Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

środa, 1 czerwca 2016

Silver - Srebrny jest odcień księżyca


Chaotyczne sny i nagle... przyciągające uwagę drzwi. Dlaczego by nie uratować siebie z niekończącej się gonitwy wydarzeń i zobaczyć co jest po drugiej stronie? Może to ratunek? A może czeka tam na nas o wiele lepszy sen? Zaraz... skoro to wszystko sen, rozpoczyna się niesamowita przygoda. Możemy zbadać coś, czego nie odkrył jeszcze nikt. Które drzwi tym razem odtworzysz? I dokąd Cię zaprowadzą? Czas zajrzeć do Pierwszej Księgi Snów.

[ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ] 

Nowa powieść Kerstin Gier przyciągała wzrok projektem okładki już od czasu swojej zagranicznej premiery. Graficznie (taka okładka jest także w polskim wydaniu) przywodziła ona na myśl poprzednią niezwykle udaną młodzieżową opowieść z wątkiem paranormalnym. Kiedy tak dobrze wspomina się Trylogię Czasu (Czerwień Rubinu, Błękit Szafiru, Zieleń Szmaragdu), trudno obojętnie przejść obok premier kolejnych książek tej pisarki. Jaka jest "Silver" i o czym opowiada?

Pojawiają się tajemnicze drzwi do snów.. a właściwie to do świadomego śnienia, czyli stanu w którym jesteśmy świadomi, że to co nas otacza to sen i ... nie powoduje to u nas przebudzenia. Śnimy dalej, tylko wiedząc, że otaczający nas świat to rzeczywistość snu. Ten aspekt badań nad snami wykorzystała autorka jako podstawę swojej nowej trylogii. Sny to bardzo osobista, a jednocześnie tak wspólna sprawa. Dla każdego są unikatowe i indywidualne, jednocześnie występują w nich powtarzające się motywy. Jakie naprawdę są ludzkie sny? Czy rację ma Carl Gustav Jung i jego teoria o istnieniu archetypów (także wykorzystana w innej serii o Marze Dyer)? Czy to tylko chaotyczny zbitek wydarzeń dnia codziennego, które próbuje przetworzyć śpiący mózg? Może prawda leży gdzieś pośrodku? Takie podejście do tej sprawy ma też Liv Silver, a że kocha tajemnice do rozwikłania, nie zamierza się poddać - już szczególnie, gdy nadarza się taka okazja.

Wracamy do początku. Zanim jeszcze rozpoczął się sen. Liv wraz z młodszą siostrą przybywa do Londynu (znajome miejsce akcji, Podróżnicy w Czasie, prawda?). Sprawy komplikują się już w czasie odprawy na lotnisku, nie wspominając o tym, co czeka siostry dalej. Jest nowa szkoła (ale kolejna na liście - przy tylu przeprowadzkach po całym świecie), nowy dom.... i nowa część rodziny do zaakceptowania, jak się z czasem okazuje. Całość codziennych problemów przesłania jednak kwestia snów - bo choć zawsze trochę dziwne (jak to sny tylko potrafią) tym razem występują w nich osoby, które Liv dopiero poznać miała i które... pamiętają rozmowy mające miejsce we "wspólnym śnie" już po przebudzeniu. Tajemnicze inkantacje po łacinie, cmentarne sny, hasła przeprowadzające przez drzwi i sekretna księga, od której to wszystko się zaczęło. A pamiętajcie, że Liv dopiero zaczyna odkrywać cząstkę prawdy. Czy sny mogą wpływać na rzeczywistość?

Na zakładce okładka drugiego tomu
Fani Kerstin Gier biorąc ten tom do ręki zadają sobie pytanie: Czy to seria na miarę Trylogii Czasu tej niemieckiej autorki? Śmiało można powiedzieć, że historia Gwen o podróżach w czasie na ten moment zdecydowanie wygrywa. Jej bohaterowie są starsi i bardziej dojrzali w stosunku do wydarzeń, które ich spotykają. Czegoś takiego nie ma w "Silver". Liv - główna narratorka - będzie za moment (dosłownie) miała już szesnaście lat, tymczasem jej zachowanie jest stanowczo zbyt dziecinne. Choć cenię sobie poczucie humoru we wszystkich powieściach Gier (to niesamowity plus, jeśli książka wciąga fabularnie, a do tego potrafi jeszcze wywołać szeroki uśmiech na twarzy), tak wydarzenia mające miejsce w Pierwszej Księdze Snu są potraktowane z nadmiernym przymrużeniem oka. Przez to wszystko wygląda zbyt niepoważnie, a nie taka jest ta historia. To jedna z wad historii Kerstin Gier, że niepotrzebnie przemienia się wszystko w komedię. Poczucie humoru jest w cenie, ale nie każda scena czy dialog musi śmieszyć. Historia traci przez to na znaczeniu, zamiast zyskiwać w oczach czytelnika.

