Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

czwartek, 26 maja 2022

Dziewczyna, która skoczyła do morza - Axie Oh

Mina dostaje się do krainy bogów jako wybranka Boga Morza. Nie, wcale nie została wytypowana przez starszyznę nadmorskiej wioski. Nie wyróżnia jej talent ani nadzwyczajna uroda tak jak innych wybranek poświęconych w poprzednich latach. Lecz wciąż trwają nieustające sztormy, a kraj spustoszony przez wojnę stara się ubłagać bóstwo o pomoc. 

Mina, nie mogąc znieść dramatu swojego brata (zakochanego w najpiękniejszej dziewczynie w wiosce), zajmuje miejsce ofiary i przypieczętowuje swój los. Okazuje się, że bóstwa zaświatów głuche były na zanoszone przez ludzi modlitwy. Na ich świat także padł cień klątwy. W dodatku czerwona nić przeznaczenia splata ze sobą nie te osoby, które powinna.

Ciężko dziś o dobre porównania na okładce. Często są one mylące. Nie tym razem. "Dziewczyna, która skoczyła do morza" to faktycznie powieść stworzona dla fanów "Spirited Away". Czyta się książkę i chce się powrócić do tamtego filmu. Sceny z animacji przypominają o książce Axie Oh i krąg się zamyka.

Pierwsza rekomendacja odnośnie tej książki i jej podobieństwo do "Spirited Away" jest więc prawdziwa, druga już mniej trafiona. Nie będzie to książka "dla fanów Wojny makowej Rebecci F. Kuang", chyba że pod uwagę weźmiemy tylko to, że obie historie dzieją się w Azji Wschodniej dawnych czasów i występują w nich bogowie, a kraj ogarnięty jest wojną. Powieść Axie Oh mogą czytać spokojnie nawet młodsi czytelnicy zafascynowani baśniami, kiedy "Wojny makowe" pełne są tak brutalnych scen, że rekomendowane powinny być dla zdecydowanie starszego odbiorcy. 

Jaka jest jednak powieść Axie Oh? W skrócie to baśń na 300 stron. Pisana też takim skrótowym baśniowym stylem, przez co niektóre relacje wydają się być spłycone - bo zwyczajnie nie ma czasu na ich przepracowanie ani przez bohaterów ani przez czytelnika. Czy powoduje to, że powieść czyta się gorzej? Tylko na początku. Wstęp jest tu bardzo chaotyczny i łatwo odłożyć książkę. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to już w następnych rozdziałach historia udowadnia swoją siłę

Podobnie jak "Spirited Away" to model fabuły: ludzka dziewczyna w krainie duchów i bogów. I wymiar ten jest magiczny, choć funkcjonuje czasami na dziwnych prawach. Raz na tych należnych naszej rzeczywistości (są herbaciarnie, duchy mogą jeść, spać czy odczuwać ból), a i innym razem więcej tu z krainy zaświatów (ryby pływają w powietrzu niczym ptaki, a choć wszystko jest głęboko pod wodą to i tak świeci tam słońce/pada deszcz lub też można skraść duszę i przemienić ją w srokę). 

Pytanie jak czytałoby się książkę bez obrazu znanego ze "Spirited Away" w głowie? Mógłby być problem. Bo choć tam mamy mitologię japońską a tutaj koreańską, to jednak obraz animacji Studia Ghibli jest podstawą aby móc się w tym wszystkim, co stworzyła Axie Oh, połapać. By książka mogła funkcjonować samodzielnie, musiałaby bardziej zagłębić się w świat przedstawiony - tym samym wyjaśnić wiele aspektów historii, a wtedy nie miałaby zaledwie trzystu stron. To mało jak na opowieść fantasy, gdzie akcja zamyka się w jednym tylko tomie

"Dziewczyna, która skoczyła do morza" to nowość wydawnicza nawet na rynku zagranicznym. Powieść ukazała się dopiero na początku 2022 roku. Piękne wydanie (dwie różne wersje okładki w wersji anglojęzycznej) i graficzne projekty dla scenerii akcji tej książki zachęcały do lektury. Choć można przewidzieć sporo z przebiegu linii fabularnej, nie można odmówić wizji Axie Oh, że działa na wyobraźnię czytelnika.

To też książka, po którą można sięgnąć w ramach trwającego właśnie w miesiącu maju "Asian American and Pacific Islander Heritage Month".  Spodoba się fanom romantycznych historii, także tym którzy uwielbiają czytać mangę czy oglądać anime lub k-dramy. Mitologia koreańska to kopalnia inspiracji i pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze więcej powieści z jej udziałem będzie ukazywać się na naszym rynku. I tak, są tutaj smoki :)
Wydawnictwo Nowe Strony (Niezwykłe)
TYP: OPOWIEŚĆ W JEDNYM TOMIE
DLA FANÓW: "Spirited Away", k-dram, mitologii 
Stron: 295

Znacie "Spirited Away: W krainie bogów"? A może znacie inne historie w tym stylu?


niedziela, 15 maja 2022

Królestwo Nikczemnych - Kerri Maniscalco

Palermo zamieszkuje trzynaście wiedźmich rodów. W jednym z nich urodziły się bliźniaczki, Emilia i Vittoria, którym przekazano pieczę nad amuletami o szczególnym znaczeniu. Ostrzegano też wielokrotnie przed Nikczemnymi - siedmioma książętami piekieł. Kiedy przychodzą upomnieć się o dług magii,  wykradzionej kiedyś przez pierwszą wiedźmę samemu diabłu, świat sióstr drzy w posadach. Jedna ginie, drugiej pozostaje szukać sprawiedliwości - niezależnie od ceny.

"Królestwo Nikczemnych" to pierwszy tom trylogii, w którym następuje swego rodzaju odtworzenie mitu o Persefonie i Hadesie. W tej wersji to dziewczyna sama schodzi do zaświatów aby dokonać zemsty i wytropić morderców siostry bliźniaczki. Wydarzenia te (zmianę wymiaru) zapowiada też przepiękna mapa, której grafika zdobi wewnętrzną stronę okładki. Bohaterowie jednak do przedstawionego tam (tytułowego zresztą) Królestwa Nikczemnych nie zawitają w tomie pierwszym. O czym jest więc jedynka?

To seria z zagadką kryminalna pełniąca rolę głównej osi historii. Zadaniem na tom pierwszy jest odszyfrowanie tożsamości mordercy / morderców siostry, odtwarzając kroki z jej ostatnich dni. Emilia, jak się okazuje, wiele o swojej bliźniaczce nie wiedziała. By móc odczytać chociażby jej zapieczętowany zaklęciem pamiętnik, zmuszona będzie wezwać do zaklętego kręgu demona. W tym duecie, wiedźma i Pan Gniewu, śledztwo będzie się toczyć przez cały pierwszy tom. 

Historię poznajemy tylko z perspektywy Emilii. Przez to też tok dochodzenia pełen jest licznych powtórzeń. Emilia jako narratorka ma to do siebie, że ciągle coś wspomina (nawet jeśli i czytelnik przy tych wydarzeniach był). A może to raczej autorka nieustannie robi co kilka stron podsumowanie nie tak dawnych przygód bohaterów? Wydarzenia poprzedzające zejście do piekieł są niepotrzebnie rozwleczone, skoro nie wskazują jasno tożsamości wszystkich sprawców. Czyni to z tomu pierwszego niesamowicie długi prolog dla serii, która przypuszczalnie swój potencjał osiągnie dopiero w tomie drugim. Jest to przypadek podobny do serii Dwory (ACOTAR). Tam również to kontynuacja ukazuje jakość historii, praktycznie przemieniając całkowicie znacznie wydarzeń tomu wprowadzającego do świata.

