyną w jej centrum. Autorka nigdy nie użyje jej prawdziwego imienia, więc pozostała znana jako Mara - imię to oznacza "gorycz" w języku hebrajskim.
Kilka tygodniu później Michelle zaczęła otrzymywać paczki.
Zdjęcia chylącego się ku ruinie budynku. Szkicownik pełen rysunków. Autorka nadal pisała. Wyłoniła się z tego historia opowiedziana w dziele ludzkich rąk i pamiątkach - historia z życia, które wydaje się nie istnieć w świecie jaki znamy, tylko w czymś znajdującym się pod jego powłoką. Michelle nadal otrzymuje koperty i paczki.
Aż jednego dnia otrzymała list od nastoletniej dziewczyny. To, co opisywał, było oczywiście niemożliwie.
Ale zgaduję, że tak naprawdę to nigdy nie wiadomo.
Jak wiele w tej książce zaczerpnięte jest więc z rzeczywistości?
Historia jest zakorzeniona w realnym świecie na tyle na ile to tylko możliwe. Autorka używa lokalizacji prawdziwych miejsc. Budynek, który się zawalił, naprawdę istnieje. Autorce wysłano jego zdjęcie. Z powodów prawnych oczywiście nie ma miasta o nazwie Laurelton, a i nazwę budynku zmieniono. Michelle wtopiła prawdę w fikcję.
Michelle Hodkin studiowała prawo, a wiele doświadczeń nabytych w czasie pracy w tym zawodzie pomogło jej w pisaniu owej debiutanckiej powieści.
A jaka też wyszła z tego powieść będzie można się już przekonać wraz z dniem premiery: 10 września (OPIS WYDAWCY) Teraz wiecie już troszkę więcej o kulisach powstania tej książki.
Kto ma ochotę poznać Marę Dyer i Michelle Hodkin?
Opowieść zamyka się w trylogii:
1. The Unbecoming of Mara Dyer - "Mara Dyer. Tajemnica" -> 10.09.2014 Polska
2. The Evolution of Mara Dyer - już wydana w Stanach
3. The Retribution of Mara Dyer - premiera za oceanem 4 listopada tego roku
Tłumaczenie w celach informacyjnych i promocyjnych na podstawie źródeł:
http://www.maradyer.com/books.html
http://novelnovice.com/2011/09/22/qa-the-unbecoming-of-mara-dyer-author-michelle-hodkin/