sobota, 28 lutego 2015

Onyks (l)śni


Nie minęło wcale tak dużo czasu od momentu, kiedy życie Katy Swartz zyskało nowy - nadprzyrodzony wymiar. Rodzeństwo zamieszkujące dom pod drugiej stronie ulicy to przybysze z innej strony galaktyki i, jak się okazuje z każdą stroną drugiego już tomu serii Lux, wcale aż tak bardzo nie różnią się od ludzi.

Jak to jest być tylko gościem na innej planecie? Nie za ciekawie. Po pierwsze jest druga, wroga rasa, która także przybyła na Ziemię w celach imigracyjnych. Po drugie jest DOD (skrót od angielskiego Department of Defense), który stale kontroluje Luksjan i ich życie. Być może to jednak nie wroga rasa a rząd stanowić będzie dla bohaterów największe zagrożenie? Komu i dlaczego warto zaufać, a od kogo najlepiej trzymać się z daleka?

Kto by się jednak tym przejmował, kiedy nie się na ten konflikt zbyt wielkiego wpływu, a na horyzoncie pozostają kłopoty natury emocjonalnej? Czy Daemon naprawdę chce być z Katy, czy to niesamowite przyciąganie między nimi jest jedynie skutkiem oddziaływania więzi, którą narodziła się pod koniec "Obsydianu"? Katy nie może się oprzeć temu uczucie, podczas gdy Daemon to szalenie przyciągająca osobowość i choć w jego obecności serce zawsze jej przyśpiesza, to jednak bohaterka chce czegoś więcej. Więź ma być prawdziwa, szczerza i trwała, a Katy nadal nie może zapomnieć, jak obcy (dosłownie) odnosił się do niej jeszcze na początku ich znajomości.

Katy to narratorka bliska blogerowi, bo sama prowadzi bloga z książkowymi recenzjami. Ma więc pełno znanych zwyczajów, takich jak nowy "książkowy chłopak", kiedy któryś z bohaterów w trakcie lektury wpadnie jej w oko. Fakt, że w jej życiu jest ktoś taki jak Daemon wcale nie dyskwalifikuje wzdychania do książkowych postaci, co zasługuje na duży plus. Dodatkowa zaleta to też podejście Katy do całej tej "kosmicznej" oprawy jej rzeczywistości. Może i przybysze z innej części galaktyki zamieszkują dom naprzeciwko, ale nie oznacza to jeszcze, że jako blogerka nagle przestanie czytać książki z wątkami paranormalnymi. Katy urządza też sobie własne maratony pisania recenzji, gdy nadrabia zaległości w blogowym świecie. Czy wspomniałam już, że Daemon zapragnie wziąć udział w jednym z jej filmików, w którym prezentuje książkowe zdobycze z mijającego miesiąca? Ten aspekt tej historii tak mocno do mnie przemawia, że serii Lux pozostanę wierna mimo tych paru jej wad. A jakie są to minusy?

Powieść jest trochę niejednolita w swojej strukturze. Czasem czyta się ją jak każdą inną dobrą książkę, a momentami jak czyste fanfiction. Na szczęście są to tylko niektóre sceny przy których można odnieść takie wrażenie. Niestety są to często sceny interakcji Katy i Daemona. Wygląda to raczej jak marzenia bohaterki aby to się stało i wówczas czytelnik troszkę odczuwa, jak bywa to wszystko nierzeczywiste. Także Katy i Daemon to się odpychają, to znów przyciągają i tak na okrągło. Są tutaj też wciąż elementy rodem z Sagi Zmierzchu, są i takie znane dobrze fanom serialu "Roswell". Dee (siostra Daemona) jest niczym Alice (siostra Edwarda). "Roswell" chyba dominuje jednak o wiele bardziej w tym tomie głównie przez te kosmiczne reguły parowania osobników dorosłych obcego gatunku, któremu grozi wyginięcie. W "Onyksie" temat głównym jest też wątek przekazywania mocy między Luksjanami i ludźmi oraz konsekwencje takiego transferu.

"Onyks" potrafi zaskoczyć, ale zdarzają się równie często wątki, które można przewidzieć od samego początku. Do takich należeć będzie sprawa zaginionego brata Daemona i Dee. Czego nie można było zgadnąć na czas, to konkretne zainteresowania DOD (które przez większość fabuły nazywałam niestety "dodo") a nie są oni tylko ciekawi zdolności rasy obcych, lecz przede wszystkim ludzi, którzy weszli z Luksjanami w interakcję. Niby oczywiste, ale i tak rozwój będzie dla czytelnika zaskakujący.

Katy i Daemon to przede wszystkim pełno uroczych pojedynków słownych. Zdarzają się lepsze i gorsze, ale są i takie dialogi mistrzowskie, które chce się czytać od nowa i raz po raz. Katy walczy o to by Daemon traktował ją jak równą sobie, a nie tylko jak słabowitego człowieka, który nie dość, że sprawia kłopoty, to nieustannie trzeba go jeszcze chronić, narażając przy tym pełno innych osób. Trudno wywalczyć sobie to tego drogę, ale bohaterka się nie poddaje i chwała jej za to.

Seria Lux to także prosty styl, krótkie rozdziały, nieskomplikowane dialogi oraz brak przydługich opisów. Wszystko to przekłada się na ekspresowe tempo lektury. I powiedzmy sobie jeszcze szerze: takiej serii okładek i historii, jaką zwiastują, nie jestem w stanie się oprzeć. Nie wspominając już o tym, jak lubię takie kosmiczne wątki i ile naoglądałam się (za młodu) serialowego "Roswell: W kręgu tajemnic", a potem jak bardzo chciałam aby "Star-Crossed" (OPINIA) okazało się o wiele lepszym serialem.

"Onyks" - Jennifer L. Armentrout
SERIA LUX: tom II z V
Wydawnictwo: Filia
W kategorii: Paranormalne (obcy)
Ocena: "Onyks" to już moja trzecia książka od Jennifer L. Armentrout. Jak w przypadku każdej z poprzednich powieści jest to niewątpliwie lektura, przy której można odpocząć. Czyta się niezwykle szybko, a fabuła nie jest nużąca, mimo iż parę wątków przewidzieć przychodzi łatwo przed czasem. Interakcja Katy i Daemona przyciąga niebywale, a pod względem ilości ulubionych scen, "Onyks" stanowi jako kontynuacja lepszą część serii niż wprowadzający w ten świat "Obsydian". Do poznawania dalszych przygód bohaterów wróciłam z radością i chętnie będę dalej z nimi oczekiwać na rozwój tej iście kosmicznej przygody.
W ramach wyzwania: Kiedyś przeczytam

Seria Lux to pięć tomów:
1. Obsydian    2. Onyks   3. Opal (już wydany)    4.Origin    5. Opposition

środa, 25 lutego 2015

Bal Białych Nocy


"Ekscytująca, romantyczna, pełna przygód opowieść fantasy" - taka rekomendacja od samego Ricka Riordana widniejąca na okładce książki to nie przelewki. Ale "Szturm i Grom"? Pamiętałam jeszcze na tyle "Cień i Kość" aby wiedzieć, że ożywiona mitologia nie miała za wiele wspólnego z atmosferą a la imperialnej Rosji, gdzie szalała magia, ścierając ze sobą światło i mrok. Debiut Leigh Bardugo czytałam jednak w czerwcu 2013 roku, a co jeśli kontynuacja faktycznie tak wysoko stawia poprzeczkę? Przeczytałam więc i przekonałam się sama, ile słuszności może być w rekomendacji od ulubionego autora.

"Szturm i Grom" całkowicie przebija "Cień i Kość". Może wynika to z tego, że autorka przedstawiła już uniwersum Griszów i miała więcej swobody by dać popis swoim bohaterom. Warto wierzyć w drugą szansę, a jeśli jakieś serie świetnie ją wykorzystały to były to: "Morze Potworów" i "Szturm i Grom". Akurat ciekawie zestawiły się tutaj te dwa tytuły, gdyż "Szturm i Grom" zaraz z początku zabiera czytelnika na wody Morza Prawdziwego.

"- Darkling będzie cię ścigał po kres twych dni.
- Cóż, wobec tego ciebie i mnie będzie coś łączyć, prawda? Poza tym lubię mieć potężnych wrogów. Czuję się przez to istotny."