Podobieństw do Trylogii Czasu jest jednak więcej niż kilka. Miejscem akcji znów jest Londyn, wpleciono też sprytnie wątek narodowości niemieckiej i związane z tym tradycje czy ciekawostki (to bliski przecież temat dla autorki). Pojawiają się ożywające posągi. Nadal na planie pierwszym jest rodzina. Liv ma bardzo dobry (ekstremalnie można rzec nawet) kontakt z młodszą siostrą. Obie dziewczyny mają na swoim koncie wielokrotne przeprowadzki po krajach całego świata i może właśnie to spowodowało u nich tak mocną nić porozumienia i brak powstawania jakichkolwiek konfliktów. Matka dziewczyn wykłada literaturę i dzięki temu może pracować na wydziałach różnych uniwersytetów. Nie wszystkie doświadczenia są pozytywne, ale Liv docenia swój los i szansę by dowiedzieć się więcej o świecie. Jest trafnym obserwatorem. Panna Silver ma jeden spory minus w porównaniu do Gwen - jest bardzo bierna. Jeśli zaś taką postawę ma bohater, to cierpi na tym akcja powieści. Często zdarzają się przebłyski buntu (nawet jeśli tylko takiego cichego), co trzeba zaliczyć na plus. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek ewolucji tej bohaterki.

Liv nie jest jednak jedynym bohaterem tej serii. Tak samo jak "Silver" to nie znowu pierwsza powieść młodzieżowa z tak przeważającym wątkiem snów... i obietnicy spełniania życzeń oraz sekretnych rytuałów. Podobnie jest przecież w serii o Kruczych chłopcach (pierwszy tom serii Maggie Stiefvater - "Król kruków"). Tak i w fabule "Silver" pojawia się czterech młodzieńców, których Liv bliżej poznaje nie na jawie (i szkolnym korytarzu), ale we śnie właśnie. Paczka składa się z przyjaciół w różnym wieku i o różnej osobowości. Wszyscy potrzebują też udziału Liv w sennych eskapadach. Dlaczego nowa dziewczyna jest tak ważna? Jej nowy przybrany brat (Grayson) jest w tej grupie i odradza jej udział, ale.... jak można przestać, będąc na tropie tajemnic, które tak się kocha? 

Jedna dziewczyna i czterech chłopaków, którzy wszyscy przewijają się w jej snach... A może to ona występuje w ich snach? Niezależnie od tego, kto śni o kim, wątek miłosny musiał się z czasem pojawić. Jest bardzo subtelny, ale to nie para, której historia mogłaby konkurować z opowieścią Gwen i Gideona. Choć w planach jest odniesienie do podróży w czasie i trwają już przygotowania do balu dla uczniów wyższego szczebla, a tematem ma być era wiktoriańska, całość nie buduje napięcia jakie towarzyszyło przygodom Gwendolyn.

Silver w tytule odnosi się do nazwiska głównej bohaterki. To jednocześnie jakby tytuł serii, bo słowo "Silver" pojawiać się będzie na okładkach kolejnych dwóch tomów. W przeglądzie zagranicznych okładek (faktyczny) nastrój opowieści oddaje ta z fioletowymi drzwiami. Liv ma włosy koloru księżycowego (Silver więc słusznie w nazwisku), a bieg historii początkowo przypomina powieść dla młodszej grupy młodzieży. Dzieje się tak także za sprawą wydania: książka ma sporo dodatkowych ozdobników na stronach, wstawki z bloga plotkarskiego o licealnych dramatach oraz spory rozmiar czcionki. Lepiej sprawdziłby się mniejszy objętościowo tom o standardowej wielkości czcionki, która nie sugeruje grupy docelowej. Nie ma komunikatu: To powieść dla dzieci! "Silver" nie zapowiada się (mam nadzieję!), na taką opowieść. Mierzy raczej tam, gdzie zakończyła się znana i lubiana Trylogia Czasu.

