Mercy to zdaje się jedyna osoba pozbawiona jakichkolwiek nadprzyrodzonych mocy w magicznej linii kolejnych Taylorów. Cała uwaga skupia się na jej siostrze bliźniaczce Maisie, która wydaje się odziedziczyć moc nie tylko swoją, lecz i siostry. Mercy stara się więc jak najczęściej wyrwać z domu, a szczególnie już gdy przewidziany jest zlot innych magicznych rodów (miejscem spotkania jest Savannah gdyż leży na magicznej sieci, której Granicy strzegą wiedźmy). Kto świadomie chciałby być w pobliżu by bez pozwolenia czytano mu w myślach, tropiono za pomocą wahadła czy też używano perswazji by wymusić jakieś działanie? Z dnia na dzień wszystko ma się jednak odmienić, bo jak zapowiada opis na okładce, cała ta moc ma przypaść nie tej siostrze, po której tego oczekiwano.
Byłam bardzo mile zaskoczona wiekiem bohaterki, która nie jest po raz kolejny nastolatką, ale ma już dwadzieścia jeden lat. Pomimo takiego wieku dwie bliźniaczki nie robią jednak nic konkretnego w swoim już dorosłym życiu, przykładowo pracują lub uczęszczają na studia. Wręcz przeciwnie - czekają tylko na pierwszy wpływ z pokaźnego funduszu powierniczego. Mercy zajmuje się oprowadzaniem wycieczek po Savannah, a Maisie trenuje pod okien najstarszej w rodzie swoje magiczne zdolności.
Mercy jako jedyna z tytułowego "Rodu" nie posiada zdolności magicznych, lecz akcja książki znajduje się na Południu Stanów Zjednoczonych, gdzie z magicznym darem można się urodzić lub też moc taką sobie przywłaszczyć. Nie tego jednak pragnie narratorka, lecz rzucenia za nią czaru miłości. I tutaj kolejna niespodzianka, gdyż Mercy nie chce odbić chłopaka siostry, którego kocha... lecz chce móc odwzajemnić w pełni uczucia przyjaciela od czasów dzieciństwa, który to właśnie Mercy kocha. Niecodzienny splot wydarzeń napędza akcję już od pierwszych stron opowieści.
Historia o rodach, w których krwi płynie moc, obdarzając kolejne pokolenia szczególnymi zdolnościami to schemat często spotykany - przy czym każda z takich rodzin może okazać się inna - drzemie więc w tym pomyśle jednocześnie spory potencjał. O dwóch osobach blisko ze sobą spokrewnionych, z których jedna otrzymuje całą uwagę otoczenia, a druga jest wyraźnie pomijana, przeczytać już można było w "Trylogii Czasu". Także tam zdolności przypadają niespodziewanie tej mniej ważnej kuzynce (Gwen). Ostatecznie to nie moc dokonuje pomyłki, ale prowadzą do niej skrywane latami sekrety rodzinne. W "Wiedźmach z Savannah" do podobnego paradoksu dochodzi między bliźniaczkami.
To skojarzenie prowadzi do kolejnej i znanej już trylogii, czyli "Proroctwo Sióstr". Siostra wystąpić musi przeciw siostrze. Pojawiają się podobne tematy w relacjach dwóch, wcześniej blisko związanych postaci, takie jak zazdrość, podstęp, walka o moc czy też długo skrywane uczucia do młodzieńców, których oczarowały piękne siostry - tak podobne, lecz inne od siebie. Maisie i Mercy to jednak bliźniaczki dwujajowe, nie ma więc mowy o pomyłce by kawaler mógł pomylić obiekt swoich uczuć.

Nie sposób nie wspomnieć też o "Pięknych Istotach", gdzie Lena Duchannes i jej rodzina także budzi zarówno strach jak i niechętnie przyznawanych podziw innych mieszkańców miasta. Akcja także rozgrywa się na Południu i narrację prowadzi osoba nie posiadająca magicznych mocy.
