Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo papierowy księżyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo papierowy księżyc. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 kwietnia 2022

Książka - od marzenia do publikacji

Dokładnie za trzy tygodnie swoją premierę będą miały "Dzieci Gildii". To już druga książka blogerki z różowego bloga, którą wielu zna jako Gosiarella. Prywatnie Małgorzata Stefanik to z wykształcenia politolog i specjalista do spraw reklamy. Prelegentka na konwentach, na których rozpowszechnia azjatycką popkulturę i zaciekle broni czarnych charakterów. Copywriterka i oddana fanka superbohaterów. Razem z autorką bloga Kulturalna Meduza miałyśmy szansą zadać jej kilka pytań przed premierą jej kolejnej książki. Zapraszamy do lektury!

Cassin: Czy pamiętasz okoliczności, w jakich wpadłaś na pomysł napisania „Gildii zabójców”?

Małgorzata Stefanik: Właściwie to nie był stricte „mój pomysł” – większość wydarzeń i bohaterów mi się przyśniła. Przez około pół roku każdej nocy podświadomość podrzucała mi skrawki historii, łącząc je ze sobą, a gdy zaczęłam to spisywać, okazało się, że trzeba go po prostu trochę pozmieniać, by całość nabrała sensu.

C: Ile miałaś lat? Co się wtedy działo w Twoim życiu?

MS: To był czas, w którym ja i znajomi z mojego rocznika kończyliśmy 30 lat i stwierdziłam: „Boże, jaka ja jestem stara! Wypadałoby coś zrobić z życiem, żeby być z siebie dumnym i spełnić marzenia”. I uznałam: dobrze, napiszę książkę. Skoro mam pomysł, który mi się przyśnił, to… lecimy! 

C: Z jakiej perspektywy śnił Ci się ten sen? Który bohater zaczął go opowiadać?

MS: Po trochu z każdej. Nie wcielam się w postacie, gdy śnię, więc oglądałam to jak serial na ekranie. Zaczęło się oczywiście od Alyssy, ale wbrew pozorom było jej znacznie mniej, niż w książce, za to znacznie więcej pojawiało się Mina.

Kulturalna meduza: A jest jakaś scena, która trafiła do książki dokładnie w takiej formie, w jakiej Ci się przyśniła?

MS: Trochę trudno mi na to odpowiedzieć, bo teraz już go dobrze nie pamiętam, ale wydaje mi się, że niemal wszystkie sceny z Minem, bratem Alyssy, były mniej więcej w tej samej formie. Tak samo większość scen z Jaydenem i Sebastianem.

C: Zdradź nam, czy wydarzenia przyśniły Ci się chronologicznie? Czy musiałaś je potem modyfikować?

MS: Fabuła snów rozgrywała się chronologicznie. Gdy opowiadałam to znajomemu, nawet miała sens, ale jako fabuła książki już nie tak bardzo. Część rzeczy się nie spinała i bardzo dużo wydarzeń zostało zmienionych, przez co cała późniejsza akcja musiała zostać dopasowana. Sprawę Mugi, którą zlecono Alyssie, opracowywałam sama. Strukturę Gildii również. Część bohaterów trzeba było stworzyć od podstaw, a niektóre wydarzenia i postacie przenieść w czasie, by całość nabrała sensu i nie wprowadzać chaosu. Przykładem niech będzie Sebastian, który miał pojawić się już w pierwszym tomie, a poznacie go dopiero w „Dzieciach Gildii”. Swoją drogą bardzo długo biłam się z myślami, czy nie usunąć scen z nim, bo ma dość mroczną, by nie napisać kontrowersyjną historię, która wciąż zahacza o tabu. Ostatecznie mocno ją złagodziłam.

Wracając do pytania, niestety pod koniec pierwszego tomu skończyła mi się większość wyśnionego materiału i miałam takie „No dobra, na tym skończyliśmy, to co teraz?”. Od tej pory już musiałam wszystko wymyślać i przyznaję, że aktualnie sama nie jestem pewna, jak ta historia się skończy.

C: Wygląda jakby przeznaczenie wyświetliło nam seans!

MS: *śmiech*

KM: Czego jeszcze możemy spodziewać się po „Gildii zabójców”? Jak dużo tomów będzie liczyć seria?

MS: Cała seria będzie miała trzy tomy i prequel.

KM: Zdradzisz nam, czego będzie dotyczyć prequel?

MS: Akcja będzie się rozgrywać trzy lata przed wydarzeniami z „Gildii Zabójców”. Mniej więcej w momencie, w którym Oli został kupiony przez Alyssę, a ona sama zaczęła nawiązywać bliższą relację z Kitsune. Uznałam, że opowiedzenie całej historii Kitsune, Ryu, Oliwiera i młodej Alyssy, jeszcze nie aż tak zniszczonej, zasługuje na coś więcej, niż retrospekcje. Przy okazji dodam, że prequel będzie mocno nawiązywać do wydarzeń z trzeciego tomu, więc najlepiej będzie przeczytać go przed skończeniem trylogii.

KM: Ale póki co przed nami premiera „Dzieci Gildii”, drugiego tomu cyklu, a w nim możemy się spodziewać…?

MS: Przeniesiemy się do Amerykańskiej Gildii Zabójców i zobaczymy, jak to tam wszystko funkcjonuje, a zatem Olimpia dostanie więcej scen. W „Dzieciach Gildii” zostaną również przedstawione relacje pomiędzy następcami obecnych królów. Więcej na tę chwilę nie mogę zdradzić, jednak liczę, że drugi tom spodoba się czytelnikom bardziej, a przynajmniej ja lubię go znacznie bardziej ;)

C: Ja jeszcze spodziewam się powrotu Boogeymana!

MS: Potwory mają to do siebie, że trudno się ich pozbyć, a ten jest bardzo związany z Minem, więc… może jeszcze wyskoczyć z szafy w jakiejś formie.

C: Przez lata współpracowałaś z wydawnictwami i recenzowałaś książki z różnych gatunków. Czy znalazłaś swoich ulubionych autorów?

MS: Tak, Suzanne Collins jest moim numer jeden! Rozumiem, że teraz zarzuca jej się zbytnią inspirację pewnym japońskim tytułem, ale w moim serduszku zawsze będzie numerem jeden. Z polskich autorów mam słabość do twórczości Jakuba Ćwieka i Katarzyny Bereniki Miszczuk. Bardzo lubię też Merrisę Meyer, wszystkie jej książki są cudowne, oraz Mirę Grant. Niemniej bardziej przywiązuję się do konkretnych tytułów, niż ich autorów.

KM: Czy któryś z tych autorów stanowił dla Ciebie ideał, do którego chcesz dążyć?

MS: Suzanne Collins – zdecydowanie. Jestem zachwycona, jaki rollercoaster funduje swoim czytelnikom. Sama wciąż rozklejam się na niektórych momentach, nieważne, ile razy je czytam. [„Igrzyska śmierci”] świetnie wywołują emocje, a dodatkowo wydarzenia ładnie się ze sobą splatają.

C: Jeśli powieść miałaby zostać zekranizowana, kogo widziałabyś w głównych rolach?

MS: Nina Dobrev to dla mnie Alyssa i stanowiła pierwowzór jej wyglądu. Oczywiście mam świadomość, że raczej nie wcięli się w jej rolę, ale pomarzyć zawsze można. Sposób, w jaki grała Elenę Gilbert i Katherine Pierce pasował mi na Alyssę. Jedna i druga to dla mnie Alyssa.

KM: A inne postacie?

MS: Przeżyję brak Niny, ale jako Dariusa potrzebuję Zacha McGowana. Jego rola Roana z „The 100” to młodsza wersja Dariusa! Obawiam się tylko, że po spełnieniu mojej prośby, zostałabym szybko wykopana z planu za przesadne fangirlowanie. Z koreańskich aktorów nie obraziłabym się za Park Bo Guma, ale i tu wyrzuciliby mnie z planu. Poza nimi nie mam specjalnych typów.

