We wrogich krajach wierzy się w boginie, co mogłoby upodobnić serię do Ery Pięciorga. Z czasem jednak coraz więcej jest tutaj przekazów o czarownicach krwi, czarodziejkach, ukrytym Sanktuarium, Obserwatorach i zaginionych kryształach, w których podobno zaklęto kiedyś magię.
Północy Limeros to królestwo skute lodem, środkowa Paelsia to już prawie wymarła kraina i tylko w południowym Auranosie ziemia wygląda jak raj: żyzna, żywa, gdzie królewski pałac opływa wręcz złotem. Śledzimy historię konfliktu tych trzech krain i ich ludów w narracji przyszłych następców tronu czy też osób, które znalazły się wyjątkowo blisko władzy.
Tuż na wstępie czeka kolejna mapa innego świata, gdzie trzy królestwa stłoczono na jednym kontynencie. Tak jak uproszczona jest ta mapa, równie nieskomplikowana bywa ta historia.
Jak na powieść high fantasy styl jest bardzo prosty, oszczędny w opisy i niewymagający. Szybko można też spamiętać imiona i przeszłość bohaterów, gdyż mimo granic dzielących trzy krainy, losy postaci często się przeplatają i nie są specjalnie zawiłe.
Plus to fakt, że nigdy nie wiadomo, których bohaterów złączy nagle los. Niby są to trzy odległe królestwa, ale dużo czasu nie zajmuje konno przedostanie się do sąsiedniej krainy.
Nie jest to jakoś specjalnie wciągająca lektura, ale z czasem czyta się "Upadające królestwa" coraz szybciej, a przygody bohaterów w większym stopniu zaczynają nas ciekawić. Los książąt, księżniczek, królów i ich poddanych nie był mi obojętny, jednak muszę przyznać, że nie miałam tutaj swoich faworytów.
Fragment drugiego tomu, zamieszczony na końcu części pierwszej, pokazuje, że obok starszych bohaterów do akcji dołączają całkiem nowi narratorzy.
"Falling Kingdoms. Upadające Królestwa" - Morgan RhodesTRYLOGIA: TOM #1
Wydawnictwo: Oficyna Gola
Stron: 510
W kolejności: NR 01/2014/01/01 (277)
Ocena: Prosta fabuła, krótkie rozdziały i spora czcionka, a do tego powieść, gdzie tajemnica nie czeka zbyt długo na rozwiązanie. Dobrze byłoby ją troszkę dłużej zachować i nadać więcej smaku tej historii.
Żeby było jednak coś wartego zapamiętania i przyjemnego to:
Dzisiaj święto Trzech Króli - recenzja też taka o losach różnych rodzin królewskiej krwi.
Tematycznie mam ciekawostkę, o której dowiedziałam się na lekcjach języka francuskiego. Otóż z okazji tego święta we Francji można kupić specjalnie ciasto - galette des Rois.
Jeśli chodzi o samo ciasto to przypomina znane nam ciasto francuskie, ale dodaje się do niego papierową koronę. Ową koronę otrzymuje ten członek rodziny, który w swoim kawałku pokrojonego już ciasta znajdzie figurkę - a figurki te bywały naprawdę różne (najpierw było to ziarenko bobu, potem postać dzieciątka Jezus) i dziś stanowią nawet przedmiot kolekcjonerski.