Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

niedziela, 26 lutego 2017

P.S. I Like You


"Bo w końcu się ocknąłem prawdą porażony:
jednak rzeczywiście zostałem Porzucony."

Lily Abbott trudno wytrzymać jest na lekcji chemii. Kolejne minuty umila jej szkicowanie projektów ubrań i zapisywanie projektów własnych piosenek w specjalnym zeszycie... co zauważa nauczyciel tego przedmiotu. Pod groźbą odebrania zeszytu, uczennica ma pokazywać teraz notatki z każdej kolejnej lekcji chemii. To właśnie podczas wykonywania tego zadania nawiązuje się szczególna korespondencja. Najpierw ołówkiem po blacie ławki, potem na kartkach składanych i ukrywanych pod stołem, osoby siedzące przypadkiem na tym samym miejscu w różnych grupach odnajdują w sobie bratnie dusze.

Korespondencja z obcą osobą ma w sobie pewien czar. Czasem o wiele łatwiej zwierzyć jest się nieznanej osobę niż komuś, kto nas zna i automatycznie ocenia na tej podstawie. Może właśnie dlatego Lily rozpoczynając taką znajomość od wymiany tytułów piosenek ulubionych zespołów coraz częściej ujawniała szczegóły dotyczące swojego życia i... poznawała sekrety drugiej strony. Choć chciałaby aby czar listów trwał dalej, podświadomie chce poznać ich nadawcę. Kandydatów może być kilku, najbardziej pragnęłaby jednak by okazał się być nim ten chłopak, który tak bardzo od dłuższego czasu jej się podoba. Z całą pewnością nie Cade, była sympatia jej najlepiej przyjaciółki, który nadal jej przezwisko Magnes, a do tego cały czas prowokuje do słownych utarczek. Ścieżki losu bywają kręte. Kim okaże się druga strona pisząca sekretne listy?

Amerykańska autorka wciąga czytelnika w stworzony przez siebie świat. Nie ma tu żadnej magii poza tą wynikającą z pisania listów. Są też różne skrywane oblicza tak skrajne, że nadawcę listów nie sposób jest rozpoznać w rzeczywistym świecie. W tle jest też konkurs na piosenkę, który nie pozwala Lily spać po nocach. Muzyka to jej pasja: pisze teksty i komponuje do nich melodie. Śpiewa także lecz woli by jej utwory kiedyś wykonywali inni. Liczy się jednak pasja, którą często trudno jest realizować w domu, w którym co chwila ktoś czegoś od ciebie chce, nie dając chwili wytchnienia.

"P.S. I Like You" to już trzecia powieść autorstwa Kasie West wydana na naszym rynku i zarazem druga, którą zdecydowałam się przeczytać. Pierwsza - "Chłopak na zastępstwo" - to książka do której zachęcił mnie opis, a uwagę przyciągnęła okładka. Po pozytywnych wrażeniach z tamtej lektury wystarczyło już tylko nazwisko autorki by ściągnąć po następną jej powieść.

W obu powieściach, choć to odrębne historie tworząca całość jako samodzielne tomy, znajdziemy elementy wspólne. Pierwszą z nich jest typ relacji bohaterów, którzy w początkowej fazie znajomości nie widząc szans na to by mogli zaistnieć jako para. Warto też wspomnieć o rodzinnym tle wydarzeń. Sama autorka w podziękowaniach przyznaje, że dorastała w dużej rodzinie - podobnie jak jej bohaterka Lily. Nic więc dziwnego w tym, że w jej powieściach zawsze znajdzie się postać, która choć ma troszkę zwariowaną rodzinę, to zawsze znajduje w niej wsparcie. Nie bez znaczenia pozostaje także zakończenie historii, które w obu przypadkach przewidywałam troszkę inaczej. Dobra powieść, mimo to nie będę wracała do jej lektury w całości czy fragmentach.


"P.S. I Like You" - Kasie West
TYP: opowieść w jednym tomie
Wydawnictwo: Feeria  [opis]
W kategorii: Bez wątków paranormalnych
Stron: 389 (większa czcionka)
Okładka: jak i tytuł zaczerpnięte z oryginału
W kolejności: NR 04/2017/02/03 (488)
W skrócie: Kolejna zabawna opowieść Kasie West o niezwykłej więzi jaka może połączyć dwie osoby. Historie tej autorki to gwarancja dobrego humoru, który uznałabym za największy ich atut. Akcja ma dobry początek i przebieg, liczy się jednak potem także i na finał, który by im dorównał. Na ten moment, mimo twórczej i artystycznej duszy Lily, bardziej poleciłabym "Chłopaka na zastępstwo". Z chęcią dalej poznawać będę twórczość tej autorki.


