Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

piątek, 5 sierpnia 2016

"Zyskując nowy początek"

"Próbowałam nie myśleć o tym, co traciłam, zyskując nowy początek."

Katy i Daemona rozdzielają zamykające się drzwi tajnej organizacji rządowej. Dziewczyna zostaje i wpada w zasadzkę wroga by umożliwić ucieczkę swoim przyjaciołom. Katy znajduje się w sytuacji jeszcze bardziej podobnej do tej z fabuły powieści paranormalnych, w których zaczytywała się jako blogerka. Jednostka szkoleniowa taka jak Daedalus ma już swój plan związany z udziałem dziewczyny, której DNA uległo zmianie, po tym gdy uratował ją jeden z cywilizacji obcych - Luksjan zamieszkujących Ziemię.

"Origin" to już czwarty tom serii Lux opowiadający historię Katy Swartz. Tajemnicze rodzeństwo z sąsiedztwa zaintrygowało ją na tyle, by odkryć ich sekret. Najbardziej motywowała ją do tego niechęć jaką wobec niej przejawiał Daemon, a który to jednocześnie bardzo odpowiadał wizerunkowi wszystkich tych bohaterów, o których Kary nieustannie czytała. Który czytelnik oparł by się pokusie rozwiązania tego typu zagadki? Nie tak często fabuła powieści zaczyna przypominać codzienność.

O ile trzy pierwsze tomy obejmowały także szkolną codzienność bohaterów, tak brak tego aspektu całkowicie w tomie czwartym. Tutaj Katy (jako zmutowana przez kosmitów hybryda) trafia pod prawdziwy ostrzał eksperymentów i prób, którym ledwo może sprostać. W tym samym czasie okazuje się, że Daedalus swoje okrucieństwo i bezwzględność w dążeniu do celu tłumaczy przygotowaniami przed nadejściem inwazji obcych. Po której stronie stanie Katy, jeśli faktycznie dojdzie do takiego zwrotu akcji? Czy ważniejsze będzie uczucie do jednego z obcych Luksjan czy też walka w imieniu ludzkości?

Seria Jennifer L. Armentrout choć stawia tego rodzaju pytania, nie rozstrzyga ich całkowicie. Odpowiedź mamy więc standardową: bohaterowie zawsze wybierają miłość. Jest to zwycięstwo dla obu stron, bo i Luksjanie chcą żyć w pokoju, Ziemię uznając już za swój nowy dom. Inwazja to jednak zdecydowany temat dla tomu finałowego serii (Opposition).

W tomie czwartym drzemał spory potencjał. Daedalus mógłby przecież przekonać pannę Swartz, że warto walczyć w imieniu ludzkości. Wówczas czytelnik miałby konflikt, w wyniku którego bohaterowie musieliby przewartościować swoje zasady by raz jeszcze stwierdzić, po której stronie powinni się opowiedzieć. W obecnej postaci Daemon zjawia się jak na gotowe, nie musząc robić w tym temacie praktycznie nic. Znamy narrację także z jego punktu widzenia, gdyż on też opowiada o wydarzeniach z tego tomu. Nie przepadam za rozszerzeniem punktów narracji na większość ilość bohaterów już w trakcie trwania serii. Jeśli było tak od początku lepiej się to odbiera niż nagłą zmianę. Taki zabieg stosowany jest jednak w wielu cyklach: Wampirach z Morganville, Kronikach Krwi czy Darach Anioła. Zawsze wspominam lepiej te pierwsze tomy, gdzie mamy jednego narratora - opowieść utrzymuje wtedy więcej ze swojej tajemniczości. Dodatkowi narratorzy nie wnoszą też nic więcej do fabuły, jeśli nieustannie znajdują się w tym samych miejscach razem.

Nadeszli origini... Troszkę dziwnie to brzmi w tłumaczeniu. Wiem, że w oryginale już nie, ale pewnie lepiej niż "początkowi"? Tutaj "origin" to nazwa nowego gatunku, o którym bohaterowie nie wiedzieli do tej pory, choć postacie z tego właśnie rodzaju występowały już w fabule serii. Ma być to nowy początek i odniesienie do mitologii i opowieści o Prometeuszu. Jak bardzo cenię sobie nowe interpretacje mitów we współcześnie rozgrywających się historiach, tak tutaj wątek ten wydawał mi się przyszyty na siłę.

