Wiele z obecnych premier stanowi filmowe adaptacje powieści. Szczęśliwym trafem (udana ekranizacja Igrzysk Śmierci przetarła na nowo szlak) na ekranie coraz częściej goszczą antyutopijne opowieści. Takiego przeniesienia do kinowego świata doczekał się "Dawca", po raz pierwszy opublikowany w roku 1993, więc na długo przed przygodami Katniss (dla porównania wydanymi w 2008) i trzynastu dystryktów Panem. W "Dawcy" podkręcono wiek bohaterów by zwiększyć widownię i atrakcyjność historii. Największa premiera wakacji (tak, tych studenckich) to dla mnie bezsprzecznie "Więzień Labiryntu" - gdyż lektura każdego tomu była emocjonującą ucztą dla wyobraźni, gdzie napięcia i akcji nie brakowało. Aby było ciekawiej będą to wrażenia z dzisiejszego premierowego seansu w punktach. (Piosenka plus klip to tematyczny wstęp)
1. Co warto wiedzieć: Najlepiej zarys fabuły i wprowadzenie do świata antyutopijnej trylogii James'a Dashnera to spisane wrażenia lektury. Jeśli chcecie wiedzieć, o czym będzie ten film - zobaczcie o czym opowiadała książka.
Czytałam "Więźnia Labiryntu" (RECENZJA "W Labiryncie czy też poza nim") w listopadzie roku 2011, więc po prawie trzech latach i przeczytanych w tym czasie innych książkach, szczegóły akurat tej wykreowanej przyszłości się już zacierają. Z oglądaniem każdej ekranizacji zdaje się sprawdzać jedna zasada: Im więcej czasu minęło od lektury, tym bardziej podoba się film. Przed premierą jednak się przygotowałam.
2. Stan zasobów wiedzy przed seansem: Grudzień 2012 to w moim przypadku poznanie kolejnej części przygód (RECENZJA "A może nawet w krainie DRESZCZowców"), do której twórcy filmu zrobili już małe (ale jakże piękne!) wprowadzenie w ostatnich sekundach tej ekranizacji - widać już nawet Pogorzelisko - miejsce następnej fazy Prób. Zależało mi bardzo aby iść do kina na ekranizację tomu pierwszego znając już finał całości serii, tak więc w sierpniu poznałam tom trzeci (RECENZJA "Zanim zdejmiemy Zatarcie"). Taka perspektywa WIELE zmienia i widać już jasno, co twórcy pominęli, a były to m.in. umiejętności, których Strefowcy będę potrzebować później (np. jak rozbrajać/ dezaktywować Bóldożerców).

4. Oni są ostatni - Thomas i Teresa: To jest więź, która stanowi ważny element fabuły i jest siłą do działania dla tej dwójki przyjaciół. Nie tylko po części pamiętają oni siebie z utraconych wspomnień wszystkiego "przed", ale także mogą komunikować się telepatycznie. Kompletnie to zignorowano i pominięto. Takim oto sposobem film bardzo stracił, kiedy tego aspektu już nie ma - kolejny raz jest on ważny (tym razem w tomie drugim), kiedy dochodzi do zdrady i zniszczenia zaufania, którym darzyła się ta para. Nawet jeśli twórcy ten wątek dalej uwzględnią, bez tej "intymnej" więzi telepatycznej nie będzie on miał już takiego znaczenia. Na ekranie między Thomasem a Teresą więzi innej niż przyjacielska (a raczej nawet koleżeńska) nie widać.

6. Za całokształt: Zdecydowanie warto iść do kina na ten film pełen akcji, napięcia i efektów specjalnych. Filmowa opowieść zaczyna się tak nagle, bez napisów, po prostu ciemność i jazda pudłem - prosto do Labiryntu. Twórcy ekranizacji pokusili się także o podobne podejście jak w Igrzyskach, czyli pokazanie poczynań z siedziby DRESZCZu, choć w przypadku "Więźnia..." czytelnik ma do tego mały wgląd w postaci epilogu.
Raz nawet podskoczyłam (
Kto z Was był już w kinie? Jak wrażenia?
Mieliście okazję porównać film z wcześniejszą lekturą tomu 1/ serii?