Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

sobota, 17 czerwca 2017

Strażnicy światła


Badanie dowodzą, że jeśli człowiek ma świadomość, że jest obserwowany (kamery w miejscu pracy), zmienia się jego zachowanie. Podobna zasada zdaje się obowiązywać, gdy wiadomo powszechnie, że jakiegokolwiek nadzoru brak - z całą pewnością na wyspie, gdzie mieszka łącznie tylko sześciu biologów. Na archipelagu, który w legendach okrzyknięto mianem "Wysp Umarłych" nie bez powodu. Swoje żniwo zbierały od niepamiętnych czasów i robią to aż do dziś.

"Strażnicy Światła" to tytuł, który niesie w sobie nadzieję na przekór ogarniającej zewsząd ciemności. Tajemnicza okładka polskiego wydania przywodziła na myśl wydarzenia z pogranicza świata duchów. Zupełnie czegoś innego spodziewałam się po tej powieści. Literackich podróży na odcięte od cywilizacji wyspy czytelnik ma już za sobą sporo. Filmy i seriale w tym temacie także nie pozostają daleko w tyle. Choć po prawdzie, to w dobrą pogodę ten niesławny archipelag było widać z San Francisco i odwrotnie. Nie zmieniło to jego natury - ani sumienia jego tymczasowych mieszkańców.

W okolicznych wodach rekiny, plaże pełne słoni morskich, a z nieba spadają dzioby ptaków, celujące prosto w oczy. Kogo i co przyciąga do zamieszkania w takim miejscu? Biologów piękno dzikiej przyrody, Mirandę zaś samotność i pustka. Młoda pani fotograf ma już za sobą noce spędzone na pustyni, dżungli i lodowym pustkowiu. Żadne z tych doświadczeń nie przygotowało ją na "Wyspy Umarłych" oraz zasadę, że w cykl życia za nic interweniować nie można - nieważne czy dotoczyło to zwierząt czy też samych ludzi.

Czytając nagrodzoną powieść Abby Geni, ma się wrażenie, że autorka natknęła się na informacje o "Wyspach Umarłych" i postanowiła do dawnej legendy z czasów kolonialnych dopisać jej współczesną kontynuację. W efekcie zawsze ktoś upada, a dla dwóch osób kończy się to utratą życia. Nie ma w tej powieści za dużo kryminału, więcej w niej z mrocznej opowieści, w której koszmary wypełniły miejsca wypartych wspomnień najgorszych chwil. Młoda kobieta staje się ofiarą napaści, nikomu nie zdradza jednak tego sekretu, który prawie zmusił ją do odebrania sobie życia. Na tak małej wyspie tajemnica długo się nie uchowa, a skoro ktoś inny także o tym wiedział, to zdecydował się nie zareagować. Jak dojść prawdy, gdy pojawiają się kolejne wypadki?

Epilog jest tu bardziej po to by wyjaśnić, kto faktycznie był mordercą, skoro w trakcie powieści nie udało się tego jednoznacznie odkryć, a przedstawionych hipotez nigdy nie potwierdzono. Trzeba jednak przyznać, że jeśli dokładnie spojrzymy na wydanie książki, szczególnie na fragment zamieszczony na początku, łatwiej odgadniemy przebieg wydarzeń.

"Strażnicy światła" to mroczna opowieść, w której bezwzględny świat przyrody staje się odzwierciedleniem natury ludzi, którzy przybyli na te wyspy. Niczym w klasycznych wersjach baśni panuje tu chaos, bo dobro nie zawsze wygrywa, a zło zostaje ukarane na zasadzie zemsty. Trudno zapomnieć przyjdzie przebieg tej historii, choć nie jest to książka, której bohaterów szczególnie polubiłam. Odniesienie co do tytułu powieści znajdujemy praktycznie w finale powieści i dopiero tam odnajdujemy odpowiedzi o prawdziwą naturę "strażników światła".

"Strażnicy światła" - Abby Geni
Wydawnictwo: Kobiecie  [ OPIS ]
Typ: opowieść w jednym tomie
Stron: 320
W kategorii: thriller
Miejsce akcji: archipelag Wysp Farallońskich
W kolejności: NR 15/2017/06/02 (499)

Prolog do powieści i początek Sezonu Rekinów można przeczytać na stronie Taniej Książki

wtorek, 6 czerwca 2017

Tysiąc Odłamków Ciebie


Marguerite poprzysięgła zemstę ojcu. By tego dokonać musi użyć testowanej dopiero technologii podróży między wymiarami. Nieudana próba przeskoku może pozbawić ją życia, ale jaki ma wybór, skoro ból straty ojca i tak rozrywa jej serce? Nie myśląc wiele, przeskakuje by rozpocząć podróż, podążając śladem mordercy. Czy serce nadal pełne będzie gniewu i zemsty, gdy wreszcie się spotkają - nieważne w którym ze światów?

