Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

sobota, 8 grudnia 2018

O pisaniu na chłodno - Remigiusz Mróz

Relacje z lektury na bookmark_to_the_future
Nawet jeśli ktoś nie czytał jeszcze żadnej z jego książek, z całą pewnością niewiele jest osób, które interesując się czytaniem, nie kojarzą tego imienia i nazwiska. Remigiusz Mróz tym razem zamiast kryminalnej opowieści prezentuje swoją własną drogę pisarską w polskich realiach. Po drodze udzielać też będzie wskazówek dla przyszłych pisarzy. Czego dokładnie dowiedzieć się można z jego poradnika "O pisaniu na chłodno"?

Książka podzielona jest na dwie części: pierwsza to typowa autobiografia pisarska, druga zaś stanowi zbiór konkretnych wskazówek odnośnie warsztatu pisarskiego z odniesieniem do wielu przykładów.

Będzie to opowieść o tym, jak można (a nawet trzeba) postawić wszystko na jedną kartę aby spełnić swoje marzenie. Autobiograficzny wstęp skupiony na rozwoju ścieżki pisarskiej wprowadza czytelnika powoli w część drugą - stanowiącą rozszerzoną wersję kursu przygotowanego dla portalu Lubimy Czytać. Przywołane zostaną tu liczne przykłady innych pisarzy, których nazwiska dziś wszyscy znają, a oni sami pochwalić się mogą dziesiątkami odmów wydania swoich powieści. Dowiadujemy się, że swoją pierwszą powieść można napisać w języku innym niż ojczysty (np. w angielskim jak to uczynił znany japoński pisarz). W jaki sposób autor tworzy książkę: czy od początku wie wszystko czy odkrywa rozwój fabuły w trakcie jej pisania? A może wszystko dzieje się w fazie redakcyjnej, gdzie powieść pisana jest na nowo? Lepsza jest narracja w pierwszej czy trzeciej osobie? Powinna być w czasie teraźniejszym a może przeszłym? Jeśli takie pytania także 
Wam chodzą po głowie, ten poradnik będzie dobrym początkiem by poszukać odpowiedzi.

Uzyskujemy tu także pozwolenie aby czytać, ile tylko dusza zapragnie i jesteśmy rozgrzeszeni jako przyszli pisarze, gdyż wzbogacamy w ten sposób tylko swój warsztat. Więcej niż kilka razy znajdziemy podkreślanie roli redagowania swojego tekstu - zarówno autoredakcji jak i otwartości na zdanie redaktorów. Co najważniejsze znajdzie się tam zachęta do tego aby książkę napisać spróbował każdy, kto nosi już w sobie historię i pragnie aby pewnego dnia poznał ją cały świat.


Niezależenie od wieku, każdy skorzystać może z lektury "O pisaniu na chłodno". Remigiusz Mróz przywołuje swoje dzieciństwo, szkolne lata, studia, początki kariery - w każdym z tych etapów pasja do pisania ewoluowała i zmieniała się by nadać jej ostatecznie kształt w postaci wydanych obecnie powieściach kryminalnych. Jak pisarz tak szybko tworzy kolejne historie? Jaki jest sekret jego warsztatu pisarskiego i od kogo czerpie największą motywację? Czy będzie to pierwsza książka tego autora czy odkrywanie ciekawostek o ulubionym pisarzu, w lekturę niewątpliwie warto zainwestować swój czas.

"O pisaniu na chłodno" - Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Typ: poradnik dla pisarzy z elementami autobiografii
Wydanie: oprawa twarda
Stron: 299
W kolejności: NR 32/2018/12/01 (544)


Znacie już książki tego autora? A może czytaliście już jakiś poradnik dla pisarzy?

niedziela, 2 grudnia 2018

Przeklęta korona - Victoria Aveyard

Nowości bookstagram
Jeśli poznawać świat stworzony w serii Victorii Aveyard, to na całego. "Czerwona Królowa", potem jej "Szklany Miecz", wprost do "Królewskiej Klatki" by spowodować "Wojenną Burzę". W międzyczasie znalazł się też moment na zbiór opowiadań.