Trudno samodzielnie jest też określić czas akcji "Królestwo Nikczemnych". Nie są to czasy tak odległe jak średniowiecze, nie jest i współczesność. Z wywiadów z autorką można wyczytać, że to późne lata 1800. Wszystkie wydarzenia pierwszego tomu dzieją się w jednym włoskim mieście, tymczasem trudno jest poczuć klimat wyspy (Sycylia) i przepięknego Palermo. Można wielokrotnie dowiedzieć się, co bohaterowie jedzą, nie ma za to opisów architektury, które konkretniej wskazywałyby na miejsce akcji.

"Królestwa Nikczemnych" nie czyta się zbyt szybko. Dialogów się wprost wypatruje, kiedy większość opisów stanowią albo kulinarne wskazówki albo rozległe rozmyślania głównej bohaterki. Emilia zastanawia się, jaka cięta riposta dla wroga będzie najlepsza - co powoduje niepotrzebne zawieszenia akcji. Dodatkowo Nikczemni stale mącą jej umysł. W porównaniu do serii ACOTAR (bo to dla jej fanów rekomendowana jest często i ta powieść) tutaj dopiero rodzi się wątek romantyczny, nie ma za to scen w kategorii 18+. W to miejsce są ciała kolejnych ofiar i opisy miejsc zbrodni. Parę zwrotów akcji może co prawda zaskoczyć, system magiczny i jego zasady użycia są opisane jednak zbyt mgliście, by wymienić je na plus. To magia na zasadzie domysłów - zadziała dobrze, źle albo wcale. Nie ma pewnych słów zaklęcia, są zioła, kości i kręgi oraz dowolne zdanie po łacinie do wyboru.

Nie jest to debiut, tylko kolejna seria autorki. Ja z całą jednak pewnością spróbuję jeszcze lektury jej wcześniejszej serii - Stalking Jack the Ripper, która w polskim przekładzie ukaże się już w czerwcu. Tam akcja zaczyna się już od samego początku. Jak będzie przebiegała dalej? Trzeba to potwierdzić w trakcie lektury. Na ten moment "Królestwo Nikczemnych" ma duży potencjał świata przedstawionego, który zadziałałyby o wiele lepiej w choć trochę bardziej skondensowanej formie.

"Królestwo Nikczemnych" - Kerri Maniscalco
TRYLOGIA: TOM 1
Wydawnictwo: You&YA / Muza
Stron: 448
Gatunkowo: fantastyka + kryminał
Fragment: prolog i rozdział pierwszy TUTAJ

Jaka jest Wasza ulubiona książka / film, w którym występują czarownice / wiedźmy?

poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Vortex. Dzień, w którym rozpadł się świat - Anna Benning

Jak sugeruje tytuł, jest to powieść o vortexach - tutaj rozumianych jako tunelach czasoprzestrzennych. Za ich pomocą bohaterowie w mgnieniu oka zmieniają kontynent czy też przenoszą się w przeszłość. W świecie pełnym możliwości zapowiada się emocjonująca lektura, prawda?

Anna Benning snuje wizję o znanej nam rzeczywistości, która odmieniona została prawie wiek wcześniej przez pravortex. W wyniku zmiany mutacji ulegała też przyroda - zwierzęta jak i ludzie. Teraz spotkać można splitów, a ich moce wymieszane są w jednym z żywiołów: powietrza, ognia, wody lub wiatru.

Elaine w całym tym nowym porządku świata marzy by przynależeć do łowców - utalentowanej grupy o silnej woli, która podróżuje vortexami i wyłapuje niebezpiecznych splitów. Aby znaleźć się w ich gronie musiałaby znaleźć się wśród zwycięzców wyścigu vortexami. I dziewczynie się to udaje... przy drobnej manipulacji czasem. Od tego momentu wydarzenia przyśpieszają. Okazuje się, że niewielu może bezpiecznie podróżować vortexami, ale jeszcze mniej potrafi sterować nimi tak, aby nagiąć tor na inny czas.

Czy "Vortex" to powieść dla fanów "Igrzysk"? Podobnie jest to antyutopia skierowana do młodzieży. Trzeba przywyknąć jednak do obecności mutacji na poziomie X-Menów. Spiterzy mogą się palić (całościowo jako żywe pochodnie) albo z ich rąk wyrastać będą niekończące się pędy. Na sierści zwierząt rośnie trawa i kwitną kwiaty. Woda leje się z wodospadów nieustannie, nie gromadząc się nigdzie poniżej. A tych wodospadów i podobnie zachwianych praw fizyki jest sporo. Powtarzalność tego samego elementu krajobrazu w różnych miejscach fabuły powoduje, że trudno jest potem streścić logicznie całość. Kiedy zmutowane miasta miałyby z pewnością o wiele więcej do zaoferowania. Podobnie zresztą jak wątek romantyczny, w którym Elaine spotyka swojego zaginionego idola - dawnego łowcę. Balian to ciekawa postać, w dodatku inny podróżnik w czasie (co spodoba się fanom Trylogii Czasu od Kerstin Gier). Choć bohaterowie czują coś do siebie, całe sprawy sercowe zepchnięte zostają na drugi tor. To wszystko powoduje, że "Vortex" mógłby być jedną z moich ulubionych powieści, ale nią nie jest.

Początek trylogii wciąga. Zaczyna się od emocjonującego wyścigu vortexami, następnie zaraz przenosi czytelnika do siedziby rebeliantów, gdzie (będąc chwilowo po stronie wroga) każe się kwestionować ustalony porządek świata. Potem zaczyna się nauka przeskoków w czasie i rozpoczyna wątek romantyczny. Całość standardowo kończy próba ocalenia świata. 

"Vortex" to dobra powieść, do której musiałam robić jednak kilka podejść, zanim ostatecznie coś między nami zaskoczyło. Z chęcią poznam tom drugi, ale nie dlatego, że zachęciła mnie do tego fabuła albo strasznie ciekawi mnie, co się stało dalej z bohaterami. Raczej ciekawi tutaj bardziej koncepcja świata. Jak jedynka opisywała miasto grunterów (mutacje z mocami ziemi i za jej pomocą budowane miasta), tak okładka tomu drugiego opisuje podróż w morskie odmęty. 

Dla osób szukających wyróżniającej się antyutopii bardziej niż "Vortex" poleciłabym serię "Brzydcy, Śliczni, Wyjątkowi", która doczekała się nowego wydania na polskim rynku. Również rozgrywając się w przyszłości budzi o wiele więcej emocji.

Wydawnictwo: Media Rodzina
[ TRYLOGIA: TOM 1 ]
W kategorii: ANTYUTOPIA
Miejsca akcji: cały świat, ale głównie Anglia, Stany i Kanada

Książkowe zdjęcia zawsze na Bookstagramie / filmiki z ich udziałem na BookTok.

niedziela, 10 kwietnia 2022

The Inheritance Games - Jennifer Lynn Barnes

Avery Grambs przyzwyczajona jest do tego, że życie przypomina grę. Nauczyła ją tego matka, obraz biedy zmieniając w wyzwanie jak przetrwać bez prądu, gazu czy jedzenia. Teraz jednak Avery ciężko jest wiązać koniec z końcem, a nie weszła jeszcze w pełnoletność. Po nagłym odejściu matki mieszka z przyrodnią siostrą, a czasem i sypia w samochodzie. Avery pracując i jednocześnie się ucząc, wylicza swoje szansę na stypendium, które pozwoliłoby jej studiować. Wezwanie do dyrektora wyrywa ją z szarej rzeczywistości. Okazuje się, że to Avery Grambs ktoś zapisał spadek. W grę wchodzą miliony. Tylko że tajemniczy miliarder z Texasu miał też rodzinę i pełnoprawnych dziedziców. Rozpoczyna się gra na czas. Jeśli Avery uda się wytrwać rok w roli dziedziczki, wszystko przejdzie na nią. O ile tylko przeżyje.

