Szukaj w tym blogu/ wpisz tytuł, którego szukasz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Nazywa się Róża Północy"

"Miałam wrażenie, że ukryte związki przeszłości tego miejsca z teraźniejszością nie mają końca."

Zdjęcia do filmu w majestatycznej rezydencji w Anglii rozkręcają na dobre nie tylko akcję scenariusza, ale i wydarzenia sprzed stu lat. Kręcony materiał w stylu Downtown Abbey to fikcyjna opowieść, prawdziwe okazują się za to relacje dwóch pamiętników, licznych rejestrów i wspomnień ludzi, którzy pamiętają czasy, kiedy pozycja arystokracji w społeczeństwie wyznaczała losy wszystkich innych ludzi. Lucinda Riley wybiera obywateli dawnych kolonii (Indii) by przedstawić historię pokoleń. Kim jest tytułowa "Róża Północy" i jaka skryła się za tą nazwą opowieść?

"Róża Północy" to saga rodzinna w jednym tomie. Wśród bohaterów znajdują się trzy osoby z pokoleń oddalonych o dziesięciolecia. Będą to angielski lord, przybysz z Indii oraz bogata młoda Amerykanka (Nowego Jorku). Każdy z bohaterów odczuwa ciężar rodzinnej historii, ale co z tym dziedzictwem zrobią, zależy już tylko od nich.

Do rozwikłania rodzinnej tajemnicy zmusza swojego prawnuka Anahita Chaval, która świętuje swoje setne już urodziny. Ari Malik ma jednak sporo pracy na głowie, zanim do tej prośby powróci. Wyposażony w rękopis swojej prababki wyrusza do Anglii by podążyć jej śladami sprzed i po czasach Pierwszej Wojny Światowej. Trafia w sam środek planu filmowego, do którego zdjęcia realizowane są na terenie rezydencji Astbury. Czy uda mu się wydobyć pilnie strzeżone tajemnice przeszłości, o której wszyscy woleli by zapomnieć?

Wśród narratorów znajdzie się młoda amerykańska aktorka (Rebecca), która została adoptowana i nie zna swojego dziedzictwa, a po zmianie fryzury i koloru włosów wygląda jak dziewczyna, której wniesiony posag dziesiątki lat temu uratował majątek Astbury przed upadkiem. Jej losy pokazują aktorstwo jako ciężki zawód (autorka powieść też była aktorką), szczególnie gdy pojawia się ogromna sława (ciężko bez niej, ciężko i z nią). Kolejny problem to narzeczony (Jack), który ogłasza oświadczyny całemu światu, nie otrzymawszy jeszcze tak naprawdę odpowiedzi. Rebecca, ścigana przez media nawet za oceanem, otrzymuje propozycję nocowania w Astbury na czas zdjęć do filmu. I tak rozpoczyna się odkrywanie losów przeszłych pokoleń.

Narracja z przeszłości przeplata się z wydarzeniami teraźniejszości. Dzienniki i wspomnienia zabierają czytelnika na zmianę między latami 1911 - 1922 a rokiem 2011. Anahita poprzez przekaz relacji z czasów swojego dzieciństwa ukazuje obraz Indii, które są na progu odzyskania niepodległości. Jej znajomość z księżniczką pozwala zobaczyć, jak wyglądało życie maharani. Dzięki tej zdobytej przyjaźni Anahita dociera do Anglii by podjąć edukację. Odziedziczony dar przewidywania czyjegoś odejścia (usłyszenie charakterystycznego śpiewu) wzmacnia w niej pragnienie ratowania życia - chce zostać pielęgniarką, a wiedzę o medycynie naturalnej łączyć z wykształceniem medycznym. To jednak działo się dawno temu... A może wciąż ma wpływ na teraźniejszość? Czy w tekstach z przeszłości współcześni bohaterowie znajdą wskazówki jak rozstrzygnąć swoją przyszłość?

Tytułowa "Róża Północy" to nazwa egzotycznego gatunku kwiatu, który potrafi rosnąć mimo ostrego klimatu wyspy. Podobnie jako Anahita była gotowa pomagać i wzrastać w społeczeństwie, które nie było gotowe zaakceptować jeszcze na stałe jej obecności w swoim kraju. Smutny jest tu kontrast, jaki uwidacznia się wielokrotnie w czasie lektury. W momencie kiedy potrzebna była pomoc w postaci alternatywnej medycy (bohaterka leczyła ziołami, ale posiadała też przeszkolenie pielęgniarskie), okoliczni mieszkańcy chętnie zwracali się do młodej Hinduski o pomoc - szczególnie iż świadczyła ją nieodpłatnie. Gdy jednak na posiadłość spadła tragedia, której nikt nie mógł zapobiec, Anahita stała się pierwszą osobą na którą rzucono oskarżenie.

Jest to co prawda historia o współcześnie żyjąc bohaterach, lecz w większej mierze oparta na życiu jednej osoby - Anahity. Wyjaśnia to po części otwarte zakończenie, jakie otrzymuje się na finale historii. Rozwiązano tajemnice przeszłości (praktycznie wszystkie), ale przyszłość wciąż pozostaje tajemnicą.

Lucinda Riley ma już na swoim koncie sporo powieść. Tutaj także wykazała się doświadczeniem. Historia zaskakuje, nie sposób przewidzieć jej ostatecznego biegu. Bohaterów czasem świadomie popadają w pułapkę, nie chcąc zaakceptować sytuacji, w jakiej się znaleźli i coś z tym zrobić. Zamiast tego ciągną grę, która skazana jest na niepowodzenie. Może dlatego nie udało mi się polubić szczególnie narratorów. Szkoda też, że informuje się tylko czytelnika o kręceniu danej sceny... a jej dialogów nie cytuje. Jeśli tak świetny scenariusz kręcono, to czemu nie wprowadzić małego wątku opowieści wewnątrz opowieści? Czytelnik mógłby zobaczyć, czy filmowy świat był podobny do tego ze wspomnień przodków bohaterów.

Nie żałuję ani chwili spędzonej między kartami świata "Róży Północy"... a potrzeba go sporo by wszystkie sekrety odkryć. Szczerze przyznam, że oczekiwałam czegoś zupełnie innego po tej historii. Lubię wątki Indii - kultury tego kraju jego tradycji i legend - rozgrywające się od czasu Ery Wiktoriańskiej aż po wybuch Pierwszej Wojny Światowej. Wątek, którego poszukuję, to jednak podróż bohaterów z Anglii do Indii, tymczasem nieustannie trafiam na lektury opisujące podróż w odwrotnym kierunku. Może Wam przypomina się jakaś książka, w której bohaterowie z Anglii przeprowadzają się do Indii? Będę wdzięczna za rekomendacje!


"Róża północy" - Lucinda Riley
TYP: opowieść w jednym tomie
Wydawnictwo: Albatros
W oryginale: The Midnight Rose (2013)
W kategorii: Echa przeszłości Anglia - Indie
Stron: 575 (dość mała czcionka, to sporo stron lektury)
W kolejności: NR 28/2016/07/03 (462)
DLA KOGO? Lektura spodoba się z całą pewnością wielbicielom sag rodzinnych, które ukazują losy pokoleń na przestrzeni dłuższego czasu. Tutaj nie trzeba czekać na rozwój wydarzeń, bo przeszłość przeplata się z teraźniejszością tak jakby działa się tu i teraz. Ciekawy jest wątek śpiewu, który słyszały od pokoleń osoby z rodu Anahity, lecz w żadnym stopniu wątek ten nie dominuje powieści.

Na stronie Wydawnictwa Albatros można przeczytać cały PROLOG powieść by przekonać się, w jakim stylu jest napisana :)

środa, 20 stycznia 2016

Baśnie Braci Grimm & Philip Pullman


Choć bardzo cenię sobie klasyczne baśnie i lubię poznać ich nowe aranżacje i adaptacje zarówno w postaci innych książek, jak filmów czy seriali, tak nie przejawiałam ochoty zapoznania się z tytułem "Baśnie Braci Grimm dla młodzieży i dla dorosłych. Bez cenzury". Dopiero kiedy skojarzyłam, że opracował je nie kto inny a właśnie Philip Pullman, autor trylogii Mroczne Materie (która to znajduje się na liście 100 książek wg portalu Goodreads, jakie powinno się w życiu przeczytać), przekonałam się do zapoznania się z tym wydaniem baśni sławnych Braci Grimm.

