Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

poniedziałek, 28 września 2015

"Silniejsza niż nienawiść"

"Ale ja chcę być lepsza niż ich własne nauki. Chcę, żeby miłość była we mnie silniejsza niż nienawiść, a miłosierdzie - niż zemsta."

Piękna dziewczyna w sukni ślubnej, a w jej reku nóż, ukryty za plecami. Jakie motywy skrywa bohaterka takiej historii? A co ważniejsze, jaką opowieść zwiastuje zwieńczona właśnie taką sceną okładka? Rąbka tajemnicy uchyla sam tytuł w polskim tłumaczeniu. Skoro jest to "Misja Ivy", głównej bohaterki, to użycie broni jest czynem zaplanowanym, a może nawet wymierzony ostrzem czyjejś zemsty. Jaka jest  rola Ivy i czy jej podoła, zagłuszając głos sumienia, by wypełnić powierzone jej zadanie?

Ivy Westfall i Bishop Lattimer to tegoroczna sensacja. Jej przodkowie przegrali walkę o miasto, jego wygrali i narzucili swoje rządy. Ledwie pięćdziesiąt lat od nuklearnej wojny małżeństwa strony przegranej ze stroną zwycięzców zapewniają pokój miasteczku pośród niczego. Za ogrodzenie (tak, w tych antyutopiach zawsze są te metalowe siatki) wysyła się wszystkich tych, którzy prawo złamali lub nie zgodzili się na jego egzekwowanie. Za ogrodzeniem nie ma nic pewnego, panuje chaos i brutalna przemoc, a całkiem niewinni lądują tam z mordercami. Ivy zna cenę porażki oraz wizję zwycięstwa, jeśli to jej rodzina odzyska władzę. Ceną zwycięstwa jest zaś życia Bishop'a Lattimera - ledwie starszego od niej chłopaka, a aktualnie także jej męża.

Opowieść Ivy (jednej narratorki) rozpoczyna ceremonia zaaranżowanego małżeństwa i to nie jednego. Składanie tego rodzaju przysięgi odbywa się dwa razy w roku. Nie jest to ślub marzeń żadnej dziewczyny - zobaczyć swojego życiowego partnera dopiero przy ołtarzu. Ale Ivy nie musi akurat to kłopotać. Ma na głowie zupełnie inny rodzaju misji, do którego wykonania małżeństwo jest dopiero półśrodkiem. Już od pierwszych chwil dziewczyna sprawia wrażenie konkretnej i silnej bohaterki. Czy wytrwa w tej postawie? A jeśli tak, to jak to będzie o niej świadczyć?

Choć jest to zaaranżowane małżeństwo i sytuacja, w której zwykła dziewczyna z jej społeczności powinna się poddać, nie mając szans jej zmienić, to jednak inny rodzaj historii. Tutaj Ivy dawno temu zgodziła się na przejęcie misji siostry - jej celem jest pierwszy krok ku detronizacji dyktatury i przywrócenia planu jej przodka a także założyciela miasta.

Zamysł na fabułę może być dobry, ale siłę pomysłowości pokaże dopiero wykonanie. Co autorka zrobić jeszcze z tym wątkiem i jak go poprowadzi? Ivy to bohaterka, którą szybko przychodzi polubić, przede wszystkim dlatego, że to osoba zdecydowana. Nawet jeśli się waha i ma jakieś wątpliwości, to do chwili ich rozwiania trzyma się oryginalnego planu. Nie traci zimnej krwi. Nieporadna jest tylko w swojej misji. Wychowana w zamkniętym kręgu (tylko ojciec i jej starsza siostra) nie ma żadnych (poza negatywnymi) przykładami tego, jak powinna wyglądać relacja w związku. Nie wie, czy może zaufać synowi prezydenta (to tytuł dla przodków, którzy wygrali w konflikcie), który wobec niej wykazuje się delikatnością  i taktem. Czy to tylko gra pozorów, którą trudno jest jej przejrzeć? Czy obraz wroga nie jest taki jak się spodziewała?

Nie za wiele by wyszło z tej powieści, gdyby nie syn prezydenta - sympatyczna i tajemnicza postać, niestety o okropnym imieniu Bishop (fani Morganville, wiecie dobrze o co chodzi). Bishop Lattimer to żaden czarny charakter. Choć delikatny (oraz cierpliwy) wobec Ivy, potrafi pokazać ciemniejsze strony swojej osobowości... co wbrew pozorom uzupełnia obraz tej postaci, czyniąc tego bohatera o wiele bardziej rzeczywistym. Przodkowie Ivy Westfall kiedyś przegrali, Ci w linii Lattimera narzucili im swoją wolę.