"The Inheritance Games", czyli gra w dziedziczenie, to tytuł rozpoznawalny wśród zagranicznych premier. Kusił nie tylko interesującym opisem fabuły, co projektem graficznym okładki. Gdy czytelnik zagłębią się w lekturę, poszczególne elementy (takie jak klucze, balerina czy miecz) nabierają znaczenia.

Dlaczego Tobias Hawthorne praktycznie wydziedziczył swoją rodzinę? Czy czterech dziedziców wystąpi przeciwko Avery w wyścigu po spadek? Wnuków najszybciej rozpoznać można po ich stylu życia. Nash (najstarszy) nosi się po kowbojsku i jeździ po świecie, przygarniając do służby ludzi. Grayson w idealnie skrojonym garniturze szykuje się do kierowania fundacją charytatywną. Jameson zawsze na granicy w sportach ekstremalnych, bo wtedy łatwiej mu się myśli. Xander (najmłodszy) to urodzony wynalazca, którego spotkamy w pobliżu laboratorium. Wszyscy czterej przez lata wytrenowani w grach dziadka, starający się mu stale zaimponować. Lecz Avery także potrafi grać i nie zamierza stać bezczynnie obok. Nie zna powodu, dla którego ujęto ją w testamencie i musi to odkryć. Rozległe tereny posiadłości jak i samo Hawthorne House w Teksasie, pełne skrytek, tajnych przejść i podziemnych korytarzy, okazują się być ostatnią grą miliardera. Jasne staje się, że stawką jest życie.

"The Inheritance Games" to porywający początek, troszkę słabszy środek i na powrót wciągnięcie do gry po incydencie ze strzelbą. Kiedy myślimy już, że zagadka została rozwiązana, pojawia się następna wskazówka, która akcje przeniesie już do drugiego tomu.

Książka napisana jest lekkim stylem i szybko się ją czyta. Historia ta wyszłaby super jako film. To coś dla fanów STAGS a także Mary Shelley Club. Dodatkowo choć Avery nie dziedziczy tytułu, to opowieść ma klimat Pamiętników Księżniczki (gdyby te były thrillerem). Podobnie jest tam nagła fortuna, a wraz z nią status nastolatki sławnej na całe USA, do tego bogaci "krewni" czy przydzielona ochrona.

Od początku dziwi tylko troszkę konstrukcja. Powieść ma ponad 90 rozdziałów, lecz są one bardzo krótkie (np. na trzy strony) i kończą się czasem w przedziwnych miejscach. Nie ma na finał pytania czy zawieszenia akcji, które spinałoby ładnie rozdział jako całość. Jest tylko cięcie, które zostaje natychmiastowo wznowione w kolejnym rozdziale. Odpowiednio ucięte i krótsze rozdziały mogą zwiększyć tempo akcji, tutaj jednak jest to zbędne. Akcja napędza się sama poprzez kolejne zagadki.

W pierwszym tomie "The Inheritance Games" nie ma też na dobrą sprawę wątku romantycznego. I to nie dlatego, że żaden z braci nie skradł serca Avery. Super wychodzą interakcja dziedziczki z każdym z braci Hawthorne'ów, bo są one tak odmienne. To cały wątek Emily mocno rzuca się cieniem na bohaterów, przez co trudno żeby jakakolwiek relacja (większa niż zauroczenie) mogła się rozwinąć. Sama postać tajemniczej Emily nie jest też innowacyjna, bo często ktoś taki jest w thrillerach - duch, którego czaru żywi za nic nie mogą prześcignąć

Żaden z czterech braci nie skradł też jeszcze mojego serca, choć można obstawiać, kogo wybierze Avery. Tym samym "The Inheritance Games" to zestaw silnych charakterów i ciekawych postaci (bo są jeszcze córki miliardera, jego teściowa czy pracownicy rezydencji), których pełen potencjał ujrzymy w kolejnych częściach. Nie zmienia to faktu, że bardzo się cieszę z premiery tej książki w polskim przekładzie i wyczekiwać będę następnych jej tomów.

"The Inheritance Games" - Jennifer Lynn Barnes
Wydawnictwo: Media Rodzina  /  TRYLOGIA: TOM 1
[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]
Gatunek: thriller młodzieżowy  /  Wiek bohaterów: liceum
Miejsce akcji: Stany Zjednoczone, Texas

PREMIERA: 13.04.2022

środa, 6 kwietnia 2022

Książka - od marzenia do publikacji

Dokładnie za trzy tygodnie swoją premierę będą miały "Dzieci Gildii". To już druga książka blogerki z różowego bloga, którą wielu zna jako Gosiarella. Prywatnie Małgorzata Stefanik to z wykształcenia politolog i specjalista do spraw reklamy. Prelegentka na konwentach, na których rozpowszechnia azjatycką popkulturę i zaciekle broni czarnych charakterów. Copywriterka i oddana fanka superbohaterów. Razem z autorką bloga Kulturalna Meduza miałyśmy szansą zadać jej kilka pytań przed premierą jej kolejnej książki. Zapraszamy do lektury!

Cassin: Czy pamiętasz okoliczności, w jakich wpadłaś na pomysł napisania „Gildii zabójców”?

Małgorzata Stefanik: Właściwie to nie był stricte „mój pomysł” – większość wydarzeń i bohaterów mi się przyśniła. Przez około pół roku każdej nocy podświadomość podrzucała mi skrawki historii, łącząc je ze sobą, a gdy zaczęłam to spisywać, okazało się, że trzeba go po prostu trochę pozmieniać, by całość nabrała sensu.

C: Ile miałaś lat? Co się wtedy działo w Twoim życiu?

MS: To był czas, w którym ja i znajomi z mojego rocznika kończyliśmy 30 lat i stwierdziłam: „Boże, jaka ja jestem stara! Wypadałoby coś zrobić z życiem, żeby być z siebie dumnym i spełnić marzenia”. I uznałam: dobrze, napiszę książkę. Skoro mam pomysł, który mi się przyśnił, to… lecimy! 

C: Z jakiej perspektywy śnił Ci się ten sen? Który bohater zaczął go opowiadać?

MS: Po trochu z każdej. Nie wcielam się w postacie, gdy śnię, więc oglądałam to jak serial na ekranie. Zaczęło się oczywiście od Alyssy, ale wbrew pozorom było jej znacznie mniej, niż w książce, za to znacznie więcej pojawiało się Mina.

Kulturalna meduza: A jest jakaś scena, która trafiła do książki dokładnie w takiej formie, w jakiej Ci się przyśniła?

MS: Trochę trudno mi na to odpowiedzieć, bo teraz już go dobrze nie pamiętam, ale wydaje mi się, że niemal wszystkie sceny z Minem, bratem Alyssy, były mniej więcej w tej samej formie. Tak samo większość scen z Jaydenem i Sebastianem.