KM: Czyli fani serii mogą robić fancast na Jaydena, Kitsune, Oliwiera i całą resztę!

MS: Tak, tylko niech Dariusa nie ruszają! Ta rola jest obsadzona!

KM: Jeżeli ktoś byłby w najbliższym czasie w Krakowie, jakie miejsca mógłby odwiedzić, aby udać się szlakami bohaterów „Gildii”?

MS: Taką osobę czekałaby naprawdę przyjemna dla oka wycieczka. Musiałby zaliczyć Skałki, Rynek i jego przepiękne kamienice. Siedziba Gildii również ma swój realny odpowiednik niemal w centrum miasta, chociaż jego przeznaczenie jest zupełnie inne. W drugim tomie dochodzi spacer brzegiem Wisły i zahaczenie o Hotel Forum. Jedynie nie polecam podziemnych korytarzy ciągnących się pod Krakowem, ten opis szczurów wielkości kotów nie był aż tak przesadzony... Po zastanowieniu zaczynam się obawiać, że chodzenie dokładnym ścieżkami Alyssy i Oliego może też nie być do końca legalne.

KM: Zorganizujesz kiedyś autorską wycieczkę? Nawet wirtualną?

MS: Słaby ze mnie przewodnik, ale jeśli macie dużo czasu, to możemy zorganizować prywatną *śmiech* Nie wiem tylko, co na to ludzie, którym, że tak powiem, buchnęłam mieszkanie dla Alyssy!

C: W powieści występuje rosnącej na popularności branży k-pop. Czy masz swoje ulubione zespoły, których twórczość mogłabyś polecić? 

MS: MONSTA X, ale bardziej trafiają do mnie ich starsze utwory. Dodatkowo oczywiście BTS i Red Velvet. To są chyba moje trzy ulubione.

KM: A Twoi bohaterowie? Czego słuchają?

MS: Alyssa jeszcze się nie zdradziła. Kitsune lubi j-rock, a jego ulubionym zespołem jest The Oral Cigarettes. A Jayden chyba lubi słuchać siebie… Chociaż część postaci jest muzykami, to sama muzyka dla pozostałych bohaterów nie jest zbyt istotna. Mają nieco inne pasje. Alyssa lubi czytać, Oliwier grać, a Ryu oglądać filmy.

KM: Główna bohaterka ma słabość do potraw i słodkości z różnych stron świata. Jakie są Twoje ulubione potrawy?

C: I czy można je zjeść w Krakowie?

MS: Wszystko można zjeść w Krakowie! Ale nie mam ulubionych potraw. Nie podzielam jej fascynacji jedzeniem, ale lubię polską kuchnię i słodycze. One zawsze poprawiają humor. O, lubię lody. To jej dałam od siebie.

KM: Macie ten sam ulubiony smak lodów?

MS: Tak! Chociaż scena, w której o tym wspomina, została wycięta *śmiech*

C: Z którym bohaterów „Gildii” najchętniej spędziłabyś dzień? I co byście razem robili?

MS: Z Oliwierem! Mogłabym się ciągnąć się za nim jak mały psiaczek i obserwować, co robi, bo wszystko w jego wykonaniu jest dla mnie urocze.

KM: Co Oliwier by robił?

MS: Mógłby grać, ja bym mu podkładała jedzenie i patrzyła na jego głupie miny. Oliwier jest zdecydowanie moją ulubioną postacią. Jak większość bohaterów w tej serii miał beznadziejne dzieciństwo i musiał szybko dorosnąć, by sam o siebie zadbać, a jednocześnie stanowi wyjątek, bo w pewnym momencie spotkał osobę, która na swój sposób zbudowała wokół niego bańkę ochronną. Przez to łączy w sobie niesamowitą dziecinność z dość nieufnym, wręcz wrogim do świata podejściem.

KM: Myślisz, że zaprzyjaźniłabyś się z Alyssą?

MS: Myślę, że miałybyśmy problemy – i to poważne.

KM: Dlaczego?

MS: Alyssa jest nie do końca stabilna psychicznie, a ja nie do końca lubię osoby, których zachowań nie jestem w stanie przewidzieć. To stanowiłoby duży problem i jest nim również, gdy muszę opisywać jej kolejne przygody. Dodatkowo nie jestem pewna, czy miałabym taki zapas jedzenia, aby ją do siebie przekonać, ale na pewno nie byłaby osobą, której bym nie lubiła.

C: Czy jest bohater, z którym nie wytrzymałabyś nawet godziny w jednym pokoju?

MS: Eryk! *śmiech* Nie wytrzymałabym z nim! Po pięciu minutach bym się poddała… Markus jest chyba jeszcze gorszy, ale niestety takie osoby zbyt łatwo spotkać w codziennym życiu.

KM: To skoro o Eryku mowa – team Jayden, team Kitsune, team Oliwier czy team Eryk?

MS: Ja jestem wiernie w teamie Oliwier, jak wspominałam, jest moją ulubioną postacią. Bardzo lubię opisywać sceny, w których się pojawia. Jeżeli ktoś mi kiedyś powie, że mam go zabić, to… no cóż, niech się spodziewa autorki z maczetą pod domem.

Jednak, jeśli mowa o teamie w relacji romantycznej z Alyssą, to użyję jego kwestii: „Fuj!”. Eryk wbrew pozorom też nie jest nią zainteresowany – a przynajmniej nie bardziej, niż każdą inną żywą istotą. Zresztą w jego przypadku mam bardzo mocny OTP z kimś innym.

C: To spokojnie możemy czytać książkę z wiedzą, że Oliwier jest pod ochroną! Zresztą z dwóch stron.

KM: To Was łączy z Alyssą – obie chronicie Oliwiera.

MS: Tego nie powiedziałam i jeszcze nie mogę zagwarantować jego bezpieczeństwa! Jednak rzeczywiście wolałabym, żeby przeżył i to łączy mnie z Alyssą. Pamiętam, że gdy pierwszy tom był niemal skończony, wpadł mi do głowy pomysł, by zacząć od nowa, jednak tym razem z perspektywy Oliwiera, który dopiero wchodzi do świata zabójców, a czytelnik poznaje go wraz z nim. Ostatecznie zrezygnowałam z tego, bo moje bety niespecjalnie Oliego polubiły.

KM: A komu kibicujesz, żeby był z Alyssą?

MS: Obawiam się, że będę Was trzymać w niepewności do samego końca. Za to przyznam się do dwóch rzeczy. Po pierwsze, gdy po raz pierwszy usiadłam przed pustą kartką, chciałam stworzyć romans z bardzo przyzwoitym, miłym i sympatycznym male leadem – takim typowym „tym drugim”, który nigdy nie dostaje dziewczyny, bo ona traktuje go jak przyjaciela. Jak to wyszło – przemilczę.

Po drugie, wszyscy z Team Kitsune mogą być spokojni, bo niezależnie od odpowiedzi na powyższe, prequel bardzo mocno skupi się na relacji Alyssy z Liskiem.


PRZECZYTAJ DRUGĄ CZĘŚĆ WYWIADU Z MAŁGORZATĄ STEFANIK

(I bądź gotowy, gdy nadejdą 'Dzieci Gildii')


A to jeszcze nie koniec! Bo jak czuje się blogerka, która spełniła swoje marzenie o publikacji własnej książki? Czy wcześniejsze blogowanie pomogło jej w realizacji celu? Jak długo trwały prace nad powieścią i co okazało się największym wyzwaniem? O pisarskich zwyczajach i radach dla początkujących pisarzy przeczytacie na blogu u Kulturalnej Meduzy. Serdecznie zapraszam!

PYTANIE: Czytaliście już "Gildię"? A może ktoś z Was także marzy o publikacji własnej książki?

środa, 22 grudnia 2021

Gildia Zabójców - Małgorzata Stefanik

Płatni zabójcy na zlecenie fascynowali i fascynować będą. Kim jest człowiek, którego uczono by zabijał bez mrugnięcia okiem? Odpowiedzi poszukać można w "Gildii Zabójców". 