Czytaliście już powieści Kasie West? Jak wrażenia?

wtorek, 21 lutego 2017

Muzyczne wcielenia Pięknej i Bestii #1

Już prawie marzec, ale czy poza wiosną wyczuwanie też powrót klasycznych baśni?
Wielkimi krokami zbliża się premiera aktorskiej wersji baśni o "Pięknej i Bestii" w wykonaniu Disneya. W porównaniu do poprzedniej takiej produkcji (Cinderella 2015), będzie to o wiele bardziej muzyczna aranżacja, co widać już po pojawiających się klipach promocyjnych.


Typowo muzyczne, kilkuminutowe lecz jakże świetnie zrealizowane - tym razem z wykorzystaniem piosenek z repertuaru Britney Spears. Warto zwrócić uwagę nie tylko na kostiumy, ale i odpowiedni wybór fragmentów piosenek. Można znaleźć kilka swoich ulubionych scen w "Britney and the Beast".

I znów wracamy do klasycznej wersji Disneya. Troszkę zdziwiło Was zakończenie tamtej muzycznej aranżacji? Ciekawa jestem czy wiecie, kto śpiewa sławną tytułową piosenkę.



BONUS: Trudno nie kojarzyć Emmy z rolą Hermiony, dzięki której stał się tak znana. Fanom HP ciężko w starym zamczysku nie widzieć Hogwartu (który dla mugoli z zewnątrz też podobno wyglądał jak ruina). Nie można też zaprzeczyć, że Voldemort to bestia, ale takie połączenie zaskoczy wielu. 

Ponieważ tegoroczny marzec ponownie będzie Miesiącem Baśni, można się spodziewać innych postów tematycznych: w planach poprzednie filmowe ekranizacje tej francuskiej baśni a także różne reinterpretacje książkowe. Będzie też o nowościach czytelniczych ze świata Baśni Tysiąca i Jednej Nocy.

Wyczekujecie filmowej premiery "Pięknej i Bestii"? 
To Wasza ulubiona baśń czy może zajmuje to miejsce jakiś inny tytuł?

wtorek, 14 lutego 2017

Star of the Universe - Pył i gwiazdy

Myślałaś, że jesteś tylko pyłem. A byłaś nie pyłem, lecz gwiazdą - celem życia dla innej osoby

Po sukcesie "Goblina" temat żniwiarzy, w ich roli przeprowadzania ludzkich dusz poprzez zaświaty, stał się bardzo popularny. Podobną tematykę podejmuje mini drama "Star of the Universe", w którym bohaterka pragnie powstrzymać los i uratować życie swojemu idolowi - piosenkarzowi i twórcy poruszających hitów.

Imiona pary bohaterów zostały dobrane w taki sposób aby oznaczały dwa tytułowe słowa: "wszechświat" (piosenkarz) i "gwiazda" (bohaterka). Całość historii oparto zaś na prostej koncepcji - gwiazdy święcą nawet wtedy, kiedy mija noc i świat wypełnia światło dnia. Tak samo jest z obecnością bliskich, których nie ma już wśród żywych - ich nieustanne wsparcie towarzyszy tym, którzy pozostali.

Poznajemy Byul w dniu jej śmiertelnego wypadku. Dziewczyna przechodzi na drugą stronę, gdzie zostaje zatrudniona jako jeden ze żniwiarzy. Nie rozumie swojego powołania do tej pracy, nie przeprowadziła też jeszcze żadnej duszy, a kiedy tylko może stara się je zawracać. Nie taka jest jednak rola żniwiarzy. Sprawa komplikuje się tym bardziej, kiedy rozchodzi się plotka o tym, że wkrótce na drugą stronę przejść ma jednej z najbardziej znanych piosenkarzy - Woo Joo. W tej chwili jest to kwestia osobista - najbardziej wyrazistym wspomnieniem Byul z jej poprzedniego życia jest fakt, że cały jej świat stanowiła właśnie ta osoba.