C: Zdradź nam, czy wydarzenia przyśniły Ci się chronologicznie? Czy musiałaś je potem modyfikować?

MS: Fabuła snów rozgrywała się chronologicznie. Gdy opowiadałam to znajomemu, nawet miała sens, ale jako fabuła książki już nie tak bardzo. Część rzeczy się nie spinała i bardzo dużo wydarzeń zostało zmienionych, przez co cała późniejsza akcja musiała zostać dopasowana. Sprawę Mugi, którą zlecono Alyssie, opracowywałam sama. Strukturę Gildii również. Część bohaterów trzeba było stworzyć od podstaw, a niektóre wydarzenia i postacie przenieść w czasie, by całość nabrała sensu i nie wprowadzać chaosu. Przykładem niech będzie Sebastian, który miał pojawić się już w pierwszym tomie, a poznacie go dopiero w „Dzieciach Gildii”. Swoją drogą bardzo długo biłam się z myślami, czy nie usunąć scen z nim, bo ma dość mroczną, by nie napisać kontrowersyjną historię, która wciąż zahacza o tabu. Ostatecznie mocno ją złagodziłam.

Wracając do pytania, niestety pod koniec pierwszego tomu skończyła mi się większość wyśnionego materiału i miałam takie „No dobra, na tym skończyliśmy, to co teraz?”. Od tej pory już musiałam wszystko wymyślać i przyznaję, że aktualnie sama nie jestem pewna, jak ta historia się skończy.

C: Wygląda jakby przeznaczenie wyświetliło nam seans!

MS: *śmiech*

KM: Czego jeszcze możemy spodziewać się po „Gildii zabójców”? Jak dużo tomów będzie liczyć seria?

MS: Cała seria będzie miała trzy tomy i prequel.

KM: Zdradzisz nam, czego będzie dotyczyć prequel?

MS: Akcja będzie się rozgrywać trzy lata przed wydarzeniami z „Gildii Zabójców”. Mniej więcej w momencie, w którym Oli został kupiony przez Alyssę, a ona sama zaczęła nawiązywać bliższą relację z Kitsune. Uznałam, że opowiedzenie całej historii Kitsune, Ryu, Oliwiera i młodej Alyssy, jeszcze nie aż tak zniszczonej, zasługuje na coś więcej, niż retrospekcje. Przy okazji dodam, że prequel będzie mocno nawiązywać do wydarzeń z trzeciego tomu, więc najlepiej będzie przeczytać go przed skończeniem trylogii.

KM: Ale póki co przed nami premiera „Dzieci Gildii”, drugiego tomu cyklu, a w nim możemy się spodziewać…?

MS: Przeniesiemy się do Amerykańskiej Gildii Zabójców i zobaczymy, jak to tam wszystko funkcjonuje, a zatem Olimpia dostanie więcej scen. W „Dzieciach Gildii” zostaną również przedstawione relacje pomiędzy następcami obecnych królów. Więcej na tę chwilę nie mogę zdradzić, jednak liczę, że drugi tom spodoba się czytelnikom bardziej, a przynajmniej ja lubię go znacznie bardziej ;)

C: Ja jeszcze spodziewam się powrotu Boogeymana!

MS: Potwory mają to do siebie, że trudno się ich pozbyć, a ten jest bardzo związany z Minem, więc… może jeszcze wyskoczyć z szafy w jakiejś formie.

C: Przez lata współpracowałaś z wydawnictwami i recenzowałaś książki z różnych gatunków. Czy znalazłaś swoich ulubionych autorów?

MS: Tak, Suzanne Collins jest moim numer jeden! Rozumiem, że teraz zarzuca jej się zbytnią inspirację pewnym japońskim tytułem, ale w moim serduszku zawsze będzie numerem jeden. Z polskich autorów mam słabość do twórczości Jakuba Ćwieka i Katarzyny Bereniki Miszczuk. Bardzo lubię też Merrisę Meyer, wszystkie jej książki są cudowne, oraz Mirę Grant. Niemniej bardziej przywiązuję się do konkretnych tytułów, niż ich autorów.

KM: Czy któryś z tych autorów stanowił dla Ciebie ideał, do którego chcesz dążyć?

MS: Suzanne Collins – zdecydowanie. Jestem zachwycona, jaki rollercoaster funduje swoim czytelnikom. Sama wciąż rozklejam się na niektórych momentach, nieważne, ile razy je czytam. [„Igrzyska śmierci”] świetnie wywołują emocje, a dodatkowo wydarzenia ładnie się ze sobą splatają.

C: Jeśli powieść miałaby zostać zekranizowana, kogo widziałabyś w głównych rolach?

MS: Nina Dobrev to dla mnie Alyssa i stanowiła pierwowzór jej wyglądu. Oczywiście mam świadomość, że raczej nie wcięli się w jej rolę, ale pomarzyć zawsze można. Sposób, w jaki grała Elenę Gilbert i Katherine Pierce pasował mi na Alyssę. Jedna i druga to dla mnie Alyssa.

KM: A inne postacie?

MS: Przeżyję brak Niny, ale jako Dariusa potrzebuję Zacha McGowana. Jego rola Roana z „The 100” to młodsza wersja Dariusa! Obawiam się tylko, że po spełnieniu mojej prośby, zostałabym szybko wykopana z planu za przesadne fangirlowanie. Z koreańskich aktorów nie obraziłabym się za Park Bo Guma, ale i tu wyrzuciliby mnie z planu. Poza nimi nie mam specjalnych typów.

KM: Czyli fani serii mogą robić fancast na Jaydena, Kitsune, Oliwiera i całą resztę!

MS: Tak, tylko niech Dariusa nie ruszają! Ta rola jest obsadzona!

KM: Jeżeli ktoś byłby w najbliższym czasie w Krakowie, jakie miejsca mógłby odwiedzić, aby udać się szlakami bohaterów „Gildii”?

MS: Taką osobę czekałaby naprawdę przyjemna dla oka wycieczka. Musiałby zaliczyć Skałki, Rynek i jego przepiękne kamienice. Siedziba Gildii również ma swój realny odpowiednik niemal w centrum miasta, chociaż jego przeznaczenie jest zupełnie inne. W drugim tomie dochodzi spacer brzegiem Wisły i zahaczenie o Hotel Forum. Jedynie nie polecam podziemnych korytarzy ciągnących się pod Krakowem, ten opis szczurów wielkości kotów nie był aż tak przesadzony... Po zastanowieniu zaczynam się obawiać, że chodzenie dokładnym ścieżkami Alyssy i Oliego może też nie być do końca legalne.

KM: Zorganizujesz kiedyś autorską wycieczkę? Nawet wirtualną?

MS: Słaby ze mnie przewodnik, ale jeśli macie dużo czasu, to możemy zorganizować prywatną *śmiech* Nie wiem tylko, co na to ludzie, którym, że tak powiem, buchnęłam mieszkanie dla Alyssy!

C: W powieści występuje rosnącej na popularności branży k-pop. Czy masz swoje ulubione zespoły, których twórczość mogłabyś polecić? 

MS: MONSTA X, ale bardziej trafiają do mnie ich starsze utwory. Dodatkowo oczywiście BTS i Red Velvet. To są chyba moje trzy ulubione.

KM: A Twoi bohaterowie? Czego słuchają?

