Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 maja 2019

Aladyn 2019 - wersja aktorska

@bookmark_to_the_future
"Opowieści tej tok
Przez pustynię i mrok
Płynie z dzikich, dalekich stron -
Piasków bezkresna dal
Z nieba leje się żar
I czuć wokół kadzideł woń.

Arabska noc
Jak arabski dzień
Ma w sobie ten żar,
Co sprawia, że czar
Chodzi z Tobą jak cień!"


Kiedy nastawał sobotni poranek, z ekscytacją zasiadałam przed telewizorem i czekałam, aż kolejne przygody Aladyna rozpocznie przejmujący utwór zapowiadający niezwykłą opowieść. Była to oczywiście "Arabska noc". Choć odcinkowe przygody pamiętam bardziej niż pełnometrażowy film wytwórni, równie mocno wyczekiwałam wersji aktorskiej. Premiery nastał czas i można już śmiało powiedzieć, że wszystko idealnie się udało. Jest akcja, jest magia, jest i znany z dzieciństwa czar.

Aladyn to chyba najlepiej zrealizowana do tej pory aktorska wersja sławnej animacji Disneya. Dla mnie z całą pewnością, bo już teraz obejrzałabym ten film ponownie! Kiedy filmowy "Kopciuszek" z 2015 roku pominął praktycznie wstawki muzyczne, a "Piękna i bestia" potraktowała część swej historii zbyt bardzo jak musical, ta uwielbiana "Arabska noc" i inne hity (znane jak i nowe) uzupełniają historię "Aladyna" tylko w potrzebnych momentach - wydając się przez to naturalne i niewymuszone.

Zanim jednak rozbrzmi "Arabska noc", wszystko rozpoczyna przepiękny prolog wprowadzający do historii magicznej lampy. Na finale czeka zaś kontynuacja tego wątku w epilogu, co pokazuje miłość twórców do tej baśni.
Bardzo czekałam na kontekst tej sceny z trailera i powiem... że jest na co czekać!!!
Bohaterów po raz pierwszy widzimy jakby przez przypadek - szczególnie Aladyna. Pierwsze ujęcia to nie centralne zbliżenie postaci. Zupełnie jakby ktoś mignął nam w tłumie. Bohaterowie przechadzają się po ulicach miasta Agrabath, a lada moment nastąpi także ich pierwsze spotkanie. Aladyn nie wybawi jednak Jasmin udając, że dziewczyna jest niespełna rozumu, chcąc za darmo rozdawać chleb ubogim. Nie tak to wygląda. Historia choć na animacji bazuje, na o wiele bardziej poważny ton i mniej elementów komediowych.

Jasmin pragnie zasiadać na tronie jako sułtan. Przeciwko niej stoi nie tylko ojciec, jego doradca Jafar, ale i tysiącletnia tradycja, która nie znała takich przypadków. Tymczasem możliwość zmiany prawa wydaje się jedyną szansą na szczęście. Siła tej postaci idealnie prezentuje się w zupełnie nowej piosence "Speechless". Jasmin kolejnych następców tronu odsyła do domu, bo myśli jej wracają do młodzieńca z targu, który choć okazał się złodziejem, to przede wszystkim skradł chyba także względy i sympatię księżniczki.


Aladyn czuje się oszukany przez los. Każdy dzień jest taki sam i nie zanosi się na poprawę. Wszyscy widzą w nim tylko złodzieja, nikt nie patrzy dokładniej by dostrzec wartość człowieka. To uczucie swoistego osamotnienia w świecie tworzy nić porozumienia z Jasmin, od której też wymaga się tylko raz przypisanej jej roli: ma być widziana, a nie słyszana. Chemia między Jamin a Aladynem jest w tej wersji pierwszorzędna. To uczucie oparte na zrozumieniu i zaufaniu - choć wkrada się tu także element kłamstwa (tego prawdziwego jak i iluzji zrodzonej z magii). Fascynacja przybiera jednak na sile z spotkania na spotkanie. Nieoszlifowany diament kusi swym pięknem.

Co ciekawe zarówno Jafar jak i Dzin zyskują w baśni więcej historii własnej. Dowiadujemy się, że Aladyna i Jafara może łączyć o wiele więcej niż ktoś mógłby przypuszczać (wspólny fach). Dżin zaś ma tu nawet wątek romantyczny, a zarówno prolog jak i epilog należą do niego. Nie wspominając już o elementach humorystycznych, partiach tanecznych czy instrukcjach w postaci słów piosenek.

Aż człowiek wie, gdzie wybrałaby się na "baśniowe" wakacje :)
Do tego przepiękne lokalizacje pozwalają się zakochać w tej aktorskiej odsłonie baśni. Jest piaszczysta jak i lodowa pustynia na krańcu świata. Jaskinia cudów budzi podziw i respekt. Sceny pociągów są dynamiczne i porywające do tego stopnia, że niejeden raz wstrzymamy oddech.

Czy są jakieś minusy? Czarny charakter - choć niebezpieczny - nie wydaje się tak mroczną postacią jak to miało miejsce w animacji czy możne nawet w wersji tej postaci w serii spin-off do "ONCE upon a time in Wonderland" (w której współtworzeniu Disney po części też uczestniczył). Ten serial zawsze będę polecać. Skupia się on na losach Alicji oraz spotkanego przez nią dżina. Tam także centralną rolę odgrywa próba złamania klątwy - czego w najnowszej wersji Aladyna również nie zabrakło! Jeśli zaś szukalibyście książki także w temacie tej konkretnej klątwy, dżinów i baśni - pozostaje polecić "Zakazane życzenie".

Jak zawsze polecam wersje z napisami i oryginalną ścieżką dźwiękową - jeśli znacie angielski. Jeśli zaś nie, z całą pewnością równie udana jest wersja z polskim dubbingiem (takich seansów dostępnych jest też więcej)

Tytuł: Aladyn
W kinach: od 24 maja 2019
Czas trwania: 2 godziny 8 minut

Kto z Was był już w kinie? A kto dopiero się wybiera?
Pamiętacie może wspominaną serialową odsłonę "Aladyna"?

niedziela, 31 marca 2019

Przedpremierowo Shazam!


Już trzeciego kwietnia na świecie, a piątego kwietnia w Polsce będzie można w kinach obejrzeć najnowszą produkcję ze świata DC Comics, czyli "Shazam!" Kto skorzystał zaś szansy i wybrał się na przedpremierowe pokazy, ten świetny film już widział i z pewnością będzie go polecać.

"Shazam!" to historia, która bardzo niestandardowo podchodzi do całej tej legendy, jaka otacza zwykle superbohaterów. Nietypowo się też rozpoczyna. W pierwszych scenach powita widza prolog, który wyjaśni, z jakiego powodu pewien chłopiec postanowił wystąpić później w roli złoczyńcy.

Jednocześnie przedstawione zostaje pochodzenie mocy, jaką dysponują tu bohaterowie i ich przeciwnicy. Ich umiejętności to odwołanie do mitycznych greckich herosów. Tymczasem siedem grzechów głównych (w postaci demonów), których celem jest unicestwienie rasy ludzkiej, to już chrześcijańska klasyfikacja. Zapieczętowanymi mocami rozdysponuje zaś czarodziej, a do całości mocy odnosi się jako do magii.

Widz wraca jednak z prologu do czasów współczesnych. Choć zło znalazło i wybrało już swojego reprezentanta, nie uczyniły tego jeszcze siły dobra. Może dlatego, że o wiele trudniej jest znaleźć osoby, które nie uległyby podszeptom choćby jednego z grzechów głównych. Nie tak wielu jest ludzi o czystym sercu i szczerych intencjach. Z całą pewnością nie jest to Billy Batson, ale czas w wyścigu Dobra ze Złem nieubłaganie się kończy.

Billy nieustannie ucieka z rodzin zastępczych, wciąż poszukując swojej matki, z którą został rozdzielony przez tłum podczas jednego z festynów. Kolejna rodzina zastępcza Vasquez, do której trafia, jest wyjątkowa - wierzy bowiem mocno w moc drugiej szansy. Ich wychowankowie to: Freddy Freeman (specjalista od superbohaterów), Darla Dudley (wszystkich przytula), Mary Bromfield (wkrótce idąca na studia), Eugene Choi (spec od technologii) oraz Pedro Peña (mało mówi).
Film jest taki jak obiecuje to zwiastun i nie zawodzi :)
To właśnie w ich towarzystwie Billy przekona się o tym, co znaczy prawdziwa przyjaźń, szczęśliwa rodzina oraz gdzie tak naprawdę szukać należy domu. Nie można zapomnieć jeszcze o wypowiedzeniu magicznych słów, które przemieniają chłopaka w superbohatera (w jego dorosłej formie). Które dziecko nie marzy skrycie aby już być dorosłym - tak nagle i w jednej chwili móc robić wszystko, co zakazane? Jedno uderzenie błyskawicy i marzenie spełnione. Chwilę później pojawia się jednak i reprezentacja zła, które nie zamierza czekać aż nasz nowy superbohater przeszkoli się i rozwinie pełny potencjał swych mocy.

"Shazam!" to film przede wszystkim dla fanów historii o superbohaterach, ale nie tylko dla nich. To film dla nastolatków jak i dla dorosłych. To produkcja dla fanów uniwersum DC Comics, na których czeka wiele odwołań - koniecznie zostańcie do końca napisów oraz poczekajcie na epilog! To troszkę szalona wizja, w której niczym jak przez drzwi do NarniI można dostać się do innego wymiaru. Tak jak Piotr, Edmund, Zuzanna i Łucja Pevensie w jednej chwili ze swoich dorosłych wersji przemieniają się z powrotem w swoje nastoletnie wcielenia, tak magiczne słowo "Shazam!" umożliwia takie właśnie transformacje wielokrotnie. To dopiero początek przygody! Wybierajcie się do kina na ten pełen humoru film, którego kolejnej części już teraz nie mogę się wprost doczekać!