"Tysiąc odłamków ciebie" kusi nie tylko piękną okładką oraz intrygującym wprowadzeniem do trylogii. Jej autorka - Claudia Gray - jest dobrze znana czytelnikowi ze swojej poprzedniej serii (Wieczna Noc), w której dramatycznych zwrotów akcji jak i intryg nigdy nie brakowało. Także i tutaj otrzymujemy imponujący start, który towarzyszy pierwszym stronom lektury. Marguerite to córka pary naukowców, ale z dwóch ich córek to jej przypadła dusza malarki. O technologii wie tylko tyle, ile z zasłyszanych rozmów w trakcie rodzinnych posiłków. Kluczem do wszystkiego jest urządzenie zwane "Firebird", które umożliwia każdemu przeskok między wymiarami. Są pewne ograniczenia: nie można skoczyć do świata, w którym się nie istnieje. Mimo to czeka nas fascynująca (trwająca ponad miesiąc) podróż poprzez dwie alternatywne wersje przyszłości (jedną prawie antyutopijną), jedną bardzo zbliżoną teraźniejszość i świat niczym z carskiej wersji Rosji.

Jeśli znacie serial "The Flash" i spodobała Wam się koncepcja istnienia wielu wszechświatów, gdzie istnieją kolejne sobowtóry tej samej osoby, to podobny pomysł napotkamy w powieści Claudii Gray. Różnicą jest fakt, że w trylogii "Firebird" sobowtóry (czy też wersje tej samej osoby) nie mogą się spotkać. Gdy podróżnik - między wymiarami - przeskakuje do kolejnego ze światów, automatycznie trafia do ciała swojego sobowtóra. Tym samym przejmuje jego ciało i staje się szpiegiem z innego wymiaru. Tu właśnie pojawiają się kwestie etyczne takiego działa, bo czyny bohaterów aż za często sprowadzają kłopoty na ich sobowtóry, które do tej pory wiodły (najczęściej) dość spokojne i zwyczajne życie. Z przybyciem podróżników szybko się to jednak zmienia, a gdy sytuacja staje się zbyt niebezpieczna, zwyczajnie przeskakują oni do kolejnego ze światów, pozostawiając po sobie zamęt. Marguerite też sporo będzie miała na sumieniu.

Najsłabszym punktem pierwszego tomu "Firebird" będzie niestety wątek miłosny. Rodzice Marguerite mieli dwoje bardzo zdolnych asystentów - studentów, którzy pracowali przy opracowywaniu nowej technologii. Jeden z nich (Paul) jest podejrzany o zabójstwo jej ojca, drugi (Theo) pomaga jej przeskakiwać do kolejnych wymiarów i pochwycić mordercę. Serce nie sługa, a szczególnie, gdy wersja osoby z innego wymiaru o wiele bardziej fascynuje niż znany odpowiednik. Marguerite pewna swoich uczuć nie jest, co wprowadza ogromne zamieszanie - szczególnie w życiach jej sobowtórów, które muszą żyć z konsekwencjami decyzji podróżniczki. Wszystko to powoduje, że bardziej niż główna trójka bohaterów w serii tej zapadają w pamięci wiodące dwa czarne charaktery.

Bardzo cieszę się, że Wydawnictwo Jaguar zdecydowało się na wydanie tej serii, a robiąc to pozostało przy oryginalnej koncepcji okładek trylogii, dodając do tego ujmujące tłumaczenie tytułów. Właśnie o tym jest tom pierwszy, co głosi jego tytuł: Marguerite, która odnajduje zarówno siebie jak i ukochane osoby w każdej z wersji wszechświatów - w każdym z wymiarów. Mimo troszkę szwankującego wątku miłosnego z całą pewnością wyczekiwać będę premiery dwóch kolejnych tomów tego cyklu. Nawet jeśli bohaterowie twierdzą, że podróży w czasie tu nie ma (są tylko między wymiarami), to pokrewne rzeczywistości znajdują się na różnych etapach rozwoju. Jeśli z carskiej Rosji można przeskoczyć do świata po globalnym podniesieniu się poziomu oceanów, to dla mnie podróż w czasie jest zaliczona.

"Tysiąc odłamków ciebie" - Claudia Gray
Typ: trylogia tom I
Wydawnictwo: Jaguar
W kolejności: NR 14/2017/06/01 (498)
Stron: 357
W skrócie: Podróże między wymiarami, poznawanie kolejnych wersji siebie, ukryci szpiedzy pod obliczem przyjaciół oraz rozwijająca się dopiero technologia, które za moment zmieni świata. Dlaczego to właśnie Marguerite znalazła się w środku tego konfliktu? Czy chodzi tylko o zemstę i pragnienie poznania prawdy? Wszystkiego dowiedzie się po odbyciu tej absorbującej książkowej podróży.