Czy historia się powtórzy po raz kolejny i tylko ułatwi Ivy wykonanie powierzonej misji? Czy może Bishop Lattimer, syn wroga, stanie się tym, którego zdecyduje się ona chronić - nawet kosztem własnego bezpieczeństwa? Tom pierwszy kończy spory cliffhanger, który nie pozwala rozstrzygnąć jeszcze historii tych dwojga.

"Tylko pionkiem w ich grze o władzę"
Podczas lektury "Misji Ivy" często przypominałam sobie o filmowej kontynuacji losów "Następców". Mal także zostaje wysłana z misją by obalić porządek świata baśni, w której wygrali i po dziś dzień rządzą pozytywni bohaterowie. To przez nich jej rodzina i przyjaciele (czarne charaktery i ich dzieci) żyją w niedostatku i izolacji, a dostaje im się tylko to, co w Auradonie już zbywa. Jest i Ben, następna tronu, który szuka ścieżki porozumienia, starając się wczuć w rolę porzuconych i wygnanych. Może dlatego, że Ben najczęściej występuje w marynarce tak jak syn prezydenta? Może dlatego, że w tej książce połączono syna i córkę dwóch przywódców: ze strony przegranych i tych, którzy wygrali swoje szczęśliwe zakończenie? W "Misji Ivy" jest jednak antyutopijna rzeczywistość, nie zaś uwspółcześniony świat kontynuacji baśni. Ben kojarzy się z Bishop'em zapewne dlatego, że obaj wierzą w poszukiwania ścieżki dialogu, a nie narzucanie swojej woli innym by osiągnąć ich lojalność.

Tom drugi!
"Misja Ivy" to przede wszystkim ciekawa kreacja głównych bohaterów, uzupełniona o nowy porządek świata, w którym wychowały się ich rodziny, a miasto odbudowali przodkowie. Ivy Westfall i Bishop Lattimer to para, o której opowieść trudno przychodzi zapomnieć. Zapewne z tego powodu będę wyczekiwać premiery następnego tomu, którego premiera za oceanem to dopiero listopad tego roku.
Czy za ogrodzeniem, gdzieś w pobliżu, znajdują się jakieś inne ocalałe miasta, w których można by uzyskać schronienie? A jeśli nawet to czy wybrać życie tam... czy też powrócić do Westfall i zawalczyć o swoje prawa? Polubiłam bohaterów wraz z ich historią pełną emocji - nie mogę się więc doczekać kontynuacji.

"Misja Ivy" - Amy Engel
[TRYLOGIA] Tom 1
Wydawnictwo: Akapit Press
W kategorii: Antyutopijne
Wydanie: Spora czcionka, krótkie rozdziały, szybka akcja
W kolejności: NR 54/2015/09/02 (410)
DLA KOGO: Dla fanów antyutopijnych światów, w których bohaterka nigdy nie pozwoli sobie by przegrać z wrogiem. Może przegrać jedynie ze swoimi uczuciami. Co czyni z Ivy bohaterkę własnej historii? Wykonanie misji powierzonej przez rodzinę czy powstrzymanie się od dokonania morderstwa - nawet dla większego dobra?
P.S.: Co do filmowych "Następców" Disneya to jest tam scena pikniku... jest i taka w "Misji Ivy" :)

czwartek, 24 września 2015

Więzień Labiryntu: Próby (ekranizacji) Ognia

źródło: tumblr
Wreszcie udało mi się wybrać na "Próby Ognia"! Wybierałam się tak już od premiery. Najczęściej udaje mi się obejrzeć kinowego ekranizacje właśnie w dniu ich pierwszego pokazu. Poniedziałek po piątkowej premierze to też dobry czas, prawda?

Spotkać będzie można zapewne pełno opinii o tym filmie od osób, które książki jeszcze nie przeczytały. Jeśli jednak już na wstępie ciekawi Was, jak wierna jest to pierwowzorowi adaptacja, to już wyjaśniam. Film odwzorowuje to, czego doświadczyli bohaterowie w drugim tomie serii. Nie robi tego w sposób dokładny.