Każdego czytelnika przyciąga do lektury coś innego. Zastanawiałam się, czemu tak szybko zdyskredytowałam ten tytuł aż rozumiałam, dlatego tak się stało: za sprawą promocji, jaką otrzymała ta książka. Zacznijmy od tytułu. W oryginale książka ukazała się na rynku w roku 2012 pod tytułem "Grimm Tales for Young and Old", co znajduje odzwierciedlenie w pierwszej części tytułu w polskim wydaniu. Ale "bez cenzury"? To już fantazyjny dodatek na życzenie. Podobnie jak sama treść zapowiedzi (LINK), a szczególnie fragmenty takie jak: "Jeden mały krok dzieli Cię od wyjścia z bezpiecznej codzienności" czy też "Wszystkie zostały przypomniane z całym ich okrucieństwem i odwagą obyczajową..." ma się wrażenie lektury zupełnie innej niż w rzeczywistości otrzymujemy. 

Czy mając taki opis ktoś zdecydowałby się na wybór właśnie tej wersji dla swoich dzieci? Szczerze w to wątpię. Nawet ja, jako już dorosły czytelnik, nie byłam nastawiona do tej lektury przychylnie. Nigdy nie przemawiały do mnie komentarze dla baśni w postaci freudowskiej analizy. W dziedzinie psychologii wolę zawierzyć teorii Carla Gustawa Junga. Spodziewałam się tutaj całej grozy, jaką z baśni można wyłonić, a nie taki jest ten zbiór opowiadań. Zupełnie nie w tym stylu! Choć bohaterowie w baśniach (nawet ci pozytywni) często ulegają okaleczeniu i nie brak tutaj krwi, to wszystko nadal wpisuje się w kanon baśni a nie horroru. Co więcej, Philip Pullman spisał się na medal. Porównał on różne wersje klasycznych baśni, tych które spisali potem inni autorzy czy też same poprawki, jakie w kolejnych edycjach wprowadzali Bracia Grimm, a następnie wybrał te jego zdaniem najbardziej przemawiające odsłony. Jedyne z czego obdarł baśnie to z ich wszelkich barwnych opisów, pozostawiając samą akcję, bo to głównie jej niesamowicie szybkie tempo jest wyznacznikiem dla baśniowego gatunku opowieści.

Baśnie Braci Grimm w wydaniu Philipa Pullmana to wersja, którą mogą poznać i starsze dzieci. Cała ta otoczka mroku i horroru jest zupełnie niepotrzebna i tworzy całkiem sprzeczny obraz tej książki. Czy to naprawdę groza i strach przyciąga nas do czytania baśni? A może to, jak je przezwyciężyć? Z całą pewnością mroczne aspekty to jedne z stałych elementów baśni, ale nie stanowią bynajmniej o jej głównej wartości. Prawdopodobnie intencją wydawcy było zachęcenie dorosłego już czytelnika do powrotu do klasycznych baśni, oferują ich mroczną osłonę. Kto jednak liczy na podobne wrażenie, ten powinien poszukać innej książki, bo w tej z pewnością tego nie znajdzie. Ja osobiście cieszę się z tego, co w baśniach Grimm według Pullmana znalazłam - a było to 50 wybranych historii, każda z nich opatrzona komentarzem Pullmana. Te krótsze lub dłuższe notki zawierają omówienie motywów, typu danej baśni, źródła (od kogo usłyszeli ją i spisali Bracia Grimm) oraz możliwe interpretacje i przekaz, jaki niesie konkretna opowieść. Tutaj także zawarto informacje o alternatywnych zakończeniach i dlatego Pullman, odtwarzając baśń, wybrał akurat to a nie inne wyjście.

Zanim jednak do baśni przejdziemy, na początku tego zbioru zamieszczono ciekawy wstęp od autora. Cytaty z tego fragmentu publikacji wykorzystałam nawet w swojej pracy licencjackiej o podaniach i legendach (pisanej w języku niemieckim na germanistyce). Wracajmy jednak do lektury samych baśni! Oczywiście jak już zabrałam się za czytanie dla przyjemności, to skakałam po liście, zaczynając od swoich ulubieńców: Kopciuszka, Śpiącej Królewny, Roszpunki. Potem przeszłam do tych, których jeszcze nie znałam i o nich teraz słowo.

Zaskakują jest po części także to, że wiele z (tych mniej cytowanych) baśni powtarza wątki, motywy czy schematy znane z tych bardziej rozpoznawalnych baśni. Przykładowo "Futrzana" trzykrotnie zmierza na królewski bal, suknie ukrywa w skorupie orzecha (motyw jak z Calineczki), a futrami i popiołem maskuje swoje piękno. Nie jest to jednak biedny Kopciuszek, ale wygnana księżniczka. Wygnanie odgrywa często pierwsze skrzypce w baśniach. Znaczące jest to, że wyganiane z domu rodzinnego są dzieci. Nie ma znaczenia czy dokonuje tego macocha czy prawdziwi rodzice. Młodzież czy dzieci bez powodu zostają skrzywdzone, a jedna z innych wygnanych księżniczek (za swoją szczerość) roni łzy, które upadając na ziemię w postaci pereł, tworząc symboliczny szlak. Wina jest niezawiniona, ale uczciwość zostaje nagrodzona. Optymistyczna lekcja także na nasze czasy.

Innym przykładem podobieństw jest niedźwiedzia skóra, która przypomina baśń o "Pięknej i Bestii". Tu ojciec obiecał swoją córkę (u braci Grimm jedną z trzech córek) swojemu wybawcy, który zewnętrznie przypomina bestię, ale... to jedynie urok jaki musi znosić przez siedem lat. Coś na kształt klątwy. By wygrać z magią, trzeba widzieć przez zewnętrzny czar - patrząc sercem.

Jak się okazuje w baśniach braci Grimm są też duchy i zmartwychwstanie na wzór powrotu z Krainy Zmarłych. Są "Trzy wężowe liście", które siłami natury dokonują cudu przywrócenia znad granicy światów. Są też przypadki, kiedy piękna królowa już została zamordowana - o swym losie powiadamia jako duch - ale udaje jej się powrócić do życia. Wiele jest fantastycznych światów jeszcze do odkrycia, warto zajrzeć do baśni - wciąż tych nieznanych, a spisanych przecież tak dawno już temu. Ich moc przetrwania widać w ciągłej aktualności ich przesłania. A może to my, jako ludzie i społeczeństwa, aż tak bardzo się nie zmieniliśmy, jak uważamy? Pullman tak spisał baśnie, że ich lektura przychodzi błyskawicznie. Dobrego stylu się jednak po tym autorze właśnie spodziewałam, gdyż znam go z wspomnianych wcześniej "Mrocznych Materii".

Nie ma lektur bez wad. Czym jest ten zbiór? Otóż Philip Pullman jedynie zebrał różne wersje Braci Grimm, porównał ich przebieg i sam wybrał ten, który uważał za najbardziej słuszny. Często jest to wybór czysto subiektywny. Zdarza się też, że "poprawił" niektóre fragmenty klasycznych opowieści. Uwielbiam adaptacje baśni w postaci innych i niezależnych już opowieści. Bazując na baśniowych motywach przenoszą one opowieść w inny czas i miejsce - ale to dzieła niezależne. Tutaj mamy do czynienia z przekładaniem elementów w oryginale i trzeba być tego świadomym. Każdą z takich mniej lub bardziej przerobionych baśni Pullman opatrzył własnym komentarzem, w którym zastosował znany system klasyfikacji baśni (wg ich przebiegu, tego jakie elementy w historii występują itd.) oraz dodał swoją interpretację a czasem i ocenę danej baśni. Nie ze wszystkim czytelnik musi się zgadzać. Czytanie negatywnego komentarza możne jednak znacznie wpływać na odbiór baśni, która nam sama w sobie się nam przykładowo podobała. Philip Pullman w publikacji "Baśnie Braci Grimm dla młodzieży i dla dorosłych. Bez cenzury" ostrej analizie poddaje klasyczne baśniowe światy i my także powinniśmy... dokładnie przemyśleć nie tylko każdą z baśni, ale i ocenę jaką wystawił jej autor "Mrocznych Materii".