"Szturm i Grom" nie zachwyca od samego początku. Alina i Mal uciekli aż za Morze Prawdziwe. Oboje pracują, a ich życie jest szare jak popiół przemysłowego miasta. Alina słabnie, nie używając swoich mocy. Trwa to dosłownie chwilę, zanim na powrót dopadnie ich Darkling i zawlecze na pokład statku by polować na lodowego smoka. Kolejny wzmacniacz to szaleństwo, a znikąd pomocy. Jednak załoga Sturmhonda jak i sam kapitan zaskoczą Alinę. Droga nadal będzie wiodła jednak do Ravki - opuszczonej ojczyzny.

Alina wraca do Małego Pałacu i reformuje cały system funkcjonowania Griszów, którzy jako klasa społeczna po próbie przewrotu Darklinga stracili zaufanie dworu jak i społeczeństwa. Przyzywaczka Słońca razem z księciem Mikołajem (młodszy następca tronu) w połączeniu Pierwszej (ludzie) i Drugiej Armii (Griszowie) widzą możliwość przeciwstawienia się Darklingowi i jego armii żołnierzy stworzonych z cienia.

"Ciemność nadciąga.
- Proszę, nie...
Za późno. Ciemność mnie schwyciła."

Darkling i Alina to bardzo ciekawa relacja. Ona jest Przyzywaczką Słońca, on zdołał ożywić cień. Ona wypełnia świat światłem, on pogrąża go w ciemnościach. Lecz i promień światła może śmiertelnie ciąć, tak jak mrok otumanić umysł. Ona to światło, on to mrok - lecz może to jedna i ta sama moc? Są tylko teorie, natura i pochodzenie mocy nie są wyjaśnione, a autorka zmusza do stawiania intrygujących hipotez. To niewątpliwa cecha dobrej lektury.

W drugim tomie trylogii rozpoczyna się kolejny niebezpieczny wątek opowieści w postaci tworzącego się kultu świętej, która zginęła i powstała do życia raz jeszcze w Fałdzie Cienia. Alinę jak i czytelnika szokuje takich rozwój wydarzeń, ale okazuje się prędko, że w żywotach innych świętych są i przemilczane fakty. Alina za nic nie chce przyjąć tej roli, ale w kraju o realiach przypominających imperialną Rosję to nieuniknione. To jednak w żywocie jednego ze świętych można odnaleźć drogę do ostatniego wzmacniacza mocy i choć nikt nie powinien mieć takiej potęgi, te trzy obiekty mają być złączone, a tak przynajmniej kusi Alinę Darkling. Choć bohaterka nie chce mu zaufać, noszenie dwóch wzmacniaczy powoduje pustkę, bohaterka czuje się niekompletna, a głód potęgi wzrasta, odmieniając osobowość i przesuwając nieustannie granice. Alina to niezwykle świadoma bohaterka, ze sporą dawką zgromadzonej już mądrości życiowej. Trafia jednak na szarość między mrokiem i światłem, gdzie trudno odnaleźć właściwy kierunek.

"- To dlatego chcesz mi dać drugi wzmacniacz? [...] Może zapomniałeś, ale próbowałam cię zabić.
- I ci się nie udało.
- Niech żyją drugie podejścia."

Można powiedzieć, że tematycznie książka jest podobna do bardziej rozreklamowanych powieści, takich jak "Czerwona Królowa" czy "Szklany tron". Dla mnie jest ona jednak o wiele lepsza, zarówno jeśli brać pod uwagę sposób, w jaki został "Szturm i Grom" napisany jak i stopień, w jakim historia wciąga. Nawet wątek miłosny, który zrodził się z przyjaźni od czasów dzieciństwa (a takich wątków nie lubię) tutaj nie wywołuje u mnie sprzeciwu. Jest tyle scenariuszy, które powstają ze względu na postacie takie jak Sturmhond, Darkling czy też Mal, a ja mogę spokojnie tylko przyglądać się jak rozegra to autorka, bo ta historia jest na tyle dobra, że nie muszę tu tworzyć do niej swoich własnych alternatywnych wersji, w porównaniu do tego co pisze autor.

Pod tym co napisał Rick Riordan można się już tylko podpisać. Na rekomendację amerykańskiego autora zwróciłam dopiero uwagę, zabierając się do jej lektury. "Szturm i Grom" przeczytałabym niezależnie od tego, gdyż o serii przypominała mi nie tyle fabuła, ile przepiękna wręcz okładka. Wydarzenia i postacie pamiętałam, ale jednocześnie byłam świadoma tego, że czegoś mi w tomie pierwszym trylogii brakowało, by chcieć wracać do tej lektury. Teraz "Szturm i Grom" wymusza powrót do "Cienia i Kości" by raz jeszcze spojrzeć na ten zimowy świat z obcych, a jednocześnie tak dobrze znanych map. Warto też ufać sprawdzonym pisarzom, za których każdą powieść się zabieramy.

"Szturm i Grom" - Leigh Bardugo
TRYLOGIA GRISZA: Tom II
W oryginale: Siege and Storm, 2013
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
W kolejności: NR 14/2015/02/07 (370)
W porównaniu do pierwszej części: o wiele lepsza!
W ramach wyzwania: Kiedyś przeczytam (S), OKŁADKOWE LOVE, biblioteczne Wariant I - poziom III

Trylogia Grisza:
1. "Cień i Kość"       2. "Szturm i Grom"       3. "Ruina i Rewolta"

Ciekawostki: Leigh Bardugo pisze już kolejną serię w uniwersum Griszy. Premiera "Six of Crows" to październik tego roku. Może i u nas ktoś się pokusi o wydanie tej powieści? Miejscem akcji ma być Ketterdam, który znamy już z map zamieszczonych na wewnętrznej stronie okładki "Szturmu i Gromu" [info].

W RELACJI DO INNYCH SERII:
Nowość na rynku to "Czerwona królowa", ale ja wyżej oceniłabym "Szturm i Grom". Serie porównałam, gdyż sporo je łączy, jednak Alina to bohaterka o wiele bardziej racjonalna w postępowaniu ze swoją wyjątkową mocą. Jeśli występuje w fabule książę, to jego osobowość ma być zniewalająca: połączenie zuchwałości, dobrego żartu i oddania sprawie. Taki jest Mikołaj, a tego brakowało mi w postaciach aż dwóch książąt w "Czerwonej królowej". W obu powieściach jest przejęcie władzy, lecz to "Szturm i Grom" zachwyci tu wykonaniem. Co różni te dwie historie to także kampania reklamowa i jak dużo się o nich mówi. Wszystko, czego mi brakowało w "Czerwonej królowej", znalazłam w powieści "Szturm i Grom", więc odpowiedź na pytanie, która seria jest lepsza, nasuwa się już sama.

piątek, 20 lutego 2015

Skradziony rydwan, spiżowy smok i miecz Hadesa

"Módlcie się, żebyście się mylili. Naprawdę, to może się wydawać fajne, jak się o tym czyta, ale to serio zła wiadomość [...] Ale pamiętajcie: nie chcecie być dziećmi bogów."

Czytając kolejne tomy przygód Percy'ego Jacksona wyczekałam się na to "Archiwum Herosów". Portale czytelnicze (przykładowo Lubimy Czytać) wskazują, że to dodatek do serii. Dodatek, czyli należałoby przeczytaj najpewniej po zakończeniu pięciu tomów "Olimpijskich bogów", prawda? Prawda? Skądże znowu!

Tak więc zadowolona po lekturze "Ostatniego Olimpijczyka" zabrałam się za "Archiwum Herosów". Wstęp w postaci listu z Obozu Herosów napisał sam Rick Riordan, który wpisuje w ten sposób sam siebie w świat przez siebie stworzony, kiedy tytułuje się jako Starszy Skryba Obozu Herosów. Nie powiem, wygląda to obiecująco. Dalej mamy pierwsze z trzech opowiadań z Percy'm w roli głównej.

"Mątwy, amfipriony i węgorze przyglądały mi się, kiedy je mijałem. Słyszałem szept ich małych móżdżków: Syn boga mórz! Syn boga mórz! Super jest być celebrytą wśród kałamarnic."

