Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

niedziela, 31 sierpnia 2014

"Reign": Szkocja w cieniu Anglii

Elżbieta I - gloria i chwała i rozgromiona hiszpańska armada. Niebywałe panowanie i sukces na kartach angielskiej historii. W tle są tutaj jednak także losy Mary I Stuart, ale o szkockiej królowej (mimo iż dziś Szkocja i Anglia to jedno państwo) nie usłyszy się aż tak wiele dobrego. Może punkt zainteresowanie zmieni "Reign", bo ja już (a historii Wielkiej Brytanii mam za sobą łącznie cztery semestry) Mary lubię o wiele, wiele bardziej. W serialu jest to także genialna kreacja Adelaide Kane (wcześniej jako siostra Dereka w Teen Wolf), która jak nigdy odnalazła się właśnie w tej roli młodej delfiny.

Produkcja stacji CW to naprawdę dobra historia opowiedziana na nowo, a jednocześnie jest to opowieść taka, która zmusza skłania do przedefiniowania znanych historii. "Reign" (tu moje pierwsze wrażenia) do takich należy, choć nie stanowi wiernego odwzorowania prawdziwych losów autentycznych postaci, prezentuje życie Mary - widziane nie tylko w cieniu korony Anglii. To także jeden z tych seriali "historycznych", gdzie fakty mocno wymieszały się z fikcją, i mimo iż można spoilerów poszukać w opracowaniach losów dawnych monarchów (np. anglojęzycznej Wikipedii) to nadal wiele jest w stanie nas zaskoczyć.

Podobno Reign bezkonkurencyjnie wygrało z dwoma innymi produkcjami stacji CW: ekranizacjami "Rywalek" i "Delirium". Jeśli chodzi o antyutopijny świat, gdzie miłość uznano za chorobę, to odcinek pilotażowy streścił praktycznie cały tom pierwszy trylogii. Z "Rywalek" udostępniono natomiast tylko parę scen, ale pozmieniano masę rzeczy - jak i w przypadku "Delirium". Tak więc wróciłam do przerwanego wcześniej (a pierwsze 10 odcinków oglądałam jeszcze na bieżąco) "Reign".

Wcześniej przerwałam na epizodzie 10, a szkoda! Otóż od jedenastki wszystko się zdecydowanie rozkręca! Francis nadal za nic mnie do siebie nie przekona, a Bash i Mary mogli być tylko przez moment razem. Tak więc zdecydowanie jestem ... Team Mary - momentami mam serdecznie dość obu tych kandydatów, a potem znowu jakoś staję się TeamBash ile razy patrzę na Francisa.


A gdzieś tam w tle hasają sobie innowiercy po ciemnych lasach otaczających zamek. Lecz i na francuskim dworze panuje zamęt, kiedy umysł króla dotyka szaleństwo, choć i tak jest bezpieczniej odkąd jeden duch z zamkowych tajnych przejść już zniknął - choć nie wiadomo czy na dobre. Czasem wydawało mi się, że scenarzyści zapomnieli o pewnej postaci, którą w tych sekretnych korytarzach zagubili (Olivia - choć niemiła była, więc żali mi raczej nie było). Potem jednak postać nagle wracała z masą zapominanych historii.

"Reign" to także opowieść o damach dworu Mary, które miały pomagać, a najczęściej (mimo przyjaźni ze swoją królową) jednak jej szkodzą. Numer jeden to Kenna, której początkowo za nic polubić nie mogłam. Młoda dama dworu szybko stała się kochanką króla, mając nadzieję, że zdetronizuje poprzednią. Początkowo nie skojarzyłam, że aktorkę już znam - i to z ekranizacji pierwszego tomu serii "Jutro". Tak więc jako dawna Ellie (Caitlin Stasey) jest o wiele lepsza w odbiorze, niestety po pewnym czasie zupełnie rujnuje mi TeamBash, ale nie porzucam nadziei na mój OTP. Numer dwa to Lola, czyli jak podejrzewałam ale i tak musiałam się upewnić, dawna Zuzanna Pevensie z Narnii. Lola początkowo była skromna i oddana, lecz z czasem niewiarygodnie namieszała... tak namieszała, że pozostaje tylko podziwiać spokój ducha Mary (jeśli o Francisa chodzi, tam nieustannie wymagany jest taki stan). W miarę sprawdza się numer trzy, czyli Greer of Kinross, ale raczej w tym względnie, że najmniej szkodzi. Dama numer cztery, więc Aylee, poległa w boju.

Jak widać dramaty na drugim planie często dominują plan pierwszy. A Mary łatwo nie jest, kiedy cały czas na głowie na nieustannie spiski z dworu i spoza (Ci Anglicy...) zazwyczaj z swoją teściową Catherine de' Medici w roli głównej. Król Henryk II nie przetrwał sezonu pierwszego, więc o tyle jeden problem zniknął, ale przyśpieszył także inne wydarzenia na horyzoncie, a Mary (ta historyczna) życie miała krótkie i niełatwe (na tym świecie łącznie 45 lat).

POWRÓT: Po tym jak zobaczyłam inne produkcje, które "Reign" zdetronizowało (czyli telewizyjne adaptacje "Delirium" i "Rywalek") o wiele bardziej doceniam ten serial. Sporo produckji z jesiennej ramówki wypadło, a miałam tam swoich ulubieńców (TTP czy OUATIW), kiedy to właśnie "Reign" tak prędko dostało zgodę na sezon drugi, że... jakoś tak zawiesiłam oglądanie.

OCENA: Sezon 1 "Reign" (czyli odcinki11-22) obejrzałam w ramach wakacyjnych seansów serialowych  Tak się cieszę, że wróciłam do tej serii, dlatego polecam raz jeszcze, jeśli także mieliście moment zwątpienia. "Reign" to u mnie miłość od drugiego wejrzenia, ale czasem warto spojrzeć dwa razy :)

Może ktoś z Was ogląda/ czeka na nowy sezon? Czego oczekujecie po II sezonie? Kogo chcecie widzieć częściej?
KONTYNUACJA: Sezon 2 wraca 3 października.

Z PODOBNEJ KATEGORII: Z tej tęsknoty za dworem i za "Reign" zabrałam się za inny, może w nie tak dowolnej interpretacji jak ten stacji CW, serial - "Biała Królowa", aczkolwiek magia jest tu nadal w akcji.
Obrazuje on lata wcześniejsze niż życie Mary Stuart i pokazuje sytuację z innej strony, tym razem z perspektywy Anglii, gdzie toczy się wojna dwóch róż, która poprzedza bezpośrednio dynastię Tudorów. To opowieść o Białej i Czerwonej Królowej oraz o pewnym Twórcy Królów - ale o tej historii innym razem - już w całości ;)

DZIŚ 31 SIERPNIA! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA BLOGERA!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...