MS: Alyssa jeszcze się nie zdradziła. Kitsune lubi j-rock, a jego ulubionym zespołem jest The Oral Cigarettes. A Jayden chyba lubi słuchać siebie… Chociaż część postaci jest muzykami, to sama muzyka dla pozostałych bohaterów nie jest zbyt istotna. Mają nieco inne pasje. Alyssa lubi czytać, Oliwier grać, a Ryu oglądać filmy.

KM: Główna bohaterka ma słabość do potraw i słodkości z różnych stron świata. Jakie są Twoje ulubione potrawy?

C: I czy można je zjeść w Krakowie?

MS: Wszystko można zjeść w Krakowie! Ale nie mam ulubionych potraw. Nie podzielam jej fascynacji jedzeniem, ale lubię polską kuchnię i słodycze. One zawsze poprawiają humor. O, lubię lody. To jej dałam od siebie.

KM: Macie ten sam ulubiony smak lodów?

MS: Tak! Chociaż scena, w której o tym wspomina, została wycięta *śmiech*

C: Z którym bohaterów „Gildii” najchętniej spędziłabyś dzień? I co byście razem robili?

MS: Z Oliwierem! Mogłabym się ciągnąć się za nim jak mały psiaczek i obserwować, co robi, bo wszystko w jego wykonaniu jest dla mnie urocze.

KM: Co Oliwier by robił?

MS: Mógłby grać, ja bym mu podkładała jedzenie i patrzyła na jego głupie miny. Oliwier jest zdecydowanie moją ulubioną postacią. Jak większość bohaterów w tej serii miał beznadziejne dzieciństwo i musiał szybko dorosnąć, by sam o siebie zadbać, a jednocześnie stanowi wyjątek, bo w pewnym momencie spotkał osobę, która na swój sposób zbudowała wokół niego bańkę ochronną. Przez to łączy w sobie niesamowitą dziecinność z dość nieufnym, wręcz wrogim do świata podejściem.

KM: Myślisz, że zaprzyjaźniłabyś się z Alyssą?

MS: Myślę, że miałybyśmy problemy – i to poważne.

KM: Dlaczego?

MS: Alyssa jest nie do końca stabilna psychicznie, a ja nie do końca lubię osoby, których zachowań nie jestem w stanie przewidzieć. To stanowiłoby duży problem i jest nim również, gdy muszę opisywać jej kolejne przygody. Dodatkowo nie jestem pewna, czy miałabym taki zapas jedzenia, aby ją do siebie przekonać, ale na pewno nie byłaby osobą, której bym nie lubiła.

C: Czy jest bohater, z którym nie wytrzymałabyś nawet godziny w jednym pokoju?

MS: Eryk! *śmiech* Nie wytrzymałabym z nim! Po pięciu minutach bym się poddała… Markus jest chyba jeszcze gorszy, ale niestety takie osoby zbyt łatwo spotkać w codziennym życiu.

KM: To skoro o Eryku mowa – team Jayden, team Kitsune, team Oliwier czy team Eryk?

MS: Ja jestem wiernie w teamie Oliwier, jak wspominałam, jest moją ulubioną postacią. Bardzo lubię opisywać sceny, w których się pojawia. Jeżeli ktoś mi kiedyś powie, że mam go zabić, to… no cóż, niech się spodziewa autorki z maczetą pod domem.

Jednak, jeśli mowa o teamie w relacji romantycznej z Alyssą, to użyję jego kwestii: „Fuj!”. Eryk wbrew pozorom też nie jest nią zainteresowany – a przynajmniej nie bardziej, niż każdą inną żywą istotą. Zresztą w jego przypadku mam bardzo mocny OTP z kimś innym.

C: To spokojnie możemy czytać książkę z wiedzą, że Oliwier jest pod ochroną! Zresztą z dwóch stron.

KM: To Was łączy z Alyssą – obie chronicie Oliwiera.

MS: Tego nie powiedziałam i jeszcze nie mogę zagwarantować jego bezpieczeństwa! Jednak rzeczywiście wolałabym, żeby przeżył i to łączy mnie z Alyssą. Pamiętam, że gdy pierwszy tom był niemal skończony, wpadł mi do głowy pomysł, by zacząć od nowa, jednak tym razem z perspektywy Oliwiera, który dopiero wchodzi do świata zabójców, a czytelnik poznaje go wraz z nim. Ostatecznie zrezygnowałam z tego, bo moje bety niespecjalnie Oliego polubiły.

KM: A komu kibicujesz, żeby był z Alyssą?

MS: Obawiam się, że będę Was trzymać w niepewności do samego końca. Za to przyznam się do dwóch rzeczy. Po pierwsze, gdy po raz pierwszy usiadłam przed pustą kartką, chciałam stworzyć romans z bardzo przyzwoitym, miłym i sympatycznym male leadem – takim typowym „tym drugim”, który nigdy nie dostaje dziewczyny, bo ona traktuje go jak przyjaciela. Jak to wyszło – przemilczę.

Po drugie, wszyscy z Team Kitsune mogą być spokojni, bo niezależnie od odpowiedzi na powyższe, prequel bardzo mocno skupi się na relacji Alyssy z Liskiem.


PRZECZYTAJ DRUGĄ CZĘŚĆ WYWIADU Z MAŁGORZATĄ STEFANIK

(I bądź gotowy, gdy nadejdą 'Dzieci Gildii')


A to jeszcze nie koniec! Bo jak czuje się blogerka, która spełniła swoje marzenie o publikacji własnej książki? Czy wcześniejsze blogowanie pomogło jej w realizacji celu? Jak długo trwały prace nad powieścią i co okazało się największym wyzwaniem? O pisarskich zwyczajach i radach dla początkujących pisarzy przeczytacie na blogu u Kulturalnej Meduzy. Serdecznie zapraszam!

PYTANIE: Czytaliście już "Gildię"? A może ktoś z Was także marzy o publikacji własnej książki?

wtorek, 8 marca 2022

Tokio Ever After - Emiko Jean

Stara książka i ukryta w niej dedykacja - dokładnie tyle wystarczy by Izumi Tanaka rozpoczęła poszukiwania swojego biologicznego ojca. Dotąd wychowywana przez samotną matkę, licealistka zastanawia się, jakby to było opuścić senne amerykańskie miasteczko i spróbować poszukać swego szczęścia w kraju przodków - Japonii. Marzenie niespodziewanie się spełnia, kiedy pod dom dziewczyny zajeżdżają stacje telewizyjne i przedstawiciele ambasady. Okazuje się, że rodzina od strony ojca ma cesarskie korzenie, a na Izzy w Japonii czeka tytuł księżniczki. Od tej pory bieg wydarzeń nabiera szaleńczego tempa. Czy Izumi podobała wyzwaniu i sprosta oczekiwaniom korony jak i serca?

Fabuła brzmi znajomo? Cofnijmy się na moment w czasie. Jest rok 2000 i swoją premierę ma książka "Pamiętnik Księżniczki" autorstwa Meg Cabot. W kolejnych latach powstaną kolejne części serii, która doczeka się także filmowej adaptacji. Jej narratorem jest Mia Thermopolis, która dowiaduje się, że jej ojciec powiązany jest z monarchią Genovii. 

Emiko Jean wykorzystuje w "Tokio Ever After" bardzo podobny scenariusz, ale uzupełnia go innymi wątkami - przede wszystkim kulturowymi. Nie ma tu fikcyjnego królestwa Genovii, tylko tron Japonii do objęcia. Książka ta pełna jest ciekawostek związanych z kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni - od tych religijnych po kulinarne czy językowe.