W wyniku tragicznego zbiegu okoliczności Alyssa jako dziecko zostaje przygarnięta przez przywódcę europejskiej Gildii Zabójców. Jej brutalny trening i dorastanie wśród innych morderców każą zadać sobie pytanie o podstawy człowieczeństwa. Czy dziecko jest jak tabula rasa, czysta karta, na której zapisać można absolutnie wszystko? Jeśli ktoś zapisze, że ma być bezwzględnym zabójcą, to czy takim się stanie? A może do głosu mimo wszystko dojdzie sumienie?

Dla czytelnika opowieść rozpoczyna się jednak dużo później od wymierzenia kary. Już dorosła Alyssa zostaje skazana na pogrzebanie żywcem za zabójstwo osób z własnej Gildii. Półroczny wyrok opuszcza z bliznami na plecach w kształcie skrzydeł. Najważniejsze jest jednak, że bliskie jej osoby nie ucierpiały z powodu jej działań. By się zrehabilitować, uważana wcześniej za spadkobierczynię Gildii, dziewczyna przyjmuje kolejne zlecenie. Ma odkryć tożsamość mordercy rodziny klienta. W tym celu udaje się do Seulu, gdzie rozpoczyna śledztwo. Nie spodziewa się, że akurat w sercu Korei Południowej natrafi na prawdę o samej sobie, której od tak dawna szuka.

Początek "Gildii Zabójców" przypominać może "Szklany Tron" - po zakończeniu wyroku młoda dziewczyna, wcześniej okryta już sławą skuteczna zabójczyni, dostaje niezwykle ważne zlecenie. Obie historie podkreślają pragnienie przywrócenia niewinności, która dla morderców zdaje się być już niedostępna. Tu jednak podobieństwa się kończą. "Szklany Tron" to fantastyka z elementami magii. W "Gildii Zabójców" liczą się lata treningu, refleks i śmiercionośne umiejętności. 

Debiut Małgorzaty Stefanik (blogerki znanej jako Gosiarella) to ciekawy pomysł na przedstawienie funkcjonowania płatnych zabójców we współczesnym świecie. Siatka ich działań jest międzynarodowa, a poszczególne gildie mają swój unikatowy charakter - podobnie zresztą jak ich przedstawicie. To właśnie wciągające interakcje bohaterów, szczególnie najmłodszego pokolenia Gildii Zabójców, stanowią mocny punk tej historii. Jest także finał godny śledztwa i całej zagadki przeszłości, która zapowiada interesujący ciąg dalszy.

Akcja choć rozpoczyna jest w Krakowie, rozłożona jest po całym świecie. W tomie pierwszym najwięcej jej przypada na Koreę Południową i Seul. Dzięki temu fabuła to nie tylko śledztwo, ale i obecność zespołu k-pop. Serce mogą skraść zarówno jego członkowie jak i wyszkoleni wojownicy z gildii, którym kiedy puszczają nerwy, a noże i pistolety idą w ruch, nic już nie jest pewne. 

Pierwszy tom "Gildii Zabójców" to opowieść, która sprawdziłaby się jako ekranizacja w formie koreańskiej dramy pełnej akcji. Jeśli więc lubisz ten gatunek, a opowieści o płatnych zabójcach nie są Ci obce, to historia Alyssy może znaleźć się na liście Twoich lektur.

"Gildia Zabójców" - Małgorzata Stefanik
SERIA: tom 1 / Stron: 432
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
DO PRZECZYTANIA: prologi i tom pierwszy na stronie Empik com

Zdjęcia książek zawsze na Bookstagramie / filmiki z ich udziałem na BookTok / Legimi na 30 dni


środa, 13 marca 2019

Kraina Opowieści: Zaklęcie życzeń - Chris Colfer


@bookmark_to_the_future
Stara rodzinna księga z baśniami staje się niespodziewanie kluczem do innego świata. Alex i Conner Bailey to rodzeństwo, które przeszło przez wiele. Odejście ich ukochanego ojca pozostawiło dziurę w świecie, której nie sposób wypełnić. Choć Alex to nadal wzorowa uczennica, Conner nieustannie przysypia na lekcjach. Jedna trudna sytuacja w szkole prowadzi do podjęcia spontanicznej i niebezpiecznej decyzji. Kiedy dzieci zyskują dostęp do baśniowego świata ich marzeń, szybko pojawia się też najważniejsze w tej historii pytanie: Czy zdołają w baśni przeżyć i powrócić do domu cało?

"Pewnego dnia będziesz wystarczająco dorosła, by znów czytać baśnie."

Kraina Opowieści to miejsce, w którym ziściły się baśniowe szczęśliwe zakończenia i dobro zatriumfowało nad złem. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać do chwili, w której nie natrafi się na złe charaktery, które wciąż gdzieś tam przetrwały. Nadal wabi Chatka z Piernika, wataha wilków terroryzuje wioski, a Zła Królowa ukrywa się na wygnaniu. Mimo wszystko można zwiedzać takie atrakcje jak Pałac Kopciuszka czy Śpiące Królestwo. Na wystawie są szklane pantofelki, a pasma złotych włosów nadal są w komnacie na szczycie wieży Roszpunki.

"Najbardziej na świecie uwielbiała spędzać czas na czytaniu baśni. Ich bohaterowie zawsze wydawali jej się tak bliscy i przystępni. Byli najlepszymi przyjaciółmi, jakich kiedykolwiek miała."

Dla Alex taka wycieczka to spełnienie najskrytszych marzeń, ale podobnie jak brat pragnie wrócić do mamy i babci - które zamartwiają się niepewne losu bliźniąt. Biletem w drogę powrotną ma być tytułowe Zaklęcie Życzeń. By je aktywować potrzeba prawie wszystkich baśniowych artefaktów - droga do nich trudna, a w dodatku nie tylko bliźnięta ich rozpaczliwie szukają. Czym jest baśniowe dziedzictwo? Gdzie jest autor pierwszy raz użytego zaklęcia? Czy to baśń wewnątrz baśni, a może jego marzenie się ziściło i powrócił do świata znanego rodzeństwu Bailey?

"Wolę zginąć próbując, niż przeżyć resztę życia zastanawiając się, czy mogło mi się udać."

Kiedy serial "Glee" był już na antenie od trzech lat, Chris Colfer podpisywał umowę na dwie powieści w serii "The Land of Stories", której część pierwszą można poznać jako "Krainę Opowieści". Ich sukces zadecydował o przedłużeniu historii na kolejne trzy książki: dwie powieści oraz książkę ilustrowaną - oryginalną baśń, której treść dobrze zna "baśniowe rodzeństwo" w powieści - "The Curvy Tree". Ostatecznie seria książkowa liczy aż sześć tomów, a jej pierwsza część zostanie zekranizowana. Co więcej, będzie ona wyreżyserowana przez samego Chris'a. Scenariusz do tego filmowego projektu także pozostaje w zakresie jego obowiązków. Można się więc spodziewać bardzo wiernej ekranizacji "Zaklęcie życzeń".


Samo "Zaklęcie życzeń" to wstęp do baśniowego świata skierowany przede wszystkim do młodszej młodzieży. Nie oznacza to, że nie będzie tutaj wątków romantycznych. Chris Colfer proponuje wiele własnych teorii dotyczących dalszych losów baśniowych bohaterów. Skoro baśniowe królestwa sąsiadują ze sobą, mieli oni wszyscy szansę się poznać. Sam pomysł z umieszczeniem wszystkich królestw na jednym kontynencie też nie jest taki nierealny - ostatecznie wiele baśni ma swój początek w Europie, a ojczyzna baśni Braci Grimm (Niemcy) sąsiaduje z krajem Charles'a Perrault (Francja).

"W swoim czasie zrobiłam wiele strasznych rzeczy, ale na przestrzeni lat mnie również spotkało wiele strasznych rzeczy - oznajmiła Zła Królowa. 
- Tak więc, jeśli o mnie chodzi, świat i ja jesteśmy kwita."