Bardzo trudno jest uniknąć porównań do ulubionych powieści, nawet jeśli są to książki od tego samego autora. "Silver" mnie nie rozczarowała, zwyczajnie spodziewałam się czegoś innego. Liv nie wzbudziła takiej sympatii jak losy Gwen. I choć sny jako motyw w powieści to rzecz o wiele bardziej mnie interesująca niż wątek podróży w czasie, to punkty nadal przypadają na opowieść o podróżnikach z nazwami kamieni szlachetnych w tytule. "Silver" to zaś z całą pewnością obowiązkowa pozycja dla fanów Gier i miłośników wątków podróży wewnątrz snów.

"Silver. Pierwsza księga snów" - Kerstin Gier
[TRYLOGIA] Tom I
Wydawnictwo: Media Rodzina  / OPIS WYDAWCY
W oryginale: czyli po niemiecku od wakacji 2013
W kategorii: SNY
Wydanie: Twarda oprawa, spora czcionka, bardzo ładne się prezentuje, ale jednocześnie mocno sugerujące młodszą grupę docelową czytelników
Przedpremierowo: Ponieważ wcześniej udało się zamówić na stronie księgarni Aros (podobnie z tytułem "Fobos")
W kolejności: NR 20/2016/06/01 (453)

PREMIERA: 2 CZERWCA 2016

P.S.: Piękna zakładka dołączona do tego tomu... zapowiada już premierę "Drugiej Księgi Snu" na wrzesień tego roku.  Całość trylogii jest już napisana i wydana w oryginale.

niedziela, 29 maja 2016

"Mimo wszystkich moich win"

"Żąda szczerej odpowiedzi, lecz nie wie, że udzielić jej może jedynie osoba, która jest szczera."

Zaczęło się bardzo tajemniczo - zdjęcia bohaterów, których dopiero mieliśmy poznać. Teraz już wiem, że postacie te na osobnych zdjęciach mogą wystąpić, ale za nic nie chcieliby się znaleźć na jednym ujęciu wszyscy razem. Do tego opis powieści, w której uczucie miłości tak mocno powiązane jest z poczuciem winy. Jak można kochać kogoś w miłości pełnej kłamstw? Olivia, Leah i Caleb to bohaterowie trylogii i historii, która rozgrywa się mimo wszystkich ich win, łez i kłamstw.

[ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ]

Olivia Kaspen zostaje zauważona na kampusie przez jedną z największych sław uczelni. Caleb Drake to znana jej osoba, ale tylko z plotek i relacji innych studentów. Dziewczyna ma jednak serce chłodne i pełne cynizmu, nikt jej nie złowi na uśmiech czy kilka trafnych komplementów. Caleb udowadnia, że szczerze się nią interesuje, Olivia wreszcie dostrzega swoją szansę... lecz obawia się, że wszystko co piękne równie szybko i przykro się zakończy. Tak właśnie traci chłopaka po raz pierwszy... A kiedy kolejny raz będzie próbowała go odzyskać, będzie to już okupione ceną wielu kłamstw.

"Mimo moich win" to historia rozgrywająca się Teraz i Kiedyś. Wydarzenia z przeszłości bohaterów poprzeplatane są z tym, co dzieje się aktualnie, gdy Olivia i Caleb znów się spotykają. On cierpi na amnezję po wypadku samochodowym, ona dostrzega swoją kolejną szansę by wszystko naprostować, ale czy rzeczywiście tak właśnie jest? Trudnością jest też teraz Leah Smith - wciąż aktualna dziewczyna Caleb'a i również bardziej do niego pasująca pod względem statusu społecznego jak i sfer, z których oboje pochodzą.

Choć można z całą pewnością stwierdzić, że "Mimo moich win" to powieść z gatunku New Adult, to okres czasu jaki obejmuje jest zaskakująco spory. W "Kiedyś" poznajemy Olivię i Caleb'a za czasów studenckich, w "Teraz" są to już młodzi dorośli, praktykujący po raz pierwszy w swoim zawodzie. Na czytelnika czeka jeszcze jeden duży przeskok czasowy, który pokaże ich życia (oraz ponowne spotkanie) po ukończonych studiach i zdobyciu pewnego stażu w życiu zawodowym.