"Pamiętniki Księżniczki" nie brzmiały tylko dumnie z nazwy. Relacje naprawdę przedstawiane są w nich w formie wpisów z pamiętnika bohaterki. W "Tokio Ever After", poza wycinkami z gazet, mamy narrację jak w każdej innej książce. Sam tytuł nawiązuje tu jednak także do zwrotu z języka angielskiego "and they lived happily ever after", który usłyszeć można na końcu baśni: "i żyli długo i szczęśliwie". Skoro Izzy stała się prawdziwą księżniczką, to czy szanse ma się też ziścić baśniowy scenariusz? Czy w Tokio odnajdzie swoje "długo i szczęśliwie"?

Izzy chcę spróbować swoich sił w Japonii, mając nadzieję, że odnajdzie tam swoje miejsce na ziemi wśród otaczających ją ludzi o podobnym wyglądzie. Dziewczyna nie zna jednak japońskiego, a kultura Japończyków czyni ich jeszcze odleglejszymi. Jest tu wątek romantyczny lecz subtelny, kiedy na pierwszy plan wysuwa się droga ku poszukiwaniu swojej tożsamości. Mimo to czytelnik skrycie kibicować będzie uczuciu księżniczki i przydzielonego jej pracownika ochrony. Czy to może udać się, kiedy nadal tabu stanowi nawet dotknięcie kogokolwiek z rodziny cesarskiej?

Jeśli ktoś lata temu dobrze bawił się przy historii przedstawionej w "Pamiętnikach Księżniczki", to w "Tokio Ever After" także odnajdzie ten klimat. Emiko Jean tom pierwszy swojej serii nie kończy żadnym cliffhangerem. Historię można traktować jako całość, mimo iż będzie jej kontynuacja. Na ten moment "Tokio Ever After" jest pełne humoru, napisane przyjemnym stylem i w takiej samej mierze opowiadające o mniejszościach narodowych co o dynastiach. 

Tokio Ever After - Emiko Jean
Seria: Tom 1 / Wydawnictwo: Słowne
[ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]
Wiekowo: licealna następczyni tronu

Czytaliście "Pamiętniki Księżniczki" od Meg Cabot? Czy to czas na "Tokio Ever After"?
Obejrzyj oprawę graficzną powieści na BookTok  / zdjęcia książek zawsze na Instagramie


niedziela, 20 lutego 2022

Korytarz kości - Victoria Schwab

Cassidy Blake bardzo chciała dostać się do Hogwartu. Gdyby tak się stało, wylądowałaby zapewne w Griffindorze. Tymczasem los chciał, że wylądowała po drugiej stronie Zasłony i widzi duchy.

"Korytarz kości" to tom drugi trylogii V.E.Schwab skierowanej do młodszej młodzieży. Seria zabiera nas w podróż po różnych nawiedzonych miejscach świata. Rodzice Cassidy w trakcie kręcenia swojego programu telewizyjnego mieszają historyczne fakty i miejskie legendy w podobnych proporcjach. Jeśli więc ktoś ma ochotę na wycieczkę do Edynburga (tom 1) lub Paryża (tom 2), to książki z tej serii będą jak bilet.

Po pierwszym tomie ("Miasto Duchów") przygód Cassidy, tom drugi odbieram już o wiele lepiej. Wiem, że to Middle Grade bez wątków romantycznych (nawet cienia sugestii), a całość relacji z duchem opiera się na przyjaźni (w przeciwieństwie do serii Pośredniczka od Meg Cabot - którą równie serdecznie polecam). Jednocześnie na tle innych powieści Middle Grade, historia Cassidy wyróżnia się, balansując na granicy tego, co ekscytujące a straszne. Nie jest to historia o duchach, po której nie można by zasnąć, a taka, która pobudza ciekawość, by zajrzeć za zasłonę do Międzyświata i odkrywać rządzące nim prawa.

W "Korytarzu kości" naprawdę lśni humor przyjaciela-ducha Jacoba, który zawsze rzuca cięte riposty i trafne uwagi. Udaje też starach, tylko po to aby Cassidy czuła się bezpieczna. Dziewczyna coraz jednak silniej czuje powołanie by zaglądać na drugą stronę i ani strach ani zdrowy rozsądek nie są już w stanie jej powstrzymać. Misja odesłania duchów, które utknęły i nie mogą przejść dalej, wychodzi na pierwszy plan.

Karty tej historii przelatują tak szybko przez palce, jakby przewracał je nam jakiś duch. Akcja pędzi do przodu, gdy coś z paryskich katakumb podąża za Cassidy by rozpocząć z nią grę, stopniowo siejąc coraz większy zamęt w świecie żywych. Czy zaklęcie wypowiedziane z lusterkiem w dłoni zadziała na niepamięć? Kim jest tajemniczy duch i jak go odesłać? 

Poza zagadką tego tomu, następuje tu też wreszcie ujawnienie historii Jacoba i wprowadzenie postaci, którą poznamy w finałowej lokalizacji serii - Nowym Orleanie. Z tak pięknym stylem, jak ten od V.E.Schwab, nietrudno jednak wpisać kolejne jej książki na listę lektur obowiązkowych dla fanów opowieści z wątkami paranormalnymi.

"Korytarz kości" - Victoria Schwab
Trylogia o Cassidy Blake  / Stron: 352
Wydawnictwo: Zygzaki
[ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]
Gatunkowo: opowieść o duchach
Kategoria wiekowa: middle-grade ( 8 - 12 lat )

 Obejrzyj oprawę graficzną powieści na BookTok  / zdjęcia książek zawsze na Instagramie


czwartek, 17 lutego 2022

Snując zmierzch - Elizabeth Lim

Bohaterowie legend i baśni nieustannie inspirują. Maia Tamarin już wkroczyła na ich ścieżkę. Czy za ocalenie jej ojczyzny A’landi przyjdzie cesarskiej krawcowej zapłacić duszą?

"Snując Zmierzch" to kontynuacja jak i finał serii "Krew Gwiazd". Baśniowy retelling w realiach dawnego Dalekiego Wschodu mieści się w dwóch tomach, przy czym część pierwsza różni się znacznie od tomu drugiego. W "Tkając świt" jest konkurs i późniejsze niemożliwe zadanie uszycia trzech magicznych sukien: ze śmiechu słońca, łez księżyca i krwi gwiazd. Młoda krawcowa odkrywa swoje dziedzictwo w szepcie zaklętych nożyczek, które nie tylko tną, ale i szyją. Na cesarskim dworze zdobywa też serce nadwornego czarodzieja Edana. By uwolnić go od przysięgi, stawia na szali swoją własną duszą. Tutaj rozpoczyna się tom drugi, w którym Maia mierzy się z konsekwencjami tej decyzji i demoniczną przemianą. Proces z dnia na dzień postępuje. Czy zdołają ocalić cesarską krawcowa trzy magiczne suknie, które uszyła z błogosławieństwem bogów?

Elizabeth Lim wykorzystuje finałowy tom tej serii, aby już teraz nawiązać do innej swojej książki, "Six Crimson Cranes", rozgrywający się w tym samym świcie tylko wcześniej. Można więc powiedzieć, że będzie to luźny prequel dla serii Krew Gwiazd.