Przygoda Numer Jeden to Skradziony rydwan Aresa. Percy z okna szkoły (tej swojej zwyczajnej) zauważa Clarisse , córkę boga wojny. Choć Syn Posejdona nie lubi Aresa, a tym samym z jego córką ma często na pieńku, to chce pomóc dziewczynie i uważa, że zabłądziła ona w okolice jego szkoły nie bez powodu. Okazuje się, że Clarisse dostąpiła zaszczytu powożenia sławnym powozem boga wojny przez jeden dzień, lecz jej bracia bogowie, zwinęli jej ten powóz i ukryli go. Ale czemu mieliby to robić Clarisse? Która tak się przecież wykazała w decydującym momencie bitwy o Manhattan, a w konsekwencji także o Olimp? Percy nadal obawia się Przepowiedni, ale przecież...ona już się wypełniła!

Tak więc już na początku "Archiwum Herosów" uświadomiłam sobie, że te trzy opowiadania mają miejsce po "Bitwie w Labiryncie" a jeszcze przed finałem serii w "Ostatnim Olimpijczyku". Zmyliła mnie też data publikacji książek za oceanem: zarówno tom piąty jak i te opowiadania ukazały się w tym samym roku. Należało patrzeć na umiejscowienie w akcji danych opowiadań, a nie całego ich zbioru.


środa, 18 lutego 2015

"Jesteś teraz w rękach Losu"

"- Rozumiem, chłopcy, że ruszacie ratować świat?
- Mniej więcej - przyznałem."

"Bitwę w Labiryncie" kończy scena urodzin Percy'ego - tradycyjnie z niebieskim tortem, a na początku "Ostatniego Olimpijczyka"... bohater zaraz będzie mógł świętować już kolejny przeżyty (co u półbogów aż tak oczywiste nie jest) rok. Minął już rok! Z tymi jednak urodzinami będzie się miała także aktywować sławna Przepowiednia, która kształtuje od początku wydarzenia tej serii. Na jakie ustępstwa będzie musiał zgodzić się Olimp by wygrać z Kronosem?

" - Powodzenia [...] Idźcie już, herosi. Zabijcie dla mnie kilka potworów."

Serię "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" darzę niesamowitą sympatią. Po pierwsze jest to niepowtarzalne poczucie humoru Ricka Riordana, które zawsze potrafi poprawić nastrój. Nie są to tak rozpowszechnione w powieściach wszelkiego gatunku sceny, kiedy to bohaterowie pokładają się ze śmiechu z żartu dla nich (i najwidoczniej dla danego autora) tylko zabawnego. Takiego narzuconego poczucia humoru nie ma w Ricka Riordana. Tutaj autentycznie parska się śmiechem. Po drugie jest postać głównego narratora - syna Posejdona. Percy ma przeważnie tyle problemów, że aż trudno zliczyć, a nieustannie znajduje siłę by się z nimi zmierzyć, nie tracąc przy tym nic ze swojej ujmującej osobowości: sarkastycznego poczucia humoru, pogody ducha ani też szczególnej empatii.

"- Percy - powiedziała Rachel. - Wiem, że to nie najlepszy moment. Ale dla ciebie nie ma najlepszych, prawda?
Coś było na rzeczy."


poniedziałek, 16 lutego 2015

"Ze względu na Ciebie"

Czy ten pan z okładki Wam także kogoś znajomego przypominał? ;)
Jeszcze na początku tego miesiąca miałam okazję poznać kolejną opowieść autorstwa amerykańskiej pisarki Colleen Hoover. "Pułapka uczuć" okazała się książką, której lektura wywołać musi reakcję u czytelnika. Zwykle opowieści z gatunku New Adult zawierają historie, gdzie bohaterowie najbardziej traumatyczne wydarzenia mają już za sobą, a odnaleziona miłość stanowi drogę do wyleczenia. Colleen Hoover lubi jednak zaskakiwać, tak więc nieprzyjemne niespodzianki od losu zaskakuję parę zakochanych i ich przyjaciół dokładnie w środku opowieści. Dałam się zaskoczyć przy tomie pierwszy i tak samo w przypadku kontynuacji. O czym jest "Nieprzekraczalna granica" i co oznacza ten tytuł?

Mówiąc szczerze, "Pułapkę uczuć" można by potraktować jako opowieść w jednym tylko tomie... lecz ile wtedy uciekłoby nam z dalszych losów Lake i Willa! Jeśli przeczytało się już pierwszy tom, zdecydowanie warto sięgnąć po kontynuacje, gdyż... pokazuje ona zupełnie inny punkt widzenia dla tej historii.

Drugi tom udowadnia, czy związek Lake i Willa jest w stanie wytrzymać nie tylko próbę czasu ale i stracie z żywymi wspomnieniami przeszłości, a także z tym, co jeszcze czeka parę. Czy bohaterów rzeczywiście połączyło tylko podobieństwo losów, czy może było też coś więcej, co wydarzyłoby się bez względu na rozwój wydarzeń "Pułapki uczuć"? Zwrot wydarzeń sprawi, że Lake także poddać w wątpliwość teorię tej historii.

"Nieprzekraczalna granica" to określenie, którego para używa w odniesieniu do swojego związku. Oboje obiecali matce Lake, że ich związek nie posunie się "dalej" aż nie minie minimum rok. Z uwagi na jej pamięć uszanowali złożone przyrzeczenie, a teraz zbliża się już wyznaczony termin "nieprzekraczalnej granicy". Jak można przewidzieć, na drodze bohaterów stanie jeszcze wiele przeciwności, zanim / jeśli dojdzie do realizacji tej obietnicy.


piątek, 13 lutego 2015

Jupiter i jej Intronizacja

Wszechświat jest piękny i nieprzebyty. Tyle odległych galaktyk, tyle niepoznanych jeszcze gwiazd i ich pięknego światła, które hipnotyzuje i zniewala. Można by tak opowiadać godzinami. Też przepadacie za oglądaniem najnowszych fotek od NASA? Ja zdecydowanie spędzam nad tym zajęciem sporo czasu, szczególnie, że z roku na rok jakość takich zdjęć jest coraz lepsza. Te wszystkie cuda w kolorze? Niesamowite!

Jedną z premier kinowych, na które bardzo chciałam iść w tym roku, był tytuł "Jupiter: Intronizacja". Nowe uniwersum, w którym rozgrywa się ta opowieść, miało być czymś na kształt połączenia "Matrixa" i "Gwiezdnych Wojen". Intronizacja miała już zagościć na ekranach w zeszłe wakacje, ale premierę przełożona na zimę tego roku, jako że chciano popracować jeszcze na efektami specjalnymi. Ogólny zarys fabuły przedstawiałam w ZAPOWIEDZIACH KINOWYCH na ten rok.

4:45 to godzina o której zwyczajowo musi się zrywać z łóżka młoda Jupiter Jones. Zrywać się skoro świt i iść razem ze swoją matką i ciotką by popracować, a pracują one jako... ekipa sprzątająca. Nie, nie sprzątająca po zamieszaniu i porachunkach mafii. Zwykła firma sprzątająca. Jupiter najczęściej sprząta toalety. Nieustannie otaczają ją jednak rzesze ekskluzywnych apartamentów, pełnych sukieni i biżuterii za okropnie wysokie ceny. Lecz o tym dziewczyna można tylko pomarzyć. Ale czy na pewno? Za rogiem czeka bowiem przygoda, która będzie miała do zaoferowania o wiele, wiele więcej.

W tym samym czasie znajdujemy się na innej planecie. Już sama architektura wskazuje na cywilizację w technologii nas prześcigającą, lecz... ulice całego miasta są ciche i puste. Nigdzie nie ma nikogo poza przechadzającymi się przez wyludnione miasta dwoma osobami z domu Abrasax. Brat i siostra komentują ostatnie zbiory, a okazuje się, że były to zbiory w ... ludziach. Co więcej nie tylko ta planeta, ale i nasza Ziemia jest częścią ogromnego imperium najpotężniejszego rodu we wszechświecie, który życie na m.in. Ziemię sprowadził i powróci pewnego dnia by zebrać plony. Do czego te zbiory? Do tworzenia esencji życia, która przedłuża życie - bo po cóż mieć cały wszechświat, jeśli nie można się nim dostatniego długo cieszyć? A członkowie roku Abrasax żyją już bardzo, bardzo długo...