"Baśnie Braci Grimm dla młodzieży i dla dorosłych. Bez cenzury"
Autor: Philip Pullman
Wydawnictwo: Albatros  / OPIS
W oryginale: Grimm Tales for Young and Old, 2012
W kategorii: Mitologiczne i Baśnie
Wydanie: Książka w twardej oprawie - do tego pięknie wydana. Sporo stron, przystępna czcionka jak i jakość papieru. Przetrwa wiele lat.
W kolejności: NR 04/2016/01/04 (437)
Ciekawostka czytelnicza: Tytuł kupiłam po promocji - usprawiedliwiając się, że to do licencjatu. Książkę faktycznie mogłam użyć w fragmencie swojej pracy. Naprowadziła mnie też na ciekawy system klasyfikacji baśni, który wykorzystuje się w badaniach tego typu tekstów. Przez to pisanie pracy... książkę odłożyłam i można powiedzieć, że lektura zajęła mi aż rok! Od zimy do zimy tytuł ten przeczekał aż znów zabrałam się do jego lektury ;)

Czytaliście ten zbiór baśni? Jakie były Wasze wrażenia z lektury? Które z baśni wspominacie do dziś?

Tu do wysłuchania jedna z baśni z tego zbioru.

środa, 6 stycznia 2016

Dobrze Znane Nieczytane: Nicholas Sparks


Są takie nazwiska autorów powieści, które nieustannie gdzieś nam migają, a my po ich książki jeszcze nie sięgnęliśmy. Powieści tych pisarzy są niezwykle popularne, często już zekranizowane. Zdaje się, że praktycznie wszyscy czytali coś z ich dorobku pisarskiego - tylko nie my. Być może mamy jakieś ich książki nawet we własnej domowej biblioteczce, lecz na lekturę nadal nie przychodzi właściwy czas. Czujemy się przez to wyobcowani, bo wciąż pozostajemy w tej grupie, która zna a nie czytała choć jednej z ich powieści. Każdy może wymienić co najmniej kliku takich autorów. U mnie są to: Haruki Murakami, Terry Pratchett, Agatha Christie czy Thomas Hardy. Projekt "Dobrze Znane Nieczytane" to wyzwanie a jednocześnie i szansa by zabrać się wreszcie za te powieści. Pierwszy post z tego cyklu to Nicholas Sparks i jego dwie powieści: "Jesienna miłość" oraz jakże wszystkim znany "Pamiętnik". Kolejność nie jest tu przypadkowa.


"Jesienna miłość" - Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
OPIS WYDAWCY
W oryginale po raz pierwszy: 1999
Stron: 224
Czas akcji: rok 1958 - szkoła średnia
Bohaterowie: Landon Sullivan, Jamie
W kolejności: NR 55/2015/09/03 (411)

Tak wszyscy zachwalali tego Nicholas'a Sparksa, że od dawna na liście lektur miałam jakąś z jego powieść. Przyznam, że jeśli chodzi o ten tytuł, to skusiłam się przede wszystkim na nowe wydanie "Jesiennej miłość". Oczywiście nie kupiłam tej książki tylko ze względu na ładną oprawę graficzną - opis też mnie zaciekawił. Dopiero potem zobaczyłam, że to dość stara powieść i mogłam spokojnie poszukać jej w miejskiej bibliotece. W Biedronce (na przełomie wiosny i lata) była jednak taka promocja... Czas lektury przypadł na podróż pociągiem i tam praktycznie udało przeczytać mi się połowę z stron tej książki. "Jesienna miłość" wprawiła mnie w dobry humor, zaciekawiła i rozśmieszyła.Styl pisarza zdecydowanie potrafi oczarować czytelnika. Sposób w jaki autor prowadzi historię zarówno odpręża jak i bawi.

O czym opowiada jednak ta "Jesienna miłość" i kiedy się wydarzyła? Początkowo mamy scenę jak z filmu. Bohater idzie wzdłuż ulic znanego miasta. Ma już za sobą nie tylko długą drogę, ale i lata doświadczeń. Nagle, jak za sprawą czarów czy niezwykle trafnych efektów specjalnych, przenosimy się do czasów jego młodości. Teraz jest znów rok 1958, a Landon Sullivan nadal jest w szkole średniej. Młodzieniec nie ma za dobrej reputacji wśród sąsiadów. To jednak inne czasy i nieodpowiednie zachowanie wyznaczają tu zupełnie inne zasady. Landon to w zasadzie sympatyczny chłopak i pozornie nic go nie łączy z córką pastora imieniem Jamie. Dziewczyna mogłaby uchodzić nie tylko za jego przeciwieństwo. Jamie znana jest z tego, że każdemu pomoże, nawet jeśli sama przez to straci. Rówieśnicy nie wiedzą jak rozmawiać z kimś, kto jest w ich wieku, a przez szkolne korytarze przechadza się z egzemplarzem Biblii. Ścieżki Landona i Jamie przetną się nie jeden raz  (wątek romantyczny jest tutaj wręcz nieunikniony), ale jak to tego dojdzie, skoro tych dwojga nic nie łączy? Finału, jaki ma "Jesienna miłość", trudno się na początku tej opowieści spodziewać. W międzyczasie jednak pojawiają się pewne sygnały, a jeśli czytało się już "Gwiazd naszych wina", są one wręcz nie do przeoczenia.

Jest ekranizacja tego filmu (z 2002 roku), ale już z tak krótkiego trailera zobaczyć można, że powieść i książka to dwa odmienne światy. Zmieniono przede wszystkim postać głównego bohatera, robiąc z niego o wiele większego zabijakę niż był w pierwowzorze. Czy skuszę się na ten film? Nie jestem co do tego przekonana, ale kolejnym powieścią Sparksa pewnie nie odmówię. Zresztą wcześniej znałam je tylko od tej filmowej strony - przerobione ich wersje w postaci ekranizacji ("Ostatnia Piosenka" czy "I wciąż ją kocham"). W listopadzie (2015) pojawiła się zaś nowa kolekcja wydawnicza od Wydawnictwa Albatros, w której publikowane są kolejne powieści tego amerykańskiego autora. Tak właśnie nabyłam "Pamiętnik" po promocyjnej cenie i w twardej oprawie. Co z tego wynikło?

"Pamiętnik" - Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros / OPIS
W oryginale po raz pierwszy: 1999
Stron: 252
Czas akcji: pokolenie II wojny światowej - czasy po wojnie
Bohaterowie: Noah & Allie
W kolejności: NR 68/2015/11/04 (424)

Allie i Noah połączyła pierwsza miłość. W dodatku taka wakacyjna. Jako nastolatkowie zostali rozdzieleni, potem świat ogarnęła Druga Wojna Światowa, aż obojgu udało się cało i zdrowo powrócić do domu. Minęło tak wiele czasu. Teraz Noah spędza dnie odremontowując swój dom - trzymając się wspomnień z wszystkich lat w nim spędzonych, a Allison szykuje się do ślubu z Lon'em. Kobietę o artystycznej duszy (lecz także z wyższych sfer) łączy z młodym prawnikiem zgodność charakterów. Tylko czy to wystarczy? Allie pragnie sprawdzić, jaką siłę po tylu latach nadal ma ta pierwsza miłość. Wybiera się więc w podróż by dotrzeć na miejsce, gdzie spędziła tamte pamiętne wakacje... Jakie jest jej zaskoczenie, gdy Noah wciąż czeka. "Pamiętnik" to przede wszystkim opowieść o tym, jak próbować można odkryć, kto jest nam przeznaczony.

Dlaczego jednak ta historia uchodzi za tak romantyczną? Często zdarza się, że tytuł ten wymieniany jest jako film, którzy bohaterowie oglądają w seriach (wielokrotnie). Przykładowo? Niech będzie nawet pierwszy sezon serialu "Teen Wolf", gdzie Lydia zmusza do jego powtórnego seansu Jacksona. Siła miłość z "Pamiętnika" objawia się dopiero po latach, kiedy bohaterowie zmagają się już nie tylko z wiekiem, lecz i zatracaniem się wspomnień. Jedno słowo więcej byłoby już spoilerem.

PODOBIEŃSTWA: Nicholas Sparks ma to do siebie, że tworzy postacie takich bohaterów, których niezwykle łatwo przychodzi polubić - zupełnie niezależnie od tego, czy pochwalamy ich zachowania czy też wręcz przeciwnie. Zarówno "Pamiętnik" jak i "Jesienna miłość" napisane są w podobny sposób. Historię rozpoczyna mężczyzna, który o ważnych w jego życiu wydarzeniach opowiadał będzie z perspektywy wielu lat. Nie ma to jednak dla niego znaczenia, bo wciąż żywe przetrwały w jego pamięci - a to ze względu na to, że tylko on z dwojga niegdyś młodych i szaleńczo zakochanych ludzi jeszcze jest w stanie o nich pamiętać. Jest też wątek religijny (głębokiej wiary), która przejawia się w najtrudniejszych momentach życia - w obu tych historiach to znajdziemy.