Autorka dorastała w miłości do Czarodziejki z Księżyca i Gwiezdnych Wojen... podobnie jak Marissa Meyer - znana dzięki Sadze Księżycowej. I choć "Cinder" rozgrywa się w przyszłości a "Tkając Świt" w świecie przeszłości, to obie historie stanowią retelling połączonych baśni i legend. To styl pełen szybkiej akcji z dobrze poprowadzonym wątkiem romantycznym. Na pierwszy plan wysuwa się też konflikt walki dobra ze złem, ciekawie pokazany poprzez łączność sukni z sercem, umysłem i rozumem. Co zrobić jeśli można uratować ojczyznę od wojny, ale tylko przy pomocy demonicznej magii? A może trzeba za wszelką cenę ochronić bliskie osoby i uciekać? Rozum walczy z sercem, dobro ze złem, a uczucie z poczuciem obowiązku.

Seria "Krew Gwiazd" to też ciekawa alternatywna dla "Wojny makowej". Obie historie mają w sobie magię, wojnę i udział bogów, lecz "Tkając świt" i "Snując Zmierzch" pozbawione są drastycznych szczegółów pełnych okrucieństwa bez jakich nie da się przebrnąć przez "Wojny Makowe".

Co prawda rozwiązania fabularne dla bitew i pojedynków zaczynają z czasem być trochę powtarzalne w "Snując Zmierzch", lecz nie jest to z całą pewnością wykorzystanie sukien w celach wojennych. Bitwy z ich udziałem wyglądałyby dobrze w animowanej adaptacji czy też filmowej ekranizacji, bo kto nie chciałby przywdziać sukni, w której może praktycznie wszystko? Poza tym absolutnie zachwyca tu styl snucia opowieści i brawa należą się tutaj nie tylko dla autora, ale i dla tłumaczki

Ilość cytatów zaznaczona przeze mnie w części pierwszej i drugiej tej serii jest porównywalna (czyli całkiem sporo), lecz bardziej podobała mi się formuła "Tkając Świt". Może dlatego, że więcej rzeczy zaskakiwało, a w kontynuacji zasady działania tego magicznego systemu są nam już znane. Jednocześnie nie mam nic do zarzucenia takiemu finałowi dla tej "Krwi Gwiazd". Niewiele bym w nim zmieniła. 

"Tkając świt" i "Snując zmierzch" to nie tylko okładki niczym najpiękniejszy artprint. To także historia o miłości do szycia, opowiedziana baśniowy stylem pełnym magii słów.

"Snując Zmierzch" - Elizabeth Lim
Seria: Krew Gwiazd - tom 2 (finałowy)
Wydawnictwo: We Need YA   / Kategoria: baśniowy retelling
Dla fanów: Sagi Księżycowej, Sailor Moon, Wojen Makowych

Wydanie i wnętrze książki można zobaczyć na Bookstagramie i BookTok'u.

niedziela, 23 stycznia 2022

Tilly i książkowi wędrowcy - Anna James


Pages i Spółka to księgarnia w północnej części Londynu, którą prowadzą dziadkowie Tilly. Kochająca fikcyjne postacie o wiele bardziej niż prawdziwych ludzi jedenastoletnia dziewczynka nie wyobraża sobie życia bez dziadków, za to coraz częściej marzy o tym, jakby to było wychowywać się z matką. O Beatrice Pages słuch jednak zaginął, a ojciec dziewczynki zmarł jeszcze zanim ona sama się urodziła. W chwilach samotności Tilly zaczyna widywać swoich ulubionych literackich bohaterów pomiędzy regałami księgarni. Gry wyobraźni kończą się w chwili, gdy czytelniczka zostaje przez jedną z postaci wciągnięta do książki.

Książkowi Wędrowcy to seria z kategorii Middle Grade skierowana do młodszego czytelnika, w której nie trudno jest także zakochać się dorosłym. Rodzina Pages skrywa niesamowity książkowy rodowód pełen iście magicznych umiejętności. Bo kto choć raz nie marzył, aby spotkać swoich ukochanych bohaterów? Lub móc znaleźć się w sercu fabuły czytanej właśnie książki? Tilly i jej znajomi mają właśnie takie umiejętności, dzięki czemu w tomie pierwszym znajdą się sceny z Krainy Czarów, Avonlea, Wyspy Skarbów czy wiktoriańskiego Londynu znanego z "Małej Księżniczki".

Kiedy pierwsza połowa książki przypomina typową literaturę dziecięcą, druga jej część swoim kodeksem zasad wędrowania po książkach zaintryguje już o wiele starszych czytelników. Anna James stworzyła wciągający świat sieci Podbibliotek, Archiwistów, Bibliotekarzy oraz niezwykle pilnie strzeżonych tekstów Wydań Źródłowych. "Tilly i książkowi wędrowcy" to dopiero początek serii, która w chwili obecnej liczy sobie cztery tomy, a każdy kolejny zapowiada niezwykłą przygodę w klasyce literatury.

Pisarze próbują od czasu do czasu wciągać swoich bohaterów do książkowych światów lub przenosić stamtąd postacie do rzeczywistości. Dzieje się tak w przypadku baśniowych retellingów. Pages i Spółka nie opisuje jednak jednorazowego takiego przypadku, ale całe uniwersum podróżników-czytelników wraz z jego zasadami. To historia o miłości do czytania, w której zaznaczyć można pełno mądrych i pięknych cytatów. Idealny książkowy prezent, który sprawdziłby się wyśmienicie w roli nagrody na koniec roku szkolnego.

"Tilly i książkowi wędrowcy" - Anna James
[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]
Wydawnictwo: Zygzaki
Stron: 334
Kategoria: Middle Grade 
Wiek bohaterów: 11+
Dla fanów serii: Atramentowy Świat (Cornelia Funke)

Wydanie i wnętrze książki można zobaczyć na Bookstagramie lub TikTok'u.

piątek, 21 stycznia 2022

Styczniowa letnia noc - Mika Modrzyńska

Grudzień to miesiąc podsumowań i snucia planów na Nowy Rok. W tym czasie Zuzanna dowiaduje się, że jej długoletni chłopak nie chce z nią być. Upokorzona wyprowadza się z mieszkania, rzuca pracę w korporacji i w noc sylwestrową jest już po drugiej stronie globu. Przyjaciółka załatwiła jej pracę au pair w Nowej Zelandii. Zuzanna obiecuje sobie, że od teraz będzie już tylko korzystać z życia, nie dając się zranić żadnemu mężczyźnie. Poznany w Sylwestra przystojny Simon ma zostać jej przyjacielem, z którym będzie tylko sypiać. Czy w tym szaleństwie dziewczyna odnajdzie siebie?

"Styczniowa letnia noc" to debiut. Autorka mieszka w Nowej Zelandii i tam osadziła akcję swojej powieści. Konstrukcją książka przypomina komedię romantyczną, szczególnie jeśli spojrzeć na jej finał. W ramach kategorii ta powieść w jednym tomie mogłaby wpasować się pewnie w New Adult. Ze względu na sceny 16+ może przypaść do gustu fanom takich produkcji jak "Emily w Paryżu" czy "Bridgertonowie". Podobnie jak w przypadku tamtych historii, szalenie interesujące miejsce akcji to tylko dodatek, robiący za ciekawe tło dla ognistego romansu. 

Powieść nie jest też jednolita. Jej pierwsza część jest niczym literatura erotyczna. To ten typ relacji bohaterów: najpierw się z Tobą prześpię, a dopiero potem (może) Cię poznam. Druga część historii ma już w sobie więcej psychologii i próby analizy tego, kim są bohaterowie i dlaczego się tak zachowują. 