Shazam!
Na postawie: DC Comics
Wytwórnia: Warner Bros
Czas: 2 h 10 minut
Ciekawostka: W tej części opowieści bez wątków romantycznych
W kinach od: 05.04.2019

Wybieracie się do kina? A może czekacie na jakiś inny film w tym miesiącu?

Z całą pewnością jest to film, który obejrzeć w całości chcę jeszcze raz :) 

czwartek, 15 listopada 2018

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda

KTO ODMIENI PRZYSZŁOŚĆ?
Kiedy tylko zobaczyłam rezerwacje na przedpremierowy pokaz...
W tym roku się udało i miałam szansę wybrać się już we wtorek na przedpremierowy pokaz najnowszego filmu z uniwersum Harry'ego Pottera - drugiego filmu w nowej serii Fantastyczne Zwierzęta, czyli "Zbrodnie Grindelwalda". Reżyserią zajmuje się David Yates II odpowiedzialny za produkcję filmów o Harry'm od części piątej, czyli "Zakonu Feniksa". Mnie osobiście o wiele bardziej oczarowały cztery poprzednie filmy, ale może jest to związane z tym, że bardziej trafia też do mnie koncepcja czterech pierwszych tomów powieści. Podobnie jak finałowe "Insygnia" najnowszy film pełen jest równie widowiskowych starć. Co innego już fabuła, ale o tym za chwilę.

JAKI TO TYP ADAPTACJI FILMOWEJ?
Stwierdzenie, że seria "Fantastyczne zwierzęta" to adaptacja to spore niedopowiedzenie. Jedyne, co mamy, to cieniutką książeczkę, którą napisał Newt Scamander aby przekonać społeczność czarodziejów do pokładania większego zaufania w magicznych stworzeniach, które ich tak licznie otaczają. Książkę, która została zatwierdzona jako podręcznik w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Cała reszta, którą widzimy od pierwszego filmu na wielkim ekranie, to opowieść na bazie scenariusza - stworzonego przez samą J.K.Rowling. Jak każdy inny film nie będący ekranizacją, za którym nie stoi żaden książkowy pierwowzór. Tajemnicą nadal pozostaje dla mnie, dlaczego pisarka historii przeuroczego Newt'a nie prezentuje fanom najpierw w formie książkowej, a dopiero potem w ekranizacji. Same scenariusze, które ukazują się już po filmie, nie można przecież uznać za powieść z prawdziwego zdarzenia.

Do teraz nie wiem, co to było... ale nie śmierciotule, na które to liczyłam...
PRZEJŚCIE MIĘDZY PIERWSZYM A DRUGIM FILMEM
Pierwszy film wprowadzał fanów w społeczeństwo czarodziejów w Stanach Zjednoczonych, a Nowy Jork posłużył za tło wydarzeń. Tym razem przenosimy się do Europy, gdzie bohaterowie podążają szlakiem Oskurusa - niszczycielskiej siły w postaci chłopaka o imieniu Credence. Prawdopodobnym miejscem jego pobytu ma być Francja. W poszukiwaniu jego pochodzenia (Credence pragnie wiedzieć, kim jest) sporo namiesza sławny już czarnoksiężnik Gellert Grindelwald - posiadacz jeszcze sławniejszej czarnej różdżki, jednej z legendarnych Insygniów (która znacznej roli w filmie i tak jeszcze nie odgrywa - nawet za bardzo nikt o niej też nie wspomina).

PARYŻ, LONDYN, HOGWART
Newton Skamander (w tej roli fenomenalny Eddie Redmayne) przygarnia coraz to nowe zwierzęta. Dorobił się też zakazu opuszczania kraju przez wydarzenia w Nowym Jorku. Dumbledore (niczym w przyszłości Harry'ego) wyznacza Newt'a na wykonawcę niezwykle istotnego zadania, którego on sam podjąć się początkowo nie może. Film pokazuje, że bardziej chodziło tu o złożoną przysięgę bardziej niż "o ponad braterskie uczucia" między największymi czarodziejami tamtych czasów.

W każdym razie, Newt ma już dość kłopotów na głowie: jego brat pracuje jako auror w ministerstwie i wkrótce żeni się z (jak się zdaje) miłością z czasów szkolnym Newton'a - Letą Lestrange. To jednak nie porusza naszego bohatera tak, jak świadomość, że być może Tina (także auror tylko z Nowego Jorku) myśli, że to on się żeni. Gazetową plotkę Newt decyduje się sprostować osobiście, Credence będzie ratowany przy okazji - jak się gdzieś tam po drodze nawinie. Miłość przede wszystkim.
A oczy miała jak salamandra :)
NOWI BOHATEROWIE
Druga część filmowej opowieści skupia się przede wszystkim na sekretach przeszłości rodziny Lestrange. Sama Leta udaje się (jak i nasi bohaterowie) do odpowiednika Departamentu Tajemnic w Paryżu, gdzie przechowywane są rodzinne tajemnice. Tam również Credence szukać będzie odpowiedzi wraz z Nagini, której uciec pomaga z cyrku (takiego dla czarodziejów). Zwyczajowo ucieka przy tym zamieszaniu wiele magicznych stworzeń, które wyśledzi nasz przeuroczy pan Skamander. Zanim finał rozegra się w podziemiach rodzinnego grobowca, przeniesiemy się w retrospekcji do czasów szkolnych Lety i Newton'a. W teraźniejszości czeka na nas także sławny alchemik Nicolas Flamel czy młoda profesor McGonagall (zwana przeze mnie - w czasach zanim zaczęłam się jeszcze uczyć języka angielskiego... kiedy nawet nie pracowano nad pierwszym filmem... - profesor McDonald's dla przyśpieszenia tempa czytania).

ZNACZENIE TYTUŁU DLA CAŁOŚCI FILMOWEJ SERII
Jak odpowiada nam J.K.Rowling na swojej stronie, tytuł tej jedynie filmowej serii z universum HP (w oryginalne mamy przecież "beasts" - czyli dosłownie "bestie" a nie “stworzenia” - Newt by pochwalił taki stawiający w korzystnym świetle przekład) można interpretować na kilka sposobów i widać to właśnie w "Zbrodniach Grindelwalda". W większym stopniu niż w Harry Potterze, magiczne stworzenia są tutaj na pierwszym planie. Ich użyteczność wielokrotnie zostaje podkreślona. Jednocześnie widać jak bardzo niezrozumiane są przez większość czarodziejów - obawiają się ich z uwagi na ich okrucieństwo. Tymczasem są i ludzie obciążeni klątwa krwi (jak Nagini), których przeznaczeniem jest przemiana w bestię - bez możliwości powrotu gdy dusza zostanie już zamknięta w ciele zwierzęcia. Są i wreszcie takie bestie w ludzkiej skórze - te prawdziwe. Ich działania określać można już potem tylko jako zbrodnie - tytułowe "Zbrodnie Grindelwalda" (zwrócić należy uwagę na odniesienie do sceny, w wyniku której Voldemort stracił moc na wiele lat - Gellert bierze udział w niesamowicie podobnej).

REKOMENDACJE
Fanom Harry'ego Pottera (w tym także tym, którzy dorastali oczekując na kolejne tomy tej serii) nie trzeba polecać tego filmu. Z miłości do tego świata i tak udadzą się tłumnie do kin. Jeśli zaś "Zbrodnie Grindelwalda" miałabym ocenić tylko jako film, to jest to za dużo skupienie na efektach specjalnych a stanowczo za mało na samej historii. Drugi film w serii nie obfituje w zbyt wiele wydarzeń, może dlatego iż całość zamiast na trylogię rozłożono na więcej części. Ten film to przede wszystkim Leta, a tak bardzo (jak wielu) liczyłam na więcej historii Nagini.

Oczywiście, że oczaruje nas tu Newt w swojej próbie wyznania uczuć czy w każdej scenie, gdzie dzielnie i z empatią podchodzi do zranionych przez czarodziejów stworzeń. Ujawnienie sekretu w finałowej scenie (dotyczącego nazwiska Dumbledore) z pewnością spowoduje zaniemówienie i okrzyki zaskoczenia na sali kinowej. Ja sama wyznaję dwie teorie: albo to kolejny podstęp czarnoksiężnika (nie byłby pierwszy) albo w samej serii o Harry Potterze ktoś bardzo pomylił się w pisaniu pewnej biografii. Ach, ten prequele do serii! Jak potem po nich spać?

Koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami jak już wrócicie z kina!  
Jestem ciekawa Waszych teorii!
To jak? Lecicie jutro na seans?

poniedziałek, 12 listopada 2018

Dziadek do orzechów i Cztery Królestwa

Prawda, ze prawie jak Narnia? Jest drzewo, jest zima, jest przejście do innego wymiaru!
W wigilijny wieczór może zdarzyć się coś niezwykłego. Wszyscy to wiedzą z lektury czytanych książek czy obejrzanych filmów. Słowem, które najczęściej przywołuje się aby opisać te wszystkie wydarzenia, jest "magia". Wigilia to noc z swej natury wyjątkowa - taka którą należy spędzić w gronie najbliższych lub przyjaciół. Kto nie pamięta, co spotkało za naruszenia tych zasad Ebenezera Scrooge'a? Podróż pod ramię z duchami przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości. A co czeka Klarę? I czy ma na sumieniu tyle samo, co wspominany bohater?

MOCĄ WOLI I ŻYCZENIA
Klara, podobnie jak wielu bohaterów świątecznych opowieści, nie chce celebrować wigilijnego wieczoru. Już w pierwszej scenie nastolatka ukazana jest jako młoda wynalazczyni. Interesują ją w równym stopniu prawa fizyki jak i ich zastosowanie w praktyce. Przez to większość czasu spędza w samotności - wśród wynalazków i książek. To odcinanie się od świata i ludzi zarzuca jej ojciec. Dla dziewczyny bardziej niż wierność tradycji i zastanawianie się, co ludzie powiedzą, ważniejsza jest szczerość wobec samej siebie. Są to pierwsze święta bez matki i świętowanie wydaje się jej czymś niewłaściwym. Kłótnia na przyjęciu gwiazdowym prowadzi Klarę do innego wymiaru. Tam znajdzie dzieło życia swojej matki, czyli Iskrę, która do życia powołała kiedyś zabawki, śnieżynki czy kwiaty - nadała im osobowość i pozwoliła odczuwać ludzkie emocje. Jakie były tego konsekwencje? Czy Klarze uda się zapobiec wybuchowi wojny w magicznej krainie?