POPULARNOŚĆ: Zdaje mi się, że co wpływa na popularność książek Sparksa to właśnie ich styl. Są one napisane bowiem w taki sposób, że po ich stronach dosłownie się płynie, a lektura umyka nie wiadomo zupełnie kiedy. Przedstawione historie nie mają jakiejś zwariowanej (niespotykanej) fabuły, co więcej często można przewidzieć ich przebieg. Co nie zmienia faktu, że i tak chcemy je czytać. Wciąga właśnie to, jak autor potrafi historię opowiedzieć - a robi to świetnie.

PODSUMOWANIE: Dwie pierwsze powieści od tego autora dość niespodziewanie połączyły się w całość. "Jesienna miłość" jak i "Pamiętnik" mają sporo wspólnego. Sposobem na otworzenie się i przetrawienie emocji w obu powieść jest właśnie spacer (wspólny - dwojga osób). Co więcej jest jeszcze kwestia tłumaczenia tytułu. "Pamiętnik" to dosłowne tłumaczenie (choć w praktyce są to nie tylko zapiski, lecz i listy), ale "Jesiennej miłości" w amerykańskich tytułach tego autora nie znajdziecie. To dlatego, że ta powieść to "A Walk to Remember", czyli dosłownie "spacer wart zapamiętania". Ponadto w obu historiach występuje choroba, która zabiera osobę / jej pamięć. Ważne pozostaje jednak zachowanie drugiej połówki (brawa panowie!), która nie poddaje się i wiernie trwa przy swoim uczuciu.

Znacie już powieści Sparksa? Które z jego książek Wam najbardziej się podobały?
A może także macie swoją grupę pisarzy, którzy są dobrze znani - a ich dzieł jeszcze nie czytaliście?

poniedziałek, 26 października 2015

"Nieskończoność trwała"

"Musimy się spotkać we Śnie"

Michael swoje życie do tej pory dzielił między to spędzane We Śnie albo Na Jawie. Można powiedzieć, że w naszym przypadku jest bardzo podobnie, prawda? Niekoniecznie. Rzeczywistość Michaela to świat przyszłości. Czas spędzony Na Jawie ogranicza on zaś do minimum. To smutny i szary obraz dnia codziennego. Zaś We Śnie - cóż to tam zaczyna się prawdziwe życia - choć jednocześnie jest i najbardziej sztuczne. Snem nazywa się rzeczywistości całkowicie wirtualne... Technicznie jednak aż nadto realne. Analogia nazwy do znanego nam stanu snu nie pozostaje tu zupełnie bez znaczenia.

GAME ON: Michaela poznajemy, gdy znalazł się on dokładnie między młotem a kowadłem. Nie było też w tym za wiele jego winy. Może troszkę. Która jednak osoba, o umiejętnościach hakerskich, nie pomagałaby sobie manipulacjami w kodzie, by przeżycia z gry uatrakcyjnić? Pamiętacie jeszcze te proste gry, gdzie jeden tylko kod zabierał Was na odległy poziom czy nieznaną dotąd lokalizację? Michael manipuluje takimi właśnie kodami.... tylko, że w największej z wirtualnych rzeczywistości. VirtNet to nowy dom wszystkich pokoleń przyszłości.

CEL - GŁĘBIA ŻYCIA: Michaelowi dano wybór bez możliwości dokonania wyboru. Chłopak marzył by kiedyś być jednym z najlepszych i dostać się do jeszcze bardziej zaawansowanego z wirtualnych światów zwanego jako "Głębia Życia". Natrafił jednak na ślad terrorysty w rzeczywistości gier - Kaine'a. Przez to spotkanie znalazł się zarówno na celowniku niebezpiecznego gracza, który raz na zawsze potrafi człowieka wyeliminować z gry (tym samym pozbawiając go prawdziwego życia na Jawie), jak i wzbudził zainteresowanie służ SVN. To oni zarządzają dostępem do VirtNetu. Jeśli Michael nie pomoże znaleźć im Kaine'a, zabiorą mu całe wirtualne życie. Gdyby zdecydował się owego hackera poszukać, ten dotkliwie doświadcza swoje ofiary i nie gra według żadnych znanych komukolwiek zasad.

BOHATEROWIE WIRTUALNEGO ŚWIATA: Poza Michaelem nie ma w tej serii aż tak dużo postaci. Są agenci SVN, ale nie pojawiają się zbyt często. Michael zaskarbił sobie za to przyjaźń dwójki innych hakerów - Sary i Brysona. Razem postanawiają przemierzyć nieznane i zakodowane zakamarki VirtNetu by odkryć lokalizację legendarnej już Ścieżki, która prowadzić może do Kaine'a - osoby numer jeden na liście terrorystów przyszłego świata. James Dashner nie rozciąga niepotrzebnie serii i zarówno Kaine'a jak i dawnego legendarnego gracza (który lata temu zaginął) Michael i reszta ekipy spotykają jeszcze w pierwszym tomie. O ile sławny gracz mnie zaskoczył, o tyle wizualizacja Kaine'a troszkę już rozczarowała.

PODOBIEŃSTWA: Początkowo obawiałam się troszkę, że to powieść podobna fabularnie do książki "Player One". Ernest Cline tak wykreował świat bohatera, że ten praktycznie tylko wstawał na moment by się posilić, pospać czy wykonać inne niezbędne codzienne czynności, a potem zaraz wracał do wirtualnego świata, który nie tylko bardziej był atrakcyjny od rzeczywistości, ale też w nim ludzie praktycznie żyli. Podobnie wygląda życie Michaela z tym wyjątkiem, że nie mieszka on w slumsach lecz w pustym apartamencie. Kolejne podobieństwo stanowiła postać legendarnego gracza, którego osiągnięcia wszyscy próbowali prześcignąć. Tak było i w pierwszym tomie Doktryny. Jeszcze jedna wspólna dla obu historii rzecz to gry, które popularne były kiedyś, ale młodsze pokolenia ich nie znają.... Muszą je jednak poznać, by odkryć tajemnicę, bo to tam ukryto różne wskazówki w kodzie. Na całe szczęście James Dashner lepiej poprowadził swoją opowieść, która choć składa się z obrazu różnych gier, to dąży do czegoś innego.

JAK PRÓBY LABIRYNTU: W przetrwaniu liczy się zarówno inteligencja, zdolności jak i spryt. Michael, Sara oraz Bryson nie wiedzą tak naprawdę, w jakiej grze biorą udział. Ci, którzy wysyłają ich na misję, nie mogą im pomóc... aż do ścisłego finału. Podobno wysłano też inne grupy hakerów, które mają te sam cel. Każda z kolejnych prób, jakie stawia przed bohaterami Ścieżka, jest coraz trudniejsza. Brzmi znajomo? Na podobnej zasadzie rozgrywały się Próby Labiryntu w poprzedniej trylogii tego autora. Obie powieści mają elementy przypominające bardziej scenerię gier komputerowych niż typowo powieści. Zarówno Thomas jak i Michael - obaj nie są świadomi swojej roli, która zaczyna się na długo przed tym... niż sięgałaby ich pamięć.

OD STRONY TECHNICZNEJ: Objętościowo "W sieci umysłów" jest o wiele mniejsze od któregokolwiek z tomów "Więźnia Labiryntu". Podział wewnątrz książki także może zaskoczyć. Otóż rozdziały są dość krótkie, a do tego zostały podzielone na jeszcze krótsze.... sceny czy też fragmenty. Jaki jest sens zastosowania takiego podziału, nawet po zakończeniu już lektury trudno jest odgadnąć.  "W sieci umysłów" to poręczne i małe wydanie (choć w żadnym wypadku pocket, gdyż czcionka jest z tych większych), które można czytać zawsze i wszędzie.

MINUSY W PLUSY: W czasie lektury szybka zmiana przeróżnych scenerii typowo wyjętej z gier może lekko nużyć. Kiedy jednak prześledzi się raz jeszcze całość fabuły, takie przeskoki są jednak zaliczane jako plus. Dzięki nim dowiadujemy się o wojnie grendlandzikiej w 2020 roku - co dla bohaterów było już wieki temu (co pozwala choć trochę określić czas akcji wydarzeń). Może latający krąg, labirynt wewnątrz wulkanu czy oblężenie średniowiecznej fortecy z użyciem laserów... to scenariusz troszkę zbyt mocno zaczerpnięty z logiki gier...mimo to autorowi nie brak wyobraźni i nie raz potrafi nas zaskoczyć.