Tom II
Olivia uznała siebie za winną całego starcia sił w miłości i spustoszenia, jakie po nim nastąpiło. Początkowo narrator przyznaje jej racje, uznając jej winę. Jednak im bardziej szczegółowo poznajemy losy bohaterów, widzimy iż między Olivią a Caleb'em można postawić znak równości. Czy warto żyć dla miłości, która obciążona jest takim bagażem kłamstw i intryg? Istnieć tak można z całą pewnością (bo to także udowadniają bohaterowie), pytanie tylko czy życie powinno właśnie takie być? Niestety jest to pytanie jak i odpowiedź na o wiele więcej niż jeden tom, choć finał "Mimo moich win" przedstawia nam już (pozorne tylko) rozstrzygnięcie tego konfliktu.

"Mimo moich win" udowadnia istnienie Klątwy Pierwszej Miłości - uczucia, które gdy raz zawładnie bohaterami, już nigdy nie odpuści. Nie będzie miało znaczenie kto i kiedy stanie na przeszkodzie. Para nie jest już razem, ale nigdy o sobie nie zapominają, co oznacza... że w międzyczasie skrzywdzili mnóstwo innych ludzi. Nie wspominając już niezliczonych ran zadanych sobie nawzajem.

Z ciekawości zerknęłam na zapowiedzi dwóch kolejnych tomów serii. Jak sugerowały okładki, narrator będzie się zmieniał co tom. W pierwszym (Mimo moich win) jest to Olivia, w drugim (Mimo moich łez) będzie to Leah, a w finałowym trzecim (Mimo naszych kłamstw) historię dokończy Caleb.

Tom III
Powieść ma bardzo ciekawy styl. Olivia potrafi trafnie i z ciętym komentarzem podsumować wydarzenia, jakie mają miejsce w jej życiu (i powieści którą jednocześnie śledzimy). Konstrukcja postaci też zasługuje na plus, choć przydałoby się troszkę więcej szczegółów dotyczących ich życia (np. tego zawodowego, które często ma ogromny wpływ na przebieg wydarzeń - przykładowo proces sądowy).

Choć nie pochwalam ani wyborów ani decyzji tej trójki bohaterów, to nie mogę powiedzieć, że przeszkodziło mi to pozwolić by tak kompletnie i nieodwracalnie wciągnęła mnie ich historii. Szczególnie początki znajomości Olivii i Caleb'a są wyjątkowo hipnotyzujące. Bez problemu można potem zrozumieć, dlatego bohaterka tak desperacko chce to odzyskać. Olivia może wydawać się wplątana we własną obsesję i momentami troszkę szalona, ale to właśnie część tej Klątwy Pierwszej Miłości - o której zapomnieć się nie da.

Powieść w oryginale ukazała się w roku 2011 pod tytułem The Opportunist (Oportunistka). Zmiana tytuły okazała się w tym przypadku strzałem w dziesiątkę, choć powiedzieć nie można, że "Oportunistka" by nie pasował. To po części określenie osobowości Olivii, która często ma szansę skorzystać z okazji, jaką stworzył przed nią los.

Tarryn Fisher ma na koncie duet pisarski z Colleen Hoover w postaci trzech nowelek zebranych razem pod tytułem "Never Never" (Nigdy nigdy). Już z okładki "Mimo moich win" dowiedzieć się można o planowanej przez wydawnictwo publikacji tego duetu pisarskiego. Automatycznie pojawia się więc porównanie stylu i historii, jakie w swoich książkach tworzą obie pisarki. O wiele szybciej czytało mi się powieść Tarryn Fisher niż w przypadku poprzednich książek Colleen Hoover, które poznałam do tej pory (a były to: "Hopeless", "Pułapka uczuć", "Nieprzekraczalna granica", "Losing Hope", "Maybe Someday" i "Ugly Love"). Opowieść Fisher będzie miała o wiele bardziej rozpaczliwy przebieg niż losy bohaterów stworzonych przez Colleen Hoover. Mniejsza zdaje się też być szansa na możliwość szczęśliwego zakończenia, lecz kto wie?

"Mimo moich win" to powieść o zaskakującym przebiegu akcji, która spowoduje, że Tarryn Fisher trafi do kategorii tych autorek, których kolejne powieści z przyjemnością się czyta. W jej historiach odnajdą się fani książek spod znaku New Adult. Przede wszystkim warto poznać ją jednak dlatego, by wiedzieć, czy naprawdę możne istnień miłość - mimo tych wszystkich kłamstw.