NIEMCY, ROSJA, ANGLIA...
Zachowane niemieckie nazwisko bohaterki i konstruktora (jej ojca chrzestnego) to hołd dla autora powieści E.T.A.Hoffmanna. Pałace w stylu carskiej Rosji to ukłon w stronę Czajkowskiego i muzyki, którą stworzył do opowiedzenia tej historii w formie baletu. Charakterystyczna melodia - niczym motyw przewodni - towarzyszy widzowi przez całą fabułę filmu, stanowiąc jego nieodłączną część. Całość rozgrywa się zaś na gwiazdkowym przyjęciu w pobliżu Londynu.

DISNEY A ORYGINAŁ
Podobnie jak przy aktorskiej adaptacji książki "Alicja w Krainie Czarów" tak i tutaj studio Disneya zmienia wiek bohaterów. Klara nie ma więc siedmiu lat - bliżej jej do pełnoletności niż beztroskiego dzieciństwa, a ojciec podkreśla konieczności udziału w życiu towarzyskim. W powieści oboje rodzice dziewczyny żyją, w filmie zostaje półsierotą. W książce jej młodsza wersja jest niezadowolona z nieodpowiedniego dla niej prezentu - dziadka do orzechów. Starsza wersja Klary dostaje w prezencie (po zmarłej matce) coś na kształt popularnego w czasach carskich jajka Fabergé. Problem stanowi brak klucza, a wewnątrz pamiątki (niczym z czasów Anastazji) ma się skrywać wszystko to, czego w życiu potrzebuje. Podążając za nitką w świątecznej grze i dalej poprzez mrok - niczym wgłąb króliczej nory - Klara znajduje drogę do innej rzeczywistości. Stary konar drzewa, który na końcu drogi opuszcza, zbyt bardzo przypomina metody trafiania bohaterów do Narnii, by mógł to być przypadek.

TRZY KRÓLESTWA I KLUCZ
Trzy Królestwa (o Czwartym zakazano wspominać) bohaterka zostaje w stanie konfliktu, a przyczyną ma być jej matka - królowa krainy, którą powołała jego mieszkańców do życia, a następnie opuściła. Klucz do jajka okazuje się być kluczem do ponownego uruchomienia genialnej machiny. Jak to już w baśniach bywa, to jednak podróż wgłąb samego siebie stanowi prawdziwy klucz. Ukryte lustro raz jeszcze ukazuje, że wszystko to, czego nam potrzeba, tak naprawdę już od dawna mamy w sobie. Czarny charakter nie zawsze jest tym, kim się wydaje - choć kto uważnie obejrzy zwiastun, ten sporo zdoła przewidzieć - oczywiście poza motywem działania. Historia obywa się bez wątków romantycznych, choć można by się dopatrywać takiego uczucia między księżniczką (tak, tak tytułują naszą Klarę) a czarnoskórym kapitanem zwanym Dziadkiem do Orzechów.

REKOMENDACJE
"Dziadek do orzechów i Cztery Królestwa" to kino familijne. Film spodoba się młodszym jak i ich rodzicom, w których muzyka Czajkowskiego budzi sentyment. Nie ma tu zbyt wiele niesamowitych zwrotów akcji, ale młodszych one zaskoczą. Wiem to, bo byłam w kinie jako opiekun dzieci w wieku szkolnym (klasa 5) i znam już opinie o filmie. Dzieci cenią sobie Króla Myszy (kto ma przed nimi lęk prawdziwy - dla tego kilka scen może być drastycznych), a przede wszystkim jedną myszkę, która choć mało mówi (i po mysiemu), to macha dzielnie piąstkami i pomaga bohaterom poznać prawdziwe oblicza panujących regentów. Nie wpadłabym na to, ale widać twórcy filmów nie bez powodu powołują takie postacie do istnienia.

Dla mnie stanowiło to przedstawienie gwiazdkowe, na które tłumnie chodzą Amerykanie przed Bożym Narodzeniem. Mają całkowitą rację - szczególnie w wersji baletowej jest to prawdziwa magia świat. Nie jest to mój ulubiony film Disneya, ale jest to z całą pewnością produkcja, którą można oglądać wielokrotnie.


Byliście już w kinie? Planujecie seans?
Już jutro wybieram się na pokaz przedpremierowy najnowszego filmu z uniwersum HP!

wtorek, 28 sierpnia 2018

The Darkest Minds - Mroczne umysły


Instagram Zakładki do Przyszłości
Świat podzieliły znów kolory. Były to zielony, niebieski, żółty, pomarańczowy i czerwony. Ten, kto przeszedł z bohaterami serii Alexandry Bracken przez całość trylogii, wiedział dlaczego po prostu musi iść do kina by zobaczyć jedną z ulubionych serii na wielkim ekranie.

Tym zaś, którzy o tej historii jeszcze nie słyszeli, powiedzieć powinno się jedno: w pierwszej kolejności książka. Wystarczy tylko pierwszy tom by zrozumieć, jak wciągająca to opowieść.


Ukryte przesłanie znajdziecie w tytułach kolejnych tomów, które tworzą całość:



"Mroczne umysły" to bezpośrednie nawiązanie do daru, który należy ukrywać aby przetrwać. W niedalekiej wizji przyszłości tajemnicza epidemia część dzieci i młodzież zabija, resztę pozostaje przy życiu wraz z darem. Skalę umiejętności odzwierciedla paleta kolorów. Zielonych cechuje nadprzyrodzona inteligencja, Niebiescy dysponują telekinezą, a Żółci władają elektrycznością. To koniec bezpiecznego zakresu skali. Czerwonych i Pomarańczowych rozkazano eliminować. Dlaczego? Pomarańczowi łamać mogą umysły innych ludzi i naginać ich do swojej woli. Czerwoni wszystko obracają w zgliszcza, przywołując płomienie.

Rząd Stanów Zjednoczonych utworzył obozy by odzyskać kontrolę nad sytuacją. Inaczej myśli Ruby, której świat podział na kolory zupełnie zniszczył. Choć z obozu udaje jej się uciec, nadal nie wie, komu mogłaby zaufać. Czy warto poszukać bezpiecznego schronienia dla Uciekinierów czy może dołączyć do Ligii Dzieci i stanąć do otwartej walki o wszystko? Ruby musi podjąć decyzję i to szybko. Jej wybór może przesądzić o losie wielu osób - jest jedną z ostatnich Pomarańczowych i nie zawsze panuje nad swoim niszczycielskim darem.

Pierwszy tom rozpoczyna świetną trylogię. Po obejrzeniu nie jestem jednak pewna czy widzowie dadzą tej serii należną jej szansę. Ekranizacja świetnie zaprezentowana trójkę uciekinierów (Liam - Niebieski, Suzume - Żółta, Pulpet - Zielony) i choć lubię główną aktorkę w jej poprzedniej antyutopijnej ekranizacji (jako Rue z "Igrzysk śmierci"), to za nic nie pasowała mi ona do roli Ruby. Nie rozumiem też tak całkowitej zmiany wyglądu bohaterki, innej niż podyktowanej zwiększeniem popularności filmu.

Nielogiczne wydaje się też ujawnianie kolorów poprzez zmianę koloru tęczówki oka. W dodatku w momencie zmiany rozświetlającej się. Po co w takim razie przeprowadzać testy? Gdzie zniknęła cała tajemnica odnośnie natury posiadanych umiejętności? Czy widz (który książek nie czytał) nie jest w stanie rozpoznać, że bohater używa paranormalnych zdolności? Czy nie większe napięcie budowałby fakt, że nie wiemy, kiedy Pomarańczowi zaczynają swoją grę z umysłami innych osób? Zostają nam (fanom serii) jeszcze oczywiście i Czerwoni. Niczym ludzie - smoki a w żadnym stopniu nie jak opisała to Alexandra Bracken. To wszystko powoduje, że człowiek tylko kręci głową, zamiast zobaczyć wreszcie na dużym ekranie tak wyczekiwany finał pierwszego tomu. O absurdalnej scenie walki w centrum handlowym szkoda aż mówić.

Książkowe "Mroczne Umysły" to świetny wątek romantyczny. Historia relacji Ruby i Liam'a nie jest jednak prawidłowo odzwierciedlona w filmowej produkcji. Nie do przyjęcia było używanie swoich mocy na innych. Tymczasem Liam w filmie tak sobie zatrzymuje Ruby, co w pierwszym tomie serii raczej by nie przeszło. To, co bohaterów połączyło w świecie powieści, nie znajduje odzwierciedlenia na ekranie. Ich historia poruszała, wyryć mogła się w sercu. O tej zaś wersji widz łatwo zapomni. 

Równie ważny jak początek jest i zakończenie. Ruby w finałowej scenie staje na stadionie, dumnie przyznając się do swojego koloru. Tymczasem podział na kolory był narzuconym bohaterom przydziałem. Jest to tak otwarte zakończenie, że widz może pogodzić się z nim zbyt łatwo by chcieć zobaczyć kontynuacje losów bohaterów.

Mam nadzieję, że ktoś kiedyś zachowa część tej obsady i lepiej odwzoruje zasady rządzące światem po wybuchu epidemii, która podzieliła dzieci i młodzież na kolory. Trudno liczyć na kolejny film, ale może serial? Może produkcja stacji Netflix? Do osób, które nie czytały książek, pozostaje tylko zaapelować: to tam tkwi niezwykłość tej historii. To tam naprawdę znajdziecie to, czego szukaliście idąc do kinie - świetnej i niezapomnianej historii. I znów książka wygra ze swoją adaptacją, a film przegrywa już w przedbiegach.

Jesteście fanami tej serii i byliście już w kinach? A może dopiero macie w planach?