Jak to wszystko dotyczy młodej Jupiter? Zdaje się, że każdy z rodzeństwa Abrasax chce ją dostać w swoje ręce. Jupiter może być spadkobierczynią Ziemi i jej plonów. Ale w jaki sposób? Tego dowiecie się tylko w kinie albo kiedyś w przyszłości oglądając wersję dvd :)

wtorek, 10 lutego 2015

"Nadejście krwawego księżyca"

"Zaczekaj na odpowiedni czas.
Te słowa zwalniają uścisk. Wypadają niczym krople mroku z moich ust. Nie mamy już czasu. Lądują lekko i znikają. Cztery słowa rozbiegają się w cztery strony świata. Na północ, południe, wschód i zachód. Znikają. Nigdy ich nie złapię.
[...] Do krwawego księżyca, odpowiadam. O nic więcej nie pytaj."

Ten neonowy odcień zielonego w tle i cienie na piaskach pustyni tworzą taką niesamowitą aurę, że musi to zwiastować równie elektryzujący finał, prawda? Piaski czasu przesypują się przez morze pustyni, w miarę jak zbliża się finał Kronik. To już ostatni tom trylogii, jakim zakończeniem obdarzyła Moira Young swoich bohaterów?

"Do krwawego księżyca zostały tylko cztery noce. Jutro dziś to będzie wczoraj. Szybko kończą mi się jutra."

To przejście przez "Krwawy szlak" zmieniło Sabę i uczyniło z niej wojowniczkę na tyle bezwzględną, na ile potrzebował ją ten świat przyszłości, aby mogła go na czas odmienić. Już w pierwszym tomie udało się obalić poprzednią władzę, ale pojawił się następny, o wiele groźniejszy przeciwnik. Nie można zakwestionować też całkowicie słuszności celów, jakie sobie wyznaczył. DeMalo chce odtworzyć zniszczony krajobraz, wybiera więc najmłodszych i najsilniejszych do tego zadania. Wszystko jednak pod rządami terroru. Zniewolił lub zmusił starych mieszkańców do ucieczki aby dać najżyźniejszą ziemię dla nowych, którzy stworzą nowy świat - Nowy Eden.

"Nie pędzilibyśmy teraz w stronę nagłego końca naszego życia.
Co powinnam szeptać do siebie? Tu, na rozstaju przeszłości? Co powinnam kazać sobie zrobić?"

Rebelianci, którzy obalili poprzedniego władcę, się jednak nie poddali. Teraz coraz częściej po Nowym Edenie krążą opowieści o Aniele Śmierci. Niegdyś zniszczył Miasto Nadziei, teraz na wietrze pędzi przez zagarnięte ziemie, kruk zwiastuje jej nadejście, a wyjcie wilkopsa jej obecność. Teraz także przybywał by dokonać zemsty. W oczach uciśnionych i oprawców Saba stała się legendą, czy będzie potrafiła udowodnić, że rzeczywiście nią jest? Ze sporym bagażem przeszłości, bohaterka raz jeszcze musi się poświęcić, aby ocalić przyszłość i ponownie obciążyć swoje sumienie. Na ile może się udać plan przeprowadzenia bezkrwawej rewolucji?

"... gdy chwieję się na krawędzi urwiska snu"

poniedziałek, 9 lutego 2015

10 książek o miłości, czyli najlepsze OTP

Zdarza się czytać książkę, a nawet cała serię, dla kilku tylko postaci - a konkretniej pewnej pary. Chyba jeszcze częściej zdarza się z takich powód oglądać serial. Długie, pełne innych wątków odcinki i całe sezony, zmęczone tylko po to aby zobaczyć realizację swojego wymarzonego scenariusza. Mowa oczywiście o OTP (One True Pairing), czyli jedynym, słusznym połączeniu bohaterów jakie istnieje. A przynajmniej powinno istnieć według nas, to wybór OTP jest skrajnie subiektywny.

Jeśli chodzi o moje ulubione książki o miłości to trudno mi wskazać takie "od początku do końca" opowieści tylko i wyłącznie o miłości. Takie wątki upatruję sobie raczej w seriach, które są wielotematyczne. Mogę jednak potwierdzić, że ranking jaki przedstawię, zawiera historie tylko takich par, które pokazują jakie elementy powinno zawierać w sobie romantyczne uczucia na całe życie.

1. Susannah Simon i Jesse de Silva / POŚREDNICZKA

Seria, którą czytałam tyle lat temu, a do historii tej pary do dziś porównuje inne. Susannah się przeprowadza i za nic nie chce mieszkać w starym domu, bo istnieje wówczas całkiem spora szansa, że ktoś tam odszedł lub odebrano komuś cenny dar życia. Przeczucia się sprawdzają i oto jest jej własny (dodatkowy) rezydent pokoju, czyli duch  Jesse de Silva. Niewiarygodnie przystojny, wciąż coś wtrąca po hiszpańsku, a do tego po początkowych sprzeczkach zdecydowanie zawsze ruszy na pomoc młodej mediatorce z tamtym światem. To taka opowieść, gdzie droga od skrajnej nieufności wiedzie do zaufania, a potem od przyjaźni do wyznania miłości. Choć to uczucie skazana na porażkę, prawda? Można się przekonać czy tak rzeczywiście jest tylko w lekturze pełnej humoru i zdecydowanie najlepszej serii od Meg Cabot.

2. Sydney Sage i Adrian Ivashkov (Sydrian) / KRONIKI KRWI

Alchemicy strzegą dzisiejszy świat przed wiedzą o istnieniu dampirów i strzyg, istnych stworów nocy. Sydney Sage to młoda i niezależna kobieta, choć jej życie bardzo ogranicza przynależność do tajnego stowarzyszenia alchemików. Tym razem musi udawać uczennicę w liceum i pilnować siostry królowej dampirów. W dodatku misję wplątał się także Adrian Ivashkov, znany łamacz serc z poprzedniego cyklu "Akademia Wampirów", któremu to serce aktualnie złamano. Imprezowy dampir to rozpuszczony dziedzic fortuny, choć ostatnio odcięto mu do zwyczajowych szaleństw środki. Bardzo polubiłam Sydney z poprzedniej serii tak samo jak Ivashkova i nie mogłam się aż doczekać relacji, jakie utworzy ta para, choć to wydawało się niemożliwe. A jednak! Cała gama emocji w pełnej akcji, lecz jednocześnie subtelnej opowieści o narodzinach miłości. W Polsce jeszcze dwa tomy (ale wydawnictwo nie śpieszy się z wydawaniem - jeden tom średnio na ROK!) aż poznamy finał tej serii.

3. Clarke Griffin i Bellamy Blake (Bellarke)  / "MISJA 100"

Choć książka tak jeszcze nie rozwinęła skrzydeł, moja sympatia do tej pary oparta jest w dużej mierze na kreacji serialowej postaci. Ona jest racjonalna i została niesłusznie skazana (przynajmniej w serialu), on dostał się na misję na Ziemi poprzez złamanie prawa, a przemoc uznaje za drogę do udanej argumentacji. Zmieniają się jednak oboje, a zmienia ich chyba w dużej mierze to, co zaczyna ich łączyć coraz bardziej. Coś ich ku sobie niewątpliwie ciągnie - jak więc nie uwielbiać tego na ekranie? Serialowa wersja "The 100" nigdy nie byłaby dla mnie taka zajmująca, gdyby nie Bellarke wyczekiwane w każdym epizodzie.

4. Mia Hall i  Adam Wilde / "WRÓĆ, JEŚLI PAMIĘTASZ"

Tym razem będzie to w całości opowieść o miłości, bez udziału wątków paranormalnych czy też rozgrywająca się w antyutopijnej przyszłości. Choć "Jeśli zostanę" przeczytałam lotem błyskawicy, to tak po prawdzie właśnie drugi tom tej serii skradł mi serce i przekonał do Mii i Adama. Jedna doba w Nowym Jorku by wyjaśnić załamanie takiego obiecującego uczucia, które miało przetrwać wszystko. A może jest jeszcze na to szansa? Mimo upływu lat, bo może w miłości rzadko można powiedzieć, że wszystko jest już spisane na straty. Historia pełna niezwykle romantycznych momentów, chwytająca za serce - delikatna, subtelna i godna zapamiętania.

