W OTCHŁANI INTERNETU: Zacznijmy od tego, że jeśli chodzi o książki to nie przepadam za kryminałami. Może za bardzo się angażuję w nie emocjonalnie? "Eye Candy" mignęło mi w otchłani postów na Facebook'u. Pomyślałam sobie, że to dość dziwny tytuł i zadziałało! Po prostu chciałam sprawić, do czego się odnosi. Sprawdziłam i zostałam z tym serialem już na dobre. Aktualnie to chyba właśnie nowych odcinków tej produkcji od MTV najbardziej wyczekiwałam.

JAK TO WSZYSTKO SIĘ ZACZYNA: Lindy ma problemy z prawem - konkretnie z Wydziałem do Walki z Cyberprzestępczością. (Słabość mam wielką do bohaterów -hakerów jeszcze od czasów serialu "System" z lat 1998/1999). Nie to jednak najbardziej martwi bohaterkę. Wszystkie jej działania w dorosłym życiu koncentrują się na odnalezieniu zaginionej młodszej siostry, która została porwana na oczach Lindy. Najciekawsze jednak jeszcze przed nami. Współlokatorka Lindy, o wiele bardziej rozrywkowa Sophia, namawia przyjaciółkę aby ta zarejestrowała się na portalu zwanym "Flirtual" i to tam Lindy wkrótce pozna swojego wielbiciela i prześladowcę w jednej osobie. Ci przystojni mają najwięcej na sumieniu, ale o tym za moment.
FLIRTUAL: Tak więc tytuł tego serialu, "Eye Candy", to nick Lindy. Jak działa ten niezwykle popularny portal? Po rejestracji można iść przykładowo do klubu, a tam pojawiają się na liście inne zarejestrowane osoby (w aplikacji na komórce), które znajdują się w pobliżu. Można wybierać i przebierać, kiedy zaznaczy się status jako "aktywny", a osoby poznają się na żywo moment po tym, jak umówiły się online. I tutaj powstaje pole do popisu dla wirtualnego mordercy: ludzie ukrywają różne rzeczy, najczęściej swoje wady. Gdy morderca z portalu Flirtual je wykryje... powiedzmy, że je "usuwa", jednak w wyniku tego, wszyscy - którzy w jakiś sposób skłamali - tracą życie. Morderca nawiązuje kontakt z Lindy, zostawia jej wskazówki, a sam będąc nieprzeciętnie wyszkolonym hakerem, umyka prawu. Ale dlaczego Lindy? Można by tego nie wiedzieć, ale upiorny głos tajemniczego prześladowcy także podejmuje tutaj narrację. Lindy okazuje się być idealna. Ale o jaki ideał właściwie chodzi? Czy tylko o zewnętrzne piękno? Czy o możliwość dorównania mordercy? Lindy nie podjęła by tej gry... gdyby nie szansa na odnalezienie siostry.
Teraz krótko i na temat w siedmiu punktach, bez spoilerowania, dlaczego warto obejrzeć ten serial:
1. Wciągająca akcja pełna napięcia.
Ileż ja miałam już teorii kim jest tajemniczy prześladowca? Ojej! A podejrzewałam dosłownie każdego! KAŻDEGO! Przy takim założeniu, z finałowych kandydatów, jeden z typów okazał się trafny i ścisły finał już tak nie zaskoczył, ale wcześniej... Niesamowite emocje z tym serialem!
2. Cyberprzestrzeń
To ta sama magia, dzięki której pokochałam serial "System" i zamarzyłam sobie, że pewnego dnia moje umiejętności komputerowe pozwolą mi programować na potęgę i łamać kody... szkoda, że wtedy nie wiedziałam jeszcze, że do takich cudów przydatny jest umysł matematyczny, a ja choć cieszę się niewiarygodnie, jak mi wyjdzie jakieś skomplikowane równanie, to jednak uzdolnień większych akurat w tym kierunku nie posiadam. Za to takie wątki w serialach, kuszą nieustannie. Do tego wizualizacje w "Eye Candy" są na bardzo przyzwoitym poziomie. Dotyczą one przestawienia rozmów, mających miejsce tylko online, jakby odbywały się w rzeczywistości. Są to także retrospekcje w różnych pomniejszych śledztwach.
3. Sympatyczna i racjonalna główna bohaterka
Nie mam pojęcia, jak można nie polubić Lindy, ja lubię ją od odcinka pilotażowego - może nie od pierwszej sceny, ale w tym odcinku już zyskała moją pełną sympatię. Racjonalna, nie pakuje się świadomie w pułapkę, a do tego bardzo zawzięta dziewczyna. Panów przystojnych w tym serialu nie brakuje, ale Lindy traktuje ich wszystkich z odpowiednim dystansem, co nie oznacza, że z żadnym nie będzie w relacji.

4. Przystojniacy z Wydziału do Walki z Cyberprzestępcami
Nie wiem, jak Ci hakerzy dają sobie radę. Jest na czym zawiesić oko w tym serialu, drogie Panie :)
5. Tytuł każdego odcinka
Dzięki nim uczymy się skrótów (anglojęzycznych) albo też przypominamy sobie już te, które gdzieś kiedyś słyszeliśmy. Niby nic specjalnego, a jednak stanowi znak rozpoznawczy. Przez to każdy tytuł odcinka to też zagadka, ale zdradzać Wam ich nie będzę - odkryjcie ich znaczenie sami!
6. Na postawie książki
Seriale na podstawie książek zazwyczaj są lepsze, nawet jeśli nie są ściśle wierne pierwowzorowi i sporo dodatkowych wątków pojawia się na ekranie. Tak jest i w tym przypadku. "Eye Candy" to powieść od R.L. Stine, wydana jeszcze w 2004 roku. Patrząc na zagraniczne recenzje... sprawa jest chyba podobna jak z "Pamiętnikami Wampirów" (te pierwsze sezony). Książki, na podstawie których powstał serial, och... do nich to trzeba mieć sporo siły i samozaparcia. Także nietypowo polecam zacząć od serialu, gdyż jest on bardzo luźno oparty na swoim książkowym pierwowzorze.
7. Idealnie zgrana muzyka
To chyba znak rozpoznawczy tej stacji. Nie wiem, kto dobierał utwory do scen, ale zgrane są perfekcyjnie, a kilka scen jest wręcz przez to epickich.
PODSUMOWANIE:
Cóż mogę powiedzieć, obecnie moim zdaniem to najlepszy serial od MTV i skoro można było nakręcić kolejne odcinki "Finding Carter" (ten tytuł to tak swoją drogą również jest o pewnym porwaniu), to nie widzę powodu, dla którego tak genialna historia jak "Eye Candy" miałby nie zostać wznowiona na kolejny sezon. Tylko ta zagadka tożsamości w finale... troszkę była do przejrzenia, co nie znaczy wcale, że nie było napięcia.
*Post powstał ponieważ zbyt dużej licznie osób polecałam już ten serial*
Oglądacie "Eye Candy"? Jak tam finał? A może dopiero macie zamiar nadgonić te dziesięć odcinków? ;)