Czytaliście już serię "Firebird"? Może znacie "Wieczną Noc"?

piątek, 26 maja 2017

Wieczna Prawda


"Nasz pierwszy krok do zniszczenia Podwieczności"

Nikki znów podejmuje walkę o swoje śmiertelne życie i występuje przeciwko fałszywej wersji wieczności. Wszystko zaczęło się od tragedii, jaka ją spotkała, i sposobie jaki się pojawił by sobie ze stratą mogła poradzić. To tak poznała Cole'a - Wiecznego, który zabrał ją po raz pierwszy do Podwieczności. Nikki powróciła na Powierzchnię do świata żywych tylko po to aby móc się pożegnać, zanim upomną się o nią Cienie. Ostatecznie jednak to jej dawna miłość zamiast Nikki przyjęła wyrok. Jack'a udało się jednak z Tuneli odzyskać, ale kosztowało to utratę serca bohaterki. Teraz to Cole kontroluje ponownie jej los, a w planach ma przejęcie tronu w świecie, gdzie wieczność można zdobyć kosztem innych istnień. Nikki nie wierzy w taką wersje wieczności i nie może dopuścić do tego, by się ziściła z nią w roli głównej.

 [ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]

Długo oczekiwany finał serii z mitologią grecką w tle wreszcie zawitać ma na półkach księgarni. Już na pierwszych stronach tego tomu bohaterowie wpadają na niecodzienny i praktycznie niewykonalny pomysł zniszczenia Podwieczności. Dla Nikki i innych osób kojarzy się ona z cierpieniem niewinnych ponoszonym tylko i wyłącznie dla tego aby Wieczni mogli przedłużać swoje życie o kolejne stulecia. Jeśli zaś podejmować się realizacji niewykonalnych zadań to tylko opierając się o starożytne mity. Tam od zawsze tkwiły wskazówki i odpowiedzi na to, jak przechytrzyć zły los.

Ostateczny team, który zniszczyć ma Podwieczność tworzą Nikki, Jack i jego brat Will oraz oczywiście Wieczny Nikki - Cole. To właśnie jego postać nabiera w tym tomie innego wymiaru, kiedy okazuje się, że zemsta obecnej królowej Powieczności może być dotkliwa. Brodi Ashton zdecydowała się na wątek utraty wspomnień. Czy Cole rzeczywiście utracił wspomnienia czy to jego kolejny podstęp, bo sam przecież nigdy nie przyczyniłby się do upadku miejsca, która zapewnia mu namiastkę wieczności.... A może jednak?

W finałowym tomie zaskakuje spora liczba przeskoków między Powierzchnią a Podwiecznością, jaką nieustannie powiększają bohaterowie. W tomie pierwszym czy drugim możliwość przedostania się do Podwieczności i szczęśliwego z niej powrotu do świata żywych graniczyła z cudem. Tutaj jedyną niedogodność stanowi fakt, że można powrócić do świata żywych w innym zakątku Stanów Zjednoczonych.

Rola finałowego tomu to zamknięcie najważniejszych wątków historii, tak by ona sama nie utraciła na swojej wartości. Od lektury pierwszego tomu nie ukrywałam, że Jack prędko schodzi na drugi plan, kiedy tylko pojawia się Cole. To dla niego i jego relacji z Nikki sięgało się po kolejne tomy tej opowieści. Pomimo intencji czy sposobów działania, Wieczny wiernie trwa przy dziewczynie, w której jest zakochany i jest absolutnie gotowy na wszystko (jak dowodzi tego finał), aby ją ocalić. Z całą pewnością trzymałam kciuki za inne zakończenie wątku tej postaci, choć po zachowaniu Nikki wiadomo kogo zawsze wybierze. To historia niechcianej miłości, gdy jedną już masz.
PREMIERA: 14 CZERWCA
Sam zaś finał rozgrywa się nad wyraz szybko, niczym prędko zbierane horkruksy w "Insygniach". Liczyłam trochę, że choć przez chwilę zobaczymy Nikki na tronie, kiedy plan zablokowania i zniszczenia Podwieczności wydawał się początkowo rozrywać świat w posadach. Mimo wszystko to Cole i jego oddanie powodować będą, że wspominać będę fabułę tej właśnie serii.

"Wieczna prawda" - Brodi Ashton
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Typ: trylogia tom III
W kategorii: Mitologia i Baśnie
W kolejności: NR 13/2017/05/04 (497)
W skrócie: Po raz kolejny mitologia łączy przeszłość z teraźniejszością i zawiera w sobie szansę na odwrócenie złego losu. Podwieczność to ciekawa alternatywa dla przedsionka Hadesu, a jednocześnie zupełnie inne i niespotykane wcześniej miejsce, które zapewniać miało namiastkę wieczności. Trylogia pozwala poznać historie różnych bohaterów, których ścieżki zbiegły się w tym niezwykłym miejscu między światami. To obecnie jedna z lepszych serii z mitologią w nowym wydaniu. Zdecydowanie warta lektury.

Trylogia obejmuje:
Podwieczność  /  Wieczna Więź  / Wieczna Prawda
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...