5. Tessa Gray i Jem Carstairs / MECHANICZNY KSIĄŻĘ

Tak, tak - Tessa i Will, wiem. Kiedy ja przez lekturę finałowego tomu trylogii trzymałam kciuki za Jema? To Will zauroczył mnie w pierwszym tomie i to tutaj liczyłam na coś więcej i... rozumiem dlatego Will musiał być tak okrutny... ale w dwójce pojawił się Jem, w tej nowej odsłonie i czar został rzucony. Nieodwołalnie. Uczucie Tess i Jema nie było tak gorączkowe i gwałtowne jak relacja bohaterki z Willem, ale przekonało mnie swoja siłą, poczuciem bezpieczeństwa, delikatnością i stanowczością. Choć ani fani Willa ani Jema nie mogą narzekać przy rozwiązaniu, jakie zaproponowała Cassandra Clare. Zaintrygowani? Polecam Mechaniczną Trylogię, która stanowi prequel to Darów Anioła.

6. Gwendolyn Shepherd i Gideon de Villiers  / TRYLOGIA CZASU

Gwen nie miała być nawet nominowana do podróży w czasie. Ten szczególny gen, determinujący taką możliwość, przypadać miał jej kuzynce, która wraz z przystojnym Gideonem, zawsze była do podjęcia tej misji szkolona. I tak oto, to nasza rozbrajająca, niezdarna i lekko roztrzepana Gwen przeskakuje kilka razy (niebezpiecznie i niekontrolowanie) do innej epoki. Cała rodzina jest wściekła, kuzynka chciałaby się jej pozbyć, ale chyba po części także za to, ile teraz połączy Gwen z Gideonem. A łatwo nie będzie! Chłopak jest arogancki i przekonany o swojej nieomylności.  Para musi jednak podróżować razem i razem ma ważną misję do wykonania. To taka zwyczajna, ale i jednocześnie całkowicie niezwyczajna miłość, opowiedziana w historii pełnej humoru. Nie polecam ekranizacji, w pierwszej kolejności trylogia, a potem można pokręcić głową nad tym, co wyczynia niemiecka wytwórnia z historią, która gotowa jest już pod scenariusz...

7. Ruby i Liam / MROCZNE UMYSŁY

W świecie przyszłości, gdzie nie ma zaufania, a każdy nastolatek może się okazać jednym z tych przeklętych (i pokręconych) paranormalnym darem, Ruby załapuje się jako pasażer na gapę. Grupie dzieciaków, która podróżuje razem by przetrwać, nie jest łatwo kogoś nowego zaakceptować. I słusznie się wahają, bo Ruby skrywa swoje przerażające umiejętności Pomarańczowej, zasłaniając się nieszkodliwym praktycznie przynależeniem do grona Zielonych. Liama urzekła jednak jej skryta natura, a czytelnika bez chwili wahania uwodzi sam Liam - jednym słowem złoty chłopak na takie trudne czasy. Czy można wybaczyć odebranie wspomnień? Czy można przypomnieć sobie o wspólnych chwilach i uczuciu, które kiedyś łączyło, mimo iż chwile te zostały z pamięci bezpowrotnie wyrwane? Pełna akcji trylogia Mroczne Umysły już w kwietniu uzyska swój finał.

8. Mara Dyer i Noah Shaw - "MARA DYER: PRZEMIANA"

Podobnie jak w przypadku "Wróć, jeśli pamiętasz" (punkt 4 na liście) w historii tej pary urzekła mnie nie część pierwsza trylogii, a dopiero kontynuacja losów bohaterów. Mara zatraca granice między rzeczywistością a snem, tym co się zdarzyło, a tym co tylko zdarzyć się mogło. Cały czasy pozostaje jednak przy niej Noah. Dziewczyna sama w to (swoje szczęście) nie wierzy, lecz kto nie byłby wdzięczy za drugą, bliską nam ludzką duszę w takich trudnych chwilach. Mara i Noah miewają często kłótnie, ale wyraźnie mają się ku sobie. I który chłopak pójdzie do psychiatryka, byle tylko być ze swoją dziewczyną i móc ją chronić?

9. Percy Jackson i Rachel Elizabeth Dare / "BITWA W LABIRYNCIE"

A gdzie Annabeth Chase spytają pewnie fani? Mitologia w nowym wydaniu nie za bardzo skupia się na opowieści o miłości. Za dużo potworów, pojedynków bogów, zamieszania z tytanami i misji herosów aby wplątać tam takie jeszcze zawirowania, choć wątki romantycznie niewątpliwie tam się znajdą. Percy jest niezwykle empatycznym bohaterem, a Rachel reprezentuje nasz świat (nas czytelników, po drugiej stronie kartek i historii). To jak przedstawiają się relacje syna Posejdona i tej dziewczyny od czasu, kiedy się poznali, po późniejsze przypadkowe spotkania - przeurocze! Co jest z tymi OTP, że im bardziej nie mają one szans na realizację, tym słuszniejsze się nam wydają?


10. Babi i Step / "TRZY METRY NAD NIEBEM"


Federico Moccia i moim zdaniem jego najlepsza powieść. To historia z czasów współczesnych, bez żadnych wątków paranormalnych - czysta opowieść o miłości i to bardzo, ale to bardzo burzliwej. Ona ma szkołę i zdecydowanie nie powinna się z nim zadawać, on ma sporo wolnego czasu, bijatyki w kalendarzu i ... serce do oddania. Czy przeczytacie powieść czy przeżyjecie ją raz jeszcze w wersji włoskiej adaptacji filmowej czy hiszpańskiej produkcji - zaczaruje was ona na kilka godzin. Jeśli nie znacie jeszcze (jakimś cudem) tego tytuły, to będzie to świetny film na Walentynki.

I po rankingu, ale o ileż byłby on interesujący, gdyby chodziło o serialowe pary? Kto wie, do Świętego Walentego jeszcze trochę czasu. Byłoby: Olicity, SnowBarry, Mash, Frary, Cylice, Captain Swan, Kristanna...

Jakie Wy znacie / lubicie książkowe pary, które swoją historią pokazują, jak powinna wyglądać prawdziwa miłość? A może mniej prawdziwa, ale za to skrajnie romantyczna? Zbliża się przecież święto zakochanych i na lekturę takich powieści można sobie pozwolić z całą pewnością :)

Wpis dla Bookeriada &
Fragment tego postu znajduje się w Walentynkowym wpisie na STRONIE

niedziela, 8 lutego 2015

"Wszystko podawaj w wątpliwość"

"To, co według ciebie jest twoją wadą, jest powodem, dla którego się w tobie zakochuję."

Błękitna okładka, znane nazwisko i obietnica odpoczynku od wątków paranormalnych lub wizji totalitarnej władzy ścigającej bohaterów w antyutopijnym świecie czy też konsekwencji wojny nuklearnej w postapokaliptycznej rzeczywistości. Romantyczna opowieść w czasach współczesnych, czyli kolejna próba odnalezienie ulubionej powieści z gatunku New Adult. Czy to jest ten tytuł?

"- Na serio? Nie masz chłopaka? Możemy to naprawić.
- Nie trzeba. Nie zepsuło się."

Z Teksasu do Michigan - taką właśnie trasę przebywa na początku opowieści Layken Cohen, nasza narratorka na czas trwania tej historii. W rodzinnej miejscowości jej matki, Ypsilanti, pozostała część rodziny ma mieć szansę rozpocząć nowy etap życia. Layken, w skrócie Lake, wolałaby co prawda pozostać w Teksasie, mimo wspomnień straty, jakie wiążą się z nagłym odejściem ojca i głowy rodziny. W tej samej chwili, w której zaparkowała przed nowym domem, na drugim końcu Stanów, jej młodszy brat już znalazł nowego przyjaciela zabaw, sąsiada z naprzeciwka. Jest też i starszy brat, Will Cooper, i być może Lake także znalazła coś więcej niż kiedykolwiek przypuszczała.

"Czy on mi się przypadkiem nie przyśnił? Przystojny facet, który potrafi mnie rozśmieszyć i kocha poezję? Niech ktoś mnie uszczypnie. Albo nie - wolę się nie budzić."

Dużą część tej opowieści zajmuje tematyka slamu, pewnego rodzaju poezji, który pomaga uwolnić się od negatywnych emocji. Trzeba jednak do tego czynu szczyptę odwagi, gdyż wiersze własnego autorstwa, opowiadające o bardzo prywatnych sprawach, wygłasza się przed oceniającą publicznością. Bohaterowie powieści Colleen Hoover będą mieli niewątpliwie o czym opowiadać.