"Przeklęta korona" łączy w sobie dwie nowelki: pierwsza z perspektywy matki Cala, druga ukazująca wspomnienia córki generała Szkarłatnej Gwardii. Każda z nich ma swoją siłę, choć tkwi ona w zupełnie innych aspektach dotyczących znanej fanom serii "Czerwona Królowa".

"Pieśniarka" stanowi typowy prequel, który obrazuje czasy, kiedy na dobre królowali Srebrni panowie, a srebrne Królestwa takie jak Norta, Lakelandia i Piedmont miały się w najlepsze, o rewolucji zaś nikt jeszcze nawet nie słyszał. W tym świecie dorasta Coriane, która ma serce konstruktorki - nie lubi nauki etykiety ani strojenia się w klejnoty, zamiast tego woli rozpracowywać budowę silnika. Ma w sobie też szacunek dla Czerwonych i tego, co potrafią stworzyć bez wykorzystywania jakichkolwiek nadnaturalnych umiejętność manipulowania materią, jaką dysponują Srebrni arystokracji. Młoda arystokratka dostrzega niesprawiedliwy podział w otaczającym ją świecie, nic jednocześnie nie może zrobić aby temu zaradzić: jej ród popada w zapomnienie, o latach jego dawnej świetności świadczą już tylko coraz bardziej pokryte kurzem komnaty rezydencji.

Choć jako Pieśniarka młoda Coriane nie może równać się z rodem Szeptaczy i nie myśli nawet o przystąpieniu do Królewskiej Próby, to właśnie ona ściąga na siebie uwagę następcy tronu i Płonącej Korony. Ciekawie jest obserwować jak funkcjonował poprzedni dwór, kiedy wiemy że jego przedstawiciele pojawią się także w trzecim i czwartym tomie cyklu. Opowiadanie to pozytywnie mnie zaskoczyło i zapowiadało świetny start, potem nie tak łatwo było już śledzić losy młodej królowej, skoro smutny finał znany jest już fanom serii z pierwszego tomu.

"Stalowe Blizny" to opowieść, którą mogłaby prowadzić największa rywalka Mare Barrow. Tymczasem jest to historia Kapitan Farley - przywódczyni ruchu Szkarłatnej Gwardii w Norcie. Diana ukazuje w swoim opowiadaniu drogę do Norty i sposób, w jakim rozszerzyła tam siatkę buntu i rewolucji. Perełka tej nowelki to moment, w którym młoda pani Kapitan poznała Shade’a (jedynego brata Mare o zdolnościach Nowych), który nie występuje już w tomie trzecim i czwartym. Dodatkowo troszkę więcej dowiadujemy się o relacji córki z generałem, choć nie aż tyle by wytłumaczyć całość ich zawiłych kontaktów.

Zarówno dla Coriane jak i dla Farley płonąca korona jako symbol Norty okazała się przeklęta. To jednak Pieśniarka, choć krótsza, dla mnie skradła uwagę czytelnika w tej nowelce pomiędzy tomami. To dzięki bohaterce, której nie ma w akcji obecnych wydarzeń i nie było szansy poznać inaczej niż z wspomnień innych bohaterów, tutaj mamy w pierwszoosobowej narracji. Niestety w każdym z opowiadań są spore przeskoki czasowe między scenami. Umiejscowione tylko w jednym momencie mogłyby wypaść bardziej spójnie. Ponieważ tak się nie stało, często najciekawsza akcja zostaje przerwana, a w akcji nadal pozostają luki.

Opowiadania te są obowiązkowe tylko dla fanów serii i świata Srebrnych Królestw.