PODSUMOWANIE: James Dashner w swojej nowej serii uaktywnia kolejną wizję antyutopijnego świata. Nie jest to wizja rzeczywistości tak zniszczonej ani jakże bezwzględnej jak ta znana z "Więźnia Labiryntu". Tym razem jest to inna prognoza przyszłości, w której najbardziej zaawansowane technologie potrafią naśladować życie, a w wielu przypadkach nawet je prześcignąć. To opowieść o sztucznej inteligencji zyskującej własną świadomość i pragnącej czegoś więcej niż tylko żywotu tworu ludzkiego. Znalazł się tu też świetny motyw gry - rzeczywistości wirtualnej, działającej jednak na zasadach podobnych do snu. James Dashner jako autor znany jest z szybkiego tempa akcji, zabawnych dialogów i zaskakujących zwrotów akcji - to także znaki rozpoznawcze jego nowej serii - Doktryny Śmiertelności.

"W sieci umysłów" - James Dashner
SERIA: DOKTRYNA ŚMIERTELNOŚCI #1
Wydawnictwo: Albatros
W kategorii: Antyutopijne / sztuczna inteligencja
Stron: 384
Tytuł: "W sieci umysłów" nabiera znaczenia dopiero po rozegraniu się finałowej sceny. Nie jest to jednak przypadkowy czy też poetycki tytuł - ma on konkretne znaczenie i odniesienie do fabuły
W kolejności: NR 62/2015/10/04 (418)

DOKTRYNA ŚMIERTELNOŚCI to trzy tomy:
1. W sieci umysłów  2. The Rule of Thoughts  3. The Game of Lives  

* Za oceanem opublikowano już tom drugi, natomiast trzeci zapowiadany jest jeszcze na ten rok.

W przypadku "W sieci umysłów" najlepszą rekomendacją byłoby podanie jednego ze zwrotów akcji. Zrobić tego nie mogę, ponieważ to spory spoiler i dotyczy wydarzeń ścisłego finału tomu pierwszego. Jednocześnie jednak szczegół ten nastawia powieść na zupełnie nowy kurs, którego potencjał będzie można odkryć dopiero w kontynuacji. Kierunek jest tak dobry, że tom drugi musi w tym przypadku okazać się lepszym od pierwszego. To dla mnie tego typu seria, gdzie część wprowadzająca wypada słabiej, ale musi zostać przedstawiona by odpowiedzieć historię dalej.

wtorek, 8 września 2015

"Ostrość widzenia rzeczywistości"

[ PRZEDPREMIEROWO ] 

W antyutopijnej wariacji na temat losów baśniowego Kopciuszka dziewczyna nie przyszła na bal z własnej woli. Odzyskała jednak kontrolę nad swoim ciałem i udaremniła próbę zamachu. Żal jej tylko serca - zarówno swojego jak i Księcia. Skoro nie był to syn senatora, to kto okupował jego ciało? Kto przemówił do Callie jak nikt inny w tym świecie pełnym przemocy i bezwzględności? Bohaterka nie chce dopuścić do siebie myśli, że w tak okrutny sposób wkradł się do jej serca wróg. Niespodziewana pomoc przychodzi od syna złego wynalazcy. To Hyden sam ofiarowuje ofertę współpracy i teraz cała trójka (Callie i Michael) stara się pokrzyżować plany dziedziców banku ciał. Czy uda im się doprowadzić rozpoczętą opowieść do finału?

STARTERZY, ENDERZY I MIDDLERZY: "Ender" to kontynuacja antyutopijne opowieści rozpoczętej w "Starterze". Przemysł wynajmu ciał wszedł właśnie w nową fazę. Teraz osoby takie jak Callie nazywa się już nie Starterami a Metalami. Nie chodzi tutaj o upodobania muzyczne czy styl ubierania tylko o metalowe płytki, które młodsze pokolenie pozwalało sobie wmontować u podstawy mózgu tak aby możliwy był wynajem ich ciał. Część osób skusiła wizja chirurgi plastycznej, poprawiającej wszelkie niedoskonałości, część zmusiła do wynajmu skrajna bieda i życie na ulicy. Nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie wojna bakteriologiczna, która zabił średnie pokolenie, pozostawiając tylko dzieci i ich dziadków, a tych ostatnich średnia życia o wiele się wydłużyła. Poznaliśmy już racje obu stron oraz kulisy życia Starterów i Enderów. Tym bardziej zaskakujące jest, kiedy w fabule na powrót pojawiają się Middlerzy - część społeczeństwa, której nie powinna już być.

SERIA W KONTYNUACJI: "Starter" pozostawia czytelnika w momencie zniszczenia i zamknięcia sprawy Prime Destination (luksusowej klinki wymiamu ciał dla bogatych), ale wiele wątków pozostaje otwartych. Callie nadal nie wie, kim może być Stary Człowiek oraz czyj głos tak naprawdę usłyszała w swojej głowie za pośrednictwem neurochipu - ojca czy kogoś kto tylko się pod niego podszywa? Czy może sobie pozwolić na nadzieję? Tożsamość Starego Człowieka to chyba najlepiej z poprowadzonych wątków w tej powieści. Rozwiązanie zagadki to co prawda jedna z opcji, którą brało się na początku "Endera" pod uwagę, ale Lissa Price sprawiła, że czytelnik w miarę rozwoju akcji pomysł ten odrzucił.

METALE W AKCJI: "Ender" to podobnie jak "Starter" narracja pierwszoosobowa wyłącznie z punktu widzenia jednej głównej bohaterki, jaką jest nasza Callie. Powieść to prosty i przejrzysty styl, który sprzyja szybkiemu temu lektury. Co napędza rozwój wydarzeń to także nowe lokalizacje, które zmieniają się dość szybko. Jest tutaj klika podziemnych osad, gdzie razem żyją Starterzy i Enderzy, skrywając się w obawie przed kolejnym atakiem biologicznym, który tak odmienił poprzednio ich świat. Sporo czasu bohaterowie spędzają w sekretnym laboratorium i w opancerzonej ciężarówce, skłaniając innych Metali (co za zabawne tłumaczenie) by przeszli na ich stronę. Znajdzie się i chwila w więzieniu kolejnej z amatorskich kliniki ciał jak i w siedzibie osoby odpowiedzialnej za nieszczęście Callie i nie tylko. Właściwie kto jest za wszystko związane z wynajmem nastoletnich ciał odpowiedzialny? Odpowiedź nie będzie prosta - nie jest to tylko osoba, nie będzie to też jedynie wróg, ale także ktoś o wiele bliższy sercu bohaterki.

PLUS I MINUSY: Powieść utrzymuje stały poziom akcji z wyjątkiem pobytem trójki bohaterów w klinice, która ma przejąć dziedzictwo Prime Destination. Trudno odgadnąć jest intencje prowadzących placówkę, a sami bohaterowie są nieźle skołowani... traktując porywaczy prawie jak partnerów w poszukiwaniu możliwości uwolnienia od neurochipów. Do tego stopnia pomieszały się tam strony konfliktu (mimo faktu poddania trójki bohaterów maratonowi tortur), że gdy w klinice dochodzi do eksplozji, bohaterowie biegną sprawdzić co się stało, zamiast wykorzystać moment zamieszania i liczbę rannych by z więzienia uciekać. Skutki wybuchu są oczywiste, nie trzeba ich sprawdzać, wiadomo kogo wśród Starterów właśnie zabrakło. Zamiast wolności jest odprowadzenie do sali pod kluczem. Kiedy później uda się już uciec, powieść odzyskuje poprzedni rytm akcji i zachowuje go aż do finału. Gdy poznajemy już, czym była owa amatorska klinika i kto stał za jej sterami, staje się po części jasne, dlaczego autorka nie chciała by bohaterowie znienawidzili to miejsce. Nawet z perspektywy czasu czuć w tamtej poprzedzającej finał części pewien fabularny falstart.
Co troszkę szwankuje to także wątek miłosny - świetnie zaczęły, troszkę gorzej już poprowadzony. Callie nie jest też typem bohaterki z którą nie ma problemów. Można odnieść wrażenie, że nieustannie potrzebuje pomocy któregoś z panów. Nie ma tutaj typowego trójkąta, ale Hyden i Michael nie raz poróżnią się w tej kwestii. Dziewczyna nie definiuje jasno, kim jest zainteresowana, może dlatego, że najchętniej zatrzymałaby obu panów: jednego w roli przyjaciela, drugiego jako kogoś więcej. Nie ma w tym nic złego, poza tym że należałoby jasno postawić sprawę.

