Jedną z premier kinowych, na które bardzo chciałam iść w tym roku, był tytuł "Jupiter: Intronizacja". Nowe uniwersum, w którym rozgrywa się ta opowieść, miało być czymś na kształt połączenia "Matrixa" i "Gwiezdnych Wojen". Intronizacja miała już zagościć na ekranach w zeszłe wakacje, ale premierę przełożona na zimę tego roku, jako że chciano popracować jeszcze na efektami specjalnymi. Ogólny zarys fabuły przedstawiałam w ZAPOWIEDZIACH KINOWYCH na ten rok.
4:45 to godzina o której zwyczajowo musi się zrywać z łóżka młoda Jupiter Jones. Zrywać się skoro świt i iść razem ze swoją matką i ciotką by popracować, a pracują one jako... ekipa sprzątająca. Nie, nie sprzątająca po zamieszaniu i porachunkach mafii. Zwykła firma sprzątająca. Jupiter najczęściej sprząta toalety. Nieustannie otaczają ją jednak rzesze ekskluzywnych apartamentów, pełnych sukieni i biżuterii za okropnie wysokie ceny. Lecz o tym dziewczyna można tylko pomarzyć. Ale czy na pewno? Za rogiem czeka bowiem przygoda, która będzie miała do zaoferowania o wiele, wiele więcej.
W tym samym czasie znajdujemy się na innej planecie. Już sama architektura wskazuje na cywilizację w technologii nas prześcigającą, lecz... ulice całego miasta są ciche i puste. Nigdzie nie ma nikogo poza przechadzającymi się przez wyludnione miasta dwoma osobami z domu Abrasax. Brat i siostra komentują ostatnie zbiory, a okazuje się, że były to zbiory w ... ludziach. Co więcej nie tylko ta planeta, ale i nasza Ziemia jest częścią ogromnego imperium najpotężniejszego rodu we wszechświecie, który życie na m.in. Ziemię sprowadził i powróci pewnego dnia by zebrać plony. Do czego te zbiory? Do tworzenia esencji życia, która przedłuża życie - bo po cóż mieć cały wszechświat, jeśli nie można się nim dostatniego długo cieszyć? A członkowie roku Abrasax żyją już bardzo, bardzo długo...
Jak to wszystko dotyczy młodej Jupiter? Zdaje się, że każdy z rodzeństwa Abrasax chce ją dostać w swoje ręce. Jupiter może być spadkobierczynią Ziemi i jej plonów. Ale w jaki sposób? Tego dowiecie się tylko w kinie albo kiedyś w przyszłości oglądając wersję dvd :)
Skoro w tytule jest "intronizacja" to pewnie liczyłam też na próby przejęcie władzy, a mamy... procedurę jaką trzeba przejść, aby uznano prawo do tytułu i dziedziczenia.
"Intronizacja" to takie Gwiezdne Wojny, które zahaczają o nasz świat i bezpośrednio odnoszą się do niego. To nie "dawno, dawno temu w odległej galaktyce", ale tu i teraz. Gdy najemnik przybywa, aby uratować dziewczynę, rozpoczyna się proces wprowadzenia do tego nowego uniwersum, a jednocześnie także i pościg, gdyż o wiele łatwiej dla wszystkich byłoby, gdyby Jupiter można się było pozbyć i to jak najszybciej - choć w bardziej lub mniej wymyślny sposób (zależy o którym z rodzeństwa sławnego rodu mówimy, a młodszego brata gra tutaj Douglas Booth, którego bardzo lubię!).
Urozmaicenia genetyczne w kodzie idealnych żołnierzy - z czymś takim po raz pierwszy spotkałam się w "Feral" i jakoś z tym tytułem mi się już takie zmiany kojarzą, choć nie tam o nich po raz pierwszy z całą pewnością wspomniano, jeśli o połączenie science fiction i antyutopii chodzi. Nasz idealny żołnierz to Caine Wise, który ma w sobie wilcze DNA, co tłumaczy natychmiastowe przywiązanie do Jupiter. Choć z czasem nie tylko Caine będzie musiał przyjmować od dziewczyny rozkazy.
Co zaś się tyczy praktycznie wszystkich bitew i scen ucieczek... Czasem były one troszkę przydługie i można było poczuć znużenie, a nie chwile napięcia. Czasem trudno też było zrozumieć, kto kogo trafił i czy ktoś w ogóle ktoś został w wyniku tego powietrznego starcia jakkolwiek trafiony.
Co ciekawe film zbiera w większości negatywne opinie, wychwalane są w nich efekty specjalne i cała koncepcja wszechświata przyszłości, przy czym krytyka skupia się na fabule i scenariuszu. Czy to aż taka naiwna historia? Dla mnie to taka kosmiczna baśń, coś na kształt "Sagi Księżycowej". Coś takiego chciałam właśnie obejrzeć, nie byłam więc zawiedziona. Co zaskakujące wciągnął mnie ten romans, choć jest to raczej opowieść o narodzinach uczucia, opartego na przywiązaniu i zaufaniu. Często nie mogłam powstrzymać uśmiechu na twarzy i myślę, że chętnie przeczytałabym powieść z taką właśnie fabułą, dlaczego więc i nie obejrzeć by ponownie ten film?
Będąc szczera sama z sobą wolę jednak, kiedy historia zaskakuje, kiedy nie można przewidzieć jej biegu, a rozwiązania konfliktów są nowatorskie, a przez to także skrajnie nieprzewidywalne. Jeśli czegoś mi w tej opowieści zabrakło, to właśnie tego. Mimo wszystko chętnie bym ten film zobaczyła raz jeszcze w całości, więc nie mogę mu wystawić aż tak negatywnej oceny ;)
Jupiter: Intronizacja (2015)
W oryginale: Jupier: Ascending
Czas: 2 h 5 min
Występują: Mila Kunis (Jupier), Channing Tatum (Caine),
Eddie Redmayne (Balem), Douglas Booth (Titus)
OPIS: OFICJALNA ZAPOWIEDŹ
Byliście w kinie na "Intronizacji"? Macie w planach ten seans / film?
A może byliście też na jakiejś innej produkcji i chcecie ją polecić? ;)