"Mimo moich win" - Tarryn Fisher
TRYLOGIA: Tom I
Wydawnictwo: Otwarte
W kategorii: New Adult
Stron: 305
W oryginale: The Opportunist (2011)
W kolejności: NR 19/2016/05/03 (452)

Seria Love Me With Lies to trzy tomy, każdy relacjonowany przez innego z trójki bohaterów. "Mimo moich łez" (26.10.2016) to opowieść Leah - czy uda się jej utrzymać miłość, którą ukradła? "Mimo naszych kłamstw" (11.01.2017) dopowie zaś Caleb - bo tylko chyba jego decyzja rozsądzi cały spór racji. Żadna z dziewczyn się nie podda, każda podjęła już decyzję. Czy Caleb zdoła wszystko odwrócić tak by uratować uczucie pierwszej miłości czy zdecyduje się dalej żyć jedynie jego wspomnieniem? Miłość, zemsta i ich konsekwencje - wszystko w tej serii.

PREMIERA: 1 CZERWIEC 2016

wtorek, 24 maja 2016

Nevermore: Czas się skończył w bezczasie

„Wpatrywała się w szklaną taflę, a jej umysł cofał się w wydarzeniach tego dnia, starając się przyszpilić ostatni moment, który bez cienia wątpliwości był prawdziwy [...] Ale… czy to wszystko było częścią tego samego niekończącego się snu?"

Pięć lat. Tyle minęło czasu od premiery pierwszego tomu serii, nim jej fani mieli szansę poznać finał opowieści postaci, które pokochali. I choć hasło w tytule ("Nevermore") znaczy "nigdy więcej", to z całą pewnością, kto zakochał się w pierwszym tomie (Kruk), ten musiał dowiedzieć się, jaki powieść tą czekał finał. Oto i jest - "Nevermore: Otchłań".

W skrócie Isobel Lanley próbuje pogodzić się z faktem, że Varen pozostaje już poza jej zasięgiem i nic nie może ściągnąć go z powrotem ze świata snu do rzeczywistości. Chłopak od początku do tego dążył i... przepadł. Dziewczyna zaś nie może już dalej żyć w takim stanie zawieszenia, a że nic więcej nie da się zdziałać, musi pogodzić się z obecnym stanem rzeczy i zacząć żyć dalej. Wtedy to odwiedzają ją znajomi z Krainy Sennych Koszmarów, twierdząc, że stan Varen'a wiąże się z tym, że jego zdaniem Isobel została przez niego zniszczona... co równałoby się jej także końcowi jej życia w rzeczywistości. Okropną pomyłkę (niczym na wzór szekspirowskich nieporozumień) trzeba jak najprędzej odkręcić. Szczególnie, że świat koszmaru coraz częściej wnika do rzeczywistości, pozostawiając po sobie trwałe ślady.

Bohaterka podejmuje ostatnią próbę sił by przekonać Varen'a, że nie wszystko jeszcze stracone, a ona żyje i z koszmaru można się wyrwać. Tylko jest jeden mały problem: Varen manipuluje koszmarami, a od tak dawna przebywa w ich świecie, że nie interesuje go żaden powrót do rzeczywistości. Choć Isobel widzi, nie wierzy jej - dla niego to tylko kolejna iluzja i kontynuacja koszmaru.

Tak rozpoczyna się walka z czasem, kiedy przesłona między światami staje się coraz bardziej niestabilna. Wraz z niej zniknięciem, sen przejmie kontrolę nad rzeczywistością. I efektem tego starcia nie będą tylko ślady stóp w popiele.

Napisać dobry finał dla trylogii to spore wyzwanie. Uwielbiam wątki z motywem snu, takie z pogranicza rzeczywistości. W serii "Nevermore" sprytnie zbudowano świat snów na dziełach amerykańskiego pisarza - Edgara Allana Poego. Do rzeczywistości koszmarów wpasowuje się Varen - jako godny następca pisarza w roli łącznika demona snów ze światem rzeczywistości. Isobel uczy się pokonywać granice jawy i snu oraz naginać koszmary do swej woli by uratować młodego Gota.