Choć książkę czytałam już trzy lata temu, to w lekturach typu GONE, zapamiętuje się co drastyczniejsze szczegóły - nawet mimo upływu czasu (RECENZJA - A MOŻE NAWET W KRAINIE DRESZCZOWCÓW). Większość z nich nie znalazła się w tej adaptacji. Esencja historii pozostała - to opowieść o próbie odkupienia za czyny, których się nie pamięta. Drugi film w serii ma także inny główny temat - a jest nim zdrada i to ze strony najbliższej osoby (co i tak nie było tu aż tak dotkliwe, gdyż już w pierwszym filmie wątek telekinetycznego połączenia umysłów wyrzucono). Zapraszam na wrażeniach z "Prób Ognia" w sześciu punktach.

#1 Jeśli zastanawiacie się nad widokiem ukazanym na ulotce i głównym plakacie, który ten film promuje to... nie znajdziecie takiej sceny w całym filmie. Powalony wieżowiec jako most owszem i jestem. Całkiem emocjonująca akcja rozgrywa się w jego wnętrzu. Nie uczestniczy w niej jednak cała gromadka bohaterów, a zaledwie dwoje z nich. Choć upadły budynek (taka gra słów) tworzy most to także jako most nie został wykorzystany. Także nie dajcie się zwieść :D

#2 Nie przepadam za książkami, gdzie na bohaterów co krok wypadają chordy zombi. W czasie lektury (przy wykorzystanych należycie nakładach wyobraźni) można się już poczuć nieco nieswojo, a co dopiero gdy zekranizujemy to w kinie. Nie aż w takim stopniu... rozkładu powiedzmy... wyobrażałam sobie Poparzeńców. Co więcej pamiętam, że z częścią z nich dało się nawet poprowadzić małą konwersację - co momentami czyniło akurat obraz straszniejszym niżby mniej, ale nie o tym teraz. Poparzeńcy w tej adaptacji niczym nie różnią się od zombi. Ci więc, którzy pójdą do kina bez wcześniejsze lektury powieści (pewnie spora grupa widzów), zakwalifikują to jako zombie. A Poparzeńcy nie tym właściwie byli. Cała przemiana i relacje były o wiele bardziej problematyczne.

#3 "Próby Ognia" to opowieść o przyjaźni (w bardzo trudnych czasach), ale także i zdradzie. Tutaj na pierwszy plan powędrują dwie silne postacie kobiece: Teresa oraz Brenda. Żadnej z tych aktorek (od samego początku) nie uznałam za dobrze dobrane do tych roli. Thomas to za to mistrzostwo. Uwielbiam bohatera książkowego, a Dylan (nasza gwiazda Teen Wolf) dobrze ogrywa jego postać. Oczywiście, że przypomina się nam Stiles! Jakże by inaczej. Jako Thomas jest jednak o wiele bardziej opanowany (tak samo sympatyczny), ale i też mniej dowcipny. To dobra gra aktorska i można odczuć różnicę. Idealnie byłoby, kiedy Thomas'a grałby mniej rozpoznawany aktor, ale teraz też nie jest przecież źle!

#4 Oglądając zdjęcia z premier zagranicznych często pojawiała się na czerwonym dywanie nasza (przyszła) serialowa Clary. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że musiała wystąpić w "Próbach ognia" w jakiejś epizodycznej roli. Faktycznie tak jest! Nieprzypadkowe są jednak już liczne ujęcia tej TYLKO epizodycznej postaci. Wątpię by była to aż taka promocja serialowej adaptacji "Darów Anioła"? Może mam takie wrażenie, bo jej wygląda mocno odbiega od reszty. Ona jako jedyna z rebeliantów ma czyste blond włosy, wyszukany strój i uśmiech na twarzy. Cała reszta naszych uciekinierów z Labiryntów? Kąpiel dawno temu, włosy pozlepiane od potu, krwi i piasku, strój dawno w strzępach. Widać kontrast? W filmie zawsze będziecie wiedzieć, gdzie znajduje się ta aktorka. Dosłownie ZAWSZE.
To nie jedyny serialowy crossover, jaki tutaj spotkacie. Fanom o Teen Wolf przypominać nawet nie trzeba, ale spodziewać się też można znajomego z "Gry o Tron" (podobna w charakterze rola).