NA TLE ANTYUTOPII: Całość serii to tylko powieść "Starter" i towarzyszący mu sequel "Ender". Opowieść Lissy Price musi jednak konkurować z wieloma innym historiami, które rozgrywają się w antyutopijne rzeczywistości. Callie to nie pierwsza bohaterka, która zrobi wszystko by ocalić swoje młodsze rodzeństwo - podobnie było już w sławnych "Igrzyskach" czy też "Piątej fali". Młodzi ludzie, którzy nawet wolność są zdolni poświęcić dla usunięcia wszelkich skaz czy też niedoskonałości ciała, i ich późniejsza sytuacja często przypominała fabułę innej serii - Brzydcy, Śliczni, Wyjątkowi. "Starter" wraz z "Enderem" to wizja świata, która łączy też w sobie wątki znane z "Intruza" oraz serialowego Domu Lalek "Dollhouse".


Mało w kontynuacji jest motywu losów Kopciuszka, który dominował tom pierwszy, ale akcja nie traci przez to na znaczeniu. Kopciuszek udawał kogoś innego... ale co jeśli, ktoś na ten czas także wypożyczył sobie cało Księcia? Czyją osobowość skrywała tamta maska? By poznać odpowiedź, trzeba poznać "Endera". Nie żeby czytelnik miał jakiś większy wybór w tej kwestii, bo jeśli zna się już "Statera" to trzeba dokończyć przygodę w "Enderze". Powieści te są zbyt bardzo ze sobą związane, a zagadka zbyt ciekawa by pozostawić ją bez odpowiedzi.

"Ender" - Lissa Price
[ FINAŁ SERII]  Tom II
W kategorii: Antyutopijne Inspiracje
Stron: 335
RECENZJA TOMU 1 -> STARTER
W kolejności: NR 53/2015/09/01 (409)
W SKRÓCIE: Całość serii to tylko powieść "Starter" i towarzyszący mu sequel "Ender". Trzeba jednak szykować się na lekturę obu, bo tylko wtedy tworzą obraz całości historii. Znajdzie się tutaj sporo scenerii znanej z innych antyutopijnych światów, ale powieść szczególnie powinna spodobać się tym, którzy chcieli być zobaczyć jak może wyglądać powiązanie "Intruza" z serialowym "Domem Lalek".
Do poczytania -> CAŁY ROZDZIAŁ 1

PREMIERA: 9 WRZESIEŃ 2015

poniedziałek, 29 czerwca 2015

"Sezon burz piaskowych"

"Kąsamy i nie dajemy się zabić, by kąsać dalej."

TAK NAGŁY POCZĄTEK: Poznajemy Elisę (naszą główną i jedyną narratorkę), gdy ma ona lada moment wyjść za mąż. Narzeczonego nie widziała w życiu jeszcze ani razu, ale marzy by był on choć troszkę szpetny. Takie dziwne i niespodziewane życzenie, prawda? Dlaczego miałaby pragnąć takich cech u przyszłego męża? Książę okazuje się być jednak miły i przystojny... a nasza bohaterka, nieustannie porównująca się z starszą siostrą, aktualnie zmagająca się z dopięciem sukni ślubnej, wypada jak zawsze niekorzystanie w tym zestawieniu. Dlaczego więc wydano za mąż właśnie ją... a nie piękną, zgrabną i obytą w świcie dyplomacji siostrę?
Początkowo wiemy tylko, że Elisa w dniu chrztu otrzymała znak, jako wybranka Boga, oraz dotychczasowe życie spędziła, studiując święte księgi.

POCZĄTKOWY PROFIL BOHATERA: Elisa nie czuje się za dobrze w swoim ciele. Uwielbia różnego rodzaju słodkości i jedzenie ogólnie, dlatego często nie może opanować pokusy, a zdarza się jej i zajadać stres czy nerwy. Ponieważ czytelnik zaznajomiony zostaje z wszystkimi ograniczeniami, jakie się wiążą z posiadaniem większej nadwagi, można było śmiało zakładać, że z czasem Eliza napotka takie wydarzenia, które karzą jej zbędne kilogramy zrzucić... Nie ma tutaj niespodzianki, bo tak właśnie się dzieje. Troszkę to przewidywalny pod tym względem wątek, ale... jednocześnie dobrze zobrazowana walka z własnymi słabościami.

Czy tylko to zamążpójście tak całkowicie odmieni życie Elisy? Poznajmy więcej szczegółów i spojrzymy na opowieść "Dziewczyny Ognia i Cierni" jeszcze raz. Powieść ta bywa bowiem mocno nieprzewidywalna. Zdecydowanie początek... nie zapowiadał aż takiej historii. Akcja rozkręca się jednak dopiero od części drugiej (podział wewnątrz pierwszego tomu serii).

"Największą słabością królestwa Joya d'Arena, mawiał on, jest jego rozległość."

HISTORIA W SZERSZEJ PERSPEKTYWIE: Wiemy już o intrygującym począteku opowieści, kiedy akcja rozpoczyna się w dzień ślubu. To jednak tylko wycięty fragment, a całość stanowi historię losów Lucero-Elisy de Riqueza, książniczki Orovalle, oraz w skrócie wspomina także innych wybrańców, którzy nosili wcześniej Boski Kamień - błękitny klejnot, który umieszczony zostaje w ciele osoby (konkretnie w pępku) przez padającą smugę światła. Elisa będzie też wkrótce królową w "kraju na pusyni, który się nazywa Joya d'Arena". Do tej roli o wiele lepiej nadawała by się jej piękna siostra Juan-Alodia, która od zawsze zaangażowana była w politykę i szkoliła się w sztuce dyplomacji. Przyszły małżonek to Król Alejandro - niezwykle przystojny i jeszcze młody władca (Ale czy bez wad i słabości?). Szybko całe to małżeństwo okazuje się przeważnie częścią traktatu pokojowo - militarnego. Zza pustyni nadciąga bowiem cała armia Inviernych.

POZBAWIENI HISTORII: Elisa nie jest jednak na obcym dworze całkiem bezbronna - wiedzę o zachowaniu czy strategii jaką ma przyjąć, czerpie nie w tak dużym stopniu z życiowych doświadczeń, jak z książek, które czytała po kilkanaście razy. Jednym z nich jest Scriptura Sancta, która należy do zbioru świętych tekstów, jakie osoba nosząca Boski Kamień znać powinna. Ale czy to jedyna potrzebna lektura? Okazuje się, że jest o wiele bardziej szczegółowe we wskazówkach dzieło Homera "Afflatus". Czemu Elisę trzymano więc w niewiedzy? I to jej własna rodzina?

WBREW CZY W SŁUŻBIE PROROCTWU: Elisa sama nie może więc być pewna swojego przeznaczenia, wiedząc tak mało na temat swoich poprzedników i ich misjach. Okazuje się dość prędko, że wiele odłamów religijnych już przesądziło o losie księżniczki, każdy z nich inaczej go interpretując. Według jednych nie wolno interweniować i wybraniec ma pozostać nieświadomy. Inni chcą przekazać mu jak najwięcej informacji, inni jeszcze... wyrwać Boski Kamień z ciała, pozbawiając wybrańca życia, a tym szans na wypełnienie misji.

"To był pocałunek bez szans na szczęśliwy finał, więc wolę, żeby pozostał w mojej pamięci odrealniony, niezamykający możliwości."

W LICZNIE TRZECH: Tom pierwszy podzielony jest wewnątrz na trzy część. Tutaj część druga jest największa, kiedy trójka to taki epilog na ponad 150 stron. Prawdziwa akcja powieści znacznie przyśpiesza i skupia się na części środkowej właśnie. To w tym czasie dokonuje się największa przemiana: zarówno wewnętrzna jak i zewnętrzna bohaterki. Elisa nie zostaje jeszcze królową tak szybko, jakby się tego spodziewała. Ma jednak szansę pełnić rolę przywódcy i wpływać na losy zbliżającej się wojny... w o wiele bardziej bezpośredni sposób. Na swojej drodze napotyka też osoby, które mogą coś więcej wiedzieć o losach poprzednich wybrańców. Czy udało im się wypełnić ich misje? Czy byli świadomi posiadania takiego zadania? Może to w ich historii jest klucz do wyjaśnienia misji Elisy?