W POLSCE OD 24 SIERPNIA W KINACH

wtorek, 25 lipca 2017

Descendants 2 - przygoda Następców trwa

Gotowi na tańce na pirackim statku?
Kto pamięta jeszcze dzieci największych baśniowych złoczyńców, które dostały zaproszenie do królestwa rządzącego przez same pozytywne postacie tych baśni? Przez bohaterów, którzy ich rodziców za złe postępki zesłali na Wyspę Potępionych, jednocześnie na wygnanie skazując ich dzieci? Mal (córka Maleficent), Evie (córka Złej Królowej), Carlos (syn Cruelli De Mon) i Jay (syn Dżafara) wykorzystali jednak mądrze swoją jedyną szansę. Nie zrealizowali planu swoich rodziców, z którym przybyli do Auradonu. Wyzbyli się złego wpływu, a na szacunek kolegów i nauczycieli zapracowali dobrymi a nie złymi uczynkami.

IDEA: Ktoś jednak na Wyspie Potępionych wciąż pozostał. Ktoś nadal znosi los bycia zapomnianym i skazanym nie za własne grzechy - lecz za dziedzictwo swoich rodziców. Na Wyspie Potępionych trudno jest przeżyć trzymając się kodeksu moralnego, nowe pokolenie radzi więc sobie jak tylko może. Właściwie sporo o morzu będzie w tej właśnie kontynuacji.

MOTYW PRZEDOWNI: Skoro "Piraci z Karaibów" to także Disney, dlaczego więc nie wyreżyserować sequela filmu z pirackim motywem przewodnim? Kto z baśniowymi piratami kojarzy się bardziej niż Kapitan Hook i wiedźma Urszula? Dodatkowo mamy jeszcze syna Gaston'a, ale to bardziej przez powiązanie tej postaci z przeszłością pary królewskiej - Belli i Króla Bestii.

CZĘŚĆ DRUGA: Okazuje się, że Evie Carlos i Jay całkiem dobrze odnaleźli się w nowej rzeczywistości. Tylko przywódczyni grupy Następców (Mal) zdaje się nie pasować do baśniowej wizji szczęśliwego zakończenia. Zbliża się bal na którym zostanie oficjalnie przyjęta na dwór rodziny królewskiej by potem móc zasiąść na tronie u boku Ben'a (syna Króla Bestii i Belli). Im więcej przygotowań, tym częściej Mal ubiega się do czarów. Za mało czasu, za dużo zadań i aż chciałoby się na kogoś wrzasnąć aby mieć chwilę spokoju. To jednak sposób załatwiania spraw na Wyspie Potępionych i to do swojego starego życia tęskni Mal. Tam też postanawia wrócić. Ktoś na Wyspie jednak tylko czeka na swoją okazję - bardzo podobną do tej, której córka Maleficent sama wcześnie nie wykorzystała.


PLUSY: "Descendants 2" to przede wszystkim lepsza pod względem muzycznym kontynuacja. Ten, kto kocha układy taneczne, ten wyczekiwać będzie kolejnych śpiewanych sekwencji. Taniec w wodzie na pokładzie statku będzie zdecydowanie jedną z tych choreografii wartych zapamiętania. Inaczej jest już z fabułą, która wypełnia czas pomiędzy.

MINUSY: Kontynuacja wiele wątków prowadzi dalej, ale sporo też pomija. Dzieci złoczyńców wracają na Wyspę Potępionych wcale nie bojąc się spotkania z rodzicami, od wpływu których szczęśliwie uciekli. Nie zobaczymy (jak w części pierwszej) Złej Królowej czy Dżafara. Twórcy zapowiadali, że "Następcy" skupiać się będą tylko na młodszym pokoleniu, nie można jednak zaprzeczyć iż wiele w tym filmie jest scen niepotrzebnych - a jedną z nich taką kontynuacją wątku można by zastąpić.

PODSUMOWANIE: To oczywiście Disney i produkcja przewidziana tylko i wyłącznie na Disney Channel. Sukienki i stroje prawdziwie baśniowe - zmieniane wielokrotnie ze względu na promocyjne działania - mowa tu oczywiście o całej kolekcji lalek. Pozostaje jednak wrażenie, że skupiono się tylko na tańcu i strojach, jakość fabuły pozostawiając gdzieś w tyle. Poza wątpliwościami Mal, wydarzenia tej części wiele nowego nie wnoszą do historii losów Następców. To teksty piosenek przekazują więcej niż dialogi. Trudno też mówić tu o sporym rozwoju charakteru bohaterów czy zaskakujących zwrotach akcji. Produkcja polecana tylko i wyłącznie dla fanów pierwszej części.

CIEKAWOSTKA: Następcy to także seria książek, które wypełniają akcje pomiędzy filmami. Najnowszy z tytułów, który fabularnie poprzedza wydarzenia z filmowej kontynuacji, nie ukazał się w Polsce. Może doczekamy się jeszcze "Rise of the Isle of the Lost"? Któż to wie. Teraz można za to obejrzeć animowany serial internetowy "Wicked World", który pokazuje wydarzenia między pierwszym a drugim filmowym rozdziałem historii.

niedziela, 20 listopada 2016

Fantastyczne zwierzęta i jak (najszybciej) je znaleźć

Fantastyczne zwierzęta i jak (najszybciej) je znaleźć (jeśli walizka, w której były przetrzymywane, przypadkiem ma zepsuty zamek)

Newton Scamander przybywa do Nowego Jorku z walizką pełną potworów. Takie zdanie mogłoby zdobić nagłówki czarodziejskich gazet. Chłopak wyrzucony z Hogwartu pojawia się w Stanach Zjednoczonych, łamie zakaz przywozu magicznych zwierząt i gubi kilkoro pasażerów na gapę, których do obcego kraju zabrał ze sobą. W tym samym czasie Nowy Jork zdaje się prześladować jakiś szczególny pech, coś na kształt klątwy, coś co zauważają także mugole. Coś do może spowodować wybuch kolejnej wojny.

Co ciekawe w najnowszym filmie dość często widzimy oddział aurorów w akcji. Jedną z bohaterek filmowej opowieści jest właśnie Tina. To ona z nieznanego powodu została pozbawiona funkcji aurora. Tym bardziej kiedy trafia na podejrzanego przybysza z Wielkiej Brytanii, nie może oszukać swojej intuicji, która podpowiada jej, że Newt Scamander zwiastuje nadchodzące kłopoty.

Świat magii i magicznych (żyjących w stałym ukryciu) społeczność to temat nieobcy pokoleniu Harry'ego Pottera. Są jednak i zapewne nowi widzowie, dla których to dopiero początek przygody. Może właśnie dlatego równocześnie w magiczną przygodę zostaje wplątany Jacob Kowaski - zwyczajny pracownik fabryki, który pragnie otrzymać kredyt na rozkręcenie własnego biznesu... czyli piekarni. To jego waliza przypadkiem podmieniona zostaje z bagażem młodego Scamandera. Unikając wymazania pamięci, w dalszych losach czarodziejów dalej więc dzielnie uczestniczy. Ciekawe nowe postacie w tym świecie amerykańskich czarodziejów to także Queenie (siostra Tiny), Credence (wprowadzający wątek mugoli starających się uświadomić innych o istnieniu magii) oraz Graves (zacięty w swoich poszukiwaniach auror).

David Yates, odpowiedzialny za reżyserię tej produkcji, ma na swoim koncie poprzednie części o Harry'm Potterze: od "Zakonu Feniksa" po"Insygnia Śmierci". Choć nie jest to mój ulubiony reżyser, zaprzeczyć nie można, że świat brytyjskich czarodziejów zna i wie, jak zaprezentować jego amerykańską społeczność.

Efekty specjalne są na najwyższym poziomie, a magia szaleje w takiej skali jak nigdy. Nie zabraknie scen pełnych humoru ani poważnych wydarzeń, zwiastujących raczej mroczną przyszłość. To czasy Grindelwalda - równie złowrogiego jak Voldemort czarnoksiężnika ze swoimi zwolennikami. Choć jego wątek filmie mi się podobał, nie mogę się pogodzić z wyborem charakteryzacji dla tej postaci. Zwyczajnie nie pasuje, a przypomina wyglądem raczej Trickster'a z serii "The Flash". Jeśli chodzi o wybór reszty obsady, nie mam nic do zarzucenia. Newt Scamander pokazany został jako chłopak o złotym sercu, który w ludziach widzi największe zagrożenia dla świata magicznych zwierząt - ma świadomość, że wiele z nich znika bezpowrotnie. Pisząc swoją książkę (przyszły podręcznik, z którego będzie się uczyć Harry i jego przyjaciele) chce zmienić nastawienie do istot, w których także drzemie magia. Podejście muszą zmienić też amerykańscy czarodzieje wobec nie-magów (mugoli), z którymi jakiekolwiek kontakty są zakazane by uniknąć ujawnienia i kolejne już wojny.
Kto by takiego nie chciał zabrać do domu? A sami domyślcie się o kogo chodzi! ;)
Film nie stanowi ekranizacji króciutkiej książeczki, jaką J.K. Rowling wydała jako dodatek do serii o Harry'm Potterze. Dodatkowo pojawiają się rozbieżności w biografii jej autora. Filmowy Newton Scamander nie ukończył Szkoły Magii i Czarodziejstwa, zostając z niej wyrzuconym. Tymczasem w książce przeczytamy, że szkołę ukończył, a nawet zaraz po tym pracował w Ministerstwie Magii. Wielu (swoich ulubionych z opisów) fantastycznych zwierząt nie doczekałam się na ekranie, pojawiły się za to zupełnie nowe.

Jeśli uważacie się za pokolenie HP, nie może Was zabraknąć na tym filmie, kiedy jeszcze jest w kinach. Jeśli natomiast w jakiś sposób nie poznaliście jeszcze całego uniwersum świata Harry'ego Pottera, wasza przygoda dopiero się rozpoczyna. Kiedy tak dobry jest prequel, to jaka jest główna seria, do której prowadzi?