Seria "Kraina Opowieści" skierowana jest przede wszystkim do fanów baśni - dużych czy małych. Można powiedzieć, że to baśniowy retelling, ale obejmuje on fabułę bezpośrednio po słowach "Długo i Szczęśliwie". Choć objętość może troszkę odstraszać młodszych czytelników, nie jest to przecież książka na jeden tylko wieczór. "Zaklęcie życzeń" może i nie jest moim ulubionym odtworzeniem baśni, ale jako scenariusz na film nadaje się wyśmienicie. Warto więc przeczytać zanim nadejdzie ekranizacja.

"Kraina Opowieści: Zaklęcie życzeń" - Chris Colfer
Wydawnictwo: Młodzieżówka
SERIA: TOM I (łącznie 6)
Stron: 452
W kategorii: Mitologiczne i Baśnie
Odwołania do baśni: Kopciuszek, Śpiąca Królewna, Królewna Śnieżka, Czerwony Kapturek, Magiczna Fasola, Mała Syrenka, Jaś i Małgosia
W kolejności: NR 05/2019/02/01 (557)

Która z klasycznych baśni najlepszy do Waszych ulubionych?

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Cress - Marissa Meyer

Instagram/bookmark_to_the_future/
Z orbity okołoziemskiej na błękitną planetę spogląda Cress. Choć jej codzienności jest monotonna i nic nie zapowiada zmiany, dziewczyna nie traci pogody ducha. Czas umilają jej ziemskie programy telewizyjne (szczególnie opowieści o przeznaczeniu i wielkiej miłości), śpiewanie i włamywanie się do systemów ochrony. Cress jest szpiegiem dla Luny i jej królowej - dla Księżyca, który pragnie zapanować nad Ziemią. Roszpunka z przyszłości nie czeka na ratunek, lecz sama go znajduje. Na bieżąco śledzi bowiem losy poszukiwanych uciekinierów: Cinder, Scarlet oraz Kapitana Thorne'a. Kiedy już udaje się jej nawiązać kontakt i poprosić o pomoc w ucieczce, wszystko idzie zupełnie nie tak jak powinno. Upadek z gwiazd na Ziemię nie mógł być bardziej bolesny jak i dosłowny.

Bez wątpienia szykuje się w świecie bohaterów wojna między Ziemią a Księżycem. Czy cesarski ślub zdoła ją powstrzymać? Czy warto z wroga uczynić królową za cenę zdobycia cennego antidotum na wybuchającą ponownie epidemię? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Cress?

Saga Księżycowa to opowieść wielu bohaterów, oparta na ramach klasycznych baśni. Główny bieg historii to oczywiście losy Cinder, młodego imperatora Kai'a oraz bezwzględnej królowej Levany. Marissa Meyer mistrzowsko wplata w kontynuacje ich przygody opowieść Roszpunki i Kapitana Hana Solo. Rolę więzienia - wieży przejmuje tu satelita, pustelnia zmieni się w Saharę, a wybawiciel (zgodnie z baśniowym scenariuszem) traci swój wzrok. 

Cress to nowa narratorka tej sagi. To też programistka, która bardziej niż w wir walki, chętniej zasiądzie przed ekranem komputera by umożliwić reszcie bohaterów bezpieczne przedostanie się przez przestrzeń kosmiczną czy pałacowe korytarze. Właśnie te umiejętności ratują ją od losu, który spotyka na Lunie obywateli pozbawionych nadnaturalnych umiejętności kontroli umysłu: uroku czy też podporządkowania innych swojej woli. Przychylność czytelnika dziewczyna zdobywa także dzięki swojej wyobraźni - to ona daje jej moc aby przebrnąć przez piaski pustyni czy zmierzyć się z wiedźmą, która ją niegdyś uwięziła.

Tom trzeci to świetnie odmierzony czas dla każdego z baśniowej ekipy. Każda fanka Sagi Księżycowej w Iko rozpozna swoją bratnią duszę. Nikt tak trafnie nie zwróci uwagi na idealnie dobrany strój (nawet w trakcie pościgu) ani nie skomentuje romantycznego zbiegu zdarzeń. Nikt tak też nie będzie kibicował bohaterom na drodze do ich szczęścia. Tom trzeci nadaje tej postaci zupełnie (i dosłownie) inny kształt. Choć długo trzeba było czekać fanom Cinder i Kai'a na bezpośrednią kontynuację ich historii, oto tom trzeci oficjalnie oznaczył koniec tego wyczekiwania. Co więcej, część akcji już tutaj przenosi nas na Lunę. Kiedy jedni bohaterowie się jednoczą, inni zostają rozdzieleni. Dzięki temu poznajemy i drugą księżniczkę Luny, a jednocześnie i pasierbicę Levany - Winter. To ona przejmie część narracji w czwartym i ostatnim tomie serii. Tam poznamy cenę, jaką zapłacić trzeba, za zrezygnowanie z używania daru.


Tak rozpoczyna się początek finału tej gwiezdnej niczym Star Wars i baśniowej, jak tylko czarujący potrafi być kanon baśni, opowieści o futurystycznej przyszłości. Raz jeszcze daj się porwać przygodzie rozpoczynającej się od słów: "Dawno, dawno temu... w naszej galaktyce".

"Cress" - Marissa Meyer
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
W kategorii: Reinterpretacje Baśni
Stron: 580 (wydanie anglojęzyczne: zawiera wywiad z autorką i pierwszy rozdział historii Levany - prequel do serii)
W kolejności: NR 21/2018/08/02 (533)

BONUS: Wywiad z Marissą Meyer ujawnia wiele interesujących szczegółów. Autorka kocha Sailor Moon, ale i Gwiezdne Wojny. Cinder wzorowana była na... Sailor Jupiter, a Kai okazał się uderzająco podobny do pewnej osoby z koreańskiego zespołu EXO. Wywiad można czytać tylko i wyłącznie po lekturze "Cress" - jeśli nie chce się widzieć tak wielu spoilerów - pytania dotyczą bezpośrednio fabuły tomu trzeciego.

Polskie wydanie trzeciego tomu Sagi Księżycowej przez Papierowy Księżyc planowane jest na wrzesień tego roku. Czytaliście już w oryginale czy czekacie na premierę?


Nie ma żadnej innej serii, której ekranizację chciałabym zobaczyć tak bardzo jak w przypadku Sagi Księżycowej.

niedziela, 2 lipca 2017

Konkurs na Początek Wakacji

Początek tegorocznych wakacji to aż dwa patronaty - dwa cudowne tytuły - którym patronuje Zakładka do Przyszłości. Z tej okazji do wygrania będzie jedna z wspominanych książek:


Do wygrania finał trylogii - "Wieczna Prawda" (przeczytaj w RECENZJI)

Zasady udziału w konkursie, czyli co zrobić aby wygrać:

1. Napisać o tym, który z mitów greckich jest Waszym ulubionym i dlaczego.
2. Obserwować strony Zakładka do Przyszłości oraz stronę Wydawnictwo Papierowy Księżyc na Facebook'u.
3. Będę się cieszyć, jeśli udostępnicie informacje o konkursie czy zaprosicie do udziału w nim znajomych.
4. Zgłoszenia można:
a) napisać w komentarzu pod tym właśnie postem (koniecznie podać adres email, jeśli nie prowadzicie bloga)
b) zostawić komentarz pod postem konkursowym na fanpage'u bloga (LINK)
c) przesłać maila na joanna19polska@gmail.com w tytule wiadomości wpisując "Konkurs na Początek Wakacji"

środa, 28 czerwca 2017

Heartless - Bez serca

Jaka była Kraina Kier, zanim na tronie zasiadła królowa bez serca?


[ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] 
Dawno temu dwie krainy dzieło Lustro. By przedostać się z jednego świata do drugiego, trzeba było dowieść, jak bardzo jest się zdesperowanym, ofiarować dar i przejść przez labirynt, kończący się taflą zwierciadła. Nie bez powodu Krainę Kier i Szachy dzieliło tylko przeszkód. Oto historia o tym, gdy coś przedostaje się i pozostaje po niewłaściwej stronie Lustra.