#5 Filmowe "Próby Ognia" to o wiele bardziej łagodna wersja wydarzeń niż tak, której doświadczy czytelnik w ramach lektury. Warto oczywiście poznać CAŁOŚĆ Trylogii Labiryntu zanim znajdziemy się już w kinowej sali. O wiele więcej wówczas w tym zabawy, a to taki rodzaj historii, gdzie dobrze jest dostrzegać pewne wątki z perspektywy tego, co dopiero w filmach się wydarzy. Znajomość książkowego pierwowzoru nie daje jednak całkowitej przewagi. Wiele jest odniesień do tego, jak same Labirynty jak i DRESZCZ powstały, a klucz do tego jest we wspomnieniach Thomas'a. Nasz bohater wybrał jednak by... nie pamiętać tego, kim był oraz czego się wcześniej dopuścił. Brakującą część opowieści dopowie dopiero sam James Dashner w kolejnym prequelu (jeden bowiem już jest) do tej serii - a będzie to The Fever Code - INFO. Na ten przyjdzie jeszcze poczekać do roku 2016 (dokładniejsza data nieznana).

#6 Czasem mam wrażenie, że kluczowy w tej serii jest tytuł pierwszego tomu w oryginale, czyli "The Maze Runner". U nas przetłumaczone jako "Więzień Labiryntu" (i choć to chwytliwa nazwa) nie odzwierciedla istoty tej historii. Idealnie oddaje ją słowo "Runner" - określające zapewne w zamyśle autora to, co będą robić bohaterowie tej serii. Znaczna część całej tej serii można podsumować jako: "Biegnij ile tylko masz sił, najszybciej jak możesz zabieraj się stąd. Już za późno! Gazu!" Bieganie (w stresie, długo i okropnie szybko) jak nic potrafi napędzić akcję.

Kiedy pojawił się pierwszy tom tej serii, wielu porównywało ją do sławnych już wówczas "Igrzysk". Antyutopijna przyszłość, tutaj bardziej też postapokaliptyczna, gdzie nie ma ucieczki, a o życie walczy się na wykreowanej arenie (Labirynty) lub poza nią (Pogorzelisko). Z każdym tomem jest to jednak zupełnie inna opowieść, którą bezsprzecznie warto poznać.

Wybieracie się do kina, prawda? Wiecie, kto będzie tam na Was czekał :)
Jeśli jednak nie czytaliście książek (ani nie oglądacie Teen Wolf), a nadal planujecie wyjście do kina, to czekać na Was będzie filmowa opowieść pełna akcji. Nie sposób się na tej produkcji nudzić, niezależnie czy książki się czytało czy też nie. Można się także bawić o wiele lepiej, znając pierwowzór filmu oraz wszystkie te szczegóły, które okażą się istotne w następnej części... a na które już teraz można zwrócić uwagę.
PODSUMOWANIE, czyli dużym skrócie

"Próby Ognia", czyli kiedy myślisz, że już uciekłeś, a okazało się, że... uratował Cię właśnie wróg. W zasadzie to nie tylko "Próby Ognia", ale i "Lek na Śmierć". Zapamiętajcie główne motto tej historii, a nie dacie się zaskoczyć w czasie lektury czy też seansu kinowego.

To także opowieść o tym, że warto sprawdzić dokąd prowadzi tunel wentylacyjny... szczególnie jeśli nie ufa się całkowicie (główne motto tej serii) gospodarzowi owego bezpiecznego przybytku pośrodku Pogorzeliska - pustkowia, gdzie szaleją pozostałości rozbłysków słonecznych (w postaci ludzi i klimatu).

"Próby Ognia" to również okazja by móc podziwiać spektakularne widoki. Znany świat jako rozległa pustynia, gdzie piasek nie zdołał zasypać jedynie gór w tej części globu? Teraz te antyutopijne wizje autora można zobaczyć na wielkim ekranie. Fanów książki zachęcać do wizyty w kinie nie trzeba.

Byliście już na "Próbach Ognia"? Dacie się skusić na ten seans?

wtorek, 22 września 2015

W świecie baśni: Następcy

DOBRO nie mogłoby być LEPSZE,
ZŁO nie mogłoby być GORSZE.

Kiedy filmowa opowieść o "Następcach" - najznamienitszych czarnych charakterów znanych z baśni (w wersji Disneya) - zadebiutowała już na ekranach, nastał czas dla fanów serii na pogłębianie swoich zainteresowań tym wykreowanym światem (kontynuacji baśni). Kto ma za sobą już lekturę "Wyspy Potępionych" (a najlepiej przeczytać ją jeszcze przed zobaczeniem filmu), może spokojnie rozglądać się za znaną "Księgą Zaklęć" i pewnym "Pamiętnikiem". Byłam bardzo ciekawa, ile jeszcze szczegółów ukaże każda z tych historii. Ich autorka miała bowiem wgląd do scenariusza i to na jego podstawie stworzyła te dwie adaptacje filmu w postaci książek. W formie recenzji porównawczej troszkę o każdej z tych powieści.