Kolejna część zapowiedziana została na 15 listopada 2018 roku. Tym razem zamiast Nowego Jorku jako miejsce akcji wystąpi Paryż, a do obsady dołączy Johnny Depp. Pojawić się mają ujęcia z młodości znanego nam dyrektora Hogwartu - tutaj młodego Dumbledore'a. Prawdopodobnie będzie więc to flashback, w którym spotkamy także Letę Lestrange - wymienioną w pierwszej części filmu przyjaciółkę Newt'a z Hogwartu. A ile ma być tych części? Potwierdzonych zostało aż pięć.

"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć"
Film: pierwszy z pięciu
Ekranizacja: oparte na podręczniku "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć"
Scenariusz: J.K. Rowling
Reżyseria: David Yates
Obsada: cudowna!
Byliście już w kinach? Jak Wam podobał się nowy odcinek świata czarodziejów?

sobota, 26 grudnia 2015

Star Wars: Przebudzenie Mocy

Nowe Pokolenie
Gwiazdy świecą w odległej galaktyce. Ich zimne światło wciąż stanowi tło dla pojedynku przeciwnych stron. "Powrót Jedi" zwiastował pokój dla całej galaktyki, tymczasem po latach dawne Imperium podnosi się z popiołów jako Nowy Porządek.

Najzdolniejszy pilot w szeregach Rebelii wyrusza z misją na poszukiwania wskazówek dotyczących lokalizacji legendarnego już Luke'a Skywalkera. By misja się udała musi przekazać dalej dane przez droida. Tak więc BB-8 przemierza piaski piaszczystej pustyni, szturmowiec (wychowany by zabijać na rozkaz) buntuje się przeciw narzuceniem mu takiego losu, a młoda handlarka złomem - wytrwale czekając na powrót bliskich - zastaje na swojej drodze... przygody, które ocalić mogą przyszłość galaktyki.

OD POCZĄTKU: Zwiastuny, jakie się pojawiały, były bardzo oszczędne w szczegóły dotyczące samej fabuły filmu. Po seansie można stwierdzić, że miały one także na celu zmylenie widza. W pozytywnym czy negatywnym znaczeniu?

Odnośnie epizodu VII - "Przebudzenia Mocy" w telegraficznym skrócie - pod względem fabularnym historia lubi się powtarzać. Znów ktoś z rodziny Skywalker'ów zdecydował się przejść na Ciemną Stronę Mocy. Ponownie buduje się kolejna (A jakże! Jasne, że jeszcze potężniejsza!) Gwiazda Śmierci. Rebelia musi wystawiać swoich najlepszych pilotów na niebezpieczne misje, a mały droid z niezwykle cennymi informacjami dla Sojuszu ponownie zabłąka się gdzieś na wydmach pustynnej planety (Nie, na szczęście to nie jest ponownie Tatooine). Taki mamy wstęp, co czeka na nas dalej w tej opowieści?

"MOC W MOJE RODZINIE ZAWSZE BYŁA SILNA": Z charakterystycznych, przewijających się na wstępie, napisów dowiadujemy się, że oto Luke Skywalker zaszył się gdzieś w odległych zakątkach galaktyki. Dlaczego tak się stało? Co z jego misją przywrócenia Zakonu Jedi?
Najpierw jednak poznamy realia, w jakich zastajemy galaktykę po tylu latach. Jak radzi sobie kolejne pokolenie? Jeden syn (nie powiem kogo) podjął szkolenie na rycerza Jedi, ale zawędrował i tak na Ciemną Stronę Mocy... przez co Luke zrezygnował z treningu i wycofał się by żyć w odosobnieniu. Jest jednak iskierka nadziei pod postacią pewnej dziewczyny (zbieraczki złomu) z pustynnej planety. Co więcej Ray to fanka starych opowieści o Jedi i oporowi przeciw Imperium, zna więc wszystkich dawnych bohaterów... tych powieści, które uważa się już tylko za legendy. Podobnie jak kiedyś Luke, dziewczyna z planety Jakku marzy o przeżyciu przygody - na kształt tych, które tak uwielbia. Poszukiwania złomu (na sprzedaż za skromne porcje żywnościowe) odbywają się we wrakach starych imperialnych statków osiadłych pośród wydm - niczym nam znanych okrętów sprzed stuleci. Życie nie jest łatwe, ale dziewczyna trwa w nadziei, że los się odmieni - nie ustaje w swojej wierze... I wkrótce los rzeczywiście się odmienia, choć nie tak jak się tego bohaterka spodziewała.

OŻYWIĆ LEGENDY: W kim z trójki bohaterów przebudzi się pradawna Moc? Zanim do tego dojdzie bohaterowie mają do odhaczenia na swojej drodze wiele spotkać w Nowym Porządkiem. Stary kradziony statek okaże się faktycznie Sokołem Milenium (tak, tym konkretnym!). Czy wspomniałam, że Ray jako zbieraczka złomu umie całkiem nieźle majstrować przy systemach elektronicznych? Pewnie dlatego także tak prędko zaprzyjaźnia się z pewnym droidem. BB-8 to prawdziwa gwiazda tego filmu.
Ze względu na tempo akcji potrzebny był droid, który potrafi się bardzo szybko przemieszczać.
Będzie też przesłanie takie jak w poprzedniej serii: Czekaj i bądź gotowy, kiedy przygoda Cię wreszcie odnajdzie. To tyle dla tych z Was, którzy filmu jeszcze nie widzieli - dalsza część jest dla osób, które nie obawiają się już SPOILERÓW.

HANDLARKA ZŁOMU: Pozwolono nam sądzić, że to szturmowiec będzie dzierżył miecz Jedi. Tymczasem jest to Ray! Kiedy okazało się, że Moc ujawnia się jednak w dziewczynie, byłam po prostu szczęśliwa. Oglądając trailery to bardziej właśnie ją widziałam w roli przyszłego rycerza Zakonu i tak się stało! Bardzo pozytywne zaskoczenie. Choć czasem zastanawiam się, czy to aby nie postać zbyt idealna? Potrafi pilotować w pojedynkę taki statek jak Sokół Milenium (a wiadomo, że ten konkretny model zawsze potrzebował dwóch pilotów), świetnie radzi sobie z elektronicznymi problemami, zna stare opowieści i bez większego szkolenia potrafi dać sobie radę z rycerzem Ciemnej Strony Mocy. Kim jednak jest Ray? Czy ma jakieś koneksje rodzinne z Skywalkerami? To nadal tajemnica do rozwikłania na następne części - podobnie jak trening (tak jak na szkolenie poświęcono środkową część - "Imperium Kontratakuje").

SZTURMOWIEC: To częściowo chyba także wyraz tolerancji w Stanach uwzględniający czarnoskórego aktora wśród obsady - i to w jednej z głównych ról. Filmy (nawet te dziejące się w odległej galaktyce) to także po części obraz i naszych czasów. Tak więc nasz zbuntowany szturmowiec, czyli Finn (imię jest dłuższe, a właściwie to numer seryjny, ale został skrócony wedle zasady: zamiana życia to i zmiana imienia). Trailery to jego pokazywały w roli kolejnego Jedi i faktycznie bohater nie tylko dzierży miecz świetlny, ale także będzie się nim pojedynkował. Nadal nie mogę dociec jak BB-8 tak szybko mu zaufał, nawet kiedy Finn wyjawił, że jest byłym żołnierzem dawnego Imperium (choć scena z udziałem zapalniczki to hit!). Nie wiem, czego się po tej postaci spodziewać... ale propozycja ucieczki z pewnym pilotem Rebelii wypadła dobrze i zabawnie. Co dalej... zobaczymy :)

PILOT REBELII: Niezwykle przystojny czy już wspomniałam? Och, jak go tylko zobaczyłam w tej kurce pilotce to pomyślałam sobie, że to będzie takie zastępstwo w młodszym pokoleniu za Kapitana Solo (myślałam tak, jeszcze nie znając finału - dzięki temu kto zaspoilerował mi finał na FB...). Tak więc jest Poe Dameron (tu imię pewnego znanego pisarza!), który rozpoczyna całą misję i nową galaktyczną przygodę.

Tak, zaczęłam już knuć w czasie seansu, że on i Ray... to były godny OTP tej nowej trylogii. Choć widać było, że Finn też czuje coś do Ray, jakoś nie mogłam tej relacji wyobrazić sobie w przyszłości. Niewiele brakowało, a bohaterowie Ci (Ray i Poe) spotkaliby się jeszcze w "Przebudzeniu Mocy". Tak wiem, ona prawdopodobnie zostanie Jedi... ale Zakon jest w potrzebie rekrutacyjnej, a więc w myśl zasady - dobry wątek miłosny nie jest zły! Zapomniałam tylko dodać, że Poe to obecnie najlepszy pilot w siłach Rebelii.

BEN: Kluczem do tajemnicy jest fraza kampanii: "Moc w mojej rodzinie jest silna". Nie tak łatwo dźwigać na sobie brzemię Ciemnej Strony Mocy i nie ulec mu. Ma się przecież jakieś zobowiązania wobec przodków, prawda? Anakin po Ciemnej Stronie to było coś - coś co nie tak znowu łatwo przebić. A może wcale nie trzeba tego robić? Ten mroczny sith jeszcze nie ukończył swojego szkolenia, można więc przymknąć na to oko. Jednak już widziałam wcześniej, ale teraz to już chyba rozpętają się na maksymalne obroty, przeróbki z udziałem następcy Mrocznego Lorda i zimowej scenerii z Gry o Tron. Czy relacje rodzinne da się jeszcze naprawić po finale, jaki zaplanowano na "Przebudzenie Mocy"? Nieznana jest moc przebaczenia.

Święta i czas przed Nowym Rokiem to dogodny okres by wybrać się do kina. Warto uwzględnić w planach najnowszy film z serii Star Wars, bo choć o wiele zabawniejszy we władzy Disneya (ceniłam sobie także poważny wydźwięk tej historii - może w następnych częściach?), to wciąż pozostaje w ramach historii, które tak bardzo do nas przemawiają: "Dawno, dawno temu... w odległej galaktyce" - a to przecież przede wszystkim start jak początek z baśni - tylko że gwiezdnej.