PODEJRZENIA: Po emocjonującej lekturze, trzeba przyznać, że nadal nie wyjaśniła się rola ojca jak i siostry księżniczki Orovalle w całym tym przedsięwzięciu. Obiecane wsparcie militarne dociera, ale ani sam król ani druga królewna nie pojawiają się już ponownie w fabule, mimo tak dramatycznych wydarzeń w których skład wchodzi zarówno porwanie jak i atak największej od setek lat armii. Już ten sam brak troski o losy córki i siostry budzi więc podejrzliwość czytelnika.

PODOBIEŃSTWA DO ŚWIATÓW INNYCH SERII: Konstrukcja tego tytułu sama w sobie brzmi już znajomo, prawda? "Dziewczyna ognia i cierni" to podobnie brzmiący tytuł co "Pieśń lodu i ognia". Zabieg ten nie jest przypadkowy. Powieść Rae Carson miała być taką "Grą o Tron" dla młodzieży. To książka jednak bardziej zbliżona klimatycznie chociażby do "Ery Pięciorga" Trudi Canavan. Nie ma tu co prawda wielu bogów, jest za to jeden, który wybiera sobie kolejnych Wybrańców. Choć w prywatnych modlitwach pojawiają się momentami idee podobne chrześcijaństwu, Rae Carson odzwierciedla jednak tylko ten obraz w świcie stylizowanym na średniowiecze, gdzie można spotkać jeszcze znikome ślady magii. Same elementy fantastyczne zupełnie nie dominują fabuły. Do finału nie ma jednoznacznego potwierdzenia czy też zaprzeczenia występowania jakichkolwiek większych (niż przeczucia) nadprzyrodzonych zdolności u Elisy.


"Dziewczyna ognia i cierni" - Rae Carson
Wydawnictwo: Albatros / INFO
W kategorii: Wybraniec i nieznana misja
W kolejności: NR 37/2015/06/02 (393)
FRAGMENT do poczytania: 18 stron (około dwa rozdziały)
STRON: 416, ale czcionka do sporych nie należy, zmieściło się więc tu sporo akcji
OCENA: Powieść wielokrotnie mnie zaskoczyła i oceniałabym ją o wiele wyżej... gdyby nie ścisły finał (ten, kto już czytał, będzie kojarzył pewien wiatraczek....). Niewątpliwie jest tutaj jednak potencjał w historii na całość trylogii. Wydawało się, że będzie to opowieść o politycznym sojuszu poprzez małżeństwo, a okazało się walką o wolność od własnych ograniczeń. Elisa nigdzie indziej jak właśnie poza dworem, zarówno rodzinnym jak i męża, będzie miała dopiero szansę udowodnić swoją rolę jako Wybraniec.
OKŁADKA: Ciekawa koncepcja, gdzie w kamień wpisana została twarz głównej bohaterki, jednocześnie "nosicielki" takiego właśnie kryształu.
Opowieść Elisy to TRYLOGIA OGNIA I CIERNI:
1. Dziewczyna ognia i cierni     2. The Crown of Embers      3. The Bitter Kingdom

"Dziewczyna ognia i cierni" na rynku anglojęzycznym obecna jest już od 2011 roku. Całość trylogii ukazała się już w oryginale

wtorek, 7 kwietnia 2015

Kopciuszek w Starterze


POWÓD DO LEKTURY: Od czasu premiery książkowych "Igrzysk" zawsze zwracam szczególną uwagę na ten gatunek powieści. Może właśnie dlatego, że antyutopijne opowieści potrafią lepiej uzmysłowić skalę danego problemu, który istnieje już obecnie, poprzez pokazanie go w futurystycznej przyszłości. Choć to historie opowiadające o tym, co dopiero być może będzie, jest to także rodzaj refleksji nad rzeczywistością dnia dzisiejszego. Co może się stać, jeśli nie znajdzie się rozwiązania dla danego problemu? W powieści "Starter" jest to kwestia starzejącego się typu społeczeństwa oraz znacznego przedłużenia średniej wieku dla pracy, przejścia na emeryturę i ... ogólnie życia.

BRAKUJĄCE POKOLENIA: Stany Zjednoczone właśnie mierzą się z konsekwencjami niedawnej wojny bakteriologiczna, która usunęła część populacji, znajdującej w wieku od 20 do 60 lat. Nie tak miało być. Szczepionkę podano najmłodszym i najstarszym, gdyż to oni byli najbardziej podatni... a to oni jako jedyni przetrwali. Zniknęło pokolenie rodziców, pozostali najmłodsi i ich dziadkowie. O ile komuś się poszczęściło na tyle, by mieć jeszcze dziadków. Powstało więc bardzo podzielone społeczeństwo, gdzie młodzi i silni mogli odebrać miejsce starszym... szczególnie, że sto przeżytych lat życia w tej wersji przyszłości to dopiero początek. Choć wydłużono średnią wieku, nie udało się jednak zachować młodości ciała... ale i na to antyutopijna przyszłość ma już swoja odpowiedź.

ŻYCIE NA WYNAJEM: Do świata podzielonego na Starterów (najmłodsze pokolenia) i Enderów (pokolenie dziadków) wprowadza nas Callie. Dziewczyna wraz z młodszym bratem i przyjacielem ukrywają się w pustostanie. Lepsze to niż trafienie do ośrodka. Ten stan nie może jednak trwać wiecznie, gdyż Tyler (młodszy bra Callie) potrzebuje lekarstw i pomocy, na które nie ma środków, gdyż w tym świecie obowiązuje ustawa o ochronie zatrudnienia dla (bardzo licznego) starszego pokolenia, a młodsze sieroty praw nie mają żadnych.
Rozwiązaniem problemu bohaterów wydaje się być firma Prime Destinations, która zajmuje się wynajmem ciał nastolatków dla starszego pokolenia. Z opuszczonych biurowców, dosłownie z rudery, Callie przeniesie się do rezydencji w Beverly Hills, choć nie będzie z tego nic pamięć, a czas wynajmu odbierze zaledwie jako sen. Obudzi się za to o wiele, wiele bogatsza. Co jednak, jeśli ocknie się zbyt wcześnie?

PODOBIEŃSTWO HISTORII:
I. Wynajem: Pierwsze i natychmiastowe skojarzenia przemysłu zajmującego się "wynajmem ciał" to serialowa opowieść z lat 2009 - 2010 (OPINIA). Tam w dwóch sezonach, które także uwzględniają antyutopijną koncepcję świata, poznajemy historię Echo i tego jak znalazła się w Domu Lalek (Dollhouse). Bohaterka żyła, cóż jak żyła, aż ktoś uznał, że jej ciało i młodość można o wiele lepiej wykorzystać. Teraz jako Echo, nie pamiętając nic sprzed czasu zanim znalazła się w Domu Lalek, przyjmuje kolejne osobowości. W tym świecie osobowość można zgrać na dysk, a osoba która wynajmuje lalkę może na nowo spotkać kogoś, kogo kiedyś znała, lub też umówić się na idealne spotkanie, z kimś o pożądanych cechach charakteru. Choć "Starter" ma w swojej fabule także próbę zabójstwa czy też obalenia organizacji zajmującej się wynajmem, to tak daleko jak twórcy "Domu lalek" w swojej koncepcji nie idzie.
II. Relacja dawna - najemca: Nagłe usłyszenie głosu czy też poczucie czyjejś (dodatkowej) obecności w ciele dawcy to zwrot akcji bardzo dobrze znany wszystkim, którzy czytali już "Intruza" (OPINIA). Walka o przejęcie kontroli, a raczej o jej odzyskanie, nad własnym ciałem i sprzeczne interesy obu rezydentów (oryginalnego i rentera / Duszy) to chwile, które decydują o przyszłości fabuły w obu książkowych historiach.
III. Młodsze rodzeństwo w tarapatach: Callie robi wszystko by ochronić młodszego brata - Tylera. Tak jak Katniss by ocalić Prim, w czasie "Piąta fala" Cassie walczy o przetrwanie swoje i młodszego braciszka. Tutaj rodziców także zabrała zaraza. Ma się te dodatkowe atrakcje z tym młodszym rodzeństwem w antyutopijnym świecie.
IV: Starsze konta młode pokolenie: Świat, w którym w młodym pokoleniu widzi się zagrożenia, a obywateli jako dzieci już zamyka w zakładach o zaostrzonym rygorze, to schemat czytelnikowi bardzo dobrze już znamy, przykładowo z "Deklaracji" (OPNIA), gdzie także występuje problem Długowieczności.