"- To nierealne.
- Wiem. Ale to mój real."

"Pułapka uczuć" obrazuje troszkę to, jak to jest z poznawaniem i zauroczeniami w dzisiejszych czasach. Pierwsze co się liczy to wygląd zewnętrzny i stwierdzenie faktu, czy jest między osobami jakaś chemia - przyciąganie. Dopiero potem myśli się o całej reszcie aspektów otaczającej nas rzeczywistości, które trzeba uwzględnić. Może dlatego doszło do takiej komedii omyłek w przypadku Lake i Willa? Wydaje się raczej logicznym, że jeśli ktoś nam się tak strasznie podoba, to staramy się o tej osobie dowiedzieć jak najwięcej. Przecież już możliwe ponowne spotkanie tej szczególnej osoby spędza nam sen z powiek, chyba więc przeprowadza się taki początkowy "wywiad" czy też jak kto woli "rozpoznanie" na jej temat?

Lake to w miarę twardo stąpająca po ziemi dziewczyna. Mama nauczyła ją myśleć najpierw umysłem, a dopiero potem sercem. Tymczasem kiedy nowy przystojny sąsiad wielokrotnie w rozmowie wspomina, że wychodzi / wraca z pracy, pierwszym pytaniem które się nasuwa jest chyba to, gdzie też ten przystojniak z naprzeciwka pracuje? Prawda? Prawda? Ależ skąd!

"Przede wszystkim jednak chciałabym opowiedzieć o naszym spotkaniu na szkolnym korytarzu, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że nie jest nam dane decydować o naszym losie."

Tak więc mamy, to co mamy. Osobiście jako czytelnik zapomniałam, że Lake ma przed sobą jeszcze ostatni rok szkoły i przeprowadzka na drugi kraniec kraju jest jej raczej nie na rękę. Może główna narratorka za bardzo się tym nie przejmowała, że wyleciał fakt ten wyleciał mi z głowy? Dziwiło mnie jednak, że mając osiemnaście lat może tak sobie siedzieć w domu i nigdzie się nie śpieszyć (studia, poszukiwania pracy). Minął jednak weekend i wybrała się Lake pierwszego dnia do nowego liceum by tam na korytarzu spotkać swojego sąsiada - jej nauczyciela angielskiego, w szczególności zaś poezji.

"Kochałem kiedyś ocean,
Wszystko w niej kochałem"

Wiem, co sobie właśnie pomyślicie. Romans nauczyciela z uczennicą, and here we go. Aria i Ezra, kto oglądał serial Pretty Little Liars lub też czytał książki, zna wszelkie szczegóły takiej relacji. Przypomina się też Cora Carmack i jej "Coś do stracenia", gdzie powinno być łatwiej, bo obserwujemy romans wykładowcy ze studentką (oboje pełnoletni), ale reguły nadal obowiązują (i on można stracić pracę). Mimo wszystko Colleen Hoover się udało i jej "Pułapka uczuć" to jeszcze coś innego. Nie można zapomnieć, że to przecież New Adult, prawda? Cora Carmack to co prawda ten sam gatunek, ale tam jest to raczej komedia niż dramat - choć opowiada o aktorach. "W pułapce uczuć" musi być i traumatyczna przeszłość. Jeśli chodzi o Will to ten warunek zostaje spełniony, jeśli zaś chodzi o Lake, to tylko częściowo, część walki będzie się rozgrywać w fabule tomu pierwszego serii.

"kiedy panicznie machacie rękami, próbując zwrócić
na siebie
uwagę, ale przyjaciele
tylko
wam odmachują...?"

Opis wydawcy na okładce "Pułapki uczuć" jest bardzo zdawkowy i w efekcie nie dowiadujemy się z praktycznie nic o przebiegu fabuły. Romantyczne i (aktualnie) zakazane uczucia bohaterów schodzą jednak na dalszy tor, kiedy pojawia się tematyka choroby - walki z rakiem. Nie jest to "Gwiazd naszych wina" czy "Zac & Mia", gdzie stanowi to stałe tło dla wydarzeń. Tutaj mamy raczej negatywny przykład tego jak sobie radzić w obliczu diagnozy, może dlatego, że autorka chciała zamienić to w opowieść o odchodzeniu, a  całość przekształcić tak by wykazać podobieństwo losów Layken i Willa.

"Pułapka uczuć" to jednak przede wszystkim opowieść o uczuciu, które połączyło bardzo młodego nauczyciela i uczennicę najstarszej klasy. On ma dwadzieścia jeden lat, ona od dwóch tygodni już osiemnaście - nie powinna to być aż taka znacząca różnica, prawda? A jednak jest. Choć gatunkowo jest to New Adult, nie ma tutaj przeładowanie scen erotycznych. Choć można zrozumieć, czemu Lake ulega magii tego uczucia, a Will kilka serc by złamał, to w moim przypadku opowieść tej pary nie trafi na listę tych, które wspomina się często i chce do niej wciąż powracać.

"- A jeśli się mylisz?
- A jeśli nie? Wszystko podawaj w wątpliwość. A jeśli on chce cię wybrać? Nigdy się nie dowiesz, jeśli nie powiesz mu, co czujesz. Zupełnie się od niego odcięłaś. Nie dałaś mu szansy, żeby cię wybrał."

"Pułapka uczuć" nie jest moim pierwszym spotkanie z twórczością Colleen Hoover, gdyż mam już za sobą lekturę "Hopeless". Co prawda amerykańska autorka w przyjemny sposób opowiada historie, a kartki książki szybko mijają wraz z rozwojem akcji i Potrafi też ona czasem rozbawić czytelnika na całego, mimo to nie należy jednak do grona moich ulubionych pisarzy.

Na lekturę "Pułapki uczuć" zdecydowałam się w sumie przypadkiem, widząc ten tytuł po sporej przecenie i znając już styl pisarki. Nie żałuję lektury, ale też nie jest to tego typu powieść, do której całości czy też fragmentów bym wracała.

Wiersze w wersji slam czasem niemal zajmują całe strony, rozdziały nie są zbyt długie, a każdy z nich rozpoczyna fragment piosenki zespołu The Avett Brothers - ulubionej kapeli Lake i Willa, w której można się doszukać filozofii życia. Fabuła powieści wciąga i chcemy poznać jej finał. Ciekawi to, co myśli o tym wszystkim Will, bo zdarza mu się zmieniać zdanie. Odpowiedzi na część pytań dostarczy "Nieprzekraczalna granica", którą opowiada nikt inny a pan Cooper.

"Pułapka uczuć" - Colleen Hoover
[TRYLOGIA] Tom 1
Wydawnictwo: W.A.B., Grupa Wydawnicza Foksal
W kategorii: New Adult
W kolejności: NR 09/2015/02/02 (365)
Stron: 320
W ramach wyzwania: Biblioteczne Wariant III

Trylogia:
1. "Pułapka uczuć"      2. "Nieprzekraczalna granica"     3. "This Girl"

Znacie powieści Collen Hoover? Czekacie na "Nieprzekraczalną granicę"?

czwartek, 5 lutego 2015

"Zawsze prowadzi mnie przez Labirynt"

"Labirynt znajduje się tuż pod powierzchnią świata śmiertelników, trochę jak druga skóra. Rósł od tysięcy lat, rozciągając swoje tunele pod miastami Zachodu i łącząc wszystko z sobą pod ziemią. Przez Labirynt można się dostać w dowolne miejsce.
- Pod warunkiem, że się nie zgubisz."

Labiryntów było już we współczesnej literaturze sporo. Jest ucieczka korytarzami poprzez "Las Zębów i Rąk", jest i kinowy labirynt, który odwzorowuje pierwszy tom antyutopijnej trylogii "Więzień Labiryntu". Labirynt Riordana to także żywy twór, ale i idealna architektura, która po stworzeniu sama dalej się tworzy i rozrasta. Starożytna konstrukcja nieustannie się zmienia i próbuje zwieść podróżników, często odbierając im zmysły. Tutaj jednak w korytarzach przeplatają się różne czasy i epoki, a najważniejsze to odkryć drogę do warsztatu wynalazcy i twórcy Labiryntu - Dedala, który może pomóc zapobiec wojnie, jeśli uda się go do tego przekonać.W odróżnieniu od tych wszystkich innych powieści, tutaj udać się trzeba do środka labiryntu, a nie próbować z niego uciec. Riordan ma zawsze oryginale pomysły, kolejnym z nich jest rola współczesnej księżniczki - śmiertelniczki, która prowadzi bohaterów przez labirynt, kiedy mimo przejścia tak wielu dróg nie można trafić do upragnionego celu, a czas dobiega końca. To tylko zarys tego, co przygotował dla czytelników amerykańskich pisarz w przedostatnim tomie swojej serii.