Mieliście już szansę wybrać się na "Przebudzenie Mocy"? Jak Wasze wrażenia?
Moje ulubione epizody to II, IV i VI, ale ten także mi się podobał :)

piątek, 20 listopada 2015

Finał Igrzysk - Kosogłos cz. II

"WSZYSTKO W MOICH SNACH"

Dziś dzień premiery ekranizacji jednej z najlepszych serii! Jakże można więc nie udać się do sali kinowej by przeżyć raz jeszcze finał fabuły powieści, jeśli ma się ku temu okazję? Nie można! Trzeba iść jak najprędzej! Tak też zrobiłam więc i ja, a mogę podzielić się z Wami wrażeniami z tego finału filmowej trylogii "Igrzysk".

Kampania reklamowa, otaczająca premierę finałowego odcinka historii Panem, kreowana była na zasadzie schematu: "To zakończenie Was zaskoczy!" Słusznie więc także fani książek spodziewali się zmian w oryginalnym przebiegu fabuły - szczególnie, że jest on tak trudny do zaakceptowania. Film jest jednak wciąż wierny powieści, a opowieść biegnie znanym torem. Co to może oznaczać? Może tyle, że kampania reklamowa przygotowywana była głównie pod osoby, które książkowego pierwowzoru nie czytały? Tylko ich bowiem mógł zdziwić taki finał. Co się tyczy innych nieścisłości względem książkowej wersji... nie tak łatwo jest to określić po tylu latach.

KSIĄŻKOWY FINAŁ: Jak każdy fan Igrzysk (od samego początku obecności powieści na naszym rynku) finał serii czytałam zaraz po dacie jego premiery (listopad 2010). Jest to najmniej lubiana przeze mnie część. Przeczytałam więc, zaakceptowałam niechętnie i do książki tej w całości już nie wracałam. Nie mam jej nawet dłużej w domowej biblioteczce, bo zaczytuję się tylko w "Igrzyskach" i "W pierścieniu ognia". Widoku tamtej nie mogłam (zwłaszcza zaraz po lekturze) nawet znieść, więc znalazłam dla tomu trzeciego innego właściciela. Po tylu latach więc szczegóły się już zatarły, ale przebieg (takiej) fabuły w pamięci czytelnika musiał się trwale zapisać.

"BO GORSZE SĄ GRY, W KTÓRE MOŻNA GRAĆ": Film podejmuje opowieść dokładnie tam, gdzie została poprzednio przerwana. Katniss Everdeen dopiero wyleczyła rany odniesione po spotkaniu z Peetą - jej znajomym z czasów dzieciństwa, sprzymierzeńcem z aren Igrzysk oraz kimś, komu można by kiedyś powiedzieć "kocham". Po tym, co trybutowi z Dwunastki zafundował Kapitol, Peeta nie jest już pewny swoich wspomnień. Winę za wszelkie zło zdaje się jednak ponosić właśnie Katniss - a właściwie to osoba tylko są pod nią podszywająca - "zmiech" (o czym troszkę później).
Bohaterka próbuje odnaleźć sposób by wyrównać krzywdy - także te z poprzednich Igrzysk. Z czasem, gdy działania wojenne nabierają rozpędu, zdaje sobie jednak sprawę, że nie o zemstę tu chodzi - a o jak najszybsze zaprowadzenie pokoju, tak by nie musieli ceny ponosić inni - w tym jej rodzina i przyjaciele. Może się to jednak nie okazać tak łatwe. Nawet w obliczu rewolucji Kapitol wciąż ma swoich sprzymierzeńców, wojnę zamienia w kolejne (oczywiście nadawane na żywo) Igrzyska, a Katniss znajduje się w sercu bitwy o przyszłość Panem, u boku mając Peetę, któremu nie sposób teraz zaufać.

PLUSY I MINUSY: Jak każdy film z tej serii, podobnie "Kosogłosa Część II", oceniam pozytywnie. Nie będę tej części oglądać (prawdopodobnie) tyle razy co "Igrzyska" czy "W pierścieniu ognia". Druga część ekranizacji trzeciego tomu trzymała nieustannie w napięciu i umożliwiała z łatwością przeżywanie raz jeszcze losów Trzynastu Dystryktów. Jest Kapitol zmieniony w kolejną arenę. Jest Peeta, który walczy o odzyskanie swoich wspomnień, uczuć i tożsamości. Jest wreszcie i finał, nieprzewidywany zwrot akcji oraz scena ukazująca losy bohaterów wiele lat później. To wszystko, co zapamiętałam i chciałam zobaczyć na ekranie, zostało zawarte w tej kinowej produkcji. Jeszcze tylko kilka zdań o najbardziej rzucających się w oczy minusach.

Pewien problem można było przewidzieć już od ekranizacji pierwszego tomu - a mianowicie "zmiechy". Przy filmowaniu pierwszych Głodowych Igrzysk twórcy poszli na łatwiznę. Zwyczajnie jako efekty specjalne zafundowali nam troszkę tylko większe bestie na podobieństwo psów. Nie miały ani oczu poległych trybutów ani ich charakterystycznych cech wyglądu - tych, które pozwalały stwierdzić okropne podobieństwo do niedawnych rywali czy sprzymierzeńców z areny. Fani książek wiedzieli, że to niewłaściwa decyzja, bo wątek ten powraca w znaczącym momencie finałowych rozgrywek całej trylogii. Nie było do czego wracać tak więc... ponownie, jak to w antyutopiach bywa, zaprezentowano coś na kształt zombie tym razem wizualnie podobnego do postaci z filmu "Obcy - Ósmy pasażer Nostromo". Widzimy potwory, ale bez lektury książkowej wersji trudno wiedzieć, czym są zmiechy i czemu były tak straszne. Nie chodziło o ich wygląd czy okrucieństwo. Najbardziej przerażająca część to fakt, że zmiechy powstawały w laboratoriach Kapitolu w wyniku genetycznej manipulacji i zmieszania ludzkiego DNA ze zwierzęcym (wilka, małpy czy też jaszczura LINK).

Wszystkie te niedociągnięcia to jednak nic w porównaniu z.... reakcją pewnych osób w czasie seansu. Uważam, że w młodzieży drzemie ogromny potencjał. Lata szkoły średniej to też fajny okres w życiu, jeszcze nie tak mocno obciążony odpowiedzialnością. Mam jednak momentami takie wrażenie, że nie jestem już pewna, jakie będzie to pokolenie, które przejmie kiedyś inicjatywę. Po co iść na tego rodzaju film z grupą znajomych, skoro zamiarem jest się pośmiać i powygłupiać? Sam fakt, że "Igrzyska" to historia fikcyjna, nie oznacza automatycznie, że jest to komedia, w której z wszystkiego można się śmiać. Przecież to opowieść o wojnie i stracie - a w szczególności już "Kosogłos" podkreśla te aspekty. Jak więc można śmiać się ze śmierci ulubionych bohaterów czy poniesionej przez nich straty osób im bliskich? Kompletny brak empatii. Wiem, że jedna grupa całej młodzieży nie reprezentuje... ale spotykam się już z takim zachowaniem tak często, że zwyczajnie brak mi na to słów. Jeśli więc ktoś nie czytał książki, a zobaczył tylko zwiastun i chce iść do kina na coś, co jest modne, przy tym dobrze się bawić, powygłupiać, pośmiać i poprawić sobie humor, to zapraszam na komedie - jest ich pełno.

Zastanawiacie się może, która z melodii pojawia się jako pierwsza na napisach końcowych? Jako podsumowanie całej tej filmowej opowieści? To kołysanka, którą Katniss nuciła dla Rue jeszcze w czasie jej pierwszych Igrzysk. Czy ktoś to zauważył z publiczności, z którą byłam dziś w kinie? Cudownie gdyby tak było. Nim rozbłysły światła, praktycznie wszyscy radośnie wyszli, zagłuszając całą resztę. Może to właśnie książki uczą nas empatii? A może nie potrzeba znajomości lektury by być wrażliwym na ludzki los - nawet jeśli jest on zaprezentowany w postaci fikcyjnej opowieści o dziejach antyutopijnej przyszłości?

Dajcie znać jak Wasz seans! Mieliście już szansę by być w kinie na finale tej trylogii? 
Jak wrażenia?

poniedziałek, 9 listopada 2015

W Morzu Ciekawostek: "Fantastyczne stworzenia i jak je znaleźć"

Jakie to uczucie, gdy przebudza się cały fandom? Zwyczajnie fantastyczne. Tak dzieje się właśnie w przypadku nowego rozdziału w ramach świata Harry'ego Pottera. Od dawna wiadomo już było, że zabrano się za ekranizację przygód, które przyczyniły się do powstania podręcznika dla uczniów Hogwartu, czyli tytułu "Fantastyczne stworzenia i jak je znaleźć". Teraz można obserwować już efekty i dowiedzieć się kilku ciekawostek - oto dziesięć z nich.

#1 "Fantastyczne Stworzenia i gdzie je znaleźć" to właściwie podręcznik z biblioteki Hogwartu. Oczywiście napisany przez autorkę cyklu. Sama J.K.Rowling przekształciła go teraz w scenariusz filmowy. Akcja rozgrywać się będzie w Nowym Jorku roku 1926. [info]

#2 Brytyjska i Amerykańska odmiana języka angielskiego różnią się od siebie znacznie. Wiecie, że w przypadku przygód Harry'ego Pottera musiało powstać amerykańskie tłumaczenie brytyjskiej wersji (w tym przypadku oryginału)? Było to oczywiście tłumaczenie typu "intralingual" (z angielskiego na angielski), czyli rodzaj parafrazy, lecz tylko częściowej (przekładowi poddano tylko niektóre zwroty czy słowa).
Ten aspekt językowy także został uwzględniony w filmie [link]. Amerykańscy czarodzieje mają swoje słowo na osoby nieposiadające magicznych zdolności i nie jest to określenie "mugol", które jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych słów z uniwersum HP. Zamiast tego będzie funkcjonować termin "No-Maj" (wymawiane jak angielskie "no madge"), co oznaczać będzie tyle co "no magic". [info]

#3 Film będzie tym razem o amerykańskich czarodziejach. Newt Scamander przybywa do Nowego Jorku, gdzie rozpoczyna się ciąg jego przygód. Wiemy, że aby napisać taki podręcznik, musiał mieć ich bardzo wiele. I to spotkań bardzo bliskiego stopnia z magicznymi stworzeniami, których skala niebezpieczeństwa określona została w podręczniku.