Skąd pomysł na taką strukturę powieści? Mika Modrzyńska wyjaśnia na swoim blogu (strona autorki), że wynikał on ze spotkania. Napotkana przypadkiem inna pisarka, pochodzą z Wielkiej Brytanii, prowadziła styl życia, w którym mogła pozwolić sobie aby dużo podróżować i żyć z pisania. Plan był taki aby pojechać do egzotycznego kraju, zrobić notatki, a potem już tylko wysłać tam bohaterki swoich romansów. Według tego wzoru w miejsce młodych Brytyjek w podróż wyrusza Zuzanna, wnosząc polski akcent do historii.

Jaka jest dziewczyna jako główna bohaterka? Jedyna narratorka "Styczniowej letniej nocy" pełna jest sprzeczności. Ma bardzo szybkie tempo zmiany decyzji przy dużym niezdecydowaniu w większości kwestii. W tym samym momencie jest to też historia dziewczyny, która wyrywa się z szarej polskiej rzeczywistości w środku zimy i ląduje w egzotycznym kraju, gdzie trwa lato. Porzuca związek, który był nudny ale bezpieczny, na rzecz nieznanego lecz bardziej poruszającego serce uczucia. Łamie utrwalony schemat, według którego ktoś każe nam wszystkim jednakowo żyć i za to brawa dla niej.

Osobiście nie udało mi się zidentyfikować z bohaterami, a przez to ich losy aż tak mnie nie wciągnęły. Kontrowersyjne szczegóły historii Simona nie zostały do końca wyjaśnione. Choć wiele osób na tu jakiś głębszy problem do przepracowania, jak to już bywa w New Adult: uleczą się sami - siłą swojego uczucia. Książkę czyta się szybko, lecz rozdziały kończą się często w przedziwnych miejscach. Zupełnie nie takiej historii się po tym tytule spodziewałam i może stąd to rozczarowanie.

Jeśli potraktować powieść jako książkę, gdzie wątek erotyczny gra pierwsze skrzypce, a do tego akcja dzieje się w ciekawym miejscu, to przypuszczalnie trafi się na udaną lekturę. Jeśli jednak sięgnie się po ten tytuł tylko aby poznać lepiej Nową Zelandię, to można poczuć spory niedosyt. 


Zuzanna się czegoś dowiaduje tylko przez przypadek. Nie czyta specjalnie nic na temat cudownego miejsca, w którym się znalazła. Ciekawostki o wyspach i ich kulturze się tu więc znalazły, ale jest ich stanowczo za mało jak na kraj, gdzie znaleźć można zarówno tropikalne plaże jak i fiordy z zorzą polarną nad ich szczytami. 

"Styczniowa letnia noc" - Mika Modrzyńska 
[ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]
Wydawnictwo: Media Rodzina
Stron: 344
PREMIERA: 26.01.2022
Na Empik com - FRAGMENT do przeczytania (Prolog + Rozdział 1)

Zdjęcia książek zawsze na Bookstagramie / filmiki z ich udziałem na BookTok




wtorek, 11 stycznia 2022

Krew i popiół - Jennifer L. Armentrout

"Nie byliśmy kochankami. Byliśmy wrogami, teraz i na zawsze."

Królestwo Solis podnosi się z popiołów. W odbudowywanym po wojnie kraju dorasta Penellaphe, którą większość osób zwie Panną. Jeszcze większa ilość nigdy nie widziała jej twarzy skrytej pod welonem. To jednocześnie wybawienie i przekleństwo. Przez atak, który przeżyła w dzieciństwie, ciało Poppy zdobią blizny. Z tego samego powodu ma wkrótce dostąpić Ascendencji i zostać oddaną bogom. W dorastającej dziewczynie budzi się jednak sprzeciw. Przez cały czas zabraniano jej żyć, wmawiając iż może stać się niegodna. Czego także jej odbierano, to prawdy.

"Krew i popiół" to seria, która zaskarbiła sobie serca czytelników zagranicą. Historia Poppy i jej nowego gwardzisty (Hawke) z całą pewnością przeznaczona jest dla starszej widowni. Jak sugeruje tytuł, w książce tej pełno jest rozlewu krwi. Na życie Panny, określanej mianem nadziei królestwa Solis, czyha wielu. Im więcej osób ginie z jej powodu, tym bardziej Poppy wątpi w słuszność Ascendencji. Nie pomaga też Hawke, w którym dziewczyna się zakochuje, czego jej stanowczo robić nie wolno. Namiętne sceny (16+) rozpoczynają się już od drugiego rozdziału i towarzyszyć będą aż po ostatnie karty powieści. Relacja bohaterów zmienia się diametralnie, im więcej sekretów wychodzi na jaw. 

Jennifer L. Armentrout była mi już znana z serii Lux, która opisywała klimaty bardziej science fiction niż fantastykę. Jej lekkie pióro, zabawne dialogi i sceny pełne akcji wróżyły dobrą lekturę, niezależnie od gatunku. Czy Poppy i Hawke mają coś z Katy i Daemona? Zdecydowanie. Choć jedna książka dzieje się współcześnie, a druga w realiach przypominających średniowieczne czasy, to obie te pary przekomarzać się potrafią na temat wspólnej lektury w bardzo podobny sposób. I jeśli seria Lux była połączeniem serialowego Roswell ze Zmierzchem, tak "Krew i popiół" w pełni oddaje się tematyce wampirów. 

Atlanci, Ascendenci, Descendenci, a do tego wilkłaki i sysuni. To nic innego jak wampiry, wilkołaki i zombie. Stworzenia od których aż roi się w fantastyce. Trzeba mieć jednak pomysł aby znów ciekawie wykorzystać ich motyw i stworzyć coś nowego, co zainteresuje czytelnika, i Jennifer L. Armentrout się to udało. Poppy żyje w świecie, którym rządzą potwory. Czy uda się jej przetrwać i nie stracić siebie?

Czego bardzo brakuje w tej książce to mapa opisywanego świata. Byłaby niezwykle pomocna, kiedy czytamy o konflikcie dwóch królestw: jednego powstającego z ruin, drugiego upadłego. Wewnątrz są krainy, w nich miasta i tajemniczce osady, a do tego bohaterowie podróżują. W zamian za jedną mapę można by usunąć za to powtórzenia. Poppy to jedyna osoba prowadząca narrację i jak na początku te przypomnienia o wzajemnych relacjach Atlantów, Ascendentów oraz Descendentów są pomocne, to prawdziwy chaos myśli musi panować w umyśle bohaterki, kiedy co kilka stron zdaje sobie ona sprawę z tego samego.

Historia Poppy pokazuje jednak wyraźnie, jak zmanipulować można czyjeś życie, narzucając mu kajdany pod postacią fałszywej religii. Udowadnia, że wolność nie jest złem, nawet jeśli ma swoją cenę i pozwala zapamiętać bohaterkę, która nie boi rzucić się w wir walki, wierząc w to, że jest w stanie coś zmienić. "Krew i popiół" to początek serii, która planowana jest na sześć tomów. Wiele więc jeszcze wydarzy się w świecie Poppy, zanim nastanie finał tej historii. Przybliżona premiera drugiego tomu w polskim przekładzie to czerwiec 2022.

"Krew i popiół" - Jennifer L. Armentrout
[ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]
Seria: tom 1 / Stron: 510
Wydawnictwo: You&YA (Muza)
Dla fanów: Serii Dwory (ACOTAR)
Fragment: dwa rozdziały do przeczytania na Empik com

Zdjęcia książek zawsze na Bookstagramie / filmiki z ich udziałem na BookTok


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...