Jak na tle innych opowieści o magii radzi sobie "Ród"? Trzeba przyznać, że całkiem dobrze. Dodatkowo napięcie w powieści potęguje zbrodnia, która pozbawiła rodu Taylorów swojej najsilniejszej członkini. Choć wszyscy zgodnie przyznają się do antypatii wobec byłej przywódczyni (a także "kotwiczącej"), to nikt oficjalnie nie życzył jej aż takiego losu. Mercy, której obdarzenie takim akurat imieniem (z angielskiego "łaska"), bardzo łatwo przebacza krzywdy, lecz zaprzeczyć nie może, że rozwiązanie tej kryminalnej zagadki skrywa jej własna rodzina - nie zdaje sobie tylko sprawy, do jakiego stopnia wszystko wymierzone było od początku w jej osobę.
Początek i wprowadzenie w świat tej historii bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Z czasem jednak przy udzielaniu rekomendacji trzeba by było dodawać coraz więcej zastrzeżeń dla przyszłego czytelnika. Magia Południa przybiera skrajniejsze i mniej racjonalne oblicza. Niektórzy bohaterowie zaczynają pojawiać się z mniejszą lub większą częstotliwością, niezależnie od rozwoju fabuły.
Notka biograficzna autora wyjaśnia co prawda obecność wątku gejowskiego (jest to postać ulubionego wujka Mercy - Olivera). Zaprezentowanie takiej odsłony historii - przykładowo w "Darach Anioła" - zupełnie mi nie przeszkadzało, gdyż nie dominowało tam opowieści. Z biegiem wydarzeń odczuć można jednak, że poza losami Mercy mamy i opowieść Olivera, do której J.D. Horn nieustannie powraca. Przez to brakuje czasu na stopniowe odkrywanie tajemnicy "Rodu" pewnych wiedźm, a kolejni podejrzani (zaraz po swoim ujawnieniu lub zdemaskowaniu) muszą szybko wygłaszać całość intrygi w dość długich monologach.
Poza tymi kilkoma zastrzeżeniami nie można jednak zaprzeczyć, że historia opisana jest w ciekawym i lekkim stylu. Jest też dużo perełek, takich jak pomysł Mercy na oprowadzenie wycieczek, gdzie osoby uczestniczące w zwiedzaniu są świadome, że ich przewodniczka kłamie na temat kolejnych atrakcji, ale robi to w sposób kreatywny, że nadal chcą go słuchać - podobnie jak czytelnik.
"Ród. Wiedźmy z Savannah" - J.D.Horn
[ TRYLOGIA ] Tom #1
Wydawnictwo: Feeria Young
Za pośrednictwem serwisu eKulturalni.pl
W kolejności: NR 33/2015/05/04 (389)
OCENA: Nie jestem całkowicie przekonana do lektury kolejnych tomów tej trylogii. Bez spoilerowania, końcówka wydarzeń (sam wielki finał) pozostawia po sobie takie właśnie wrażenie. Nie mogę narzekać na brak emocji przy losach "Wiedźm z Savannah" ani na to, że nie dałam się zaskoczyć - akcja jest bowiem nieprzewidywalna. Myślę jednak, że jeśli przeczytam tom drugi, to raczej wypożyczając go z biblioteki niż wyczekując premiery w księgarniach czy nawet na promocjach.
Trylogia o Wiedźmach z Savannah to wszystkie wydane w 2014 roku:
1. Ród [The Line] 2. The Source 3. The Void
CIEKAWOSTKA JĘZYKOWA: Słowo "savannah", oczywiście pisane z małej litery, oznacza też "sawannę". Teorie co do powstania nazwy miasta są różne, lecz jedna z nich głosi, że nazwę nadano też dlatego, że miasto otaczają rozległe bagna, które ciągną się milami wgłąb lądu.