KOPCIUSZEK W ANTYUTOPII: Tego wątku z całą pewnością nie spodziewałam się w "Starterze" znaleźć, a jest on tutaj i to całkiem sporo miejsca mu poświęcono. Jakoś trudno to sobie wyobrazić? Otóż Callie, przebudzona wbrew zasadom w ciele swojej renterki, żyje jej życiem. Po pierwsze nie chce złamać warunków najmuj (i nie dostać zapłaty), po drugie otrzymuje ostrzeżenie od osoby, która jej ciało wynajęła. Niczym Kopciuszek (Callie) poznaje księcia, idzie z nim na bal, ukrywając przy tym swoją prawdziwą tożsamość. Książę oczywiście księciem nie jest, ale synem senatora. Jeśli o ten baśniowy motyw chodzi, to jest tu nawet osławione zgubienie pantofelka! W "Starterze" motyw Kopciuszka stanowi jednocześnie dość przewrotny i lekko mroczny wątek powieści, jeśli patrzeć już na całość fabuły.

REKOMENDACJA: Powieść Lissy Price z 2012 roku to antyutopijna historia pełna akcji. Choć mamy tutaj do czynienia z kombinacją wcześniej znanych już wątków (czy to z innych powieści czy też serialowych opowieści), można łatwo dać ponieść się fabule, a autorka potrafi zaskoczyć więcej niż parę razy. Po młodzieżowych antyutopiach zawsze spodziewam się opowieści pełnej napięcia i tutaj właśnie taką dostałam. Styl, w jaki opowiedziana została ta powieść, bardzo sprzyja tempu szybkiej akcji, rozdziały nie należą tu do zbyt długich, a  większe opisy zdarzają się nie za często. Czasem w jednym krótkim paragrafie streszcza się działania wpisane w ciąg całego dnia lub nagłą zmianę lokalizacji. Nie potrafiłam się jednak zidentyfikować z Callie ani bardziej przejąć jej zmiennym losem, może poza momentem, kiedy trafiła do osławionego ośrodka.

PLUS: Obecność reinterpretacja wątku Kopciuszka, napotkana w tej powieści, była bardzo miłym zaskoczeniem i niewątpliwie miała ona stanowić ozdobę tej książki, lecz jakoś nie emocjonowała w tym wydaniu tak jak zawsze. Z futurystyczną wersją tej baśni o wiele lepiej poradziła sobie Marissa Meyer w "Sadze księżycowej - Cinder". Tutaj są to tylko pojedyncze sceny, które zawierają jednakże ciekawe rozmyślania, jakie dziewczyna zwana Kopciuszkiem, mogła mieć, kiedy pojawiła się przed nią perspektywa poznania księcia. Jako antyutopijna przygoda "Starter" jak najbardziej się sprawdza, a zakończenie opowieści zachęca do sięgnięcia po kontynuację pod hasłem "Ender".


"Starter" - Lissa Price
[SERIA] Tom pierwszy z dwóch
Wydawnictwo: Albatros
OPIS WYDAWCY 
FRAGMENT DO POCZYTANIA (ROZDZIAŁ 1)
W kategorii: Antyutopijne
Stron: 400
Oprawa graficzna: Niejednego skusi taka lśniąca okładka i zapowiedź dobrej akcji - tego jestem pewna. Sama koncepcja okładki to tajemnica, a związana jest z pewnym szkicem. Jednocześnie białe włosy można odnieść do metafory całości tej historii: ponad stuletniej dusza, który wynajmuje sobie młode ciało do celów tylko jej znanych. Brzmi to może i bardzo upiornie ale książka nie jest przerażająca, przypuszczalnie dlatego, że opowieść skierowano do młodzieży.
W kolejności: NR 25/2015/04/02 (381)
PREMIERA: 8 KWIETNIA 2015

środa, 25 grudnia 2013

"Spełnić trzy życzenia"

"Usłyszycie wiele rzeczy zadziwiających, wręcz niewiarygodnych, proszę was jednak o zaufanie i tymczasowe zawieszenie niewiary, jakbyście siedzieli w kinie i oglądali fantastyczny film."

"Dzieci lampy" to tytuł wyszukany w jednym z tych koszyków promocji tanich książek, a że akurat chciałam poczytać więcej historii z udziałem dżinnów w związku z obecnością takiego wątku w OUAT, to wpasowała się ta powieść idealnie. 

Jednym zdaniem jest to opowieść o proporcji / dysproporcji szczęścia do nieszczęścia w świecie. Opisuje losy bliźniąt, które podobne do siebie nie są i trudno nawet powiedzieć, że Filipa i John to rodzeństwo. Z zaskakującą łatwością odgadują jednak swoje myśli. Nie ma w ich życiu nic nadzwyczajnego, może z wyjątkiem tego, że dom przypomina muzeum. Dzieci cierpią też na klaustrofobię do takiego stopnia, że nawet na najwyższe piętra wchodzą po schodach, a nigdy nie skorzystają z windy. Wszystko zwyczajnie trwa do dnia, kiedy okazuje się, że bliźnięta mają już zęby mądrości... w wieku lat dwunastu. Oczywiście trzeba je usunąć, a w czasie narkozy dowiadują się o istnienie swojego wujka z Anglii, który prosi o spotkanie. By sprawdzić na ile senna wizja to prawda, Filipa i John decydują się poprosić rodziców o letnie wakacje spędzone samodzielnie w Londynie i ku ich zdziwieniu rodzice nie odważą się im odmówić. Zaczynają się też spełniać wypowiadane głośno życzenia.

Miejsca, gdzie przeniesie zaraz akcja, niezmiennie zaskakują. Niemożliwe, mówimy pod koniec rozdziału, by zobaczyć z początkiem następnego, że jednak to prawda. Początek to Nowy Jork, a potem już Londyn, Kair i wiele innych - pustynnie gorących lub lodowo zimnych miejsc na planie przygód.

Powieść posiada bardzo nieprzewidywalną fabułę - jak na powieść dziecięcą/ młodzieżową i w porównaniu do książek obecnie wydawanych oraz tak zachwalanych na rynku, ta wydana przed kilku laty (2007), bije te nowsze na głowę. Do tego brytyjski autor ma niesamowite poczucie humoru, które docenia przede wszystkim starszy czytelnik:
"Nemrod i bliźnięta natknęli się tylko na tabun japońskich turystów, którzy przyjechali do Londynu, żeby oddać część Hermesowi, greckiemu bogu handlu, podróży oraz absurdalnie kosztownych torebek."

PYTANIA O NATURĘ BAŚNI
Dlaczego dżinny przy wychodzeniu z lampy najpierw zamieniają się w dym? Czemu tak wiele z baśni o tych istotach rozgrywa się w gorącym klimacie pustyni? Jak to jest naprawdę ze spełnianiem trzech życzeń i komu one przysługują? Ile kosztuje spełnienie jednego, ludzkiego życzenia?

W książce pozornie tylko dla dzieci znaleźć można odpowiedzi na te i wiele innych pytań, a mnóstwo z nich to baśnie zmieszane z mitologią. Dla mnie ta historia to też pozyskanie ciekawej perspektywy, bo dzięki niej lepiej teraz postrzegam ten szczególny, egzotyczny wątek w "Dawno, dawno temu w Krainie Czarów", a który jak widać po półfinale serii, będzie o wiele bardziej znaczący dla całości opowieści spin-off.

Dzieci lampy i Dżinn Faraona - P.B.Kerr (lit. brytyjska)
Wydawnictwo: Albatros
W ramach projektu: Dżinny (Mitologiczne i Baśnie)
W kolejności: NR 92/2013/12/04 (274)
Ocena: Tytuł to już sama zagadka do okrycia. Dzieci lampy... czyli będzie to opowieść o dżinnach! Tutaj też Anglia połączona zostaje z Krajem Pustyni - zupełnie jak w OUAT in Wonderland. Celny czytelniczy strzał i odkryta cudowna opowieść - dość dawno już wydana, a zdaje się, że niesłusznie zapomniana.
Kontynuacja:
Tom 2 - Dzieci lampy i królowa Babilonu
Tom 3 - Dzieci lampy i kobra królewska
*U nas wydano tylko trzy części, lecz całość serii Dzieci lampy liczy sobie siedem tomów.
Jeszcze życzenia z tej książki, na tegoroczne święta ;)
"Niechaj wszystkie wasze życzenia się spełnią prócz jednego, żeby zostały wam jakieś pragnienia w życiu. I niech najsmutniejszy dzień waszej przyszłości nie będzie gorszy niż najszczęśliwszy dzień waszej przeszłości."

PYTANIE: Znacie jakieś książki o dżinnach?
W planach mam jeszcze powrót do serii "Wyklęta" od Rachel Caine.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...