Wpadając w niezwykłe tarapaty bohaterka podejmuje grę z przeznaczeniem. Wcześniej (wraz z duchem - przyjaciółką, którego nie przeprowadziła... a wręcz się z nim zaprzyjaźniła) towarzyszyły piosenkarzowi. Jako niewidzialne istoty świetnie nadawały się do poznawania jego sekretów. Teraz Byul wyprasza sobie szansę powrotu do świata żywych by życie Woo Joo spróbować ocalić. Ma tego dokonać nim spadnie pierwszy śnieg, a jednocześnie nie spełnił powodów, dla których chciała znowu żyć - swoich życzeń: przeżyć pierwszą miłość, pierwszy pocałunek, udać się nad morze i do parku rozrywki, móc się pożegnać i wybaczyć osobie, która odebrała jej życie w wypadku. Czy się to uda, kiedy nie będzie już niewidzialna, a znów będzie człowiekiem?

Próbowałam wcześniej oglądać już kilka mini dram. Parę tytułów rozpoczęłam, lecz nie zaciekawiły mnie na tyle by kontynuować dalej seans. Jedna z nich była częścią kampanii reklamowej (First Kiss for the Seventh Time) i choć zatrudniała wiele sławnych aktorów, fabularnie była tak skonstruowana, że nie zdałam sobie nawet sprawy iż wyemitowany odcinek był tym finałowym i podsumowującym losy bohaterów - tak otwarte otrzymała zakończenie. Do "Star of the Universe" podchodziłam więc z sporym dystansem, ale produkcja zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie.

Pierwsze dwa odcinki to tutaj świat żniwiarzy - przebywanie w miejscach wypadków, szpitalach, zerkanie na zegarki odmierzające czas do przejścia duszy na drugą stronę i ... chodzenie na koncerty Woo Joo. Prawdziwą wartość tej historii widać od epizodu trzeciego, kiedy bohaterka porzuca strój żniwiarza i wraca do świata żywych ze swoją misją ocalenia ludzkiego życia. I to właśnie jej idola. Zachwyt i nieśmiałość szybko znikają, a pojawia się naprawdę interesująca relacja. Woo Joo początkowo nie chce widzieć szalonej fanki, potem jednak dostrzega w tym szansę: oto niezobowiązująca sytuacja, która pomoże mu przełamać kryzys i stworzyć nowe utwory. To, co zaistnieje między bohaterami (gwiazdą i wszechświatem) staje się o wiele poważniejszą siłą niż można by początkowo przypuszczać. Z każdym odcinkiem sytuacja stacje się coraz bardziej dramatyczna, kolejne powody znikają (symbolizowane przez gwiazdki na nadgarstku), a pojawia się coraz to większa chęć życia. Wszystko w tej kwestii jednak już przesądzone... ale czy na pewno?

"Star of the Universe" to niesamowita opowieść zaczynająca się bardzo niepozornie. To tak sprytnie splątane losy bohaterów, którzy okazują się być ze sobą powiązani już wcześniej - choć o tym nie wiedzieli i nie dotyczy to tylko głównej pary. To rozwój akcji, który trudno jest przewidzieć. To dowód, że nawet jeśli przeznaczonym nie dane było spotkać się wcześniej, nic nie jest do końca jeszcze rozstrzygnięte. Wreszcie to zakończenie przy którym potrzeba chusteczek. Idealna propozycja serialowa na czas Walentynek i nie tylko.


CIEKAWOSTKA: Całość stanowi część serii stacji MBC o tytule “Three Color Fantasy”. Wszystkie tytuły to mini dramy, tematycznie jednak ze sobą niezwiązane (inni bohaterowie i miejsca akcji). Kolejna ukarze się w lutym (Vivid Romance), a następna w marcu (Queen of Ring). W pierwszym i ostatnim tytule będą wątki nadprzyrodzone.

"Star of the Universe"
Stacja: MBC
Emisja: 23 stycznia do 10 lutego 2017
Rodzaj: mini drama
Ilość odcinków: 6
Czas trwania odcinka: 30 minut
Wciąga od: trzeciego epizodu
Można obejrzeć: TUTAJ (napisy ang)
Do obejrzenia przekonało mnie: przepiękny plakat i pozytywne rekomendacje zagraniczne

Podobne tematycznie: drama Goblin (RECENZJA)

Mini drama to dobry początek dla przygody z serialami koreańskimi - TUTAJ powody, dla których warto zakochać się w tych opowieściach
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...