Cała idea finału w "Otchłani" jest bardzo dobra, ale w nieodpowiednich proporcjach. Ponad połowa finałowego tomu to rozpaczliwe błąkanie się Isobel po snach by sporadycznie spotkać Varen'a. Dopiero kiedy w drugiej połowie książki bohaterowie jednoczą siły, zaczyna się toczyć dalsza akcja tej historii. Dziewczyna błąka się zbyt długo po koszmarach sennych Varena, kiedy wystarczyłaby tu wizja tylko kilku z tych najistotniejszych (np. tajemnica pustego garnituru na strychu czy dwoistość więzi z Nokami).  Opowieść traci na dynamice poprzez stały wgląd w rozważania Isobel. Kiedy akcja pędzi, czekając tylko na znak od bohaterki, ona wszystko poddać musi analizie i retrospekcji. Taki zabieg w powieści i przeskoki między bitwą z wrogiem a walką wewnętrzną są niezwykle ciekawe - to dobry trik, ale stosowany zbyt często (praktycznie za każdym razem) traci na swojej sile.

Czasu już upłynęło sporo od premier poprzednich dwóch części, ale choć nie przypominam sobie by było tak wcześniej, tom trzeci zdominowany jest przez opisy. Dialogi to prawdziwa rzadkość, a jeśli już występują, trwają tylko chwilę. Przez to cierpi nie tylko dynamika akcji, ale i tempo czytania.

Spełni się marzenie wielu fanów, który wymarzyli sobie pewien wątek, kiedy już w pierwszym tomie zobaczyliśmy zdjęcie Varen'a z przeszłości (tak, chodzi o kolor włosów). Jak bardzo przepadam za motywem wędrówki przez Krainy Snu w powieściach, tak tutaj skróciłabym podróż Isobel na rzecz szybszego rozwoju wydarzeń, które doprowadziły do finału. Za to rozszerzyłabym "Epilog" (w którym bohaterowie zabawnie odnoszą się do samej idei "epilogu" w powieściach - bardzo sprytny i zabawny wybieg!) by dopowiedzieć troszkę więcej o życiu Varen'a i Isobel po tych wszystkich wydarzeniach finału. Minęły dwa lata: Kim teraz są? Czy się zajmują? Czy ich plany i marzenia się spełniły? Zdecydowanie coś więcej niż scena w kawiarni, jaką otrzymujemy. I byłoby już idealnie.

"Nevermore" polubiłam nie tylko za wątki, które próbowały wyjaśniać zasady działania naszych snów (i koszmarów także - te śmigające wskazówki zegarów, inna godzina za każdym razem, kiedy się na nie patrzy). Nie były to też liczne nawiązania do twórczości Edgara Allana Poego (choć jego wierszy z przyjemnością uczymy się na pamięć by potem je cytować). Polubiłam serię przede wszystkim za Varena i Isobel jako parę, gdyż od pierwszej chwili zdawali się być tak od siebie różni, a zarazem tak słusznie do siebie pasować, kiedy na przeszkodzie ku temu stało praktycznie wszystko. Ich światy nie stykały się poza tym jednym projektem z literatury amerykańskiej, który mieli wspólnie wykonać. Cieszy miejsce, w które zabrał nas ten finał... a także droga, którą tam dotarliśmy... wielokrotnie wątpiąc w międzyczasie czy to jawa czy może wciąż sen. Niezmiennie początek, czyli tom pierwszy - "Kruk", pozostanie dla mnie najlepszy.

"Nevermore. Otchłań" - Kelly Creagh
TRYLOGIA: Tom III
Wydawnictwo: Jaguar  /  OPIS WYDAWCY
W kategorii: Sny
Stron: 431
W kolejności: NR 18/2016/05/02 (451)

Trylogia Nevermore jest już kompletna:
1. Kruk    2. Cienie     3. Otchłań

Czytaliście już "Nevermore"? Który tom najbardziej skradł Wasze serce?


Ciekawostka: W "Otchłani" pojawia się także wiersz "Annabel Lee", który zostaje w fabułę wkomponowany w podobny sposób jak ma to miejsce w powieści Cassandry Clare - "Pani Noc". Choć cenię sobie sposób, w jaki Kelly Creagh zrekonstruowała losy amerykańskiego pisarza (kładąc duży nacisk na znane fakty z jego historii), to Clare przyznałabym tu więcej punktów za wplątanie słów wiersza w kolejną i odrębną już opowieści. Tam bardziej poczuć można siłę tego utworu - nie tylko jako całości, ale i każdej z jego części.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...