"Następcy. Księga zaklęć Mal" - Tina McLeef
Wydawnictwo: Egmont
W kategorii: Nowe interpretacje klasycznych baśni
Rodzaj: Kreatywna adaptacja filmu (Następcy) na książkę
Opowieść filmowa: przedstawiona w formie dialogów i komentarzy
Stron: 190
W kolejności: NR 56/2015/09/04 (412)
Wydanie: okładka usztywniona, ale nie twarda; strony z grubszego papieru, stylizowanego na starszy

Oglądając film "Następcy" można odnieść wrażenie, że mamy tam do czynienia z zupełnie inną Mal niż ta, którą poznaliśmy w czasie lektury "Wyspy Potępionych". To jej zmiana stron konfliktu ze Zła na Dobro najbardziej dziwi. Zastanawiałam się więc, czy nie ukażą się jakieś opowieści inspirowane jeszcze scenariuszem filmowym, które by wyjaśniły kulisy tej przemiany. Z tego względu bardziej interesował mnie "Pamiętnik Mal" niż inny tytuł - "Księga Zaklęć". Takie "księgi" można zobaczyć nie raz. Są w nich zwykle przepisy na pyszne łakocie, psychotesty i porady dotyczące przyjaźni i mody. Na szczęście nie jest tak w tym przypadku - tak księga naprawdę należy do Następców, którzy wyrażają w niej swój bunt - przeciwko życiu na Wyspie, niechcianym dziedzictwie i niezrozumieniu ze strony innych.

Byłam bardzo miło zaskoczona, że ta propozycja to nie "zaklęcia przyjaźni" (choć jedno jak zrobić z wroga wbrew jego woli przyjaciela też tutaj jest) czy proste przepisy kulinarne, które można wypróbować w domu. To prawdziwie stylizowana na księgę zaklęć Diaboliny propozycja. Pożółkłe stronice, stare szkice, treść zaklęcia oraz... komentarze czwórki nastoletnich Następców.

Ponieważ to opowieść oparta na filmie znalazło się tutaj także parę zdjęć promocyjnych aktorów, którym powierzono role Następców. Nie jest takich tutaj jednak zbyt dużo. Pojawiają się sporadycznie i stanowią formę dodatku niż głównej treści.

Zdarzają się także i tajemnicze strony zupełnie bez żadnego komentarza za to pełne dokładnych szkiców.

Trochę strach pisać po jednej z nielicznych ocalałych ksiąg czarów, ale Następcy niczego się nie obawiają. Czytelnik na dobrą sprawę też mógłby od siebie coś w tym odzwierciedleniu filmowej opowieści dopisać... Czasem aż kusi by to zrobić i dodać choć jeden komentarz od siebie!

"Księga Zaklęć Mal" to po prawdzie perspektywa wszystkich czerech bohaterów. Jest to przedstawienie filmu w formie krótkich opisów, ale przede wszystkim dialogów, które prowadzą z sobą Następcy opracowując plan. Znajdzie się tutaj kilka dodatkowych informacji. Jaka gra pochłonęła tak Jay'a i Carlos'a? Ile czasu dzieliło poszczególne sceny w filmie... gdyż nie występowały jedna zaraz po drugiej. Duży plus tej powieści to poczucie humoru w tych zabawnych dialogach zawarte. Kiedy kto pisze? Uczymy się tego już na początku. Każdy następca używa innego koloru oraz oczywiście ma odmienny charakter pisma.



"Następcy. Pamiętnik Mal" - Tina McLeef
Wydawnictwo: Egmont
W kategorii: Nowe interpretacje klasycznych baśni
Rodzaj: Pamiętnik w kreatywnej formie, uzupełniany rysunkami i szkicami
Opowieść filmowa: przedstawiona w narracji Mal, przytoczone są dialogi z filmu / piosenek
Stron: 224
W kolejności: NR 57/2015/09/05 (413)