Kraina Czarów w interpretacji Marissy Meyer to miejsce, w którym można się obudzić obok rzeczy wyśnionej wprost ze swojego snu. Kot z Cheshire to także wyśniony twór Cath - młodej córki markiza dla której matka wybiera czerwony kolor sukni aby przyciągała uwagę na czarno-białym balu. Jedynym czego zaś pragnie Catherine, to otworzenie najlepszej piekarni w całej krainie Kier. Pieczenie to jej pasja, coś w czym jest naprawdę dobra i co sprawia jej satysfakcję. Żeby urzeczywistnić marzenie musiałaby uzyskać dostęp do swojego posagu. Matka nie aprobuje jej planów, a w umiejętnościach córki widzi sposób na zdobycie serca króla.

Źródło: Tumblr
Królewski Trefniś pojawia się dokładnie w tej chwili, kiedy Cath miałaby zaakceptować królewskie zaręczyny. Jest ratuje ją od udzielania odpowiedzi w obecności wszystkich obecnych na balu mieszkańców Krainy Czarów, nie mówiąc od tym, że prawdopodobnie skradł też i serce, wkradając się na stałe do snów młodej markizy. Rozumieją się tak dobrze, że zdaje się iż to nie ich pierwsze spotkanie, a z całą już pewnością nie ostatnie. Choć Cath ma początkowo wątpliwości czy nadworny trefniś traktuje poważnie kwestie uczuć, szybko się przekonuje, że nie tylko urok jego czarów tak ją przyciągał. Dziewczyna pragnie się zakochać, a nie wychodzić za mąż z poczucia obowiązku - nawet jeśli miałaby zaraz po ślubie zasiąść na tronie Kier.

Tymczasem Kraina Kier przestaje być spokojnym miejscem, gdzie zwierzęta rozmawiają z ludźmi w czasie gry w krykieta. Krążyć zaczynają plotki zarówno o Dżabbersmoku jak i małej dziewczynce ze świata Za Lustrem, która wpadła do korytarzy Rozdroży - przejścia między najdalszymi zakątkami Kier.

piątek, 26 maja 2017

Wieczna Prawda


"Nasz pierwszy krok do zniszczenia Podwieczności"

Nikki znów podejmuje walkę o swoje śmiertelne życie i występuje przeciwko fałszywej wersji wieczności. Wszystko zaczęło się od tragedii, jaka ją spotkała, i sposobie jaki się pojawił by sobie ze stratą mogła poradzić. To tak poznała Cole'a - Wiecznego, który zabrał ją po raz pierwszy do Podwieczności. Nikki powróciła na Powierzchnię do świata żywych tylko po to aby móc się pożegnać, zanim upomną się o nią Cienie. Ostatecznie jednak to jej dawna miłość zamiast Nikki przyjęła wyrok. Jack'a udało się jednak z Tuneli odzyskać, ale kosztowało to utratę serca bohaterki. Teraz to Cole kontroluje ponownie jej los, a w planach ma przejęcie tronu w świecie, gdzie wieczność można zdobyć kosztem innych istnień. Nikki nie wierzy w taką wersje wieczności i nie może dopuścić do tego, by się ziściła z nią w roli głównej.

 [ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]

Długo oczekiwany finał serii z mitologią grecką w tle wreszcie zawitać ma na półkach księgarni. Już na pierwszych stronach tego tomu bohaterowie wpadają na niecodzienny i praktycznie niewykonalny pomysł zniszczenia Podwieczności. Dla Nikki i innych osób kojarzy się ona z cierpieniem niewinnych ponoszonym tylko i wyłącznie dla tego aby Wieczni mogli przedłużać swoje życie o kolejne stulecia. Jeśli zaś podejmować się realizacji niewykonalnych zadań to tylko opierając się o starożytne mity. Tam od zawsze tkwiły wskazówki i odpowiedzi na to, jak przechytrzyć zły los.

Ostateczny team, który zniszczyć ma Podwieczność tworzą Nikki, Jack i jego brat Will oraz oczywiście Wieczny Nikki - Cole. To właśnie jego postać nabiera w tym tomie innego wymiaru, kiedy okazuje się, że zemsta obecnej królowej Powieczności może być dotkliwa. Brodi Ashton zdecydowała się na wątek utraty wspomnień. Czy Cole rzeczywiście utracił wspomnienia czy to jego kolejny podstęp, bo sam przecież nigdy nie przyczyniłby się do upadku miejsca, która zapewnia mu namiastkę wieczności.... A może jednak?

W finałowym tomie zaskakuje spora liczba przeskoków między Powierzchnią a Podwiecznością, jaką nieustannie powiększają bohaterowie. W tomie pierwszym czy drugim możliwość przedostania się do Podwieczności i szczęśliwego z niej powrotu do świata żywych graniczyła z cudem. Tutaj jedyną niedogodność stanowi fakt, że można powrócić do świata żywych w innym zakątku Stanów Zjednoczonych.

Rola finałowego tomu to zamknięcie najważniejszych wątków historii, tak by ona sama nie utraciła na swojej wartości. Od lektury pierwszego tomu nie ukrywałam, że Jack prędko schodzi na drugi plan, kiedy tylko pojawia się Cole. To dla niego i jego relacji z Nikki sięgało się po kolejne tomy tej opowieści. Pomimo intencji czy sposobów działania, Wieczny wiernie trwa przy dziewczynie, w której jest zakochany i jest absolutnie gotowy na wszystko (jak dowodzi tego finał), aby ją ocalić. Z całą pewnością trzymałam kciuki za inne zakończenie wątku tej postaci, choć po zachowaniu Nikki wiadomo kogo zawsze wybierze. To historia niechcianej miłości, gdy jedną już masz.
PREMIERA: 14 CZERWCA
Sam zaś finał rozgrywa się nad wyraz szybko, niczym prędko zbierane horkruksy w "Insygniach". Liczyłam trochę, że choć przez chwilę zobaczymy Nikki na tronie, kiedy plan zablokowania i zniszczenia Podwieczności wydawał się początkowo rozrywać świat w posadach. Mimo wszystko to Cole i jego oddanie powodować będą, że wspominać będę fabułę tej właśnie serii.

"Wieczna prawda" - Brodi Ashton
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Typ: trylogia tom III
W kategorii: Mitologia i Baśnie
W kolejności: NR 13/2017/05/04 (497)
W skrócie: Po raz kolejny mitologia łączy przeszłość z teraźniejszością i zawiera w sobie szansę na odwrócenie złego losu. Podwieczność to ciekawa alternatywa dla przedsionka Hadesu, a jednocześnie zupełnie inne i niespotykane wcześniej miejsce, które zapewniać miało namiastkę wieczności. Trylogia pozwala poznać historie różnych bohaterów, których ścieżki zbiegły się w tym niezwykłym miejscu między światami. To obecnie jedna z lepszych serii z mitologią w nowym wydaniu. Zdecydowanie warta lektury.

Trylogia obejmuje:
Podwieczność  /  Wieczna Więź  / Wieczna Prawda

piątek, 29 stycznia 2016

Wieczna więź - w stronę Podwieczności

"Przy wszystkim, przez co tutaj przeszliśmy trudno było mi pamiętać, że tak długo był moim wrogiem. Jego historia z Adonią po prostu przypomniała mi, jaka powinna być jego rola. Mimo to nie mogłam powstrzymać się od myśli, że pomimo jego protestów, byłby idealnym bohaterem innej opowieści."

TRZY MITY: Orfeusz musiał się udać do Podziemia by uratować swoją Eurydykę. O jeden krok za blisko celu, o jedno spojrzenie za dużo przekreśliło jedyne szanse na odzyskanie ukochanej. W innej relacji ze świata mitów Persefona została zwabiona do Podziemia by zostać jego królową u boku Hadesa. Ariadna oddała swoje serce Tezeuszowi i wskazała swemu wybrankowi wyjście z labiryntu, nawet jeśli on za nic miał jej miłość, a wolnością i ocalonym życiem postanowił cieszy się gdzie indziej, u boku kogoś innego.
Schody wiodące do Podziemia, labirynt ciągnący się w nieskończoność i nić prowadząca do ukochanej osoby lub tronu podziemnej krainy. Jaka opowieść by powstała, gdyby tak połączyć te trzy mity w jedną historię? Wyzwania i znalezienia odpowiedzi na to wyzwanie podejmuje Brodi Ashton w "Wiecznej więzi", kontynuacji "Podwieczności".