"Przeklęta korona" - Victoria Aveyard
Wydawnictwo: Otwarte / Moondrive
Seria: opowiadania między tomem drugim a trzecim
Format: książka dostępna jako ebook, w formie papierowej na stronie Moondrive Shop lub na targach
W kolejności: NR 31/2018/11/03 (543)

Czytacie nowelki do poznawanych serii?

czwartek, 15 listopada 2018

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda

KTO ODMIENI PRZYSZŁOŚĆ?
Kiedy tylko zobaczyłam rezerwacje na przedpremierowy pokaz...
W tym roku się udało i miałam szansę wybrać się już we wtorek na przedpremierowy pokaz najnowszego filmu z uniwersum Harry'ego Pottera - drugiego filmu w nowej serii Fantastyczne Zwierzęta, czyli "Zbrodnie Grindelwalda". Reżyserią zajmuje się David Yates II odpowiedzialny za produkcję filmów o Harry'm od części piątej, czyli "Zakonu Feniksa". Mnie osobiście o wiele bardziej oczarowały cztery poprzednie filmy, ale może jest to związane z tym, że bardziej trafia też do mnie koncepcja czterech pierwszych tomów powieści. Podobnie jak finałowe "Insygnia" najnowszy film pełen jest równie widowiskowych starć. Co innego już fabuła, ale o tym za chwilę.

JAKI TO TYP ADAPTACJI FILMOWEJ?
Stwierdzenie, że seria "Fantastyczne zwierzęta" to adaptacja to spore niedopowiedzenie. Jedyne, co mamy, to cieniutką książeczkę, którą napisał Newt Scamander aby przekonać społeczność czarodziejów do pokładania większego zaufania w magicznych stworzeniach, które ich tak licznie otaczają. Książkę, która została zatwierdzona jako podręcznik w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Cała reszta, którą widzimy od pierwszego filmu na wielkim ekranie, to opowieść na bazie scenariusza - stworzonego przez samą J.K.Rowling. Jak każdy inny film nie będący ekranizacją, za którym nie stoi żaden książkowy pierwowzór. Tajemnicą nadal pozostaje dla mnie, dlaczego pisarka historii przeuroczego Newt'a nie prezentuje fanom najpierw w formie książkowej, a dopiero potem w ekranizacji. Same scenariusze, które ukazują się już po filmie, nie można przecież uznać za powieść z prawdziwego zdarzenia.

Do teraz nie wiem, co to było... ale nie śmierciotule, na które to liczyłam...
PRZEJŚCIE MIĘDZY PIERWSZYM A DRUGIM FILMEM
Pierwszy film wprowadzał fanów w społeczeństwo czarodziejów w Stanach Zjednoczonych, a Nowy Jork posłużył za tło wydarzeń. Tym razem przenosimy się do Europy, gdzie bohaterowie podążają szlakiem Oskurusa - niszczycielskiej siły w postaci chłopaka o imieniu Credence. Prawdopodobnym miejscem jego pobytu ma być Francja. W poszukiwaniu jego pochodzenia (Credence pragnie wiedzieć, kim jest) sporo namiesza sławny już czarnoksiężnik Gellert Grindelwald - posiadacz jeszcze sławniejszej czarnej różdżki, jednej z legendarnych Insygniów (która znacznej roli w filmie i tak jeszcze nie odgrywa - nawet za bardzo nikt o niej też nie wspomina).

PARYŻ, LONDYN, HOGWART
Newton Skamander (w tej roli fenomenalny Eddie Redmayne) przygarnia coraz to nowe zwierzęta. Dorobił się też zakazu opuszczania kraju przez wydarzenia w Nowym Jorku. Dumbledore (niczym w przyszłości Harry'ego) wyznacza Newt'a na wykonawcę niezwykle istotnego zadania, którego on sam podjąć się początkowo nie może. Film pokazuje, że bardziej chodziło tu o złożoną przysięgę bardziej niż "o ponad braterskie uczucia" między największymi czarodziejami tamtych czasów.