#4 Pojawiły się już pierwsze oficjalne zdjęcia z filmu plus kilka ujęć z planu filmowego [można je przejrzeć TUTAJ]. Dzięki nim znamy także już imiona niektórych z nowych postaci. Jest więc nasz Newt Scamander (Eddie Redmayne) oraz
Porpentina “Tina” Goldstein(Katherine Waterston), Queenie Goldstein (Alison Sudol) and Jacob Kowalski (Dan Fogler). Czyżby jakieś polskie korzenie? A może tylko zbieg okoliczności?

#5 Wydarzenia mają miejsce na 70 lat przed akcją "Kamienia Filozoficznego". Jednocześnie są to sławne lata 20 XX wieku.[info] Niesamowity czas, kiedy świat odetchnął po Pierwszej Wojnie, a nie zdążyła się jeszcze rozpocząć kolejna. To świat, gdzie wszystko jeszcze było możliwe - przeróżne scenariusze otwarte. Świetnie dobrany czas na miejsce akcji. Podobne wybrała Libba Bray w swojej powieści "Wróżbiarze" [RECENZJA].

#6 Scenariusz do tego prequela był pierwszym scenariuszem Rowling. Napisała go razem z reżyserem czterech ostatnich filmów o Harry'm Potterze - znanym jako David Yates.

#7 Plotka niesie, że prequel ten pokaże również zupełnie nową szkołę magii podobną do Hogwartu, a znajdującą się w Ameryce. W filmie ma być również odpowiednik brytyjskiego Ministerstwa Magii, czyli Magical Congress of the United States of America (w skrócie MACUSA) - w tłumaczeniu Magiczny Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki. To właśnie wnętrze tego budynku widać na zdjęciu, które zdobiło okładkę pewnego czasopisma [LINK].

#8 Ten film to prequel (wydarzenia przed) do serii HP. Pojawić się ma także i sequel (wydarzenia po), który skupi się na jednym z synów Harry'ego (Albusie). Historia zostanie opowiedziana w formie przedstawienia teatralnego i przedstawi wydarzenia mające miejsce 19 lat po fabule finałowego tomu "Insygnia Śmierci". Na deskach zawita w czerwcu 2016 roku pod tytułem "Harry Potter and the Cursed Child". Nie wiedzieć dlatego, ale w przypadku kolejnych części wolę prequele niż sequele. Może to dlatego, że prequel bardziej musi trzymać się ram kanonu i nie możne za bardzo namieszać, jak to często czyni sequel. [info]

#9 To tylko pierwszy film z serii. Docelowo ma być to cała trylogia. Moda na rozbijanie powieści na mniejsze ekranizacje kinowe nadal trwa, prawda? Tym razem jest to troszkę inna sytuacja. Nie mamy książkowego pierwowzoru, jedynie (aż!) podręcznik, z którego wyczytać można zaledwie skrawki przygód jego autora. Choć dla mnie mogłaby się pojawić papierowa wersja - książka także pióra Rowling, która opisywałaby te przygody.... jeszcze zanim film wejdzie do kin. Ileż to jest takich właśnie książek na podstawie wczesnej wersji scenariusza, które wcześniej promują nadchodzący film? Tak było w przypadku "Czarownica" [RECENZJA] czy "Kopciuszka" [RECENZJA].

#10 Data premiery filmu dopiero za rok. To listopad 2016 roku (18.11.2016). W międzyczasie pojawią się pewnie także inne materiały promocyjne, w tym wywiady z obsadą oraz zwiastuny, z których dowiedzieć się będzie można coraz więcej o przebiegu fabuły tajemniczego i magicznego prequela.


Znaliście już te 10 ciekawostek? 
Zaliczacie się do grona fanów świata Harry'ego Pottera? Będziecie wyczekiwać tego filmu?

piątek, 23 października 2015

W Morzu Ciekawostek: Następcy


Wiedzieliście, że właśnie dzisiaj przypada data premiery "Następców" na DVD? Jeśli więc nie mieliście okazji zobaczyć tej pełnometrażowej produkcji Disneya, istnieje już taka okazja. Zapewne film będzie dostępny zarówno w oryginalnej (angielskiej) jak i polskiej wersji językowej. Na co warto zwrócić uwagę oglądając Następców? Oto dziesięć szczegółów, które nie powinny umknąć fanom. Zaglądamy więc raz jeszcze na Wsypę Potępionych, gdzie złe wychowanie jest w najlepszym stylu.

#1 Mal nosi takie samo imię jak jej matka, czyli w oryginale - Maleficent. Diabolina (polskie tłumaczenie tego imienia) nie przekaże jej jednak pełnego imienia do chwili, kiedy córka nie udowodni, że jest wystarczająco zła by nosić takie miano. [źródło]

#2 Dzieci (Następcy) to w żadnym wypadku wierne kopie swoich rodziców. Ale co w przypadku, kiedy rodziców otacza tak rozpowszechniona (dobra) zła sława? Choć Mal, Evie, Jay i Carlos to zupełnie inne osoby niż ich rodzice, ich mroczne dziedzictwo zostało odzwierciedlone w barwach, które noszą te postacie w filmie. Na plecach - na kurtkach czy też bluzach - widnieją nawet emblematy reprezentujące poszczególnych złoczyńców. Jest więc tam smok, serce i korona, kobra oraz kości. [źródło]

#3 Obecność piosenek w tym filmie wcale nie odejmuje blasku tej historii - nie czyni ją także mniej poważną, mimo iż to produkcja skierowana do dzieci i młodzieży. Nic nie stoi na przeszkodzie by zainteresowali się nią także Ci wszyscy, którzy lat mają już sporo, ale nadal kochają baśnie - szczególnie w nowych odsłonach. Utworów bardzo dobrych jest tutaj kilka ("Rotten to the core", "Did I mention", "Set it off", "If only"), które idealnie uzupełniają opowieść - warto się w nie dobrze wsłuchać.

#4 Już zamarzyła się kontynuacja? Nie tak dawno temu potwierdzono, że "Descendants 2" zawita na ekrany telewizorów już za rok (latem 2016). To nie wszystko, bo także Melissa de la Cruz napisze kolejną książkę z tego cyklu (wydano już "Wyspę Potępionych"), która ukazać ma się w maju 2016.

#5 Są już trzy kreacje córki Maleficent. Mamy obraz z serialu ONCE i Lily, która także potrafi zmieniać się w smoka. W internetowej serii Ever After High także pojawia się postać córki Złej Wróżki, której nie zaproszono na bal. Tutaj jest to bardziej "wróżka" w tradycyjnym rozumieniu tego słowa - wiecie, skrzydła i te sprawy. Najciekawszą z kreacji zaprezentował na ten moment właśnie Disney w postaci dziewczyny o fioletowych włosach i zielonych oczach smoka.

#6 Kostium i kreacja Mal ma być taka jak "zbrudzony cukierek" (dirty candy). Wcześniej była to sama słodycz i mogłaby być... gdyby słodkość nie upadła na ziemię. Takie barwy dominują w stroju dziewczyny: fiolety, błękit, zieleń i czerń. Ile historii charakteru przedstawić można poprzez sam strój postaci? Jest to też bezpośrednie odniesienie do sceny, w której Mal zabiera dziecku cukierek... ale to jej matka (Maleficent) rzuca go na ziemię zanim... odda płaczącemu brzdącowi. Metafora tego, że to rodzice sami (celowo czasem) psują swoje pociechy? Na Wyspie Potępionych złe wychowanie jest w najlepszym stylu.

#7 Jedni powiedzą, że to bajka, gdzie prześpiewa się połowę fabuły, zamiast ją na poważnie opowiedzieć. Inni (Ci którzy choć raz próbowali uczyć się i zapamiętywać dłuższe układy choreograficzne - choćby na zajęciach takich jak step dance czy zumba, gdzie wszystko musi być zgrane w czasie z resztą grupy by robiło pełne wrażenie) będą w stanie docenić ogrom pracy, wysiłku i czasu, jakie cała ekipa zainwestowała w dopracowanie tych numerów tanecznych. Nie było im łatwo, gdyż pracowali pod nadzorem osoby odpowiedzialnej za High School Musical. TUTAJ można zobaczyć ujęcia z długiego okresu ćwiczeń, który poprzedzał kręcenie filmu. Na te same utwory, które usłyszycie w filmie, spojrzycie zupełnie inaczej - zapewniam.

#8 W polskiej wersji językowej dubbing wypadł nawet dobrze. Głosy dobrane zostały w taki sposób, że mimo iż nie przypominały tych z oryginału, to brzmiały całkiem całkiem (jak już człowiek się przestawił). Zdziwiło mnie za to, że nie zdecydowano się na tłumaczenie tekstów piosenek. Dosłownie ani jednej! To opowieść musical i połączenie fabuły z tekstem utworów jest kluczowe. Jeśli ktoś nie zna wystarczająco dobrze angielskiego, niestety traci ten aspekt historii Następów. Ciekawe czy w wersji DVD, kiedy wybierze się opcję "język angielski z napisami polskimi".... zobaczymy tłumaczenia tekstów piosenek? Trzeba się przekonać!

#9 Pojawiło się już kilka z odcinków animowanej kontynuacji losów Następów w Auradonie. Można je obejrzeć TUTAJ (obecnie tylko w angielskiej wersji językowej). Krótkie epizody to część kampanii reklamowej dla całej serii produktów z logo Następców. O wiele bardziej czekam jednak na filmowe i książkowe kontynuacje ich przygód.

#10 O fabule, stwarzaniu świata oraz modzie w "Następcach", czyli kolejnych ciekawostkach, przeczytać można na stronie galapagos.com. Dlaczego Wyspa Potępionych wygląda jak slamsy? Z jakiego powodu tak rozwinął się tam handel wymienny? Czy ten filmowy świat może w jakiś sposób przypominać lata 70? Czy Auradon może mieć jakieś wady? Odpowiedzi szukać należy we fragmentach wywiadów z twórcami.