Dość szybko i niespodziewanie Blake Saunders znajduje w tym tomie zastępstwo. Nie mogłam uwierzyć w tak gwałtowne wycofanie tej postaci z fabuły po tym, kiedy tyle miejsca w poprzedniej części poświęcono na jej wprowadzenie. Do ostatniej strony liczyłam, że wszystko okaże się jakimś podstępem ze strony organizacji. Miejsca Blake'a zajmuje jednak Archer, który powoli staje się jednym z ulubionych bohaterów tej serii. Choć udaje zwykłego szeregowca w oddziałach Daedalusa, jest to zaledwie ułamek prawdy.

Nie ma co ukrywać faktu, ze seria Lux to opowieść budowana na schemacie innego a bardzo rozpoznawalnego cyklu - czyli "Twilight". Zamiast wampirzej rodziny tutaj są kosmici, co przybliża opowieść troszkę bardziej w stronę serialowego "Roswell: W kręgu Tajemnic". Tam także dochodziło do uzdrawiania i w jego efekcie przejmowania nadprzyrodzonych umiejętności. Tym bardziej widoczne jest to w tym tomie, kiedy faktycznie bohaterowie trafiają do obszaru zlokalizowanego blisko sławnej Strefy 51. Odwołania do "Zmierzchu" nie dotyczą też tylko początku serii, ale również kolejnych jej tomów - szczególnie pewnych aspektów "Przed świtem".

Nie ma też sensu ukrywać, że autorka przywiązała mnie do tego cyklu właściwie jednym - Katy prowadzi bloga książkowego i odwołania do tej działalności bohaterki to coś, czego wyczekuję w tej historii. Podobnie było w przypadku Emmy (seria The Lying Game), w którym dziewczyna wymyślała nagłówki prasowe dla wydarzeń ze swojego życia. W "Grze w kłamstwa" czekałam też na rozwiązanie całej intrygi (a u Sary Shepard poczekać trzeba ... zwykle parę lub kilkanaście tomów), co nie ma za bardzo miejsca w sadze Lux.

Warto też wspomnieć, że wątek uwięzienia głównego bohatera i prób jego wydostania dość często się powtarza. Katy i Daemon większość tego tomu spędzają w zamkniętej bazie Daedalusa. Co zaskakujące, jest też scena z Vegas, która kojarzyć się będzie bardzo fanom "Kronik krwi". Tam także para bohaterów (nadal ścigana przez organizację) zdecydowała się na podjęcie niezwykłej decyzji w tak młodym wieku.

Seria Lux jest dokładnie taka jak wskazują na to okładki jej książek - tutaj na pierwszym miejscu jest i zawsze będzie romans. Choćby się waliło i paliło, muszą być jakieś priorytety. Może nie razi to aż tak bardzo w tomie czwartym (Origin), ale z całą pewnością ma to już miejsce w finałowym "Opposition". Katy i Daemon polubiłam, lecz inaczej odbiera się ich historię, kiedy powieść czyta się tak jakby to było jedynie fanfiction na ich temat. Był w przebiegu tej relacji jakiś czar, który gdzieś zniknął. Przy lekturze tej serii trzyma mnie w tej chwili przede wszystkim czysta ciekawość i chęć zakończenie rozpoczętego cyklu oraz sympatia do serialowego Roswell. Nie sądzę jednak abym sięgała w najbliższym czasie po inne powieści tej autorki.

"Origin" - Jennifer L. Armentrout 
SERIA: Lux tom IV (przedostatni)
Wydawnictwo: FILIA
W kategorii: Paranormalne - Obcy
W kolejności: NR 32/2016/07/06 (465)
Ciekawostka: Autorka wydaje książki także pod pseudonimem J. Lynn. Jedną z takich powieści jest "Zaczekaj na mnie", czyli typowa powieść z gatunku New Adults.
DLA KOGO? Tylko i wyłącznie dla fanów serii, którzy poznali już poprzednie trzy tomy (Obsydian - Onyks - Opal). Wiele elementów wspólnych zarówno z sagą "Twilight" jak i serialowym "Roswell".

Znacie Jennifer L. Armentrout? Jakie jej książki już czytaliście? Jak się Wam podobały?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zawsze i chętnie czytam wszystkie komentarze.
Staram się na nie odpowiadać. Zostaw po sobie ślad ;)
(*) - wszystkie cytaty mają swoje źródła w recenzowanych książkach, jeśli jest inaczej cytat zostanie odpowiednio zaznaczony.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...