W każdym razie, Newt ma już dość kłopotów na głowie: jego brat pracuje jako auror w ministerstwie i wkrótce żeni się z (jak się zdaje) miłością z czasów szkolnym Newton'a - Letą Lestrange. To jednak nie porusza naszego bohatera tak, jak świadomość, że być może Tina (także auror tylko z Nowego Jorku) myśli, że to on się żeni. Gazetową plotkę Newt decyduje się sprostować osobiście, Credence będzie ratowany przy okazji - jak się gdzieś tam po drodze nawinie. Miłość przede wszystkim.
A oczy miała jak salamandra :)
NOWI BOHATEROWIE
Druga część filmowej opowieści skupia się przede wszystkim na sekretach przeszłości rodziny Lestrange. Sama Leta udaje się (jak i nasi bohaterowie) do odpowiednika Departamentu Tajemnic w Paryżu, gdzie przechowywane są rodzinne tajemnice. Tam również Credence szukać będzie odpowiedzi wraz z Nagini, której uciec pomaga z cyrku (takiego dla czarodziejów). Zwyczajowo ucieka przy tym zamieszaniu wiele magicznych stworzeń, które wyśledzi nasz przeuroczy pan Skamander. Zanim finał rozegra się w podziemiach rodzinnego grobowca, przeniesiemy się w retrospekcji do czasów szkolnych Lety i Newton'a. W teraźniejszości czeka na nas także sławny alchemik Nicolas Flamel czy młoda profesor McGonagall (zwana przeze mnie - w czasach zanim zaczęłam się jeszcze uczyć języka angielskiego... kiedy nawet nie pracowano nad pierwszym filmem... - profesor McDonald's dla przyśpieszenia tempa czytania).

ZNACZENIE TYTUŁU DLA CAŁOŚCI FILMOWEJ SERII
Jak odpowiada nam J.K.Rowling na swojej stronie, tytuł tej jedynie filmowej serii z universum HP (w oryginalne mamy przecież "beasts" - czyli dosłownie "bestie" a nie “stworzenia” - Newt by pochwalił taki stawiający w korzystnym świetle przekład) można interpretować na kilka sposobów i widać to właśnie w "Zbrodniach Grindelwalda". W większym stopniu niż w Harry Potterze, magiczne stworzenia są tutaj na pierwszym planie. Ich użyteczność wielokrotnie zostaje podkreślona. Jednocześnie widać jak bardzo niezrozumiane są przez większość czarodziejów - obawiają się ich z uwagi na ich okrucieństwo. Tymczasem są i ludzie obciążeni klątwa krwi (jak Nagini), których przeznaczeniem jest przemiana w bestię - bez możliwości powrotu gdy dusza zostanie już zamknięta w ciele zwierzęcia. Są i wreszcie takie bestie w ludzkiej skórze - te prawdziwe. Ich działania określać można już potem tylko jako zbrodnie - tytułowe "Zbrodnie Grindelwalda" (zwrócić należy uwagę na odniesienie do sceny, w wyniku której Voldemort stracił moc na wiele lat - Gellert bierze udział w niesamowicie podobnej).

REKOMENDACJE
Fanom Harry'ego Pottera (w tym także tym, którzy dorastali oczekując na kolejne tomy tej serii) nie trzeba polecać tego filmu. Z miłości do tego świata i tak udadzą się tłumnie do kin. Jeśli zaś "Zbrodnie Grindelwalda" miałabym ocenić tylko jako film, to jest to za dużo skupienie na efektach specjalnych a stanowczo za mało na samej historii. Drugi film w serii nie obfituje w zbyt wiele wydarzeń, może dlatego iż całość zamiast na trylogię rozłożono na więcej części. Ten film to przede wszystkim Leta, a tak bardzo (jak wielu) liczyłam na więcej historii Nagini.

Oczywiście, że oczaruje nas tu Newt w swojej próbie wyznania uczuć czy w każdej scenie, gdzie dzielnie i z empatią podchodzi do zranionych przez czarodziejów stworzeń. Ujawnienie sekretu w finałowej scenie (dotyczącego nazwiska Dumbledore) z pewnością spowoduje zaniemówienie i okrzyki zaskoczenia na sali kinowej. Ja sama wyznaję dwie teorie: albo to kolejny podstęp czarnoksiężnika (nie byłby pierwszy) albo w samej serii o Harry Potterze ktoś bardzo pomylił się w pisaniu pewnej biografii. Ach, ten prequele do serii! Jak potem po nich spać?

Koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami jak już wrócicie z kina!  
Jestem ciekawa Waszych teorii!
To jak? Lecicie jutro na seans?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...