W SKRÓCIE:
  • Książkowy prequel historii - to "Wyspa Potępionych" autorstwa Melissy de la Cruz (RECENZJA)
  • Główne wydarzenia - to już filmowa opowieść w wersji aktorskiej (WRAŻENIA Z FILMU)
  • Pojawiły się dwie książki (RECENZJA) - napisane na podstawie wczesnej wersji scenariusza. W nich znajdziemy perspektywę Mal oraz innych Następców na wydarzenia, które widzieliśmy w filmie. Jest i parę dodatkowych informacji.
  • Dalsze przygody - to seria animacji pod tytułem "Wicked World", publikowanych co tydzień na YT
  • Wszystko to w oczekiwaniu na: kolejną powieść Melissy de la Cruz oraz drugi musicalowy film

Ile z tych ciekawostek odnośnie Następców już znaliście?
Czekacie na kolejne losy tych bohaterów? 

czwartek, 24 września 2015

Więzień Labiryntu: Próby (ekranizacji) Ognia

źródło: tumblr
Wreszcie udało mi się wybrać na "Próby Ognia"! Wybierałam się tak już od premiery. Najczęściej udaje mi się obejrzeć kinowego ekranizacje właśnie w dniu ich pierwszego pokazu. Poniedziałek po piątkowej premierze to też dobry czas, prawda?

Spotkać będzie można zapewne pełno opinii o tym filmie od osób, które książki jeszcze nie przeczytały. Jeśli jednak już na wstępie ciekawi Was, jak wierna jest to pierwowzorowi adaptacja, to już wyjaśniam. Film odwzorowuje to, czego doświadczyli bohaterowie w drugim tomie serii. Nie robi tego w sposób dokładny.

Choć książkę czytałam już trzy lata temu, to w lekturach typu GONE, zapamiętuje się co drastyczniejsze szczegóły - nawet mimo upływu czasu (RECENZJA - A MOŻE NAWET W KRAINIE DRESZCZOWCÓW). Większość z nich nie znalazła się w tej adaptacji. Esencja historii pozostała - to opowieść o próbie odkupienia za czyny, których się nie pamięta. Drugi film w serii ma także inny główny temat - a jest nim zdrada i to ze strony najbliższej osoby (co i tak nie było tu aż tak dotkliwe, gdyż już w pierwszym filmie wątek telekinetycznego połączenia umysłów wyrzucono). Zapraszam na wrażeniach z "Prób Ognia" w sześciu punktach.

#1 Jeśli zastanawiacie się nad widokiem ukazanym na ulotce i głównym plakacie, który ten film promuje to... nie znajdziecie takiej sceny w całym filmie. Powalony wieżowiec jako most owszem i jestem. Całkiem emocjonująca akcja rozgrywa się w jego wnętrzu. Nie uczestniczy w niej jednak cała gromadka bohaterów, a zaledwie dwoje z nich. Choć upadły budynek (taka gra słów) tworzy most to także jako most nie został wykorzystany. Także nie dajcie się zwieść :D

#2 Nie przepadam za książkami, gdzie na bohaterów co krok wypadają chordy zombi. W czasie lektury (przy wykorzystanych należycie nakładach wyobraźni) można się już poczuć nieco nieswojo, a co dopiero gdy zekranizujemy to w kinie. Nie aż w takim stopniu... rozkładu powiedzmy... wyobrażałam sobie Poparzeńców. Co więcej pamiętam, że z częścią z nich dało się nawet poprowadzić małą konwersację - co momentami czyniło akurat obraz straszniejszym niżby mniej, ale nie o tym teraz. Poparzeńcy w tej adaptacji niczym nie różnią się od zombi. Ci więc, którzy pójdą do kina bez wcześniejsze lektury powieści (pewnie spora grupa widzów), zakwalifikują to jako zombie. A Poparzeńcy nie tym właściwie byli. Cała przemiana i relacje były o wiele bardziej problematyczne.

#3 "Próby Ognia" to opowieść o przyjaźni (w bardzo trudnych czasach), ale także i zdradzie. Tutaj na pierwszy plan powędrują dwie silne postacie kobiece: Teresa oraz Brenda. Żadnej z tych aktorek (od samego początku) nie uznałam za dobrze dobrane do tych roli. Thomas to za to mistrzostwo. Uwielbiam bohatera książkowego, a Dylan (nasza gwiazda Teen Wolf) dobrze ogrywa jego postać. Oczywiście, że przypomina się nam Stiles! Jakże by inaczej. Jako Thomas jest jednak o wiele bardziej opanowany (tak samo sympatyczny), ale i też mniej dowcipny. To dobra gra aktorska i można odczuć różnicę. Idealnie byłoby, kiedy Thomas'a grałby mniej rozpoznawany aktor, ale teraz też nie jest przecież źle!

#4 Oglądając zdjęcia z premier zagranicznych często pojawiała się na czerwonym dywanie nasza (przyszła) serialowa Clary. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że musiała wystąpić w "Próbach ognia" w jakiejś epizodycznej roli. Faktycznie tak jest! Nieprzypadkowe są jednak już liczne ujęcia tej TYLKO epizodycznej postaci. Wątpię by była to aż taka promocja serialowej adaptacji "Darów Anioła"? Może mam takie wrażenie, bo jej wygląda mocno odbiega od reszty. Ona jako jedyna z rebeliantów ma czyste blond włosy, wyszukany strój i uśmiech na twarzy. Cała reszta naszych uciekinierów z Labiryntów? Kąpiel dawno temu, włosy pozlepiane od potu, krwi i piasku, strój dawno w strzępach. Widać kontrast? W filmie zawsze będziecie wiedzieć, gdzie znajduje się ta aktorka. Dosłownie ZAWSZE.
To nie jedyny serialowy crossover, jaki tutaj spotkacie. Fanom o Teen Wolf przypominać nawet nie trzeba, ale spodziewać się też można znajomego z "Gry o Tron" (podobna w charakterze rola).

#5 Filmowe "Próby Ognia" to o wiele bardziej łagodna wersja wydarzeń niż tak, której doświadczy czytelnik w ramach lektury. Warto oczywiście poznać CAŁOŚĆ Trylogii Labiryntu zanim znajdziemy się już w kinowej sali. O wiele więcej wówczas w tym zabawy, a to taki rodzaj historii, gdzie dobrze jest dostrzegać pewne wątki z perspektywy tego, co dopiero w filmach się wydarzy. Znajomość książkowego pierwowzoru nie daje jednak całkowitej przewagi. Wiele jest odniesień do tego, jak same Labirynty jak i DRESZCZ powstały, a klucz do tego jest we wspomnieniach Thomas'a. Nasz bohater wybrał jednak by... nie pamiętać tego, kim był oraz czego się wcześniej dopuścił. Brakującą część opowieści dopowie dopiero sam James Dashner w kolejnym prequelu (jeden bowiem już jest) do tej serii - a będzie to The Fever Code - INFO. Na ten przyjdzie jeszcze poczekać do roku 2016 (dokładniejsza data nieznana).

#6 Czasem mam wrażenie, że kluczowy w tej serii jest tytuł pierwszego tomu w oryginale, czyli "The Maze Runner". U nas przetłumaczone jako "Więzień Labiryntu" (i choć to chwytliwa nazwa) nie odzwierciedla istoty tej historii. Idealnie oddaje ją słowo "Runner" - określające zapewne w zamyśle autora to, co będą robić bohaterowie tej serii. Znaczna część całej tej serii można podsumować jako: "Biegnij ile tylko masz sił, najszybciej jak możesz zabieraj się stąd. Już za późno! Gazu!" Bieganie (w stresie, długo i okropnie szybko) jak nic potrafi napędzić akcję.

Kiedy pojawił się pierwszy tom tej serii, wielu porównywało ją do sławnych już wówczas "Igrzysk". Antyutopijna przyszłość, tutaj bardziej też postapokaliptyczna, gdzie nie ma ucieczki, a o życie walczy się na wykreowanej arenie (Labirynty) lub poza nią (Pogorzelisko). Z każdym tomem jest to jednak zupełnie inna opowieść, którą bezsprzecznie warto poznać.

Wybieracie się do kina, prawda? Wiecie, kto będzie tam na Was czekał :)
Jeśli jednak nie czytaliście książek (ani nie oglądacie Teen Wolf), a nadal planujecie wyjście do kina, to czekać na Was będzie filmowa opowieść pełna akcji. Nie sposób się na tej produkcji nudzić, niezależnie czy książki się czytało czy też nie. Można się także bawić o wiele lepiej, znając pierwowzór filmu oraz wszystkie te szczegóły, które okażą się istotne w następnej części... a na które już teraz można zwrócić uwagę.
PODSUMOWANIE, czyli dużym skrócie

"Próby Ognia", czyli kiedy myślisz, że już uciekłeś, a okazało się, że... uratował Cię właśnie wróg. W zasadzie to nie tylko "Próby Ognia", ale i "Lek na Śmierć". Zapamiętajcie główne motto tej historii, a nie dacie się zaskoczyć w czasie lektury czy też seansu kinowego.

To także opowieść o tym, że warto sprawdzić dokąd prowadzi tunel wentylacyjny... szczególnie jeśli nie ufa się całkowicie (główne motto tej serii) gospodarzowi owego bezpiecznego przybytku pośrodku Pogorzeliska - pustkowia, gdzie szaleją pozostałości rozbłysków słonecznych (w postaci ludzi i klimatu).

"Próby Ognia" to również okazja by móc podziwiać spektakularne widoki. Znany świat jako rozległa pustynia, gdzie piasek nie zdołał zasypać jedynie gór w tej części globu? Teraz te antyutopijne wizje autora można zobaczyć na wielkim ekranie. Fanów książki zachęcać do wizyty w kinie nie trzeba.

Byliście już na "Próbach Ognia"? Dacie się skusić na ten seans?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...