"Labirynt może cię zaprowadzić w dowolne miejsce. Odczytuje twoje myśli. Został zaprojektowany tak, żeby cię zmylić i zabić, ale jeśli uda ci się zmusić go, żeby pracował dla ciebie..."
Czas akcji? "Klątwa Tytana" rozpoczynała się w zimie, teraz mamy lato, czyli (lato, lato wszędzie zwariowało, oszalało moje serce...) zwyczajową porę roku na powrót do Obozu Herosów. Przed wyjazdem na obóz Percy wybiera się jeszcze na dzień otwarty do nowej szkoły, ale wiecie jak to jest. Gdzie heros nie pójdzie, tam pełno potworów - nawet na dniu adaptacyjnym.

Potem już bardzo szybko rozpoczyna się też kolejna wędrówka po Stanach, ale raczej taka przypominająca podróż do "Morzu Potworów". Przejścia do kolejnych lokalizacji są uwarunkowane magią labiryntu i bohaterowie nie doświadczają bezpośrednio podróży poprzez tysiące kilometrów. Zorganizowano to raczej na zasadzie, że z labiryntu można nagle wypaść i znaleźć się w najbardziej nietypowym miejscu w naszej już rzeczywistości.

"[...] wpatrując się w mapy wiodące znikąd donikąd [...]"
Na tom czwarty przypada także finalizacja poszukiwań zaginionego boga dzikiej przyrody - Pana. Co prawda trwają już od dwóch tysięcy lat, ale oficjalnie informuje się o ich intensyfikacji już od pierwszego tomu. Tutaj ma to troszkę wymiar takie misji przy okazji innej (o wiele ważniejszej bo mogącej zapobiec wojnie) misji.

Olimp po kolei odwiedza bohaterów i tutaj robi to Hera, co do której mam raczej mieszane uczucia. Pojawia się także inny bóg - Hefajstos, kiedy misja półbogów prowadzi do jego kuźni. Przy okazji jeszcze wspomnę, że Percy zniknie na jakiś czas z radaru... Tak, będzie i wizyta na jednej z tych wysp wyjętych spod władzy czasu czy też raczej przeklętych poprzez taki czar.

"- Co za ironia, żeby zostać ocalonym przez śmiertelniczkę, ale jesteśmy jej dłużnikami."
Wydaje się, że Percy i Annabeth to taka para... powiedzmy skazana na siebie :) Już w "Klątwie Tytana" pojawia się postać Rachel Elizabeth Dare, na której Percy robi wrażenie (co tam, na mnie też Percy zrobiłby wówczas wrażenie!), a śmiertelniczka właściwie ratuje mu życie, dając szansę ucieczki przez wrogiem. "Bitwa w labiryncie" to ten moment, kiedy pomoc Rachel raz jeszcze będzie potrzebna, szczególnie jeśli o sam labirynt chodzi. Bardzo się cieszę, że Rick Riordan dał szansę zwyczajnej bohaterce aby zaistniała i miała swój aktywny udział w misji  - to tak jakbyśmy my, czytelniczy - zdecydowanie nie półbogowie - mieli teoretycznie możliwość uczestniczenia w świecie bogów, herosów i żywych wciąż mitów.

"Mamy do przejścia wiele mrocznych dróg."
Rick Riordan na temat przewodni tego tomu wybiera Labirynt, z jego starożytnymi i bardziej współczesnymi, niesamowicie krętymi korytarzami. To architektura idealna, która od wieków rozrastała się już sama. To też tunel i środek komunikacji, zapewniający w tomie czwartym przygód kolejną podróż po całych Stanach Zjednoczonych. Tym razem misji przewodzi Annabeth, córka Ateny, dla której architektura i jej historia to życiowa pasja. Jednocześnie uczestnicy wyprawy (czyli jeszcze Percy, Gover i Tyson) szybko się gubią, nieustannie klucząc między naszym i mitycznym światem. W tym tomie ostatecznie rozstrzygnie się też wątek wielkich poszukiwań zaginionego boga Pana, a poprzez jego postać uwidoczni się także wymierne zagrożenie dla istnienia Olimpu.

"W świecie greckim wszyscy są z sobą jakoś spokrewnieni: bogowie, potwory, tytani."
Nico di Angelo wreszcie staje się w tym tomie bohaterem, na którym z całą pewnością może się skupić nowa seria. Postać ma niesamowity potencjał, jej historia zatrzymana przez czas jest wciąż nieodkryta i aż domaga się indywidualnej opowieści. Wiedziałam, że Nico będzie jednym z bohaterów kolejnego cyklu, więc od początku bacznie go obserwowałam. W tym tomie ze zbuntowanego nastolatka zmienia się powoli w herosa odpowiedzialnego za swoje mityczne dziedzictwo. Jak mnie irytował od końcówki "Klątwy Tytana", tak tutaj całkowicie odrobił sobie wszystkie punkty i już nie mogę się doczekać tej nowej serii.

Jest tu animus w maszynie, jest bitwa na arenie, jest i wreszcie plan króla tytanów by zaistnieć raz jeszcze w świecie (nie, nie poprzez aktualizację CV). Percy nadal pozostaje w gronie moich ulubionych męskich narratorów, nie tracąc optymizmu i pozostając tak niesamowicie empatycznym bohaterem. Jedyne co nie powróciło i budzi troszkę wątpliwości to wątek, który troszkę pozostał nierozwiązany, czyli groźba Janusa. Może będzie mieć swoje rozwiązanie w tomie finałowym serii?

Amerykański autor znowu mnie zaskoczył! "Bitwa w Labiryncie" to kolejny tom serii, gdzie również po raz kolejny nie sposób przejrzeć zamiarów pisarza - zadziwi on nas i to wielokrotnie. Bardzo dobra seria, na którą nikt nie jest za stary, a podsuwanie lektury dla młodszego pokolenia to tylko wymówka. Opisana historia może i jest skierowana do młodzieży, ale to też historia uniwersalna, która dzięki dynamicznej akcji i stałej dawce poczucia humoru rozśmieszy każdegoMitologia jest ponadczasowa i dla wszystkich grup wiekowych, tak jak i ożywiające we współczesności mity Ricka Riordana.

"Bitwa w Labiryncie" - Rick Riordan
[SERIA] Tom 4 z 5
Wydawnictwo: Galeria Książki
W kategorii: Mitologiczne i Baśnie
W kolejności: NR 07/2015/01/07 (363)
Ocena: A jaka może być ocena dla tej serii? Oczywiście, że najlepsza jaka jest - w każdej możliwej skali.

wtorek, 3 lutego 2015

"Z gwiazd do nieba"

"-Dziś opróżniamy centrum zatrzymań. Setka kryminalistów dostanie szansę stworzenia nowej historii. [...] Lecisz na Ziemię."

Clarke Griffin nie jest osobą, którą spodziewałoby się znaleźć w Odosobnieniu. Teraz oczekuje w celi na swój ponowny proces, choć wie, że obecnie nikt -pomimo kolejnej rozprawy- nie doczekuje się ułaskawienia. Kolonia musi przetrwać i niezależnie od tego, kto dopuści się złamania praw Kodeksu Gai, musi zostać stracony. Problem w tym, że nie wszyscy z setki młodocianych więźniów zasłużyli na swój wyrok. W Odosobnieniu odliczają dni do swoich osiemnastych urodzin, które oznaczać będą w ich przypadku także koniec. Tym razem jednak uzyskali drugą szansę, a przynajmniej tak się im zadaje na początku. Wylądować po stuleciach na powierzchni ojczystej planety skażonej po wojnie nuklearnej? Czy uda się przeżyć lądowanie? Czy będzie to kolejny wyrok czy może niespodziewane ułaskawienie?