POWRÓT DO PODWIECZNOŚCI: (Jeśli nie czytaliście pierwszego tomu) Zanim dochodzi do powstania i wykorzystania "Wiecznej Więzi", mamy "Podwieczność", w której poznajemy historię Nikki Beckett. Dziewczyna zniknęła na kilka miesięcy z powierzchni. Nikt jej nie widział, a ona zostawiła swoją rodzinę, chłopaka i szkołę. Czytelnik nie wie jeszcze wtedy, że znikając Nikki pozostawiła także ogromy żal po stracie bliskiej osoby. Kiedy bohaterka wreszcie powraca, rozpoczyna się akcja pierwszego tomu. Przyjaciele i rodzina mają pretensje, Nikki nie udziela żadnych odpowiedzi, w dodatku nie walczy już o nic. Panna Beckett cieszy się wolnością jak długo może, zanim jej Wieczny (Cole) wróci po nią by przypieczętować jej los i zabrać do Podwieczności - formy wymiaru przypominającej przedsionek Hadesu. Okazuje się jednak, że o Persefonę (Nikki) chce zawalczyć jej Orfeusz (Jack) i wybawić od tego przeznaczenia. Poświęcenie chłopaka powoduje, że to on w miejsce Nikki zostaje wciągnięty do Podwieczności. Dziewczyna poprzysięga sobie go ocalić.

W KIERUNKU WIECZNEJ WIĘZI (Gdy znacie już bohaterów): W tomie drugim Nikki przybierze rolę Ariadny - ostatecznie to miłość zdołała wyprowadzić Tezeusza z mitycznego labiryntu. Zamiast nici jest więź w roli kompasu i drogowskazu. Zanim jednak do tego dojdzie, Nikki będzie zmuszona przekonać Cole'a by jej pomógł. To zaś nie jest w interesie Wiecznego. Lepiej odczekać parę lat (a może i mniej) aż Jack'a już nie będzie, a Nikki z czasem pogodzi się ze swoją rolą. Nasza Ariadna nadal ma szansę stać się Persefoną i przybrać rolę królowej Podwieczności. Tylko jak bardzo Cole pragnie władzy? Czy jego przywiązanie i (być może również) miłość do Nikki to tylko gra, mająca pomóc osiągnąć zamierzony cel? I czy Ariadna odnajdzie Tezeusza?

Z MITOLOGIĄ W TLE: Prym w serii tej wiedzie mitologia grecka.Są też inne obrazy i dzieła kultury, które zdaniem Wiecznych stanowią relację z opowieści o wyprawach do Podwieczności. Może opis przejścia przez trzy kręgi nie budzi początkowo zachwytu (ile razy były już te żywioły w akcji: woda, powietrze, ogień?), lecz z czasem to Brodi Ashton musimy oddać sprawiedliwość. Każdy z kręgów, wiodących na Dwór i do Tuneli, pełen jest groźnych niespodzianek, które znęcić mogą umysł nie tylko człowieka, ale i innych Wiecznych.

CO SŁYCHAĆ W PODWIECZNOŚCI? Do Podwieczności wyruszają Nikki, Cole i Max - trio, które zapewni nam wiele scen pełnych poczucia humoru. Spotykamy też Tułaczy. Bezpośrednio pojawia się Królowa, której miejsce chciał zajęć Cole wraz z Nikki. Swoją kontynuacje znajduje wątek poprzedniej dziewczyny, która przeżyła Karmienie i miała szansę na Tron - wątek linii Córek Persefony. Odwiedzamy miasta Wiecznych. Okazuje się, że jest ich kilka, a Podwieczność to nie tylko mroczny wymiar nieznający światła i pełen jedynie Cieni.

COLE VS. JACK (HADES VS ORFEUSZ): Muszę przyznać, że Cole zdobył moje serce już w pierwszym tomie. Do Jack'a nic nie mam - to chłopak o dobrym sercu. Problem stanowi to, że nie przepadam za opowieściami, gdzie przyjaźń (w dodatku taka praktycznie od czasów dzieciństwa) nagle potrafi przemienić się w płomienną miłość. Zwyczajnie to nie mój ulubiony typ historii, może dlatego to Cole tak zdobywa tutaj punkty? Możliwe, że chodzi także o poczucie humoru tego bohatera, jego sarkazm, oddanie dla Nikki, a także wątek niebezpiecznej tajemnicy. Czy Cole tak kocha Nikki, że nie potrafi pozwolić jej odejść czy może nadal jest to kwestia możliwości przejęcia władzy nad Podwiecznością? Bohater konsekwentnie dąży do celu, nie bacząc na konsekwencje swoich działań. Co z tego wyniknie?

DOKĄD PROWADZI WIECZNA WIĘŹ? Można by pomyśleć, że tytułowa "wieczna więź" odnosi się zarówno do relacji Nikki z Jack'iem jak i z jej Wiecznym - Cole'm. W trakcie lektury szybko skłaniałam się ku teorii, że owa "wieczna więź" dotyczy tylko Nikki i Cole'a. To trudna relacja, w której jest nieodwzajemnione uczucie, przywiązanie i zdrada. Można było się więc spodziewać, że Brodi Ashton ponownie pozostawi nas na krawędzi cliffhanger'a.

PODSUMOWANIE: Jedno jest pewne - po lekturze tej serii nigdy już nie spojrzysz tak samo na podłogę między alejkami w mniejszym sklepie wielobranżowym, kiedy przypomnisz sobie o przenikaniu przez podłogę w Shop-n-Go. To stały element tej serii i ścieżka, którą Nikki wykorzysta by samodzielnie dostać się do Podwieczności. Cała "Wieczna Więź" to skakanie między tymi wymiarami w obie strony. Czy przyniesie to sukces i upragnione uwolnienie od mitycznej klątwy? A może bohaterowie popadną w następną? Sam zaś wątek porwania do Podziemia w literaturze młodzieżowej pojawia się wielokrotnie. Tylko Brodi Ashton należy się w tej kategorii tak dobra rekomendacja (oczywiście plus Rick Riordan). To nietypowa opowieść, na której trudno się zawieść, a wiele potknięć łatwo jej przebaczyć. Autorka o wiele lepiej poradziła sobie z postaciami i rolą "cieni" (zamieszkujących Tunele, gdzie odbywa się Karmienie) niż autorka serii "Upadli" (o aniołach i ich kolejnych reinkarnacjach). Prześcignęła również Meg Cabot w jej "Porzuconych". Za "Pośredniczę" pisarkę uwielbiam, lecz w przypadku tej mitologicznej serii zawiedli bohaterowie - mimo iż był niewątpliwy potencjał.

Jeśli polecić należałoby serię inspirowaną mitologicznym dziedzictwem, w której pierwszeństwo ma równie niełatwa jak same mity miłość, w pierwszej kolejności musi być to "Podwieczność" od Brodi Ashton.

"Wieczna więź" - Brodi Ashton
Trylogia: Podwieczność
Tom: II /  Recenzja: Tom I
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
W kategorii: Mitologiczne i Baśnie
Narracja: Opowieść poznajemy tylko z perspektywy Nikki. Sama zaś narracja dzieli się na dwa rozdaje: teraźniejszość (na Powierzchni czy też w Podwieczności) oraz wspomnienia Nikki o Jack'u (przeszłość).
Wiek bohaterów: ostatnie klasa szkoły średniej
OTP: Nikki i Cole
W kolejności: NR 03/2016/01/03 (436)

Znacie już "Podwieczność" i losy Nikki, Jack'a i Cole'a? Jaki jest Wasz OTP z tej serii?

poniedziałek, 21 grudnia 2015

"Imię drugiej duszy" - Co ze mnie zostało

"Dusza recesywna, którakolwiek z nas nią jest, po prostu... zaśnie."