Choć to właśnie ta książka interesowała mnie bardziej, poprzedziłam ją lekturą "Księgi Zaklęć". Jak w przypadku filmowych historii najnowszej adaptacji "Kopciuszka", sprawdziła się metoda by zacząć od opowieści mniej obfitującej w szczegóły i przejść do tej, gdzie więcej będzie dodatkowych informacji. Taki jest też największy plus "Pamiętnika" - dzięki niemu poznajemy perspektywę Mal. Czy faktycznie tak szybko porzuciła plan zemsty w imieniu rodziców? Wystarczyło tylko miłosne zauroczenie? Okazuje się, że sprawa nie jest tak oczywista, jak może się wydawać z perspektywy jedynie obejrzanego filmu. Tam nie znamy myśli bohaterów, tutaj już tak.
Mal pisze, kiedy znajdzie chwilę, relacjonując to, co właśnie się wydarzyło. Dzięki temu wiemy, że matka (Diabolina) obiecała jej równorzędne rządzenie światem poprzez zyskanie mocy nad złem i dobrem. Pokazano, co Ben jeszcze wyprawiał pod wpływem zaklęcia. Opisano powolny proces, w którym zaczęło w bohaterach objawiać się dobro - mimo tak mrocznego ich dziedzictwa. Książka obrazuje też ogromną presję, pod której naciskiem od dzieciństwa znajdowała się Mal oraz inni Następcy, zanim... zrozumieli, że po powrocie na Wyspę nic już tam na nich nie czeka.

Pokuszono się tutaj o tłumaczenia choć fragmentów piosenek, które usłyszeć można w filmie. I bardzo dobrze! Byłam troszkę zaskoczona, gdy w polskiej wersji językowej zostawiono utwory same sobie. Cały film był zdubbingowany, ale piosenki nie. Przydałyby się tam w takim razie chociaż napisy, bo w przypadku opowieści - musicali utwory często oddają sporą część historii, przeważnie nastroju, a tutaj jest on dość ważny.
Mal opowiada swoją wersję historii przy tym sporo szkicując. W międzyczasie dowiadujemy się także szczegółów, których ani w filmie ani w "Wyspie Potępionych" nie ujawniono. Kim Mal chciała zostać (bo nie tylko jednym z największych złoczyńców)? Jak długo podejrzewała Ben'a o ukryte intencje dotyczące sprowadzenie czwórki Następców do Auradonu? Czy wyobrażała sobie jak przemieni się królestwo, jeśli jej matka i pozostali złoczyńcy za pomocą swych dzieci zrealizują plan zemsty? Do tego wszystkiego w pamiętniku tym mamy całkiem sporo dodatkowych scen, między innymi przygotowań, które musiałby zostać poczynione przed dniem koronacji. Następcy nigdy nie przychodzą nieprzygotowani do psot, prawda?


PODSUMOWANIE, czyli raz jeszcze w skrócie:

Co łączy oba tytuły?
- Jest to scenariusz filmu zaadoptowany na książkę przez Tinę McLeef.
- Obie książki pozwalają raz jeszcze przeżyć fabułę filmu.
- Każda z książek jest pięknie wydana i bogato ilustrowana ("Księga" bardziej niż "Pamiętnik").
- Obie to idealny prezent dla fanów serii.

Co je różni?
- W każdej znajdują się inne szczegóły dotyczące fabuły, czyli coś czego nie można było zobaczyć w filmie.
- "Księga Czarów" przypomina dialog prowadzony między Następcami, gdzie poznajemy ich wszystkich wraz z rozterkami i przemyśleniami. "Pamiętnik" to tylko perspektywa Mal - do tego bardzo osobista. W "Księdze" piszą wszyscy i komentują (dość szczerze) swoje wcześniej wypowiedzi.
- "Pamiętnik" to o wiele więcej tekstu, co bardziej przypomina powieść. "Księga Czarów" to przeważnie krótkie uwagi czy też zabawne komentarze.

RADA: Jeśli zżyliście się mocno z bohaterami tej serii i chcecie sobie sprawić taki właśnie dodatek, to warto przejść się do księgarni i obejrzeć osobiście oba te tytuły. Przekartkować i ocenić (czy chciałoby się je mieć) nie jest już tak trudno, kiedy wie się, na czym skupia się każda z nich.

Inne w temacie Następców:
"Wyspa Potępionych" -> to  książkowy prequel do filmu
"Następcy"     -> tu wrażenia z filmowej opowieści, czyli kontynuacja wydarzeń z "Wyspy"

Widzieliście już film? Jak podobał się Wam w odniesieniu do "Wyspy Potępionych"? 
Macie ochotę kontynuować przygodę z bohaterami tej reinterpretacji baśni?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...