"Ludzie opuścili Ziemię w jej najczarniejszej godzinie, dlaczego więc Ziemię miałoby obchodzić, ilu ich zginie podczas próby powrotu?"

Powieść Kass Morgan ma ciekawą strukturę. Narrację prowadzi naprzemiennie czterech bohaterów: Clarke, Bellamy, Wells oraz dziewczyna imieniem Glass. Każdy z krótkich rozdziałów podzielony jest jeszcze dodatkowo w podobny sposób: wprowadzenie w akcji teraźniejszej, retrospekcja do lat spędzonych na statku, powrót do teraźniejszości i obecnych wydarzeń.

Totalitarna Kolonia składa się z trzech statków, które nie są równe w prawach. Jest jeden luksusowy "Feniks" i dwa pracujące pracujące na niego "Walden" i "Arkadia". Clarke i Glass to dziewczyny z "Feniksa", którego obywatele raczej nie trafiają do Odosobnienia. Zasobów nie ma tam dużo, ale nie są tak racjonowane jak na pozostałych dwóch statkach, gdzie wiele osób by przeżyć dopuszcza się kradzieży.

Clarke Griffin jest na stażu medycznym, kiedy zostają straceni oboje jej rodzice. Dziewczyna nie może też wybaczyć swojej byłej sympatii, a jednocześnie synowi Kanclerza - Wellsowi, zdrady powierzonej tajemnicy, która doprowadziła do wykonania wyroku. Glass Sorenson jest najlepszą przyjaciółką Wellsa, udaje jej się jednak pozostać w Kolonii i uniknąć losu misji przydzielonej bez pytania setce więźniów. Pragnie tylko jeszcze raz zobaczyć Luke'a - chłopaka, dla ochrony którego zrobiłaby wszystko. Bellamy Blake właściwie wprasza się na Misję 100, ponieważ nie może zostawić młodszej siostry Octavii samej w towarzystwie prawie setki domniemanych przestępców i nieznanego zagrożenia na Ziemi. Tak losy bohaterów, którzy nie znali się za dobrze i pochodzili z różnych statków, zostają splecione we wspólnym wysiłku i dążeniu do przetrwania czy to już na powierzchni Ziemi czy nadal w kosmosie.

"- Co jest, miłość ci zaszkodziła? [...] On cię kocha, Clarke. Taką miłością, na jaką większość ludzi czeka przez całe życie.
Clarke westchnęła.
- No cóż, dla twojego własnego dobra mam nadzieję, że nigdy się takiej nie doczekasz!"

Sojusze i uczucia, które połączyły młodych na statku, powoli zatracają swe znaczenie na Ziemi. Coś, czego setka więźniów, mogła nie przeżyć, staje się dla nich nową szansą. Czasem podejmują decyzję takie jak na pokładzie, bo to wreszcie oni mogą egzekwować surowe prawo, które wcześniej ich słusznie lub niesłusznie potępiło. Częściej jednak starają się dążyć do nowego, lepszego świata. Wyroki mogły być niesprawiedliwe, ale zarówno Clarke jak i Glass czy Wells i Bellamy mają na koncie decyzje nieodwracalne, bardzo kontrowersyjne jeśli chodzi o kwestie moralne. Dotyczy to przeważnie retrospekcji, kiedy młodzi bohaterowie związani byli jeszcze Kodeksem Gai i decydowali się na kroki równie sprzeczne jak samo prawo, do którego przestrzegania byli zobowiązani przez lata życia spędzone w Kolonii.

"Dziś wieczorem chmury pokrywające Ziemię nie kojarzyły mu się z całunem - wyglądały po prostu jak koc. Planeta nie umarła, zapadła tylko w zaczarowany sen, który będzie trwał, aż nadejdzie czas, by powitać ludzkość z powrotem w domu."

Jako fanka serialu, którego drugi sezon obecnie emituje stacja CW, przed lekturą miałam już pewne wyobrażenie dotyczące postaci i tego świata przyszłości. Tak więc Clarke, Bellamy, Wells czy jego ojciec kanclerz to bohaterowie mi znani. Można powiedzieć, że tajemnicą pozostawała Glass, której nie ma w serialowej adaptacji, lecz różnic jest jeszcze więcej. Gdzie się podziali jednak Finn, Raven, Monty, Jasper i Murphy? Jak to właściwie jest z tym serialem? Jakie relacje łączą powieść i serial na jej podstawie?

Seria jak i książka (tom 1) mają wspólny początek, a stanowi go pierwsza wersja powieści, która jeszcze nie trafiła wówczas do druku. To tym zarysem historii posłużyli się twórcy scenariusza dla serialu. Obie serie opisują losy tych samych postaci, ale w wersji alternatywnej, ponieważ powstawały osobno od tego czasu. Serial dodał sporo nowych bohaterów, jednocześnie nie uwzględnił też części książkowych.

Nie mogę się jednak dziwić Kass Morgan, że zdecydowała się na sprzedanie praw, kiedy pojawiła się możliwość ekranizacji jej jeszcze nieopublikowaniej wówczas powieści, bo czy może być lepsza reklama dla książki niż jej nadchodząca ekranizacja? Serial jednak tak szybko ruszył z produkcją, że autorka obawiała się trochę aby jej powieści nie potraktowano jako adaptacje serialu na książkę. Okazało się, że nie ma się czym martwić, ponieważ powieść "Misja 100" ukazała się na sześć miesięcy przed premierą pilotażowego odcinka serialu.

"Zadygotała, jakby zobaczyła ducha - widmo chłopaka, któremu tak lekkomyślnie powierzyła swoje serce."

Kass Morgan zgadzając się tak prędko na adaptację swojej powieści w postaci serialu, była świadoma tego, że obie wersje historii obiorą od tej pory całkiem oddzielne drogi. Ucieszyło ją jednak, że jej fosforyzujące kwiaty, rozświetlające ciemności lasu, pojawiły się w pierwszy epizodzie serialu. Jeśli zaś chodzi o to, jak bardzo dobrani aktorzy (z wyglądu) przypominają swoje książkowe pierwowzory, to najlepiej sprawdzają się tu Octavia i Clarke. Mimo różnic w wyglądzie reszta obsady dobrze odkrywa powierzone im role. (*Informacje na podstawie wywiadu thedailyquirk.com)

Sama autorka powieści przyznaje, że książka skupia się bardziej na opisaniu emocjonalnych więzi między postaciami, podczas gdy serial za swój główny temat obiera zewnętrzne zagrożenie zarówno dla nowych kolonistów jak i dla stacji, wciąż zawieszonej w kosmosie. Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić, bo trafnie oddaje ono relację w jakiej znajdują się powieść i serialowa adaptacja. Książka nie jest tak dynamiczna, ale podejmowane przez bohaterów decyzje są często o wiele bardziej dramatyczne niż te, które oglądamy w pierwszym sezonie. Wiele cech postaci uwidacznia się także w serialu tylko w innych okolicznościach. Jestem całkowicie za Bellarke, a realizację tego wątku dostałam już pierwszym tomie, kiedy serial zdecydowanie ten rozwój wydarzeń przeciąga :)

"Misja 100" - Kass Morgan
[TRYLOGIA] Tom 1
Wydawnictwo: Bukowy Las
Fragmenty: rozdział 1 / rozdział 3
Stron: 264/  PRZEDPREMIEROWO
W kategorii: Antyutopijne Inspiracje
W kolejności: NR 08/2015/02/01 (364)
W skrócie: Alternatywne losy bohaterów serii to dla wszystkich fanów serialu "The 100" pozycja obowiązkowa, gdyż zdecydowanie warto znać pierwowzór na podstawie którego powołano do istnienia tak dobry serial. Nie może też być zbytnio nudno, ponieważ scenariusz serialu i książka różnią się znacznie, jako że powstawały oddzielnie i niezależnie od siebie. Dla osób, które serialu jeszcze nie znają to dobra szansa aby rozpocząć przygodę z tym antyutopijnym światem. "Misja 100" to lektura, którą czyta się bardzo szybko i choć może wydawać się lekka, to opowiada o podejmowaniu decyzji sprzecznych z kodeksem moralnym.
PREMIERA: 4 LUTY 2015

Trylogia The 100 to:
1. "The 100"    2. "Day 21"   3. "Homecoming"  (premiera 24 luty USA)

Znacie serial "The 100"? Losy którego z bohaterów najpilniej śledzicie?