Czasami w myślach kłócimy się sami ze sobą. Im dłużej trwa taka dyskusja, tym bardziej jesteśmy rozdrażnieni i spięci, ciągle nie mogąc dojść do porozumienia z samym sobą. A co jeśli w myślach kłócilibyśmy się z kimś innym? Jak wyglądałaby ta dyskusja, gdyby jedno ciało zamieszkiwały od zawsze dwie dusze - a każda z nich o odmiennym charakterze? Odpowiedzi na to pytanie starała się znaleźć Kat Zhang w swojej debiutanckiej powieści "Co ze mnie zostało".

Dwie dusze w jednym ciele to historia Addie i Evy. W dzieciństwie rodzice odzywali się do nich obu, niecierpliwie i z nadzieją wyczekując na wiek ustalenia, kiedy dusza pozostanie tylko jedna, a wszystko wróci do normy. Normalność jednak nie nadeszła, a Addie i Eva - pod groźbą umieszczenia w zakładzie specjalistycznym - ukrywać zaczęły swój obecny stan. Addie to dusza dominująca, co oznacza, że to ona kontroluje ciało. Evie przepadła rola duszy recesywnej, a przez życie w nieustannym strachu, zastanawia się ona czy nie lepiej byłoby zrezygnować i zniknąć. Tymczasem sekret zaczyna wychodzić na jaw, a marzenie o ponownym odzyskaniu kontroli (choć tylko częściowej) może bohaterki, ich rodzinę oraz nowych przyjaciół sporo kosztować

                                                  "By walczyć - bez względu na cenę."

Przyznać muszę, że lektura tej powieści zajęła mi trochę czasu. Głównie dlatego, że historia zamiast wciągać mnie akurat usypiała. Bohaterka (dwie dusze, więc właściwie byłoby powiedzieć "bohaterki") obawia się zabrania do kliniki zdrowia psychicznego. Mamy bunt ze strony Evy i nawiązanie kontaktu z innymi hybrydami (z jej szkoły). Potem faktycznie dochodzi do zatrzymania i przewiezienia bohaterów do osławionego zakładu. W tymże przybytku upływa część akcji, po czym następuje z niego ucieczka (nie dla wszystkich udana). Zwyczajnie spodziewałam się czegoś więcej - o wiele więcej! Taki scenariusz dla historii można z powodzeniem przewidzieć już na początku i Kat Zhang takim torem okazała się kierować akcję wydarzeń.

Kiedy czytamy o dwóch duszach w jednym ciele, nieustannie walczących o kontrolę, myślimy o "Intruzie". Po lekturze "Co ze mnie zostało" śmiało mogę przyznać, że zdecydowałabym się na ponowną lekturę właśnie powieści Stephenie Meyer niż Kat Zhang. "Intruz" w zestawieniu z pierwszym tomem Kronik Hybrydy aż kipi od ciągłej akcji, której zwroty trudno przychodzi przewidzieć. Może wpływa też na taką ocenę fakt, że "Co ze mnie zostało" to alternatywne losy naszego świata, w której zdawać by się mogło za wszystkie konflikty (dosłownie obie Wojny Światowe) zdają się być odpowiedzialne hybrydy i ich skonfliktowane dusze. Mam wrażenie, że Kat Zhang lepiej by sobie poradziła, gdyby losy Addie i Evy osadzić właśnie w antyutopijnej przyszłości - tak jak było to w przypadku "Intruza".

"- Co teraz zrobimy? - spytała.
- Przejdziemy przez to, jak tylko możemy najlepiej - powiedziałam. Cóż innego mogłabym odpowiedzieć?"

Sporym wyzwaniem był dla mnie także styl, w jakim napisana jest ta historia. Po prostu mi nie pasował. Autorka całą akcję zdaje się opierać na mimice, gestach czy innego rodzaju drobnych napięciach. I to działa - ale tylko w przypadku scen, kiedy dusze walczą o przejęcie kontroli na ruchami ciała. Działa wręcz piorunująco. Niestety masę opisów takich drobnych gestów, ekspresji twarzy czy napięcia przeróżnych mięśni mamy w tej książce przez cały czas w odniesieniu do wszystkich bohaterów. Przez to zastosowany tyle razy środek zwyczajnie stracił na sile i znaczeniu.

Na ocenę musi wpływać także skala tego, czego oczekiwało się od danej historii. W tym przypadku zafascynowało mnie wyobrażenie o koncepcji tej fabuły niż przekonało to, co otrzymałam w czasie lektury. Każda książka musi znaleźć swoich czytelników. Trudno mi się przekonać do tej historii, patrząc na to, czym mogłaby być, a jaka jest. Addie polubić nie zdołam, co do Evy żywiłam cieplejsze uczucia. Jako bohaterki cenię sobie wciąż takie postacie, które podejmują czynny bunt - bez względu na cenę i przewagę przeciwności losu. Eva była dla mnie w tym tomie zbyt pasywna, za bardzo pogodzona ze swoim losem i taka pozostała. Akcja mogła być tak emocjonująca jak w "Intruzie", choć tam dusza została umieszczona siłą. Tutaj są to siostry - a właściwie bardziej niż siostry - bliźniacze dusze. Właśnie dlatego zapewniało to już na starcie większy konflikt. Eva gotowa jest wręcz zniknąć, byle nie narazić Addie - kontrola została jakby przekazana dobrowolnie, a nie odebrana. Teraz dusze muszą się zrównać, ale przeciwko Addie jej siostra zbyt długo nie wystąpi. To jedynie przebłyski oporu niż jakiś większy krok ku wolności.

Tak bardzo chciałam polubić "Co ze mnie zostało". Podchodziłam do tej historii z niesamowicie pozytywnym nastawieniem. Oczekiwałam, że historia mnie wciągnie, a książka trafi do grona ulubionych powieści. Tyle pozytywnych rekomendacji! Nadal jednak wierzę, że w serii tej jest potencjał.

Czasem to dopiero drugi i kolejne tom pozwalają wydobyć z opowieści to, co najlepsze. Potencjał jest, do stylu mogłabym przywyknąć, bohaterów jakoś polubić, a historii nadać sens. Mam nadzieję, ze Kat Zhang wydobędzie jeszcze z Kronik Hybrydy to, co najlepszego w nich drzemie. Na ten jeden moment jest to dla mnie tylko jednorazowa lektura, do której nie planuję wracać inaczej niż poprzez przeglądanie spisanych z niej cytatów.

"Co ze mnie zostało" - Kat Zhang
Seria: KRONIKI HYBRYDY #1
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc / OPIS
W kategorii: Dwie dusze w jednym ciele
Podobne tytuły: "Intruz"
Czas i miejsce akcji: Alternatywna wersja naszej historii, czasy współczesne
Stron: 350
W kolejności: NR 66/2015/11/02 (422)

Czytaliście już Kroniki Hybrydy? Jak Wasze wrażenia z lektury?

czwartek, 24 września 2015

Więzień Labiryntu: Próby (ekranizacji) Ognia

źródło: tumblr
Wreszcie udało mi się wybrać na "Próby Ognia"! Wybierałam się tak już od premiery. Najczęściej udaje mi się obejrzeć kinowego ekranizacje właśnie w dniu ich pierwszego pokazu. Poniedziałek po piątkowej premierze to też dobry czas, prawda?

Spotkać będzie można zapewne pełno opinii o tym filmie od osób, które książki jeszcze nie przeczytały. Jeśli jednak już na wstępie ciekawi Was, jak wierna jest to pierwowzorowi adaptacja, to już wyjaśniam. Film odwzorowuje to, czego doświadczyli bohaterowie w drugim tomie serii. Nie robi tego w sposób dokładny.

Choć książkę czytałam już trzy lata temu, to w lekturach typu GONE, zapamiętuje się co drastyczniejsze szczegóły - nawet mimo upływu czasu (RECENZJA - A MOŻE NAWET W KRAINIE DRESZCZOWCÓW). Większość z nich nie znalazła się w tej adaptacji. Esencja historii pozostała - to opowieść o próbie odkupienia za czyny, których się nie pamięta. Drugi film w serii ma także inny główny temat - a jest nim zdrada i to ze strony najbliższej osoby (co i tak nie było tu aż tak dotkliwe, gdyż już w pierwszym filmie wątek telekinetycznego połączenia umysłów wyrzucono). Zapraszam na wrażeniach z "Prób Ognia" w sześciu punktach.

#1 Jeśli zastanawiacie się nad widokiem ukazanym na ulotce i głównym plakacie, który ten film promuje to... nie znajdziecie takiej sceny w całym filmie. Powalony wieżowiec jako most owszem i jestem. Całkiem emocjonująca akcja rozgrywa się w jego wnętrzu. Nie uczestniczy w niej jednak cała gromadka bohaterów, a zaledwie dwoje z nich. Choć upadły budynek (taka gra słów) tworzy most to także jako most nie został wykorzystany. Także nie dajcie się zwieść :D

#2 Nie przepadam za książkami, gdzie na bohaterów co krok wypadają chordy zombi. W czasie lektury (przy wykorzystanych należycie nakładach wyobraźni) można się już poczuć nieco nieswojo, a co dopiero gdy zekranizujemy to w kinie. Nie aż w takim stopniu... rozkładu powiedzmy... wyobrażałam sobie Poparzeńców. Co więcej pamiętam, że z częścią z nich dało się nawet poprowadzić małą konwersację - co momentami czyniło akurat obraz straszniejszym niżby mniej, ale nie o tym teraz. Poparzeńcy w tej adaptacji niczym nie różnią się od zombi. Ci więc, którzy pójdą do kina bez wcześniejsze lektury powieści (pewnie spora grupa widzów), zakwalifikują to jako zombie. A Poparzeńcy nie tym właściwie byli. Cała przemiana i relacje były o wiele bardziej problematyczne.

#3 "Próby Ognia" to opowieść o przyjaźni (w bardzo trudnych czasach), ale także i zdradzie. Tutaj na pierwszy plan powędrują dwie silne postacie kobiece: Teresa oraz Brenda. Żadnej z tych aktorek (od samego początku) nie uznałam za dobrze dobrane do tych roli. Thomas to za to mistrzostwo. Uwielbiam bohatera książkowego, a Dylan (nasza gwiazda Teen Wolf) dobrze ogrywa jego postać. Oczywiście, że przypomina się nam Stiles! Jakże by inaczej. Jako Thomas jest jednak o wiele bardziej opanowany (tak samo sympatyczny), ale i też mniej dowcipny. To dobra gra aktorska i można odczuć różnicę. Idealnie byłoby, kiedy Thomas'a grałby mniej rozpoznawany aktor, ale teraz też nie jest przecież źle!

#4 Oglądając zdjęcia z premier zagranicznych często pojawiała się na czerwonym dywanie nasza (przyszła) serialowa Clary. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że musiała wystąpić w "Próbach ognia" w jakiejś epizodycznej roli. Faktycznie tak jest! Nieprzypadkowe są jednak już liczne ujęcia tej TYLKO epizodycznej postaci. Wątpię by była to aż taka promocja serialowej adaptacji "Darów Anioła"? Może mam takie wrażenie, bo jej wygląda mocno odbiega od reszty. Ona jako jedyna z rebeliantów ma czyste blond włosy, wyszukany strój i uśmiech na twarzy. Cała reszta naszych uciekinierów z Labiryntów? Kąpiel dawno temu, włosy pozlepiane od potu, krwi i piasku, strój dawno w strzępach. Widać kontrast? W filmie zawsze będziecie wiedzieć, gdzie znajduje się ta aktorka. Dosłownie ZAWSZE.
To nie jedyny serialowy crossover, jaki tutaj spotkacie. Fanom o Teen Wolf przypominać nawet nie trzeba, ale spodziewać się też można znajomego z "Gry o Tron" (podobna w charakterze rola).

#5 Filmowe "Próby Ognia" to o wiele bardziej łagodna wersja wydarzeń niż tak, której doświadczy czytelnik w ramach lektury. Warto oczywiście poznać CAŁOŚĆ Trylogii Labiryntu zanim znajdziemy się już w kinowej sali. O wiele więcej wówczas w tym zabawy, a to taki rodzaj historii, gdzie dobrze jest dostrzegać pewne wątki z perspektywy tego, co dopiero w filmach się wydarzy. Znajomość książkowego pierwowzoru nie daje jednak całkowitej przewagi. Wiele jest odniesień do tego, jak same Labirynty jak i DRESZCZ powstały, a klucz do tego jest we wspomnieniach Thomas'a. Nasz bohater wybrał jednak by... nie pamiętać tego, kim był oraz czego się wcześniej dopuścił. Brakującą część opowieści dopowie dopiero sam James Dashner w kolejnym prequelu (jeden bowiem już jest) do tej serii - a będzie to The Fever Code - INFO. Na ten przyjdzie jeszcze poczekać do roku 2016 (dokładniejsza data nieznana).

#6 Czasem mam wrażenie, że kluczowy w tej serii jest tytuł pierwszego tomu w oryginale, czyli "The Maze Runner". U nas przetłumaczone jako "Więzień Labiryntu" (i choć to chwytliwa nazwa) nie odzwierciedla istoty tej historii. Idealnie oddaje ją słowo "Runner" - określające zapewne w zamyśle autora to, co będą robić bohaterowie tej serii. Znaczna część całej tej serii można podsumować jako: "Biegnij ile tylko masz sił, najszybciej jak możesz zabieraj się stąd. Już za późno! Gazu!" Bieganie (w stresie, długo i okropnie szybko) jak nic potrafi napędzić akcję.

Kiedy pojawił się pierwszy tom tej serii, wielu porównywało ją do sławnych już wówczas "Igrzysk". Antyutopijna przyszłość, tutaj bardziej też postapokaliptyczna, gdzie nie ma ucieczki, a o życie walczy się na wykreowanej arenie (Labirynty) lub poza nią (Pogorzelisko). Z każdym tomem jest to jednak zupełnie inna opowieść, którą bezsprzecznie warto poznać.

Wybieracie się do kina, prawda? Wiecie, kto będzie tam na Was czekał :)
Jeśli jednak nie czytaliście książek (ani nie oglądacie Teen Wolf), a nadal planujecie wyjście do kina, to czekać na Was będzie filmowa opowieść pełna akcji. Nie sposób się na tej produkcji nudzić, niezależnie czy książki się czytało czy też nie. Można się także bawić o wiele lepiej, znając pierwowzór filmu oraz wszystkie te szczegóły, które okażą się istotne w następnej części... a na które już teraz można zwrócić uwagę.
PODSUMOWANIE, czyli dużym skrócie

"Próby Ognia", czyli kiedy myślisz, że już uciekłeś, a okazało się, że... uratował Cię właśnie wróg. W zasadzie to nie tylko "Próby Ognia", ale i "Lek na Śmierć". Zapamiętajcie główne motto tej historii, a nie dacie się zaskoczyć w czasie lektury czy też seansu kinowego.

To także opowieść o tym, że warto sprawdzić dokąd prowadzi tunel wentylacyjny... szczególnie jeśli nie ufa się całkowicie (główne motto tej serii) gospodarzowi owego bezpiecznego przybytku pośrodku Pogorzeliska - pustkowia, gdzie szaleją pozostałości rozbłysków słonecznych (w postaci ludzi i klimatu).

"Próby Ognia" to również okazja by móc podziwiać spektakularne widoki. Znany świat jako rozległa pustynia, gdzie piasek nie zdołał zasypać jedynie gór w tej części globu? Teraz te antyutopijne wizje autora można zobaczyć na wielkim ekranie. Fanów książki zachęcać do wizyty w kinie nie trzeba.

Byliście już na "Próbach Ognia"? Dacie się skusić na ten seans?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...